Autor: Natalia Przeździk
data wydania: 24 czerwca 2026
liczba stron: 320
wydawnictwo: Filia
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
"Mazurskie anioły" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Natalii Przeździk. Czy udane?
Wanda od dziecka żyła pod presją. Najpierw matki, a potem Konrada z którym tworzy czteroletni związek. Tak naprawdę o cztery lata za długo. W końcu znalazła w sobie odwagę, i w krótkim komunikacie napisanym na kartce oznajmiła, że odchodzi.
W trudnym dla niej momencie może liczyć na wsparcie Izy, najlepszej przyjaciółki. To za jej namową wyruszają w podróż na Mazury.
Miałam ostatnio ogromną ochotę na coś lekkiego, odprężającego, sielskiego,z takim letnim zacięciem. I co tu dużo mówić, trafiłam idealnie. Już sama okładka zaprasza do lektury.
Początek tej powieści jest zaskakujący. Mną wstrząsnął emocjonalnie, poczułam ogromną kulę w gardle gdy o tym czytałam. Jak można stłamsić, zniszczyć psychicznie własne dziecko? Zabrać mu wszelką radość z poznawania świata, sterować nim na każdym kroku, obrażać. Przecież coś takiego nie mieści się w głowie, i trudno w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć. Bo raczej nie dla jego dobra? Tak bardzo było mi żal Wandy. Matka, osoba najważniejsza w życiu, którą powinno się kochać, szanować tak okropnie ją skrzywdziła. Miała nadzieję, że u boku Konrada odżyje, ale w tym przypadku wpadła z deszczu pod rynnę. Z każdym kolejnym atakiem paniki, sytuacja robiła się coraz bardziej dramatyczna, aż w końcu Wanda to zrobiła,i zerwała niewidzialną smycz. Poczuła się jak wolny ptak, który wszystko może, nic nie musi.
Za namową Izy, najlepszej przyjaciółki wyruszyły w wyjątkową podróż, a mi nie pozostało nic innego, jak dołączyć do tego jakże zgranego kobiecego duetu. Czułam, że nudy na tym wyjeździe nie będzie. Dobór atrakcji zapewnił mi świetną zabawę do samego końca, a dzieje się, oj dzieje.
Autostop? Dlaczego nie. Nocleg pod namiotem w leśnej głuszy? Jestem na tak. Spływ kajakowy? Warto spróbować. To kilka przykładów, bo nie chcę zdradzać wam wszystkich smaczków. Napiszę tylko, że w pewnym momencie robi się mały kryminał z powodu zaginięcia...korony. Mam nadzieję, że zostaliście zaintrygowani.
Odnośnie bohaterów, to z każdą kolejną stroną ich liczba rośnie. Powstaje spora grupka świetnie wykreowanych postaci: Damian (ksiądz - włóczęga), Dobrochna ( fanka słowiańskich klimatów), Tomasz ( miłośnik historii )- to tylko trzy przykłady. Każda z nich jest inna, każda wnosi coś zupełnie innego do tej historii. Za to razem doskonale się uzupełniają. Wanda mogła liczyć w trudnych momentach tylko na pomoc Izy, los jednak niespodziewanie postanowił powiększyć grono jej przyjaciół.
Głównym miejscem akcji są Mazury, więc nie mogło zabraknąć opisów, które jeszcze bardziej zachęcają do odwiedzenia tego jakże pięknego zakątka naszego kraju i skosztowania regionalnej kuchni. Na szczególną uwagę zasługują historyczne ciekawostki dotyczące "Krainy Tysiąca Jezioro", i to w jaki sposób zostały wplecione w treść.
Liczyłam po cichu na świetnie skonstruowaną historię, która wciągnie mnie od samego początku, a po przeczytaniu ostatniej strony pojawi się lekki smutek, z powodu jej zakończenia. Zawodu nie było, bo "Mazurskie anioły" to powieść, którą czyta się rewelacyjnie. Została tak napisana, że nie sposób się od niej oderwać, i chce się jeszcze więcej. Autorka wykonała kawał dobrej roboty. Sądząc po zakończeniu, śmiem stwierdzić, że nie jest to ostateczne rozstanie z bohaterami, i cieszę się z tego ogromnie.
Jest zabawnie, ale pewne sytuacje wymagają powagi, refleksji ze względu na poruszoną tematykę. Niestety nasze życie nie zawsze jest kolorowe i radosne.
Serdecznie polecam wam tę książkę. Jest to idealna propozycja na letni wypoczynek, nie tylko na Mazurach.
POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz