środa, 22 lipca 2020

PRZYJACIELE I RYWALE ( Recenzja )

Autor: Agnieszka Krawczyk
data wydania: 28 września 2016
liczba stron: 600
wydawnictwo: Wydawnictwo Filia









Jestem osobą, która nie rzuca słów na wiatr. Tak jak pisałam w recenzji "Sióstr" tak też zrobiłam. Ułożyłam się wygodnie na kanapie i natychmiast rozpoczęłam swoją czytelniczą przygodę z drugim tomem cyklu Czary Codzienności autorstwa Agnieszki Krawczyk. Tytuł "Przyjaciele i rywale" bardzo mnie zaintrygował. Byłam też ciekawa jak potoczyły się dalsze losy Agaty, Danieli i Tosi oraz pozostałych bohaterów. 

W Zmysłowie lato w pełni. W powietrzu unosi się cudowny łąkowy aromat. Słoneczne dni przeplatane są burzowymi. Agata wraz z Danielą szybko zaaklimatyzowały się w nowym miejscu. Wspólnymi siłami udało im się wyremontować dom, a sklepik stał się herbaciarnią o oryginalnej nazwie Trzy siostry i Trzy koty. Skąd się w niej znalazł zwierzęcy akcent tego nie zdradzę. 
Daniela chwilowo zawiesiła swoją karierę w dyplomacji i zajęła się tłumaczeniem książki. W międzyczasie odkryła w sobie pasję do gotowania. Jej dania i desery szybko stały się kulinarnymi hitami. 
Natomiast Agata wpadła na pomysł zorganizowania plenerowej wystawy obrazów swojej zmarłej matki. Trzeba ją tylko dobrze zareklamować. Pomaga im w tym Jakub, a Daniela ma pełnić rolę asystentki. W trakcie jednego z ich spotkań dochodzi do dramatycznego w skutkach wypadku. Gdyby tego było mało do Agaty docierają plotki, że nieopodal ich domu ma zostać wybudowany kompleks z termami. Niestety to nie koniec problemów. Nieznany ojciec Tosi zostaje odnaleziony. Odkrycie tej tajemnicy nie napawa optymizmem.
Filipa w życiu Agaty już nie ma. Została sama i na razie nie ma zamiaru angażować się w kolejny związek. Miłość jednak rządzi się swoimi prawami czy chcemy tego, czy nie. 

Dzieje się w tym Zmysłowie, a miało być cicho i spokojnie. Śmiem stwierdzić, że "Siostry" to był wstęp do całej tej historii. W drugiej części cyklu Czary Codzienności akcja nabiera rozpędu i zrobiło się bardziej emocjonująco. Mój  poziom ciekawości rósł z kolejną przeczytaną stroną.
Na początku nic na to nie wskazywało, że w życiu sióstr zagości strach i niepokój. Mieszkały we trójkę, interes z herbaciarnią wypalił. Czuły się dobrze w nowym miejscu i w swoim towarzystwie. Czyżby zachłysnęły się szczęściem?
Nad domem Agaty, Danieli i Tosi pojawiły się czarne chmury. Maczała w tym palce szanowna pani burmistrzowa i jej szalony pomysł z termami. Jest strasznie dwulicową osobą, którą nic ani nikt nie zatrzyma. Dojdzie do celu nawet po przysłowiowych trupach. Dużym plusem było dla mnie to, że autorka zdecydowała się na szersze przedstawienie drugoplanowych bohaterów. Na temat osoby pani Trzmielowej nie będę już więcej pisać bo to zła kobieta była. Za to bardzo dużo w moich oczach zyskał Jakub. Mężczyzna ma trudny charakter. W przeszłości stało się coś, co znacznie wpłynęło na sposób jego zachowania i jak odnoś się do drugiego człowieka. Na chwilę obecną tylko Daniela odważyła się stanąć z nim do walki na słowa. I nawet nieźle jej to wychodzi. Nie powiem, ale wyjątkowo zaciekawił mnie wątek tej dwójki.
A propos Danieli. Dziewczynie chyba służy wiejskie powietrze bo bardzo się zmieniła. Po dodatkowych kilogramach nie ma już śladu. Poczuła się w końcu piękną i atrakcyjną kobietą. Nie wie, że swoim obecnym wyglądem przyciąga męskie spojrzenia. Siostry Agaty nie da się nie lubić. Mówi to co myśli i w kilku przypadkach można potraktować to nawet jako jedną z jej zalet. A ma ich znacznie więcej.
Problem Agaty z termami to pikuś w porównaniu z tym co dane było jej odkryć odnośnie ojca Tosi. Takiego obrotu spraw nikt się nie spodziewał, że włośnie TEN mężczyzna znał jej zmarłą matkę. To co o niej usłyszała nie było lekko mówiąc miłe. Zdaje sobie sprawę z powagi całej tej sytuacji i ma przeczucie, że najgorsze dopiero przed nimi.

Agnieszka Krawczyk w dalszym ciągu trzyma wysoki poziom. "Przyjaciele i rywale" to książka przy której spędziłam bardzo miło czas. Emanuje od niej  niewyobrażalna ilość dobrych emocji i trudno jest się od niej oderwać. Agnieszka Krawczyk z pisarki stała się w wróżką, która słowem pisanym zaczarowała codzienność.
Miłość miedzy siostrami pogłębia się jeszcze bardziej i można ją odczuć na każdym kroku. Wspierają się wzajemnie szukając róznorakich rozwiązań żeby raz na zawsze pozbyć się wszystkich problemów jakie ich dosięgły. A stało się to wręcz lawinowo.
Zmysłowo nadal mnie zachwyca swoim pięknem, a herbaciarnia powaliła mnie na kolana. Lokal tłumnie odwiedzają miejscowi jak i turyści. Przyczyniła się do tego rewelacyjna kuchnia Danieli oraz nietypowy wystrój. Wielka szkoda, że to fikcyjne miejsce. Chociaż warto się zainspirować i stworzyć coś swojego na wzór Trzech sióstr i Trzech kotów. Sukces murowany.
Pisząc recenzję na temat pierwszego tomu zapomniałam wspomnieć, że na samym końcu książki znajdziemy kilka przepisów kulinarnych. Tak samo jest w drugiej części.
Podsumowując, po takim zakończeniu warto a raczej trzeba zapoznać się z dalszym ciągiem. Coś czuję, że będzie to taka wisienka na torcie.

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

niedziela, 19 lipca 2020

SIOSTRY ( Recenzja )

Autor: Agnieszka Krawczyk
data wydania: 2 marca 2016
liczba stron: 512
wydawnictwo: Wydawnictwo Filia









W listopadzie ubiegłego roku miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu autorskim Agnieszki Krawczyk. Pani Agnieszka jest przesympatyczną i ciepłą osobą. W interesujący sposób opowiadała jak wygląda jej praca nad pisaniem, skąd czerpie pomysły. Zdradziła także kilka faktów z życia prywatnego. Nawet nie wiecie jak mi głupio bo ja jeszcze nie przeczytałam żadnej jej książki. Wstyd ogromny.

Praca w korporacji to nie przelewki. Z pewnością coś na ten temat może powiedzieć Agata. Bardzo dobrze wykonuje swoje obowiązki, ale w dalszym ciągu nie otrzymała upragnionego awansu. Od pewnego czasu jest w związku z Filipem. Kocha go i chciałaby założyć z nim rodzinę. No właśnie, rodzina. Jest to dla Agaty dość delikatny temat. Gdy była małą dziewczynką została porzucona przez matkę. Wychował ją ojciec wraz z Teresą, drugą żoną. Kobieta miała jeszcze córkę, Danielę z poprzedniego związku. Dziewczynki szybko nawiązały ze sobą nić porozumienia i stały się sobie bardzo bliskie.
Nie był to dla całej tej czwórki łatwy okres w życiu, ale udało im się stworzyć coś pięknego.
Pewnego dnia Agata odbiera telefon od tajemniczego mężczyzny z informacją o śmierci biologicznej matki. Uroczystość pogrzebowa ma odbyć się w Zmysłowe, małym górskim miasteczku niedaleko Krakowa. Niedowierzanie i szok to idealne słowa opisujące stan w jakim znalazła się Agata po tym co było dane jej usłyszeć. Ma pożegnać się na zawsze z osobą, której tak naprawdę nie znała.
Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw decyduje się na wyjazd. W tych trudnych dla niej chwilach może liczyć na pomoc i wsparcie Danieli. Po przybyciu na miejsce dowiadują się, że ktoś na nie czeka. Mama Agaty miała jeszcze jedną córkę. Tosia to dziewięcioletnia dziewczynką o której istnieniu nie miały pojęcia. Takiego obrotu spraw żadna z nich się nie spodziewała. Musiały podjąć decyzję co robić dalej. Zostać w Zmysłowie, czy wyruszyć w drogę powrotną do Krakowa we trójkę.

Przez tego okropnego wirusa wszystkie biblioteki na pewien czas zostały zamknięte. W takiej sytuacji ratunkiem był dla mnie domowy księgozbiór. Na półce stały sobie niewinnie książki Agnieszki Krawczyk. Na początek postanowiłam sięgnąć po "Siostry", pierwszą część cyklu Czary codzienności.
W tym miejscu mogę napisać tylko jedno. Żałuję, że poczyniłam to dopiero teraz. Już sam opis zasugerował mi, że będzie to książka dla mnie. Gdy bardziej wgłębiłam się w treść zwyczajnie straciłam poczucie czasu, a historia Agaty pochłonęła mnie bez reszty. Oczywiście przyczyniło do tego kilka elementów.
Z pewnością na uwagę zasługuje miejsce akcji. Pisarce udało się stworzyć coś naprawdę wyjątkowego. Sama mam sentyment do małych miasteczek, a Zmysłowo właśnie takim jest. Cudowne opisy przyrody tylko potęgują jego wyjątkowość i sielski klimat. Łąki pełne kwiatów, latające motyle i nocne koncerty świerszczy. Jest to idealne miejsce dla osób szukających ciszy i spokoju. Miłośnicy górskich wędrówek również będą zadowoleni.
W książce zachwyciło mnie nie tylko piękno przyrody. Uwielbiam stare domy. Mają w sobie coś takiego, że przyciągają mnie jak magnez. Mama Agaty właśnie w takim mieszkała. Wszystko co stare w moich oczach staje się piękne i wartościowe. Ostatnio bardzo modne stało się odnawianie mebli i taki wątek pojawił się w książce. Czasami z niczego można stworzyć coś, co wyróżni nas od innych. Julia, jedna z bohaterek właśnie czymś takim się zajmuje. Robi to w dość oryginalny sposób, ale gdy pomieszczenie zostanie odpowiednio zaprojektowane nawet kanapa w różowe flamingi będzie pasować do reszty idealnie.
Pisarka wykreowała sporą grupkę ciekawych postaci. Historię Agaty już wam pokrótce przedstawiłam. Po pogrzebie miała zamiar wrócić do Krakowa i zająć się swoimi sprawami. Kobieta ma pewien problem. Otóż w pewnych sytuacjach zachowuje się tchórz. Nie potrafi o siebie zawalczyć. Jest jednym z lepszych pracowników, ale jej starania nie są doceniane. Powinna w końcu  wygarnąć wszystko szefowi. Związek z Filipem nie należy do udanych. W tej kwestii również nie może się przemóc i podjąć w końcu jakąś decyzję. Brnąć w to dalej czy dać sobie spokój. Jest atrakcyjną kobietą więc z pewnością nie będzie miała problemu ze znalezieniem odpowiedniego mężczyzny, który będzie ją kochał. Gdy czytałam książkę w pewnych momentach zrobiło mi się jej tak po ludzku żal. Dzieciństwo Agaty dalekie było od ideału. Niby ojciec robił wszystko żeby niczego jej nie brakowało, ale jednak odejście biologicznej matki zrobiło swoje. Wzruszyły mnie bardzo fragmenty opisujące lata szkolne. Była wyśmiewana przez rówieśników i nie ma co się dziwić, że dorosła już Agata jest jaka jest. Nawet przez chwilę nie sądziła, że wyjazd do Zmysłowa aż w tak dużym stopniu wpłynie na jej życie.
Daniela, przyrodnia siostra Agaty mieszka za granicą. Marzy o pracy w dyplomacji. Ma na swoim koncie wiele ukończonych kursów i szkoleń, ale w dalszym ciągu chce pogłębiać swoją wiedzę. Od dłuższego już czasu zmaga się z nadwagą. Kilka razy stała się z tego powodu ofiarą niewybrednych żartów i komentarzy. Kobiecie trudno było zaakceptować swój wygląd, ale mimo wszystko stara się być sobą. Jest inna od Agaty. Mówi to co myśli i nie boi się  ponieść konsekwencji. Dla niej przyjazd na prowincje również stał się początkiem zmian.
Siostry nie mogły zostawić dziesięcioletniej dziewczynki bez opieki skoro stały się dla niej najbliższą rodziną. Przeprowadzka do Krakowa na ten moment nie wchodziła w grę. Dziecko ma szkołę, a co najważniejsze mieszkała w Zmysłowe razem z mamą. Przecież nie opuści z dnia na dzień rodzinnego domu. Agata i Daniela musiały w jakiś sposób rozwiązać ten problem.
Tosia okazała się być bardzo mądrą dziewczynką. Może chwilami mówiła za dużo, ale przecież to tylko dziecko. W szybkim tempie stała się ulubienicą swoich przyrodnich sióstr.
Skoro we trójkę mają mieszkać w Zmysłowe Agata ma zamiar wykorzystać okazję i dowiedzieć się jak najwięcej na temat swojej zmarłej mamy. Okazuje się, że Ada była malarką. Posiadała ogromny talent, a jej obrazy przedstawiające głównie przyrodę były prawdziwymi dziełami sztuki. Prowadziła również kiosk z pamiątkami o uroczej nazwie Sklepik pod bzami. Często był odwiedzany przez turystów. Siostry wpadają na pomysł żeby go reaktywować. Chcą go także udoskonalić powiększając asortyment. W przyszłości może powstanie coś na wzór herbaciarni, kto wie.
Agatę gryzie coś jeszcze. Zastanawia się co się stało z ojcem Tosi i kto nim jest. Ma zamiar go odnaleźć.
Nowe obywatelki Zmysłowa mogły liczyć na pomoc i wsparcie innych mieszkańców tej jakże uroczej miejscowości. Wspomniana wcześniej Julia była ich sąsiadką. W przeszłości przyjaźniła się z mamą Agaty. Częstym ich gościem stał się pan Wilk, miejscowy weterynarz i fan literatury kryminalnej. Poznały także Piotra, przewodnika górskich wycieczek. Kolejną osobą była Monika, młoda mama, która z chęcią dorabiała sobie w sklepiku.
W książce nie zabrakło tzw. czarnych charakterów. Z pewnością zaliczyć do nich można panią Trzmielową, żonę burmistrza. Jakub, brat Moniki też nie zrobił na nich dobrego wrażenia. Chociaż w tym przypadku z negatywną oceną chyba się troszkę pospieszyły.
Takie małe społeczności mają to do siebie, że wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą, a plotki roznoszą się w tempie błyskawicznym. Naszym siostrom w niczym to nie przeszkadzało. Pokochały Zmysłowo i czuły się doskonale w nowym miejscu.

"Siostry" autorstwa Agnieszki Krawczyk to idealna książka na lato. Cieszę się bardzo, że mogłam ją czytać właśnie teraz. Nie przeczę, że chwilami była zbyt cukierkowa, ale w żadnym stopniu nie zniechęciło mnie to do dalszej lektury. Po przeczytaniu ostatniego zdania od razu pobiegłam do półki po drugą część. "Siostry" to ciepła opowieść o dwóch dorosłych kobietach i jednej dziesięcioletniej dziewczynce. Autorka opisała w cudowny sposób relacje między siostrami. Przedział wiekowy oraz zupełnie inny kod genetyczny nie miał tutaj nic do gadania. Połączyła je ze sobą miłość do drugiego człowieka.
Z tego miejsca nie pozostaje mi nic innego jak tylko zachęcić was do sięgnięcia po książkę. I już teraz mogę napisać, że niebawem na blogu pojawią się opinie na temat pozostałych tomów z cyklu Czary codzienności.

POLECAM
MOJA OCENA 8/10


czwartek, 25 czerwca 2020

PRZYSŁUGA ( Recenzja )

Autor: Beata Dmowska 
data wydania: 19 lutego 2020
liczba stron: 352
wydawnictwo: HarperCollins











Ponad rok temu miałam przyjemność poznać twórczość Beaty Dmowskiej dzięki jej debiutanckiej powieści "Spadek". Dobrze pamiętam swój zachwyt nad historią Natalii, która odziedziczyła dworek po śmierci swojego dziadka. Zakończenie wskazywało, że będzie ciąg dalszy. "Przysługa" właśnie jest tą jakże wyczekiwaną przez mnie kontynuacją. Byłam niezmiernie ciekawa dalszych losów kobiety, która zdecydowała się na tak wielkie zmiany w swoim życiu. 

Natalii udało się już wyremontować część Romanówki i lada dzień będzie mogła zaprosić do niej pierwszych urlopowiczów. Stworzenie pensjonatu okazało się bardzo dobrym pomysłem. Zresztą sama przeprowadzka na wieś również. Kobieta stara się już nie wracać do wydarzeń, które miały miejsce w dworku. Teraz liczy się tu i teraz. Dobrze czuje się wśród przyrody i zwierząt. Relacje z córką także uległy znacznej poprawie.
Do Dąbrówki na kilka dni urlopu przyjeżdża z Norwegii Karolina, bliska przyjaciółka Natalii. W planach miały błogie lenistwo. Jednak historia ze skarbem babci Zofii stała się znacznie ciekawsza. Jest ukryty gdzieś w ziemi, a wykopać go będzie można dopiero 30 czerwca. Gdy nadchodzi właśnie ten dzień cała kobieca trójka wyrusza na jego poszukiwanie. Zgodnie z ruchem wskazówek zegara słonecznego odnajdują miejsce i zaczynają kopać. Po chwili doznały ogromnego szoku. Otóż skarb nie przypominał drogocennych klejnotów. Był ludzkim szkieletem. Pada wiele pytań na które trudno znaleźć odpowiedzi. Do akcji wkracza policja
Gdyby tego wszystkiego było mało na drugi dzień znika bez śladu Marta, córka Natalii. Natychmiast zaczynają się poszukiwania. Tym bardziej, że zaginięcie może mieć coś wspólnego z wykopanym szkieletem. Niewykluczone, że mogło dojść do morderstwa, a osoba która tego dokonała przebywa na wolności. 

Z ogromną dozą zainteresowania czekałam na to, co tym razem wymyśliła autorka. Czym zaskoczy swoich czytelników? A może pojawi się jakiś nowy bohater? 
Z miłą chęcią wróciłam jeszcze raz do Dąbrówki. Uwielbiam klimat tego typu miasteczek. Zresztą sama wybrałabym się na urlop do takiego pensjonatu jak Romanówka. Cisza, spokój, świeże powietrze. Nic tylko odpoczywać. Mówimy, że na wsi nic się nie dzieje. Wieje nudą. A jednak nie ma co posługiwać się stereotypami. W Dąbrówce dzieje się dużo, aż za dużo. 
Nieczęsto we własnym ogrodzie można wykopać ludzki szkielet. Natalii to się niestety udało. Kobieta i tak już przeszła w swoim życiu wiele. Myślała, że w końcu będzie mogła powiedzieć, że jest szczęśliwa i problemy zaczęły ją omijać. A tu proszę. Zachciało jej się zabawy w poszukiwaczy skarbów to teraz ma. Na domiar złego nie wie co się stało z jej własnym dzieckiem. Rano dziewczyna wybrała się jak zwykle na konną przejażdżkę. Koń wrócił, ale bez Marty. Natalia zaczyna analizować słowa córki, które wypowiedziała przed wyjściem z domu. Wspomniała coś o jakiejś przysłudze. Jaka przysługa i komu miałaby ją wyświadczyć? O co w tym wszystkim chodzi? Policja robi co tylko może żeby jak najszybciej odnaleźć zaginioną. Natalia nie ma zamiaru bezczynnie siedzieć i na własną rękę zaczyna śledztwo. Angażując przy tym swoją przyjaciółkę.
Kobiety nie boją się niczego. Momentami w trakcie lektury pojawiał się uśmiech na mojej twarzy. Matka zrobi dla własnego dziecka wszystko. Nawet zaryzykuje własnym życiem. Bardzo mocno trzymałam kciuki za pozytywny finał poszukiwań. Bardzo dobrze, że Beata Dmowska poruszyła w swojej książce własnie taki problem. Ja na szczęście nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji jak Natalia, ale wiem, że zaginięcie bliskiej osoby to wstrząs dla całej rodziny. Jest wiele instytucji, które proponują wszelaką pomoc. Pisarka pokazała także jak wygląda cała procedura zaraz po zgłoszeniu zaginięcia. Czasami w takich sytuacjach tracimy cierpliwość bo sądzimy, że wypełnianie papierków nie jest w takim momencie najważniejsze. Emocje zwyczajnie biorą górę.
Miłośnicy historii z pewnością będą zadowoleni gdy sięgną po "Przysługę". Otóż w książce pojawił się bardzo ciekawy wątek dotyczący zaginionych dzieł sztuki. Beata Dmowska podeszła do tego tematu bardzo profesjonalnie. Czytając można dowiedzieć się wielu interesujących faktów. 
Kolejną godną uwagi kwestią jest zatrudnianie obcokrajowców. Jak wiemy w dzisiejszych czasach staje się to normą. Moim zdaniem każdy człowiek zasługuje na godne warunki pracy oraz wynagrodzenie bez względu na to z jakiego kraju pochodzi i jaki ma kolor skóry.
"Przysługa" to nie tylko trudne tematy, ale także przedstawiony w fantastyczny sposób obraz prawdziwej przyjaźni. Natalia może liczyć na Karolinę w każdej sytuacji. Nawet w tej bez wyjścia. Były momenty, że Karolina troszkę zaczynała mnie denerwować, ale szybko zostało jej to wybaczone. Ma pecha Natalia, nie ma co się oszukiwać.

Podsumowując "Przysługa" to trzysta pięćdziesiąt dwie strony dobrej literatury obyczajowej. Chociaż tak naprawdę jest to książka z elementem kryminalnym. I to bardzo dobrze napisanym. Do samego końca nie wiadomo co się tak naprawdę stało i kto dokonał tak straszliwej zbrodni. Nie mówiąc już o zaginięciu.
Coś mi się wydaje, że to jeszcze nie koniec opowieści o Natalii Karolczuk. W związku z tym nie pozostaje nic innego jak oczekiwać trzeciego tomu bo pisarka w dalszym ciągu trzyma wysoki poziom.

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 



wtorek, 23 czerwca 2020

DOM PO DRUGIEJ STRONIE JEZIORA ( Recenzja )

Autor: Anna Bichalska
data wydania: 5 lutego 2020
liczba stron: 464
wydawnictwo: HarperCollins











"Dom po drugiej stronie jeziora" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anny Bichalskiej. Do lektury książki zachęciło mnie kilka elementów. Już sam tytuł wydał mi się intrygujący, walizka ze starymi zdjęciami na okładce również. Jednak najbardziej zaciekawił mnie opis. Miejscowość o ciekawej nazwie, stara willa i rodzinne tajemnice. To musi być coś naprawdę dobrego. 

Małgorzata jest dojrzałą kobietą, która przeżywa ciężkie chwile w swoim życiu. Opuszcza Białystok i wyrusza w podróż wraz z maleńkim dzieckiem. Błękitne Brzegi to ich miejsce docelowe. Jest to wieś położona na Podlasiu. To właśnie tam mieszka Matylda, kobieta, która zajmuje się naprawą starych lalek.
Kobiety już od pierwszej chwili bardzo się polubiły. Wydawać by się mogło, że znają się już bardzo długo. Nawiązały ze sobą bardzo dobry kontakt i czuły się swobodnie w swoim towarzystwie. Z czasem okazuje się jak wiele je łączy. I nie są to tylko więzy rodzinne. Są to również tajemnice i sekrety skrywane głęboko w sercu. 
Czyżby wizyta Małgorzaty w rodzinnym domu Matyldy była początkiem zmian w życiu obu kobiet? A może przyszedł w końcu odpowiedni moment aby otworzyć drzwi do opuszczonych pokoi? W końcu w starych willach tego typu pomieszczeń nie brakuje. 

Nie wiem czy to prawda, ale ktoś w jednej z recenzji "Domu po drugiej stronie jeziora" napisał, że jest to dalszy ciąg książki "Wzgórze Niezapominajek". Ja jej niestety nie czytałam. Może kiedyś uda mi się to nadrobić bo mój debiut jeśli chodzi o twórczość Anny Bichalskiej uznaję za bardzo obiecujący. Historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron. W dużej mierze przyczynił się do tego sposób narracji, który jeszcze bardziej zachęca do lektury. Pisarka postanowiła połączyć teraźniejszość z przeszłością i bardzo zgrabnie jej to wyszło. Jeśli mogłabym użyć takiego słowa. Losy Małgorzaty są nie mniej ciekawe od wydarzeń, które miały miejsce w 1928 roku. Chociaż to co działo się kilkadziesiąt lat temu wysuwa się na pierwszy plan.
Pewnego dnia Małgorzata wraz z Matyldą odnajdują na strychu stary pamiętnik oraz listy. Dawno temu w Błękitnych Brzegach miały miejsce tragiczne wydarzenia. Rzeczy, które zostały ukryte, a ujrzały światło dzienne stają się nowymi dowodami w sprawie z przed lat. Wszystko jest owiane jedną wielką tajemnicą, którą obie kobiety mają zamiar rozwikłać. 

W trakcie lektury czytelnik będzie mógł poznać wiele ciekawie skonstruowanych postaci. Nie powiem, ale w pewnych momentach zaczynałam się gubić. Chyba było mi troszkę ich za dużo. Historia rodziny Konarskich została przedstawiona przez autorkę w bardzo interesujący sposób. Poznajemy trzy siostry Matyldy: Lusię, Adelę i Anielę. Dwie z nich utonęły w jeziorze. Do posiadłości przyjeżdża Maria, nowa guwernantka. Kobieta też coś ukrywała. Miała swój powód aby zatrudnić się właśnie w tej rodzinie. 
Na duży plus zasługuje wątek dotyczący czasów przeszłych. Dzięki temu książka staje się jeszcze bardziej warta uwagi. Ja nie jestem fanką powieści historycznych. Zresztą nie pałam jakimś wielkim uczuciem do historii. W szkole  zapamiętywanie dat było dla mnie koszmarem. Ale w tym przypadku pisarka w przykuwający sposób oddała klimat tamtych lat. Polubiłam siostry Matyldy. Z pewnością na dłużej pozostanie w mojej pamięci szalona Adela. i nocne wywoływanie duchów. Muszę się przyznać, że sama poczułam w pewnym momencie gęsią skórkę na ciele. 

Wróćmy na moment do jednej z głównych bohaterek. Tak jak wspomniałam Małgorzata na chwilę obecną zmaga się z problemami, które nie pozwalają jej normalnie funkcjonować. jakiś czas temu pochowała męża, relacje z córką też nie należą do najlepszych. Dołożyć do tego trzeba lata gdy była małą dziewczynką. Coś się wtedy wydarzyło. Wie, że będzie się z tym zmagać do końca życia. Zrobiła coś okropnego i nie potrafi sobie z tym poradzić. To nic, że była wtedy dzieckiem. 
W tym miejscu muszę wspomnieć o Matyldzie. Pełnej ciepła starszej pani. Nie sposób jej nie lubić. Mimo swojego wieku tryska energią. W jej towarzystwie człowiek uspokaja się i inaczej patrzy na otaczający nas świat. Wszystkie troski w jednej chwili przestają istnieć. 

"Dom po drugiej stronie jeziora" to "obyczajówka" przy której można miło spędzić czas. W książce zostało poruszonych wiele ważnych i trudnych tematów. Oczywiście autorka nie zapomniała wpleść w to wszystko wątku miłosnego. Z czystym sumieniem mogę polecić wam historię spod pióra Anny Bichalskiej. Warto spakować książkę do torby lub plecaka. W plenerze czytanie będzie jeszcze bardziej przyjemniejsze. Jest to także idealna pozycja dla wszystkich fanów tajemnic i rodzinnych sekretów. Osoby lubiące kryminały i thrillery też znajdą coś dla siebie. Dla każdego coś dobrego. Całość czytało mi się naprawdę dobrze. Z pewnością główną tego zasługą jest język, którym posłużyła się pisarka. No i zakończenie, które sprawiło, że doznałam nie małego szoku. 
Nie pozostaje mi nic innego jak zachęcić was do lektury tejże książki. 


POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: