poniedziałek, 29 grudnia 2014

NIEWOLNICE ( Recenzja )

Autor: Dolen Perkins-Valdez
data wydania: 16 stycznia 2013
liczba stron: 352
wydawnictwo: Nasza Księgarnia










"Niewolnice" to debiut literacki Dolen Perkins-Valdez. Nie powiem, ale sporym zaskoczeniem dla mnie było to, że pisarka wybrała akurat taką tematykę dla swojej pierwszej książki. Widocznie postanowiła zaryzykować i teraz pada pytanie...Czy to ryzyko się opłaciło?

Lizzie, Rennie, Słodka i Mawu to cztery niewolnice, które co roku spotykają się w kurorcie Tawawa w towarzystwie swoich panów. Mężczyźni w trakcie takiego pobytu spędzają swój wolny czas na polowaniach, korzystają z kąpieli w siarkowych źródłach. Natomiast wieczorami odwiedzają swoje niewolnice, które na ten czas   przemieniają się w atrakcyjne kochanki. Nie jest to łatwe z powodu dziennej pracy, którą muszą wykonywać.
Każda z nich inaczej traktuje swojego "właściciela". Lizzie obdarzyła swojego pana głębszym uczuciem, jak i również dwojgiem dzieci. W związku z czym jest przez niego inaczej traktowana. Ma więcej przywilejów niż pozostałe kobiety. Rennie, jest najstarszą niewolnicą z całej czwórki. Właściciel traktuje ją  w sposób skandaliczny, a najgorsze jest w tym to, że dzieli się nią z innymi mężczyznami. Można tylko sobie wyobrazić co może  czuć ta kobieta. Mawu, to jedyna niewolnica, która pragnie uwolnić siebie jak i pozostałą trójkę. Planuje ucieczkę, która niestety kończy się dla niej tragicznie...Natomiast stosunki Słodkiej z jej panem były na początku dość dobre, ale gdy zaszła w kolejną ciążę  zmieniły się diametralnie. Brak wsparcia od strony mężczyzny oraz jakiejkolwiek przerwy w pracy  dla kobiety, która spodziewa się dziecka jest czymś niewyobrażalnym. Niestety Słodka tego doświadczy.
Najwięcej uwagi autorka książki poświęciła Lizzie. Tylko ona  obdarzyła swojego pana uczuciem. Trudne jest to do wytłumaczenia, gdy kobieta, która wykonuje ciężką pracę, wykorzystywana jest seksualnie przez mężczyznę jest w stanie  go pokochać. Ich stosunek do siebie należy do grupy tych pozytywnych. Kobieta postanawia to wykorzystać, ma nadzieję że uda jej się sprawić, że jej dzieci będą mogły cieszyć się wolnością. Walczy również o godne życie. Czytelnik będzie miał możliwość poznania Lizzie od czasów jej dzieciństwa po wczesną młodość. W jaki sposób zaskarbiła sobie zaufanie u swego pana, a także jak zareagowała na jej istnienie jego żona.

Jest to książka wypełniona po brzegi emocjami. Z każdej strony wypływają falami. Są to fale burzliwe i zawierają w sobie dość duże pokłady dramaturgii. Czytając zdanie po zdaniu warto zatrzymać się na chwilę i poddać je odrębnej analizie. Jak można traktować w taki sposób kobiety. Ciężka praca, którą musiały wykonywać przy piekącym słońcu, wieczorne spotkania z mężczyznami. Do tego brak kontaktu z najbliższymi, a najgorsze brak informacji na temat swoich dzieci. Czy żyją, czy nic im nie dolega. Życie w takiej ciągłej niepewności musiało być dla nich koszmarem, który trudno jest sobie wyobrazić. A do tego informacja, jaką mogły usłyszeć dotycząca sprzedaży swoich pociech jako przyszłych niewolników...
Chwile słabości zdarzały się bardzo często, w tedy myślały o ucieczce. Miały nawet wiele okazji żeby tego dokonać, ale nie zrobiły tego. Może się bały, albo nie potrafiły tego zrobić...Wiedziały, że przy boku swoich "właścicieli" będą miały co jeść, dach nad głową...,a może powodem tego było zwykłe przyzwyczajenie do takiego życia....Strach przed karą  też robił swoje.

"Niewolnice" to książka, którą czyta się w towarzystwie paczki chusteczek. Wzrusza i porusza do głębi. Ryzyko, którego  podjęła się autorka opłaciło się i to z nawiązką.

POLECAM
MOJA OCENA 9/10

sobota, 20 grudnia 2014

W ŚWIĄTECZNYM KLIMACIE ....:-)


Święta Bożego Narodzenia już tuż-tuż. W galeriach handlowych tłumy ludzi, z każdego sklepu wydobywają się dźwięki kolęd lub piosenek świątecznych. Miasta już udekorowane światełkami....Chyba przyszedł czas na zastanowienie się jak ubrać w tym roku choinkę. Może w barwach złota, a może tym razem postawić na delikatność i wystroić drzewko w samą biel...Każdy ma swoją koncepcję. Ja za pomocą zdjęć chciałabym zaprezentować Wam choinki mola książkowego...:-)


 

 


zdjęcia: internet

środa, 17 grudnia 2014

PRZEMINĘŁO Z WIATREM ( Recenzja )

Autor: Margaret Mitchell
data wydania: 2008 (data przybliżona)
liczba stron: 880
wydawnictwo: Albatros










"Przeminęło z wiatrem", o tej książce powiedziane i napisane zostało chyba już wszystko. Ale i tak dziwnym trafem pojawiają się nowe recenzje, toczone są na jej temat rozmowy. Może dlatego, że jest to powieść jedyna w swoim rodzaju i mamy potrzebę żeby po nią sięgnąć i o niej mówić. Rozpala w człowieku emocjonalny ogień, który z każdą kartką wybucha swoim żarem. Nasze myśli rozgrzewają się do czerwoności. Margaret Mitchell stworzyła literackie arcydzieło, wyjątkowe w swej wyjątkowości. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał tej książki lub zastanawia się nad jej przeczytaniem (w końcu ma sporo stron), proponuję zrobić to natychmiast !!

Główną bohaterką w książce jest Scarlett O'Hara. Pochodzi z dobrego domu, jest córką jednego z najbardziej zamożnych plantatorów bawełny. Poznajemy ją w czasie gdy ma zaledwie 16 lat. Zachwyca wszystkich mężczyzn swą urodą.  Pragnie mieć koło siebie coraz  większy wianuszek wielbicieli, a głównym jej problem jest dobór odpowiedniej sukni na dane przyjęcie.
Autorka ukazała ją jako osobę, dla której  liczą się tylko dobra materialne. Zaszczepionych zostało w niej wiele negatywnych cech charakteru. Począwszy od zakochania się w samej sobie, próżność oraz brak powściągliwości jeśli chodzi o kontakty z mężczyznami. Uważana jest za flirciarę, która nie zna umiaru.
Jest postacią bardzo wyrazistą,  należy do najbardziej znanych bohaterek w świecie literackim. Ma w sobie coś, co przyciąga jak magnez. Nie jest sztampowa i może właśnie to ją wyróżnia pośród pozostałych kobiet, z którymi  mamy do czynienia czytając książki.

Tak, zgadza się jest flirciarą, ale jednocześnie wyjątkową miłością obdarzyła jednego mężczyznę. Jest nim Ashley. Gdy tylko dowiedziała się o jego zaręczynach z inną kobietą wpadła w głęboką rozpacz. Cała została wypełniona nienawiścią do przyszłej żony Ashleya - Melanii. Pozbywa się swoich złych emocji w sposób dość niekonwencjonalny. Świadkiem tejże sceny staje się - Ret Butler. Bardzo przystojny i intrygujący mężczyzna. Niestety jego przeszłość nie należy do najlepszych. Jest przysłowiową "czarną owcą" w swojej rodzinie. Nawet przez chwilę nie pomyślała, że owa postać spowoduje w jej życiu sporo zamętu.
Pragnie zrobić wszystko co tylko możliwe, aby zapobiec ślubowi. Niestety wszystkie jej starania nie powodują zmiany w podjętej już decyzji przez Ashleya. W związku z tym, planuje zemstę. Pod wpływem impulsu poślubia brata Melanii - Karola.

Wybucha wojna secesyjna. Przy odgłosach wystrzeliwanych armat oraz akompaniamencie końskich kopyt poznajemy dlasze losy zamożnych południowców, którzy z niecierpliwością wyczekiwali, aż w końcu konflikt zbrojny dojdzie do skutku. Głęboko wierzą, że swój pozytywny  finał będzie mieć po stronie Południa. Niestety stało się zupełnie inaczej...?
Scarlett  żyje w głębokim przekonaniu,  że ta wojna nie będzie jej dotyczyć, ani jej bliskich. Niestety bardzo się myliła...Jej dotychczasowe życie legnie w gruzach tak, jak i całe Południe...

Czytając książkę poznamy historię Stanów Zjednoczonych, oraz zwyczajowość wyższych sfer. Zostaniemy zaproszeni na wystawne bale i przyjęcia. Niestety wojna sprawiła, że wszystko to...przeminęło. Przedstawiony został również w sposób bardzo ciekawy i na szczęście nie aż tak drastyczny, obraz niewolnictwa.
W powieści natrafimy na wiele interesujących postaci. Ich cechy wewnętrzne jak i te zewnętrzne zostały nakreślone w sposób bardzo klarowny. Psychologiczne opisy każdej z tych osób sprawiły, że książka nabiera jeszcze większej wartości. Na specjalne wyróżnienie zasługuje bezapelacyjnie postać głównej bohaterki. Z upływem czasu przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Z podlotka przemienia się w kobietę dorosłą, odważną, ale niestety w dalszym ciągu nie wiedzącą czego tak naprawdę pragnie. Jest jedna rzecz dla której zrobiłaby wszystko, nawet w stanie jest poświęcić siebie dla tej sprawy. Jest nią Tara - ukochana ziemia. To ona trzymała ją przy życiu w tym trudnym dla niej i całej południowej społeczności okresie.
Jej dłonie, które przyzwyczajone były do luksusów zmieniają się razem z nią...Ciężka praca, walka o byt powoduje w niej zmiany również te zewnętrzne.
Jak się okazuje miała w sobie pokłady cech charakteru o wydźwięku pozytywnym. Kto by się tego  po niej spodziewał, prawda?

Ret Butler, co można powiedzieć o tym bohaterze? Warto wspomnieć, że jest to postać o bardzo ciekawej osobowości. Pewny siebie, mocno stąpający po ziemi...i zakochany.

Pisząc recenzję zatrzymałam się na moment przy samym tytule książki. Uważam, że został do niej dobrany idealnie. Wybuch wojny sprawił, że dotychczasowe sielskie życie mieszkańców Południa przeminęło wraz z pierwszym świstem i uderzeniem o ziemię kuli armatniej. Bogaci plantatorzy stracili swoje majątki, piękne domy obróciły się w pył, tak jakby uderzył w nie huraganowy wiatr.
Z drugiej strony w jaki sposób został przedstawiony wątek miłosny po między Scarlett a Retem...Nie wiem, jak ja bym postąpiła w takiej sytuacji, ale może dałabym temu mężczyźnie szansę. A tak to, miłość również przeminęła...,chociaż może nie do końca...Warto nad tym się zastanowić przez dłuższą chwilkę i poddać ten wątek własnej interpretacji...

Książka do cieniutkich nie należy, to fakt. Osobiście jak dla mnie, było to jej ogromną zaletą. Mogłam na dłużej przenieść się w świat arystokracji, pięknych dam oraz przystojnych, dobrze wychowanych dżentelmenów. Czytając, nuda nie była mi straszna.

Powieść doczekała się ekranizacji filmowej, która również podbiła wiele ludzkich serc i w dalszym ciągu to czyni.  W takim razie gdy książka została przez mnie przeczytana teraz nie sposób przejść obojętnie obok jej kinowej wersji..,tak dla porównania :-)

Na koniec zaproponuję jedną z piosenek fantastycznego zespołu jakim jest Lemon...o dość wymownym tytule :-)



POLECAM 
MOJA OCENA 10/10








środa, 10 grudnia 2014

FOTOGRAFUJĄC KSIĄŻKI cz. III


Niby jesień jeszcze trwa, ale za oknami robi się coraz zimniej. Rtęć w termometrach pokazuje temperaturę poniżej zera. Ale jak na razie lekki mrozik nie jest taki zły. Każda pora roku ma swoje uroki. Nie mogłam w dniu dzisiejszym przejść obojętnie obok tak pięknych mroźnych krajobrazów. Szadź stworzyła cudowne malowidła. Mam nadzieję, że moja książkowa modelka ani Ja nie dostaniemy po dzisiejszym plenerze kataru :-).
Moje miasteczko :-)


 





 



poniedziałek, 8 grudnia 2014

WYWIAD Z PISARZEM :-)


archiwum pisarki

Nie jestem nawet w stanie tego opisać, jak wielka radość we mnie wstąpiła. Przeprowadzając pierwszy półkowo-książkowy wywiad pomyślałam sobie: matko jedyna, ja taka amatorka biorę się za takie rzeczy. Teraz mogę stwierdzić, że świetnie się bawię...:-).
Zachęcam do przeczytania kolejnego wywiadu z pisarzem, a raczej z pisarką :-). Jest nią Pani Karolina Wilczyńska
Kobieta posiadająca wiele talentów, swoje serce ma przepełnione dobrocią i miłością. Jej książki cieszą się niesłabnącą popularnością, a najnowsza pozycja "Jeszcze raz, Nataszo" sięga już najwyższych miejsc rankingowych. 






Półka z książką: Na samym początku chciałabym bardzo podziękować za poświęcony czas dla Półki z książką oraz jej czytelników. Jest Pani pisarką, ale pisać można nie tylko książki. Przypuśćmy, że odbiera Pani telefon od osoby, która zajmuje się produkcją seriali oraz filmów z propozycją, żeby to właśnie Pani napisała scenariusz do nowego serialu. Jak reaguje na taki telefon Karolina Wilczyńska?

Karolina Wilczyńska: Uwielbiam wyzwania, więc na pewno ucieszyłabym się z takiej propozycji. Jednak, gdy już opadłyby pierwsze emocje, na pewno poświęciłabym sporo czasu na naukę, bo zawsze staram się podchodzić do wszystkiego profesjonalnie. Nigdy nie pisałam scenariusza, więc czekałoby mnie sporo pracy. A gdy scenariusz byłby gotowy - z niecierpliwością obgryzłabym paznokcie, czekając na opinie widzów.


PzK: Obecnie książki piszą już chyba wszyscy. Można zauważyć taki "bum" na pisanie książek wśród osób znanych. Piszą nie tylko swoje biografie. W sklepach można natrafić na różnego rodzaju poradniki jak i również bajki dla dzieci. Jednym wychodzi to lepiej, drugim troszkę mniej. Jakie cechy powinien posiadać dobry pisarz, a może z takim darem  po prostu trzeba się urodzić?

KW: Prawdę mówiąc nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wydaje mi się, że potrzebne jest "to coś", ale równie ważna jest praca nad warsztatem. A do tego jeszcze odrobina szczęścia. Rzeczywiście, ja również obserwuję zjawisko, które Pani opisuje, ale taką twórczość traktuję bardziej jako towar, dodatkowy "bonus do nazwiska" dla osób znanych. Ani mnie to ziębi, ani grzeje. 

PzK: W mediach rozgorzała dyskusja na temat odświeżenia kanonu lektur szkolnych. Przyznam się, że ja również miałam problem z ich czytaniem, ale teraz staram się nadrabiać swoje czytelnicze braki. Może nie za pomocą tego typu książek, ale robię wszystko co w mojej mocy. W każdej dziedzinie staramy się iść z biegiem czasu, tylko jakoś z lekturami jest mały problem. Wiem, że warto, a nawet raczej trzeba sięgać po klasykę literatury. Co sądzi Pani na ten temat?

KW: W tym wypadku mam chyba tradycyjne poglądy. Stanowczo uważam, że poznanie klasyki, szczególnie rodzimej literatury to niezbędny element, tzw. ogólnego wykształcenia. Zdaję sobie sprawę, że czasami może to być nie łatwa lektura, ale dobry nauczyciel powinien potrafić pokazać jej ponadczasowość. I tu chyba jest kłopot - zbyt mało mamy nauczycieli-pasjonatów. Ja miałam szczęście, bo trafiłam w szkole podstawowej na cudowną polonistkę, za co dziękuję losowi. Oczywiście nie mam nic przeciwko wprowadzeniu do kanonu lektur szkolnych pozycji współczesnych, ale całkowite pozbywanie się klasyki uważam za działanie szkodliwe. Powinniśmy znać swoje korzenie, te literackie też.

PzK: W dobie internetu ciężko jest zachęcić młodego czytelnika aby sięgnął po książkę. Może Pani jako pisarz, ma na to jakiś swój magiczny sposób? 

KW: Sądzę, że w obiegowych opiniach posługujemy się stereotypami. Wiem, że  młodzi ludzie jednak czytają. Warto też zauważyć, że internet nie jest uosobieniem zła, a jedynie nową formą, z której i pisarze, i wydawcy powinni korzystać. Skoro młodzi ludzie wolą ekran monitora czy telefonu od papierowej książki, to należy dać im możliwość wyboru. Przecież ebooki cieszą się coraz większym powodzeniem. To tak jakby po wynalezieniu druku ktoś upierał się, że prawdziwy czytelnik to wyłącznie ten, który sięga po ręcznie przepisywane książki, prawda? Nie ma sensu ucieczka przed postępem, nowymi technologiami. Trzeba z nich korzystać.

PzK: Zaintrygował mnie bardzo tytuł Pani najnowszej książki "Jeszcze raz, Nataszo". No właśnie: jeszcze raz. Tylko ile takich "jeszcze razów" może być w naszym życiu. Warto próbować do skutku?

KW: Oczywiście, że warto próbować. I takich razów w naszym życiu może być nieskończenie wiele. Bo żyjemy tylko raz, więc warto podejmować próby, walczyć o swoje szczęście, swoją wizję. Często jest trudno, popełniamy błędy, musimy przyjąć porażki, ale warto traktować je jako naukę, czasami weryfikować sposoby realizacji marzeń i...próbować jeszcze raz. 

PzK: Czy tytułowa Natasza może być dobrym wzorcem dla współczesnych kobiet?

KW: Sama nie lubię, gdy ktoś tworzy "wzorce" czy "ideały" i próbuje mi wmówić, że powinnam do nich dążyć, więc nie miałam zamiaru tworzyć tego rodzaju postaci. Moim zamiarem było pokazanie jednej z dróg, losów kobiety, jej wyborów i sposobu na poradzenie sobie w trudnych chwilach. Jeżeli czytelnicy odnajdą w tej powieści coś dla siebie, pomoc czy wskazówkę - będę bardzo szczęśliwa. 

PzK: W Pani twórczości pojawiają się dwa gatunki literackie: obyczajowy oraz mroczny. Może teraz przyszedł czas na coś z fantastyki :-) ?

KW: Fantastyka to nie moja bajka. Zresztą uważam, że życie i ludzkie losy są wystarczająco niesamowite i nieprzewidywalne, więc nie czuję potrzeby wymyślania alternatywnej rzeczywistości. Fascynuje mnie to, co widzę i obserwuję wokół siebie, a szczególnie ludzkie emocje. To światy jakich nie wymyśli żaden autor powieści fantastycznych. 

PzK: Teraz powinno paść pytanie co lubi Pani czytać, ale ja zapytam czego lubi słuchać Karolina Wilczyńska. Ma Pani swój ulubiony rodzaj muzyki ?

KW: Zawsze bardziej przemawiały do mnie słowa, więc teksty utworów są dla mnie  ważne. Nie mam ulubionego gatunku. Gdybym miała coś wybrać, to najlepiej czuję się w klimatach bluesowych, ale lubię też mocny rock. Muzyka, której słucham musi współgrać z moim aktualnym nastrojem, muszę ją czuć, musi wzbudzać emocje...

PzK: Mamy już grudzień. Święta Bożego Narodzenia już zapasem. Podzieli się Pani z nami swoimi wspomnieniami związanymi z tymi magicznymi świętami. Mogą być związane z kulinariami :-).

KW: W Świętach Bożego Narodzenia najbardziej cenię możliwość spotkania z rodziną, spokojnej rozmowy, pobycia ze sobą bez codziennego pośpiechu. Święta zawsze spędzam u Mamy - nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. I nie ma na świecie nic pyszniejszego niż jej zupa grzybowa i pasztet. O, przepraszam, i jeszcze kajmak z bakaliami  - niebo w gębie!
Za to bardzo irytuje mnie przedświąteczny pęd, miliony tandetnych ozdób, atakująca mnie kakofoniczna mieszanka różnych kolęd. Uciekam przed komercjalizacją świąt. Od tłoku w galerii handlowej wolę moje mieszkanie, własnoręcznie zrobione ozdoby i herbatę z imbirem w towarzystwie rodziny i psa. 

PzK: Na koniec zadam Pani przewrotne pytanie, również związane z tematyką świąteczną: choinka sztuczna czy prosto z lasu?

KW: Sztuczna. Mam jedną od kilku lat i będę ją miała pewnie wiele następnych. Łza mi się w oku kręci na widok tych wycinanych młodych drzewek, które po dwóch tygodniach lądują w śmietnikach. Po co? Nie lepiej, żeby rosły spokojnie. Uff, zdenerwowałam się. Dobrze, że nie spytała Pani o karpie, bo to sprawa, która jeszcze bardzie mnie złości...Tak czy inaczej : życzę wszystkim spokojnych i rodzinny Świąt. 

Jeszcze raz Pani Karolinie dziękuję, że zgodziła się odpowiedzieć na pytania w tak ciekawy sposób. 
W związku ze zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia również i ja składam Pani życzenia:

Gdy pierwsza gwiazdka na niebie zabłyśnie...
Wiec o tym, że o Tobie w net pomyślę...
Niech w Twym sercu niegasnący ogień miłości się tli...
Niech szczęście w twych oczach lśni...
Uśmiech nigdy z ust nie znika...
Zdrowie niech twoim najlepszym przyjacielem będzie...zawsze i wszędzie :-) 




Zapraszam wszystkich do odwiedzenia strony internetowej Pani Karoliny (kliknij tutaj) oraz jej strony na facebooku: https://www.facebook.com/WilczynskaK :-)



OPOWIADANIA:


 









POWIEŚCI:

 


UWAGA:

W związku z wywiadem niebawem pojawi się konkurs, w którym do wygrania będzie książka "Jeszcze raz, Nataszo". Fundatorem nagrody jest Wydawnictwo Czwarta Strona :-)









niedziela, 7 grudnia 2014

KLIENT ( Recenzja )

Autor: John Grisham
data wydania: 1998 (data przybliżona)
liczba stron: 320
wydawnictwo: AMBER








Grisham - jest to nazwisko, które ma już swoją renomę na rynku literackim. Wstyd się przyznać, że "Klient" to moje pierwsze spotkanie z twórczością tak popularnego pisarza. Książka posiada również swoją wersję filmową, w której w rolach głównych zagrali Susan Sarandon i Tommy Lee Jones. Powieść uznawana jest za najlepszą  w całym dotychczasowym dorobku pisarza. 

Mark i Ricky, dwójka małych chłopców których łączy braterska nić. Ich dzieciństwo niestety nie należy do kolorowych. Mieszkają tylko z mamą w jednej z przyczep kempingowych na obrzeżach miasta. Tak naprawdę słodkie z nich urwisy. Któregoś dnia starszy z braci wybiera się do lasu, na przysłowiowego dymka. Na uwagę zasługuje fakt, że ma dopiero jedenaście lat...Wypływają braki wychowawcze, brak ojca powoduje przyspieszone tempo dojrzewania u chłopca. Pełen ciekawości Ricky chce iść razem z nim.
Dzień jak co dzień. Niespodziewanie w trakcie leśnych wojaży dochodzi do makabrycznej sceny, której chłopcy stają się jedynymi świadkami. Starszy mężczyzna ze wszystkich sił pragnie pożegnać się z ziemskim życiem. W pewnej chwili samobójca zauważa Marka i zdradza mu pewną tajemnicę, a mianowicie miejsce ukrycia zwłok wysokiego rangą polityka. Całe to wydarzenie, zmienia diametralnie ich życie.
Organy ścigania za wszelką cenę chcą odnaleźć chłopca i zmusić go do wyjawienia tego co widział, a przede wszystkim togo co usłyszał. Czytając książkę zauważymy, że policja oraz inne instytucje stoją po przeciwnej stronie. Biedny i wystraszony chłopiec, w końcu przecież to jeszcze dziecko potrzebuje prawniczej pomocy. Właśnie z taką pomocą wychodzi mu na przeciw pewna pani prawnik - Reggie Love. Jest to kobieta, która potrafi walczyć do końca. Tym bardziej jeśli jej klientem staje się dziecko.

Powiem tak - zostałam kupiona. Książka od pierwszych stron mnie tak wciągnęła, że z wypiekami na twarzy wgłębiałam się w jej treść. Byłam tak ciekawa całej tej historii, że chociaż kilka stron musiało zostać przez mnie przeczytanych, a ostatnio czasu było troszkę mniej. Cała ta historia rozgrywa się w bardzo szybkim tempie. Z każdą stroną czytelnik wpada w wir wydarzeń, które zmieniają się z godziny na godzinę. W pewnym momencie, można zauważyć, że to już koniec. Przecież ten biedny chłopak wpadł w takie tarapaty, że żaden dorosły nie wyszedł by z takiej sytuacji bez szwanku.
Bohaterowie ukazani zostali w sposób fantastyczny. Jeśli miałabym przyznać specjalne wyróżnienie, podarowałbym je Markowi. Jest bardzo sprytnym dzieciakiem, a zarazem tak dojrzałym. Jego sytuacja rodzinna powoduje wzruszenie, ale jednocześnie jego matka może być z niego bardzo dumna.
Wyjątkową postacią jest również Reggie. Młoda pani prawnik, której życie również jest troszkę skomplikowane. Charakterna z niej kobieta.

"Klient" - jedno słowo, a wzbudziło we mnie tyle emocji. Jestem zachwycona tą książką. Może nie zaczytuje się w tego typu literaturze, ale wiem, że jeszcze nie raz sięgnę po książki Johna Grisham oraz innych autorów.
Świat polityki oraz mafijnych porachunków zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Natomiast dłużej zastanowiłam się nad postępowaniem organów ścigania. W pewnym momencie przyszła mi do głowy pewna myśl, czy czasami policja nie została skuszona grubą kopertą.
Jeśli chodzi o zakończenie, jak dla mnie było skonstruowane w sposób bardzo konkretny. Bez zbędnego rozpisywania się.

POLECAM
MOJA OCENA 10/10


czwartek, 4 grudnia 2014

GRUDNIOWY STOSIK :-)


Święta Bożego Narodzenia już zapasem.  W sklepach pojawiają się już świąteczne dekoracje, ulice powoli stroją się w  kolorowe światełka...Zaczynamy myśleć nad treścią listu do Świętego Mikołaja. Uwielbiam ten świąteczny rozgardiasz...i gdzie tu teraz znaleźć czas na czytanie. :-) Nie będzie to łatwe, ale damy radę. Chociaż tych kilka stron przed snem...:-)



środa, 3 grudnia 2014

KUBEK KSIĄŻKOHOLIKA :-)


Była już mowa o książkowych zakładkach, więc przyszedł czas na kolejny gadżecik, bez którego My mole książkowe nie możemy się obejść. Oczywiście mowa jest o KUBKU. Odwiedzając sklepy można natrafić na kubki z różnego rodzaju napisami... Jak wiadomo uwielbiamy czytać trzymając w dłoni swój ulubiony kubeczek z naszym ulubionym napojem. Najczęściej jest to herbata lub kawa choć nie zawsze...:-). Z chęcią zaprezentuję kilka modeli kubków stricto książkowych :-)

 





zdj: internet 

sobota, 29 listopada 2014

MNIEJSZE ZŁO ( Recenzja )

Autor: Lesley Pearce
data wydania: 2006 (data przybliżona)
liczba stron: 479
wydawnictwo: Vizja Press&It










Zanim zaczęłam czytać "Mniejsze zło" tradycyjnie przejrzałam kilka recenzji. Wiem, że czasami może zdarzyć się tak, że będą one mylące. Każdy ma też inny gust literacki. Najlepszym wyjściem w takiej sytuacji jest samemu przekonać się jak to z daną książką jest naprawdę. Trudno mi było porównać tę powieść z innymi z pod pióra Lesley Pearce bo jeszcze żadnej nie czytałam. Jeśli chodzi o wydawnictwo również to był mój debiut. 

Czytanie książki było dla mnie dużą przyjemnością, chociaż nie brakowało w niej wątków trudnych, nad którymi warto na chwilkę się zatrzymać. 
Podzielić można ją na dwie części. W pierwszej pojawia się wątek obyczajowy. Felicity, młoda, piękna, wykształcona kobieta pochodząca z dobrego domu zakochuje się bez pamięci w mężczyźnie z niższych sfer. Dan, przystojny, z wykształcenia robotnik, chłopak po przejściach . Swoje dzieciństwo spędził w sierocińcu. Ich uczucie, którym zostali obdarowani jest wyjątkowe, nie widzą nic innego oprócz siebie. Takie niespodziewane ukłucie strzałą amora jest czymś wręcz bajkowym. Niestety za sprawą jednej osoby, bajka nie trwa długo. Tą osoba jest matka kobiety. Mimo tego, że jej mała córeczka jest już dorosłą kobieta na każdym kroku wytyka jej jaka to była brzydka w dzieciństwie, a do tego dość niesforną. Kobieca intuicja jej nie zawodzi, w takcie rodzinnego spotkania na którym postanawia przedstawić ukochanego dochodzi do ostrej wymiany zdań. Niestety jej rodzicielka nie potrafi zaakceptować mężczyzny. Pragnie dla swoje córki, kogoś kto zapewni jej godne życie, na poziomie.
Zdenerwowana kobieta postanawia opuścić swój dom i w ukryciu, bez wiedzy najbliższych wychodzi za mąż za Dana. Wynajmują razem mieszkanie, czują się ze sobą bardzo szczęśliwie. Dzień za dniem upływa im sielankowo. Niestety nadciągają czarne chmury, a dokładniej śnieżyca. I właśnie zmiana pogody powoduje t przerwę na budowie na której pracuje mężczyzna....,a co za tym idzie pojawiają się pierwsze problemy...

Jak już wspomniałam wcześniej, w powieści można zauważyć dwa gatunki literackie. W drugiej jej części zahaczamy o wątek kryminalny.
Młode małżeństwo postanawia przeprowadzić się do Londynu. Wierzą, że w nowym miejscu zaczną wszystko od nowa. Tak się składa, że ich mieszkanie znajduje się w dzielnicy o niezbyt dobrej reputacji. Głównym tego powodem jest pewna rodzina, która zamieszkuje jeden z domów. To w nim dzieją się nie wyobrażalne rzeczy dla normalnego, zwykłego człowieka. Najgorsze w tym jest to, że świadkami tego wszystkiego są dzieci. Takim punktem kulminacyjnym w całej tej historii jest wiadomość o zamordowaniu właśnie w tym domu jednej z córek. Osobą, która odnalazła ciało dziewczynki była Felicity. To co zobaczyła w środku po prostu zmroziło ją od środka. Dziewczynka była w strasznym stanie, nie wykluczone że została zgwałcona. I tutaj pada pytanie, przez kogo. Kto mógł dopuścić się tak makabrycznego czynu na tak małym dziecku.
W tym momencie warto zaznaczyć, że Felicity i Dan po przeprowadzce, poznali swoich sąsiadów. Polubili się. Kobieta bardzo szybko zawiera kontakty z nowo poznanymi ludźmi, lubi wszystko wiedzieć. Jest dość dociekliwą osoba. Może za szybko im wszystkim zaufała, przecież zna ich dopiero od kilku dni...
Książkę czyta się bardzo szybko. Akcja zmienia się w niej z godziny na godzinę. Nie będziesz chciała się oderwać od tej powieści, wsiąkniesz w nią na całe godziny, na jeden dzień, wieczór albo noc...:-). Osobiście byłam bardzo ciekawa jaki finał będzie miała cała ta historia. Nie brakuje w niej również tematów o których trudno rozmawiać, a co dopiero pisać. Przemoc w rodzinie, gwałty. Dla mnie były to fragmenty bardzo wstrząsające.
Jeśli chodzi o bohaterów, byli dość charakterystyczni. Może nie wszystkich od razu polubiłam, ale starałam się poznać każdego z nich jak najlepiej. Postać Felicity może troszkę denerwować. Jest to kobieta, której w życiu niczego nie brakowało. Wszystko miała zrobione, ugotowane, uprane. Nie musiała niczym się przejmować. Aż tu nagle jej życie zmienia się diametralnie, ale taką podjęła decyzję. Jej zachowanie w pewnych momentach doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Jak można być tak egoistycznym, ale na szczęście szybko dochodziła do wniosku, że jeśli będzie tak postępować w dalszym ciągu może to poskutkować odejściem ukochanego.
W bardzo ciekawy sposób została przedstawiona sąsiedzka brać. Począwszy od sąsiadów płci męskiej po sąsiadki. Wgłębiając się w treść książki poznajemy również ich losy. Dzielą się swoimi wspomnieniami, opowiadają własne życiowe historie.
Styl w jaki została napisana ta książka jest dobry, chociaż znaleźć można małe niedociągnięcia. Pojawiają się również małe błędy, ale to już chyba nie jest wina pisarki.

"Mniejsze zło", dlaczego akurat taki tytuł...odpowiedź na to pytanie znajdziecie w treści książki.

POLECAM
MOJA OCENA 7/10

poniedziałek, 24 listopada 2014

KOLACJA Z ANNĄ KARENINĄ ( Recenzja )

Autor: Gloria Goldreich
data wydania: 2008 (data przybliżona)
liczba stron: 336
wydawnictwo: Świat Książki 











Jak napisać książkę o książkach? Zapewne nie jest to łatwe zadanie, ale zarazem temat bardzo ciekawy. Z tą tematyką walczył już Carlos R. Zafon pisząc swój "Cień wiatru". Wyszło mu to genialnie, chociaż troszkę sobie ułatwił bo pisał tylko o jednej. Gloria Goldreich tworząc "Kolację z Anną Kareniną" postanowiła pomnożyć wątek książkowy. Moim zdaniem wyszło jej to, jakby to ująć w jednym słowie: sympatycznie. :-)

Trish to młoda pani psycholog. Jej praca polega na ratowaniu i "naprawianiu" ludzkich dusz. Ala czasami zdarza się tak, że nawet szewc bez butów chodzi. Dlaczego zastosowałam to stwierdzenie, ponieważ ona sama zmaga się ze swoimi osobistymi rozterkami. Wydaje mi się, że każdy miałby problem z wybaczeniem zdrady, której dopuściłaby się bliska naszemu sercu osoba. Jest troskliwą i kochającą matką kilkuletniej dziewczynki. Któregoś dnia dochodzi do wniosku, że jej życie nie do końca ją satysfakcjonuje. Brakuje w nim iskry, która rozpaliłaby w jej sercu ogień.
Jen posiada dusze artystki. Jest absolwentką szkoły artystycznej, a jej specjalizacją jest grafika oraz projekty do różnego rodzaju kampanii reklamowych. Uczuciowo związana jest z chłopakiem, dla którego sztuka również jest sposobem na życie. Malowanie obrazów pochłania go bez reszty. Skutkuje to brakiem zainteresowania z jego strony wobec ukochanej. W związku z tym pojawiają się u kobiety wątpliwości co do sensu dalszego brnięcia w tego typu układ. Dochodzi do wniosku, że mężczyzna jeszcze nie jest emocjonalnie gotowy do poważnego związku.
Cynthia to wpływowa kobieta. Spełnia się zawodowo, ma kochającego męża który odnosi sukcesy w branży filmowej. Mieszka w pięknie zaprojektowanych wnętrzach własnego domu. Jest wspaniałą matką dwóch przesłodkich dziewczynek. Można powiedzieć, że niczego jej nie brakuje. Nie zauważa, że pozostała piątka przyjaciółek lekko jej zazdrości takiego szczęśliwego i ustabilizowanego życia.
Codzienność u Elizabeth można powiedzieć, że do tej kolorowej nie należy. Jej jedyne dziecko cierpi na autyzm. Osoby, które zmagają się z tego typu chorobą potrzebują całodobowej opieki. Bez wsparcia najbliższych trudno jest samemu sprostać takiemu zadaniu. Niestety mąż Elizabeth, krótko mówiąc nie obdarowuje kobiety tym wsparciem i otuchą. Wręcz odwrotnie. Traktuje ją egoistycznie, co najgorsze w taki sam sposób traktuje  własne dziecko.
Warto również wspomnieć, że Elizabeth i Jen łączą więzy rodzinne. Są siostrami. Tak się składa, że ich siostrzane relacje nie należą do najlepszych, ale starają się w jak najlepszy sposób je podreperować. W chwil obecnej swoją uwagę skupiły nad stanem zdrowia ich matki.
Donna to kobieta, która cieszy się dużym zainteresowaniem płci przeciwnej. Sama spotyka się jednocześnie z dwoma mężczyznami. Nie planuje związać się z którymś z nich na poważnie. Na chwilę obecną nie ma ustalonego planu na przyszłość.
Rina to samotna matka. Nie jest łatwo wychowywać samemu dziecko. Na takiej ścieżce życiowej można natrafić na wiele przeszkód. Jedną z nich jest brak unormowanej sytuacji finansowej. Z tej racji kobieta stara się jak najlepiej wykorzystywać posiadające środki. Czasami jej zachowanie powoduje wśród przyjaciółek lekką konsternację.

"Ich klub był niezwykły, ponieważ one były niezwykłymi czytelniczkami..." (cyt: str.54).

Sześć przyjaciółek, które obdarzyły książki wyjątkowym uczuciem. I właśnie to uczucie sprawiło, że postanowiły stworzyć swój "babski" klub miłośniczek literatury. Z czasem klub stał się dla nich czymś bardzo ważnym...

"Literatura stanowiła ich pasję, każda książka, o jakiej dyskutowały, stawała się wyzwaniem dla serca i umysłu, każde spotkanie zamieniało się w festiwal pomysłów..." (cyt: str. 54).

Na co dzień walczą z wadami otaczającego ich świata. Każda z kobiet stanęła na przeciw problemom różnego kalibru. Ale jest coś, co ich łączy, a mianowicie pasja do literatury. To w niej odnalazły lek na duchowe bolączki. Spotykają się w swoim sześcioosobowym gronie, wcześniej ustalając u której z kolei odbędzie się tzw. kolacja z książką. W trakcie takiej kolacji poddają analizie wybrany tytuł. Książka zostaje szczegółowo omówiona. Do woli mogą  wysuwać własne wnioski na jej temat. Czasami zdarzało się, że taka dyskusja miała bardzo emocjonujący przebieg. Analizując daną książkę w łatwy sposób utożsamiały się problemami w niej poruszonymi.
Czytanie książek jest dla nich jak terapia, przenoszą się w inny świat. Przy okazji poznają się na nowo. Wspólnie starają się sprostać swoim życiowym zakrętom, wspierają się nawzajem w tych najtrudniejszych chwilach. Tak się składa, że z każdą nowo przeczytaną książką ich życie przechodzi metamorfozę. Nagle zaczyna  obfitować w różnego typu zaskoczenia, których w ogóle się nie spodziewały.

W książce znajdziemy kilka tytułów fantastycznych książek, ale nie będę ich podawać w swojej recenzji...Niech będzie to zachęta, żeby sięgnąć po tę książkę bo naprawdę warto :-)

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

niedziela, 16 listopada 2014

EMMA I JA ( Recenzja )

Autor: Elizabeth Flock
data wydania: 24 marca 2006
liczba stron: 384
wydawnictwo: Arlekin-Wydaw. Harlequin Enterprises











Na książkę trafiłam przypadkowo w trakcie jednej z wizyt w bibliotece. Po samym jej opisie  już wiedziałam, że  nie będzie to łatwa lektura. Do tego przyciągające spojrzenie dziecka na okładce, wręcz przeszywające na wskroś przeszłego czytelnika. 

"Emma i Ja" autorstwa Elizabeth Flock to książka, w której poruszony jest trudny temat przemocy w rodzinie. Można powiedzieć, że przemocy najgorszej z możliwych, bo dotyka nie tylko dorosłego człowieka, ale także dzieci. 

Rolę narratora w powieści pełni ośmioletnia Caroline. To właśnie ona przedstawia całą historię, na swój własny dziecięcy sposób. 
Carrie i jej młodsza siostra Emma to urocze, małe dziewczynki. Łączy je wyjątkowa siostrzana miłość. W tak młodym wieku przeszły już bardzo wiele. Ogromnym wstrząsem była dla nich śmierć ojca w ich własnym domu. Wraz z matką mieszkają w malutkim miasteczku położonym w Karolinie Północnej. Ich sytuacja staje się bardzo trudna, brak pieniędzy sprawia, że kobieta postanawia wyjść za mąż za Richarda. Była to decyzja popełniona w otoczce olbrzymiego aktu desperacji. Niestety jej małżeńskie pożycie nie należy do usłanych różami. Mężczyzna nadużywa alkoholu, co powoduje w nim wzrost męskiego ego. Będąc w stanie upojenia znęca się nad swoją żoną, oraz nad dziewczynkami. Jest to znęcanie nie tylko psychiczne, ale również fizyczne. Za pomocą swych pięści wprowadza nowe zasady w domu.
Starsza z sióstr ze wszystkich sił pragnie uratować Emmę spod rąk rodzinnego oprawcy. Najgorsze jest w tym to, że nie może liczyć na wsparcie i pomoc od swojej matki. Dla kobiety Richard jest ostatnią deską ratunku, pełni przecież funkcję jedynego żywiciela rodziny. W związku z tym najbliższą dla niej osobą staje się właśnie Emma. Spędzają ze sobą każdą wolną chwilę, nie zawsze w sposób lekko mówiąc poprawny. Często wpadają w tarapaty, co również powoduje złość u Richarda. Ale przecież to są jeszcze dzieci...

Pewnego dnia dowiadują się, że ich "nowy" tata dostał pracę, i właśnie z tego powodu zmienić dotychczasowe miejsce zamieszkania. Niestety przeprowadzka, nie powoduje zmian w zachowaniu ich ojczyma, a co najgorsze u ich matki. W dalszym ciągu dziewczynki tęsknią za matczynym uczuciem, brakuje im zwykłego uścisku matczynych dłoni, miłego słowa. Na szczęście wykorzystują swój dziecięcy spryt, wiedzą kiedy i jak unikać Richarda, żeby go dodatkowo sobą nie denerwować. Ale czy na dłuższą metę tak się da....
Ze wszystkich sił próbują żyć i funkcjonować normalnie. Chodzą do szkoły. Bawią się z nowo poznanymi przyjaciółmi i to nie tylko w swoim wieku. Mam na myśli w tym momencie postać Pana Wilsona. To właśnie on uczył je strzelać...Czy ta nauka poszła w las, a może wręcz przeciwnie....Tego nie mogę zdradzić.

"Emma i ja" to książka wyjątkowa pod każdym względem. Momentami czytając zastanawiałam się czy czasami pisarka nie przechodziła takiego samego koszmaru jak siostry. Opisy tego co czynił Richard zostały napisane w bardzo realistyczny sposób. Od pierwszych stron książki wgłębiamy się w postać ośmiolatki. Jej dziecięce życie składa się z dwóch światów. Jeden wypełniony jest kolorami czerwieni i fioletu. Takie barwy pojawiają się na ciele bitego człowieka. Drugi zawiera wielobarwność, ale brak w nim wymienionych wcześniej kolorów. Dziewczynka uwielbia marzyć i fantazjować. Razem z Emmą mają swoje kryjówki i schrony. Nadają im bardzo wymyślne nazwy. Każda z nas będąc małą dziewczynką wyobrażała siebie, że jest księżniczką. Posiada wspaniałe stroje, ma zamek oraz przystojnego księcia u boku. Tak jest również z Carrie i jej siostrą.
Mimo tak trudnego dzieciństwa, wierzą że i dla nich kiedyś zaświecie słońce całą swą słoneczną mocą.

Powiem tak, nie jest to książka dla każdego. Trzeba mieć w sobie coś, co spowoduje że będziemy w stanie ją czytać. Ja, przyznam się robiłam krótkie pauzy. Jestem pewna jednego, tego że Carrie i Emma zostaną we mnie na długo. Niestety nie mogłam w żaden sposób im pomóc, ale taka sytuacja jak ta, która został opisana przez Elizabeth Flack może mieć miejsce za ścianą naszego mieszkania. I co wtedy robimy...Starajmy się pomóc za wszelką cenę. Przemoc w rodzinie jest czymś nie do pomyślenia, a gdy jeszcze jej ofiarami są dzieci....
Jeśli chodzi o zakończenie książki, nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Całkowicie mnie zaskoczyło, co czyni książkę jeszcze ciekawszą.

POLECAM
9/10

czwartek, 13 listopada 2014

WYWIAD Z PISARZEM :-)


źródło: facebook

Tym razem moją rozmówczynią była Pani Krystyna Mirek. Wspaniała pisarka, autorka fantastycznych książek. A zarazem skromna i przemiła kobieta. 
Przy pierwszym wywiadzie miałam tremę, a co teraz mam powiedzieć ? 
Byłam zaszczycona możliwością przeprowadzenia akurat z Panią Krystyną swojego pierwszego wywiadu z twórcą literatury.  










Półka z książką: Tradycyjnie, pierwsze pytanie jakie zadawane jest pisarzowi w trakcie wywiadu brzmi: Dlaczego akurat pisanie książek. No właśnie dlaczego, i czym tak naprawdę jest dla Pani pisanie?

Krystyna Mirek: Pisanie jest moim wielkim marzeniem, ratunkiem w trudnych chwilach, nadzieją, a ostatnio także zawodem, który wykonuję czynnie. 

PzK: Książki Pani autorstwa dotykają trudnych tematów: zdrada, cierpienie, samotność. Za pewne nie jest  łatwo o tym pisać, ale czyni to Pani w sposób bardzo delikatny. Chyba trzeba się z taką delikatnością i wyczuciem urodzić?

KM: Tego nie wiem. Dzielę się tylko swoim doświadczeniem. Problemy wciąż nas nękają, ale póki życia, póty nadziei. Wszystkiego nie można zmienić, ale można naprawdę wiele. Najważniejsze by się nie poddawać.

PzK: Kobiety, to właśnie one stają się w Pani książkach głównymi bohaterkami. Nasz psychika jest bardzo interesująca. Łatwiej jest przelewać na papier kobiecą osobowość niż męską?

KM: Kobiecą lepiej znam. Poza tym psychika kobiet jest tak skomplikowana i różnorodna, że materiału dla kolejnych powieści nie zabraknie nigdy. Ale mężczyźni też się pojawiają w fabule i odgrywają niebagatelną rolę. 

PzK: Grudzień już puka do naszych drzwi. W związku z tym częstym tematem naszych rozmów są Święta Bożego Narodzenia. Tematyka świąteczna pojawia się również w Pani najnowszej 
książce "Podarunek". Nikt w tym czasie nie powinien być sam. Niestety nie zawsze tak jest. Doświadcza tego jedna z głównych bohaterek. Chociaż ma swoją rodzinę, śle tajemniczą prośbę prosto do gwiazd. Każdy kto ujrzy spadającą gwiazdę wymawia jakieś swoje życzenie. Pani też takowe posiada?

KM: Tak, kilka razy, najczęściej bez wiary, że się uda. A jednak często życzenia się spełniały. Czasem dzięki ciężkiej pracy, czasem był to łut szczęścia, ale najczęściej połączenie jednego i drugiego. Myślę, że to jest klucz do spełnionych życzeń. Trzeba marzyć, snuć plany, prosić, ale nie czekać z założonymi rękami tylko zdecydowanie i odważnie wychodzić losowi naprzeciw. Wykonać konieczną pracę.

PzK: Wróćmy jeszcze na moment do "Podarunku". Sam tytuł książki prowokuje, żeby stworzyć z niej prezent świąteczny. O jakim książkowym prezencie od Św. Mikołaja marzy Krystyna Mirek?

KM: Tak naprawdę to w tym roku prozaicznie marzę o sokowirówce. A jeśli chodzi o książki, to ja swoją bibliotekę kompletuję już dwadzieścia lat. Większość ukochanych lektur, a wbrew pozorom nie ma ich tak dużo, mam już na swoich półkach. Ale chciałabym chociaż raz wejść do księgarni i kupić sobie książki, które mnie ciekawią ( a tych jest wiele ) zupełnie nie licząc się z ceną. Chociaż, kto wie, może to już wtedy nie jest takie przyjemne.

PzK: Cicha 5. Z czym lub z kim kojarzy się Pani ten  adres?

KM: W tym momencie oczywiście najbardziej ze zbiorem świątecznych opowiadań, który właśnie ukazał się na rynku. To niezwykły projekt. Siedem mieszkań, siedem opowieści...W wigilijny wieczór można zajrzeć przez okna do mieszkań w starej kamienicy i poznać losy wielu osób. Szczypta humoru, sporo wzruszeń...Polecam do przeczytania pod choinką. 

PzK: Ma Pani bardzo dobry kontakt z czytelnikami za pomocą swojej strony internetowej i konta na jednym z portali społecznościowych. Co czuje pisarz gdy czyta tak pochlebne komentarze na temat własnych książek?

KM: Te komentarze są bardzo ważne. Dla mnie pisanie powieści jest jak rozmowa z przyjaciółką. Opowiadam historię, dzielę się swoimi spostrzeżeniami na temat życia, miłości, szczęścia i najbardziej się cieszę, kiedy usłyszę odpowiedź. W jaki sposób książka została odebrana, co się podobało bardziej, co mniej. To niezwykłe przeżycie. 

PzK: Mieszka Pani w przepięknym zakątku naszego kraju. Więc taka otoczka na pewno sprzyja tworzeniu nowych książek? 

KM: Pewnie sprzyja. Zawsze lubiłam mieszkać na wsi, więc po paru latach pobytu w mieście wróciłam do swojego naturalnego środowiska. Ale pisanie ma nie tylko tę romantyczną stronę, jak natchnienie, piękne otoczenie, inspiracje. To też żmudny rzemieślniczy trud, niezależny od otoczenia, ale od silnej woli i samodyscypliny. 

PzK: My tu gadu-gadu o pisaniu, a co lubi czytać Krystyna Mirek?

KM: Lubię czytać dużo. Czasem tzw. literaturę wysoką: np. Myśliwskiego, Kapuścińskiego, czasem poezję, ale jestem też wielką fanką powieści obyczajowej, dlatego też taki gatunek uprawiam. Oprócz tego kolekcjonuję książki kucharskie i lubię też czytać różnego rodzaju poradniki.

PzK: Na zakończenie wywiadu chciałabym Pani zadać pytanie, które nie będzie dotyczyło książek, a filmu. Przypuśćmy, że dostała Pani propozycje przelania jednej z Pani książek na ekran. Którą chciałaby Pani zobaczyć na kinowym ekranie i dlaczego akurat ten tytuł?

KM: Myślę, że tę którą właśnie piszę. Planowane są co najmniej trzy części, więc materiału będzie sporo, a fabuła utrzymana jest w konwencji komedii romantycznej. Kto wie, co czas przyniesie.

Dziękuję za zaproszenie do rozmowy i pozdrawiam wszystkich Czytelników bloga :-)




zdj: internet



zdj: internet

A ja bardzo dziękuje Pani Krystynie za poświęcony dla mnie czas. 
W związku z wywiadem mogę zapowiedzieć, że na blogu w najbliższym czasie pojawi się konkurs z książką autorstwa Pani Krystyn Mirek. Już teraz wszystkich  zapraszam do wspólnej zabawy :-).








środa, 12 listopada 2014

TANIEC SZCZĘŚLIWYCH CIENI ( Recenzja )

Autor: Alice Munro
data wydania: 24 stycznia 2013
liczba stron: 352
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie











Do książek autorstwa Pani Munro po prostu trzeba wracać. Przeczytanie jednej to zdecydowanie za mało, żeby dobrze zapoznać się z twórczością tej wybitnej kanadyjskiej pisarki. Ja osobiście pochłonęłam jak do tej pory dwie. Pochłonięcie, tak to jest bardzo dobre określenie w tej chwili. "Taniec szczęśliwych Cieni" jak się okazuje jest debiutem literackim Alice Munro. Osobiście życzę wszystkim twórcom literatury takich debiutów...

Książka złożona jest z 15 opowiadań. Wśród tej 15-stki nie ma takiego opowiadania, które zaliczyłabym do grupy tych słabszych.Wszystkie zasługują na najwyższą ocenę. Specjalne wyróżnienie moim zdaniem należy przyznać opowiadaniom: "Biuro", "Pocztówka" oraz "Dzień motyla".
Napisane zostały w taki sposób, jakby tworzyły wspólną całość. Tak naprawdę historie w nich opowiedziane nie mają ze sobą nic wspólnego, ale jednak czytelnik może zauważyć kilka szczegółów za pomocą których zostały sprytnie ze sobą połączone. Pisarka w fajny sposób wplotła w kilka opowiadać podobne wątki. Jednym z takich posunięć jest narracja w wykonaniu dziewczynki oraz młodej kobiety o imieniu Helen. Spotykamy się również z postacią ojca, który w dwóch opowiadaniach ma to samo imię i nazwisko-Ben Jordan. Prowadzenie lisiej farmy, dzierganie kocyków przez starsze kobiety, miasteczko Jubilee w którym dzieje się większość opisanych historii. Niby podobne wątki, ale i tak  nic do siebie nie pasuje. Powoduje to w głowie czytelnika spore zamieszanie. Można powiedzieć, że powstaje taki pozytywny kołowrotek...

Autorka oprowadza czytelnika po małych kanadyjskich miasteczkach. Spotykamy po drodze zwykłych ludzi, którzy borykają się z problemami życia codziennego, celebrują każdą radosną chwilę, by za moment podjąć decyzję, której nie są tak do końca pewni. Munro ukazuje nam dwa światy: kobiet, tych już dorosłych, dojrzałych jak i dopiero wkraczających w świat kobiecej dorosłości oraz nakreśla postacie mężczyzn. Przedstawia różnice, które występują między nimi. 

Jak już wspominałam w poprzednich dwóch recenzjach styl Pani Munro jest wyjątkowy. Jej opowiadania napisane są w sposób prosty, łatwy i wyrazisty. Każdy szczegół i detal jest dopracowany. Trzeba być naprawdę dobrym obserwatorem ludzi, oraz ich zachowań.

Nie jest to książka, którą się przeczyta i odkłada w zapomnienie, wręcz przeciwnie. Warto choć na chwilę zastanowić się nad sobą, przemyśleć swoje postępowanie. Czytając, momentami zatracałam się w hipnozie czytelniczej. Cały świat przestał wokół mnie istnieć. Byłam tylko ja i książka. 

Mogę powiedzieć , że jak do tej pory było to moje najlepsze spotkanie z opowiadaniami Pani Munro. 

POLECAM
MOJA OCENA 10/10

piątek, 7 listopada 2014

LISTOPADOWE CZYTANIE...


Był stosik październikowy, przyszła kolej na listopadowy...
Tym razem postanowiłam sięgnąć troszkę po klasykę literatury. Chyba książki pt." Przeminęło z Wiatrem" nie muszę reklamować, zaznaczę tylko, że filmu nie oglądałam i to chyba w moim przypadku lepiej bo wolę kolejność odwrotną: najpierw książka, potem film.
Twórczość Alice Munro już jest mi troszkę znana po przeczytaniu dwóch książek tej pisarki. Mogę powiedzieć, że ich czytanie było dla mnie ogromnym zaszczytem...
Mianowicie pozycja "Emma i ja " uwiodła mnie swym opisem...zapowiada się trudna historia...a ja uwielbiam takie książki z których można coś wyciągnąć na przyszłość...


FRANCUSKA OBERŻA ( Recenzja )

Autor: Julia Stagg
data wydania: 19 października 2011
liczba stron: 256
wydawnictwo: Świat Książki  












Francja to jedno z państw europejskich, posiada swój specyficzny klimat. Zachwyci każdego turystę, nawet tego najbardziej wybrzydzającego. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Chyba najbardziej znanym punktem turystycznym jest wieża Eiffla, a Paryż tytułowany jest jako jedna z europejskich stolic mody. Ojczyzna win oraz przepysznych serów w nocy tętni życiem. Natomiast osoby, które chcą zachwycić swoje oczy pięknymi krajobrazami wyruszają w kierunku francuskiej prowincji. Można tam odnaleźć ciszę i spokój. To oczywiście nie wszystkie zalety tego kraju. Oprócz rozrywek dla ciała można znaleźć również coś dla ducha. Mam tutaj na myśli fantastyczną kuchnię francuską. Uznawana jest za jedną z najlepszych na świecie. Bogata w potrawy których woń poruszy każdy otwór nosowy, a nasze kubki smakowe poczują się wprost niebiańsko. Ludność francuska traktuje ją wręcz jak swoją dumę narodową. I wcale im się nie dziwię. 
Dla odmiany Julia Stagg na kartach swej książki stara się ukazać czytelnikowi,  że kuchnia pochodząca rodem z Anglii również należy do tych godnych uwagi. Następuje, można powiedzieć taka kulinarna rywalizacja. 

Akcja książki toczy się wokół Lorny i Paula. Młode małżeństwo pod wpływem chwili, postanawia zostawić za sobą dotychczasowe życie i wyruszyć w podróż. Jako swój cel obierają Francję, a dokładnie urokliwe miasteczko Fogas. To właśnie, tam znajduje się opuszczona i zaniedbana oberża, którą postanawiają kupić. Niestety zachwyt nad budynkiem nie trwa długo, remont przysporzył im wiele problemów. Oliwy do ognia dolały niestety gminne władze. Mer Fogas za wszelką cenę chce się ich pozbyć. Co lub kto jest tego powodem,  nie będę zdradzała...:-).  
Na szczęście mieszkańcy miasteczka oraz sąsiedzi nie są w kierunku  nowych przybyszów już tak niechętni.

"Francuska oberża" urzekła mnie swą otoczką. Przy wydaniu książki warto zastanowić się nad doborem okładki bo to ona na samym początku przyciąga czytelnika. Jak dla mnie, miłym zaskoczeniem  są ukazane w niej postacie. Autorka nie skupiła się tylko na brytyjskim małżeństwie, ale również nakreśliła w ciekawy sposób pozostałych bohaterów. Historia młodej matki, która pragnie dla swej córki wszystkiego co najlepsze. Sama również marzy o szczęściu i miłości. Boryka się niestety z problemami finansowymi, ale jak to się mówi wiara czyni cuda. Na uwagę zasługuje również młody mężczyzna, który znalazł się w sidłach zawistnego mera. Głównym wątkiem jest oczywiście oberża, to w niej rozgrywają się najważniejsza wydarzenia. Bohaterowie fajnie wtapiają się w mury tego budynku. Jak w każdym małym miasteczku każdy ze sobą się zna. Trudno jest ukryć przed innymi jakąkolwiek tajemnicę czy sekret. Może nie należy to do zalet takich miasteczek, ale takie "podglądanie", które moim zdaniem w tej książce odbywa się dyskretnie można uznać za formę pomocy.  Cała miejscowa społeczność starała się pokrzyżować plany mera odnośnie zamknięcia oberży...Czy im się to udało...sprawdźcie sami :-)

Na okładce była wskazówka odnoście humoru zawartego w książce. Powiem tak, było go jak dla mnie w sam raz. Nie za dużo, nie za mało. Odpowiednia dawka żeby czytając poczuć się zrelaksowanym. Może nie jest to dzieło wysokich lotów, ale nie o to w tym wszystkim chodziło. Czytanie Francuskiej oberży miało spowodować u nas czystą przyjemność i odpoczynek po ciężkim dniu w pracy.

Niestety wydawca popełnił jeden błąd, ale za to bardzo ważny. Z tyłu książki jest krótka notatka zachęcająca czytelnika. Nie wiem czy nikt tego nie zauważył, trudno znaleźć konkretną odpowiedź. Dokładnie chodzi tutaj o imię głównego bohatera. Z notki wynika że był to Alex , a z treści książki , że miał na imię Paul. Ktoś tutaj chyba źle doczytał...Kolejnym niedociągnięciem, ale takim malutkim był brak opisów potraw, a szkoda...
Na tym kończą się moim zdaniem minusy. Książkę czyta się lekko. Urzekający jest klimat Fogas. Z chęcią wybrałabym się tam na krótki urlopik.

Zakończenie  tej historii może nie jest zaskakujące, ale czy do końca....

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

czwartek, 6 listopada 2014

FOTOGRAFUJĄC KSIĄŻKI...cz. II


Mamy początek listopada, za oknami fantastyczna pogoda. Nie można takiej aury zmarnować. Postanowiłam ponownie wyruszyć z moimi książkowymi modelkami w plener fotograficzny :-)



poniedziałek, 3 listopada 2014

PIERWSZY WYWIAD :-)


Postanowiłam troszkę uatrakcyjnić Półkę z książką, wprowadzając wywiady z ciekawymi ludźmi, którzy kochają książki...Kochają je czytać jak i pisać...Wiem, że pierwsze kroki zawsze są trudne, ale mam nadzieję że podołam zadaniu i będzie to dla mnie czysta przyjemność. 

Pierwsza rozmowa, którą udało mi się przeprowadzić w sposób dość oryginalny. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu...Niby wywiad wirtualny, ale trema była. Bałam się jak zareaguje rozmówczyni na moje pytania...:-), ale na szczęście strach ma wielkie oczy. 

Ania Grzyb - to właśnie z nią miałam przyjemność porozmawiać przez łącze internetowe. Przesympatyczna kobieta, żona, mama trójki dzieci. Recenzentka, właścicielka fantastycznego bloga ( Pisaninka ) ... miłośniczka słowa pisanego :-).

Półka z książką: Czy założenie bloga to była w twoim przypadku przemyślana decyzja, czy po prostu pod wpływem chwili postanowiłaś utworzyć Pisaninkę?

Ania Grzyb: Blog zaczęłam pisać z całkiem prostego powodu. Nie miałam zwyczajnie do kogo buzi otworzyć, bo mąż pracował poza miejscem zamieszkania i widywaliśmy się głównie w weekendy. Byłam sama z rocznym i sześcioletnim dzieckiem i czułam się zwyczajnie samotna. Dlatego zaczęłam prowadzić blog i szukać znajomych w sieci. 

PzK: Pisaninka to blog stricte związany z literaturą i książkami. Blogów o takiej tematyce jest w sieci wiele. Co trzeba zrobić żeby wyróżnić się z tłumu?

AG: Pracować nad sobą. Rozwijać się. I czytać, bardzo dużo czytać, jak też pisać. Systematycznie. Konsekwentnie. I po prostu to kochać. 

PzK: Pamiętasz swoją pierwszą recenzję, którą opublikowałaś publicznie? 

AG: Nie, nie pamiętam. Było to na pewno jeszcze na starej Pisanince, tego jestem pewna. I na pewno teraz napisałabym tamtą opinię lepiej, ponieważ jak czytam pierwsze moje recenzje to łapię się za głowę i wstydzę się tego, że tak tragicznie pisałam. Zmienił się również mój gust jako czytelnika, kiedyś nie umiałam wprost mówić o tym, co jest słabe, dzisiaj już umiem.

PzK: Wiadomo, że prowadzenie bloga obojętnie o jakiej tematyce nie jest łatwe. Czasami może dopaść tzw. niemoc pisarska. Jak sobie z nią poradzić?

AG: Przeczekać. Zwyczajnie. Nie zmuszać się do czytania i nie pisać na siłę bo przyniesie to odwrotny skutek. Nie jesteśmy maszyną do produkowania opinii, a człowiekiem, któremu zdarza się popełniać błędy i który ma prawo do odpoczynku, nawet od tego, co uwielbia robić.

PzK: Czytasz wiele książek. Jedne są dziełami wybitnymi, drugie troszkę mniej. Ja poproszę Cię o wymienienie trzech tytułów, tych wybitnych, które zapadły Ci w pamięci. Uzasadnienie oczywiście 
mile widziane. 

AG: To oczywiście będą przede wszystkim książki z tematyki trudnej-II wojna światowa i ludzkie dramaty tego okresu szczególnie mnie poruszają. Wymienię trzy, które przychodzą mi do głowy w tej chwili, ale czy to są te naj...? Na pewno "Dziewczyna w czerwonym płaszczyku" Romy Ligockiej. I "Przewrotność dobra" Jolanty Kwiatkowskiej, w tej drugiej problem kompletnie inny, niezwiązany z wojną, ale powieść warta uwagi, jak rzadko która. I "Spotkałam Ludzi" Ruty Wermuth, znowu o II wojnie światowej. 

PzK: Recenzujesz również książki, których czytelnikami powinny być dzieci. Wiadomo, ze w dobie internetu nie jest łatwo zachęcić je do czytania. Czym się kierujesz przy wyborze danej książki...A może masz jakieś swoje sposoby aby zachęcić dzieciaczki do sięgnięcia po książkę?

AG: Mam, oczywiście, że mam, w końcu od ponad 12 lat jestem mamą, a moje najstarsze dziecko uwielbia literaturę. Jakie to sposoby? Najprostsze na świecie. Po prostu czytam moim dzieciom. Bawimy się czytając razem, pokazuję im, jak ciekawe przygody mogą ich spotkać na kartach tej czy innej powieści. Zuza, najmłodsza moja pociecha już teraz kocha książki, a ja jestem z tego dumna. Bardzo. Tylko, że dla moich dzieci książka nie jest niczym niezwykłym, wiedzą, że piszę o książkach, w naszym domu jest wszędzie pełno książek, więc każdy z nas czyta. I to nie tylko to, co mamy w domu, biegamy do biblioteki, zarówno szkolnej, jak i miejskiej. Jak dobieram dzieciom lektury? Zwyczajnie. Przeglądam ofertę wydawnictw i znajduję perełki, takie jak seria o II wojnie światowej wyd. Literatura na przykład. 

PzK: Przeglądając Pisaninkę natrafimy na recenzję książek autorstwa polskich jak i zagranicznych pisarzy. Jak sądzisz czy nasz rodzimy rynek literacki ma szansę dogonić tez spoza granic 
naszego kraju?

AG: Jeżeli uważniej przyjrzeć się moim recenzjom, czy też raczej wpisom na facebooku, można dostrzec, że wolę rodzimych autorów. To im pomagam w promocji, to z nimi przeprowadzam wywiady, uważam, że mamy znakomitych pisarzy, tylko niestety zbyt skromnych. Nie dogonimy nigdy rynków zagranicznych, bo u nas żałuje się środków na promocję. Niestety. 

Pzk: Podobno nie osądza się książek po okładce...Co sądzi na ten temat właścicielka Pisaninki? 


AG: Pierwsze, czym kieruję się przy wyborze książki jest...nazwisko autora. Zaraz po tym jest okładka. I opis książki. Czasem czytam fragment, a jeżeli otrzymuję propozycję napisania recenzji od nieznanej mi wcześniej pisarki, to pytam o czym jest dana powieść. Po kilku zdaniach pdf-u wiem, czy warto ją przeczytać, czy lepiej sobie odpuścić, choć doczytuję do końca. By mieć pełny obraz. Ale wracając do pytania. Dla mnie okładka ma znaczenie. 

PzK: A propos okładek, logo Pisaninki pojawiło się już na okładkach kilku książek. Czujesz dumę 
z tego powodu?

AG: Oczywiście, że tak. Dla osoby z małego miasteczka, która do tego, co osiągnęła doszła tylko i wyłącznie dzięki swojej ciężkiej pracy to zawsze ogromne wyróżnienie. Patronat objęłam nad jedenastoma już powieściami, na dziesięciu innych pojawiły się fragmenty moich opinii, ciągle się rozwijam i otrzymuję nowe propozycje i to za każdym razem cieszy mnie ogromnie. Mam też nadzieję, że pewnego dnia dostanę prawdziwą, płatną pracę w literkach, a to byłoby spełnienie moich  marzeń zawodowych. 

PzK: A co czuje bloger, który zostaje doceniony przez samego czytelnika. Mam tutaj na myśli nagrodę, którą otrzymał twój blog w ramach plebiscytu eBuki.

Nie wiem nawet, jak to ubrać w słowa. Jestem szczęśliwa, bardzo. Blogerzy książkowi zazwyczaj nie mają co marzyć o wielkich statystykach i sympatii prawdziwych czytelników. Obserwując inne blogi, widzę, że jeden bloger komentuje wpis drugiego i to tylko wtedy, gdy zaglądają na swoje blogi, Ty zaglądasz do kogoś, ktoś zagląda do Ciebie. Nie ma tam komentarzy prawdziwych czytelników, takich niezwiązanych z blogami. A u mnie są! Blogerzy zaglądają rzadko, bo i ja nie bywam na blogach. Zwyczajnie nie mam na to czasu, a komentowanie bez czytania wpisu uważam za bezsensowne. Mam wśród znajomych kilka osób, które prowadzą blog, ale więcej rozmawiam z nimi na facebooku. To mi wystarcza. A nagroda dodała mi skrzydeł i wiary w to, że moje wpisy są potrzebne. Mam najwspanialszych czytelników na świecie! I dziękuje im za każdy oddany na mnie głos! nawet dwa wiersze o mojej Pisanince już powstały. To Bardzo miłe.

Aniu, bardzo Ci dziękuję za poświęcony czas...

Zachęcam również wszystkich do odwiedzania i śledzenia bloga pod adresem: http://asymaka.blogspot.com/
Oraz facebookowego fan page'a pod adresem: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka?fref=ts