niedziela, 29 grudnia 2024

PÓŁ NA PÓŁ ( Recenzja)

Autor: Izabella Frączyk 
data wydania: 5 czerwca 2018
liczba stron: 416
wydawnictwo: Prószyński i S-ka 










Za sprawą książki "Pół na pół" autorstwa Izabelli Frączyk po raz drugi wpadłam w odwiedziny na Podhale. 

Stacja "Śnieżna Grań" funkcjonuje w najlepsze i przyciąga miłośników białego szaleństwa. Niebawem inwestycje, które zostały zaplanowane mają ją jeszcze bardziej unowocześnić. Oczywiście wszystko nadzoruje Edek.
Pozostali członkowie rodziny Stachowiaków pochłonięci swoimi obowiązkami nie przeczuwają, że coś złego może się wydarzyć. 
Niestety czasami podjęte przez nas decyzje nie zawsze są prawidłowe i niosą ze sobą poważne konsekwencje. 
W ich życiu prywatnym też dzieje się dużo. 

Jak wiemy z kontynuacjami książek bywa różnie. Przeważnie pierwsza część jest lepsza od dalszego ciągu. Jednak w przypadku tej powieści jest na odwrót. "Pół na pół", drugi tom cyklu "Śnieżna Grań" autorstwa Izabelli Frączyk zdecydowanie bardziej mi się podobał. W "Za stare grzechy" przez dłuższy czas wiało nudą, a tutaj w końcu coś zaczęło się dziać i akcja nabrała tempa. Mniej było też tych technicznych informacji. 
Przeczuwałam, że coś z tą umową z MagnumSnow może być nie tak. Za pięknie to wszystko wyglądało. Jak się później okazało był to początek problemów, z którymi rodzina Stachowiaków musiała się zmierzyć, a przede wszystkim Lola. 
W końcu jako tako ustabilizowała swoje prywatne życie, po tym gdy ponownie na jej drodze pojawił się Tadeusz. Dogadała się z nim w sprawie opieki nad córką, jednak o związku nie było już mowy. Była nadal sama, ale z czasem jej serce zaczęło mocniej bić na widok pewnego mężczyzny. W pracy też wszystko dobrze się układało, ale jak się okazało do czasu. Po tym co zrobił Edek, to właśnie na nią spadło ratowanie rodzinnego biznesu. 
Nie polubiłam tego zbyt pewnego siebie faceta. Zawsze najmądrzejszy, najlepszy, bez żadnej skazy. Był w dużym błędzie, że uda mu się wszystko ukryć przed najbliższymi. 
Z każdą kolejną stroną moje zainteresowanie książką rosło. Byłam bardzo ciekawa w jakim kierunki to wszystko się potoczy. Czy w końcu Stachowiakowie dojdą do porozumienia i szczerze ze sobą porozmawiają. Bo właśnie tego dialogu najbardziej tutaj brakowało. Każdy zajmował się sobą i swoimi obowiązkami. W końcu do głosu doszła przeszłość wraz ze skrywanymi tajemnicami, które wreszcie wyszły na jaw szokując wszystkich. Z pewnością nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Czy ja się czegoś domyślałam? Tym razem nie, więc należy się za to dodatkowy plus. Warto też wspomnieć, że można spokojnie czytać książkę bez znajomości pierwszej części, bo autorka zadbała o krótkie streszczenie. Stylowo i językowo jest podobnie.
Co do zakończenia, czułam, że będzie happy end. W końcu po każdej burzy wychodzi słońce. 

Jeśli jesteście ciekawi co tym razem przeskrobał Edek i o jakie tajemnice chodzi zachęcam was do lektury tej powieści. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7,5/10

 

sobota, 28 grudnia 2024

MIKOŁAJ Z ULICY POGODNEJ (Recenzją)

Autor: Joanna Szarańska 
data wydania: 25 października 2023
liczba stron: 419
wydawnictwo: Czwarta Strona 
 







Jak do tej pory znałam tylko jednego Mikołaja, tego z Laponii, ale dzięki książce autorstwa Joanny Szarańskiej poznałam drugiego białego brodacza w czerwonym kubraku. Tym razem z ulicy Pogodnej. 

Jak co roku czytelnicy z niecierpliwością czekają na kolejną świąteczną książkę autorstwa Kornelii Starskiej. Niestety tym razem może być inaczej, ze względu na twórczy zastój z którym przyszło jej się zmierzyć. 
Na ratunek przybywa Nina, redaktorka i zarazem najlepsza przyjaciółka. To właśnie od niej Kornelia dowiaduje się o Mikołaju z ulicy Pogodnej. 

O raju, ależ to była piękna opowieść. Już sam pierwszy rozdział uświadomił mi, że będzie to coś wyjątkowego. Gdy go czytałam odbyłam podróż w czasie i stałam się małą Karolinką śmigającą razem z podwórkową ekipą na sankach z parkowej górki, brałam udział w bitwie na śnieżki, lepiłam bałwana. W oknie stała mama wołająca na obiad. Ogromnie się cieszę, że mogłam chociaż na chwilę wrócić do tych beztroskich dziecięcych lat. 
Ulica Pogodna straszy swoim wyglądem. Błoto, dziury w asfalcie, obskurne kamienice, w których czuć stęchlizną. Władze urzędowe traktują ją jak przysłowiową kulę u nogi. Co w takiej sytuacji można zrobić? Biały puch przykryje niedoskonałości, ale to nie wystarczy. 
Ta historia dowodzi temu, że dziecięca wyobraźnia nie ma żadnych granic. Mali bohaterowie wpadli na oryginalny pomysł i w jednej chwili szara ulica stała się barwna i kolorowa. Jednak tego, że rano zaraz po przebudzeniu pod drzewami znajdą tajemnicze pakunki raczej się nie spodziewali. Coś takiego dzieje się co roku przed kolejnymi świętami Bożego Narodzenia i nikomu jak do tej pory nie udało się odkryć kim jest tajemniczy darczyńca. 
Tę jakże intrygującą zagadkę ma zamiar rozwikłać Kornelia, której  przybycie staje się nielada sensacją. Nawet przez chwilę nie brała pod uwagę tego, że jej wizyta na ulicy Pogodnej będzie aż tak intensywna i bogata w różnego rodzaju wydarzenia. Przecież miała tylko skupić się na pisaniu, nie na wspólnym lepieniu pierogów, ubieraniu przy sklepowej choinki, pieczeniu pierniczków, czytaniu bajek dwóm rezolutnym urwisom. Sama tym wszystkim była zaskoczona. W obcym miejscu, wśród nieznajomych niespodziewanie poczuła się jak w domu w otoczeniu najbliższej rodziny.
Ulica Pogodna jest brzydka zewnętrznie, ale za to piękna wewnętrznie. Ogromna w tym zasługa jej mieszkańców. Są to ludzie, którzy nikomu nie odmówią pomocy mimo swoich problemów i trosk z jakimi przyszło im się zmierzyć. W każdej sytuacji mogą na siebie liczyć, są dla siebie wsparciem. Jestem zaszczycona, że było mi dane poznać Mirosławę Bochenek, właścicielkę baru Rozgwiazda, Zuzannę Leśniak - to do niej należy pasmanteria Śliczna, Pelagię Kornacką, królową słodkich wypieków z cukierni Szarlotka, Magdalenę Kornacką, właścicielkę sklepu Magdalenka i innych bohaterów którzy pełnią w tej opowieści bardzo ważne role. 
Cała grupa została wykreowana przez autorkę po mistrzowsku. Są tak wiarygodni, tak prawdziwi. Właśnie takich ludzi warto spotykać na swojej drodze. Mimo kłód rzuconych pod nogi przez los oni starają się patrzeć w przyszłość z optymizmem. Z wielkim zaciekawieniem razem z Kornelią wsłuchiwałam się w snute przez nich opowieści. 
"Mikołaj z ulicy Pogodnej" to książka, którą czyta się niebywale lekko i swobodnie. Mnie urzekło w niej wszystko. Klimat  jaki udało stworzyć się Asi Szarańskiej jest zachwycający, wręcz magiczny. W cudowny sposób pokazuje nam wyjątkowość świąt Bożego Narodzenia. W tym czasie dzieją się najprawdziwsze cuda i autorka za pomocą tej jakże pięknej opowieści chce nam to udowodnić. Te kilka stron otula czytelnika jak cieplutki kocyk, wprawia w błogi nastrój. Momentami wzrusza, rozbawia i zmusza do refleksji. A ja taki wachlarz emocji cenię w książkach najbardziej. 
Jeśli jesteście ciekawi czy udało się głównej bohaterce odkryć największą tajemnicę ulicy Pogodnej zachęcam was do lektury. Jestem pewna, że spędzicie przy niej bardzo miło czas. 

POLECAM 
MOJA OCENA 8/10


ZA STARE GRZECHY (Recenzja)

Autor: Izabella Frączyk 
data wydania: 27 luty 2018
liczba stron: 400
wydawnictwo: Prószyński i S-ka 











Książkę "Za stare grzechy" autorstwa Izabelli Frączyk udało mi się wyszperać w bibliotece. Jest to pierwszy tom cyklu "Śnieżna Grań".
 
Stacja narciarska "Śnieżna Grań" i przyległe do niej mniejsze interesy od wielu lat należą do rodziny Stachowiaków. Dla Antoniego i Anieli, kochającego się małżeństwa i rodziców trójki dzieci to coś więcej, niż tylko dochodowy biznes. Dzięki poświęceniu i ciężkiej pracy odnieśli tak duży sukces. 
Niestety niespodziewana śmierć głowy rodziny niesie ze sobą spore zmiany. Od teraz główną pieczę nad interesem będzie trzymać Edward vel Edek i Leokadia zwana pieszczotliwie Lolą, dwójka dorosłych dzieci. 

Czy młodzi podołają tak poważnemu wyzwaniu? Czy problemy w życiu prywatnym nie wpłyną zbyt mocno na ich zawodowe obowiązki? Oczywiście nad wszystkim będzie czuwać Aniela. 

Zaczęło się dość ciekawie, a nawet można by rzec, że lekko kontrowersyjnie. Dotyczy to Loli, która w moim odczuciu jest tutaj główną bohaterką. W pracy idzie jej całkiem dobrze, natomiast sfera prywatna nie wygląda tak, jakby tego chciała. Jest samotną matką pięcioletniej Mani. Kochała i była kochana, ale z pewnych względów związek z Tadeuszem nie miał szans na dalszy ciąg. Od tej pory Lola stroni od mężczyzn, chociaż na powodzenie u płci przeciwnej nie może narzekać. Dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, że kiedyś padnie z ust jej córki to jedno krótkie pytanie: gdzie jest mój tatuś? 
Lola to mądra, inteligentna kobieta, mocno stąpająca po ziemi i może być z siebie szalenie dumna. Pogodziła pracę zawodową z samotnym macierzyństwem, ma zamiar skończyć studia. Takie osoby jak ona, zasługują na wszystko co najlepsze. Mimo tego, że los rzucił kilka kłód pod nogi dała radę, nie poddała się i zawalczyła o sobie, o swoje dziecko. 
Edward jest świetnym specjalistą w swojej dziedzinie. To on zajmuje się sprawami technicznymi i sprzętowymi. Pragnie się rozwijać i unowocześnić stację, żeby cieszyła się jeszcze większym zainteresowaniem wśród turystów. 
Jeśli chodzi o życie osobiste to podobnie jak u Loli można napisać: to skomplikowane. Jest w długoletnim związku z Agnieszką i dobrze im obojgu tak jak jest. Niespodziewanie coś jednak uległo zmianie i dziewczyna mogła w końcu pochwalić się przed najbliższymi pierścionkiem zaręczynowym. Takim nagłym obrotem spraw zaskoczeni byli wszyscy. 
Chwilami zachowuje się tak, jakby był w gorącej wodzie kompany i podejmuje decyzje w zbyt pochopny sposób. Jest takim cwaniaczkiem, którego warto zawczasu utemperować, żeby nie narobił niepotrzebnych kłopotów. 

Autorka w książce bardzo szczegółowo opisuje na czym polega prowadzenie stacji narciarskiej. Zaglądamy za kulisy takiego biznesu. Jest to bardzo odpowiedzialna, trudna i stresująca praca, która wymaga dużego zaangażowania, poświęcenia oraz śledzenia technicznych nowinek. 
Całość przeczytałam błyskawicznie, ale stało się to chyba ze względu na dość dużą czcionkę. Główna treść niestety chwilami mnie nużyła. Były takie momenty, w których nic się nie działo. Najbardziej zaintrygował mnie wątek dotyczący podpisania umowy z firmą MagnumSnow. Coś czuję, że w tej sprawie będzie się jeszcze działo i dlatego z chęcią zapoznam się z drugim tomem.  
Styl oraz język nie jest skomplikowany i nie wymaga od czytelnika większego skupienia. Przyczepię się jeszcze do tytułu, który ni w ząb nie pasował mi do treści.
Zimowa otoczka nadała tej opowieści fajnego klimatu. Jeśli tęsknicie za białym puchem i zimowym szaleństwem na nartach to sięgnijcie czym prędzej po tę książkę. 

MOJA OCENA 6/10




piątek, 13 grudnia 2024

KIERUNEK MIŁOŚĆ (Recenzja)

Autor: Catherine Walsh
data wydania: 23 października 2023
liczba stron: 384
wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
 







"Kierunek miłość" autorstwa Catherine Walsh to kolejna świąteczna historia, z którą miałam okazję się zapoznać. Książka w ubiegłym roku cieszyła się dużym zainteresowaniem i była wysoka oceniana przez czytelników. Jesteście ciekawi jakie ja mam zdanie na jej temat?


Molly i Andrew poznali się dziesięć lat temu w samolocie lecącym do Irlandii. Oboje byli wtedy w drodze, żeby móc spędzić święta ze swoimi rodzinami. Z biegiem czasu ta luźna znajomość przerodziła się w wyjątkową przyjaźń, mimo tego, że ich pierwsze spotkanie odbyło się w niezbyt komfortowej sytuacji. Wspólne grudniowe podróżowanie stało się dla nich tradycją, i co roku umawiają się na kolejny lot. 
Z okazji małego jubileuszu tym razem miał wyglądać bardziej luksusowo niż zazwyczaj. Niestety z powodu śnieżycy nad Atlantykiem wszystkie samoloty zostały uziemione.
Molly nie należy do świątecznych entuzjastów, w przeciwieństwie do Andrew, i z tego też powodu ma zamiar zrobić wszystko, żeby jej najlepszy przyjaciel spędził ten wyjątkowy czas z najbliższymi. 

Pisałam to już nie raz, że boję się książek wychwalanych przez wszystkich. W takim wypadku ja też muszę, no bo inaczej przecież być nie może. Jednak z drugiej strony wolę być szczera. 
"Kierunek miłość" jest książką z grupy tych lekkich i przyjemnych, w dodatku została obsypana śniegiem. Skoro akcja rozgrywa się w grudniu nie mogło zabraknąć w niej całej tej bożonarodzeniowej otoczki. Według mnie, jest jej w sam raz. Miałam przez chwilę obawy, że może być zbyt cukierkowo, ale na szczęście autorka nie przekroczyła poziomu świątecznej słodkości. 
Nie wiem czy tylko ja mam takie skojarzenie, ale bieg wydarzeń przypomina mi trochę film "Kevin sam w domu", szczególnie te fragmenty, w których mama chłopca wyrusza w podróż do domu. Trudności ze znalezieniem wolnego miejsca w samolocie, przesiadki, jazda ciężarówką. W książce jest podobnie, z tą różnicą, że zamiast samochodu mamy prom.
Jeśli myślicie, że w tej historii nic się nie dzieje, będziecie w dużym błędzie. Dzieje się i to dużo. Czytelnik staje się uczestnikiem szalonej eskapady w wykonaniu naszej dwójki bohaterów. Andrew'a polubiłam od razu. Urzekł mnie swoją osobowością, troską o Molly. Jego sarkastyczne poczucie humoru jest urocze, i niejednokrotnie sprawiało, że na mojej twarzy gościł uśmiech. Nie jest nachalne, ani przesadnie głupie. Święta Bożego Narodzenia są dla niego bardzo ważne, i dlatego nie wyobraża sobie spędzenia tych kilku wyjątkowych dni w roku bez rodziny. 
Na co dzień nie widać po nim, że zmaga się z poważnym problemem jakim jest choroba alkoholowa. Sam to dostrzegł, i sam postanowił z nią walczyć. 
Andrew to młody, przystojny, inteligentny mężczyzna, którego nie sposób nie lubić. Nie jedna kobieta odwróci się na jego widok. 
Molly doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że ktoś taki może mieć duże powodzenie u płci przeciwnej. Sama po drodze była w kilku związkach, i jakoś do tej pory jej to nie przeszkadzało. Niespodziewanie, coś zaczyna się w niej zmieniać. W tym miejscu warto zadać pytanie czy przyjaźń między mężczyzną i kobietą ma jakikolwiek sens, czy jest w ogóle możliwa? Molly stoi przed nielada dylematem. Z jednej strony boi się stracić przyjaciela, z drugiej pragnie stworzyć szczęśliwy związek z Andrew. Sytuacja w jakiej się znalazła jest nie do pozazdroszczenia i wcale się nie dziwię, że miała tak duży mętlik w głowie. 
Nie próbujcie mnie przekupić świątecznym sernikiem, lub makowcem bo i tak wam nie zdradzę, jaką decyzję podjęła Molly. 

"Kierunek miłość" czyta się lekko i swobodnie. Język jest prosty i płynny. Catherine Walsh stworzyła bardzo miłą w odbiorze historię, która nastraja świątecznie. Momentami wzrusza i zmusza do refleksji. Mam nadzieję, że kiedyś zostanie przeniesiona na szklany ekran bo na to zasługuje. Jest to gotowy scenariusz na zimową komedię romantyczną. 
Rozpalcie sobie w kominku, zróbcie gorącą czekoladę, przykryjcie się kocykiem i rozpocznijcie lekturę tej jakże sympatycznej powieści. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10

środa, 4 grudnia 2024

OPOWIEŚĆ BŁĘKITNEGO JEZIORA (Recenzja)

Autor: Dorota Gąsiorowska 
data wydania: 22 listopada 2023
liczba stron: 510
wydawnictwo: Znak literanova


 





Czy istnieje odpowiedni moment, żeby bez skrupułów zacząć czytać książki świąteczno-zimowe? Ja wystartowałam pod koniec listopada. W tym roku sezon właśnie na takie historie rozpoczęłam od lektury "Opowieści błękitnego jeziora" autorstwa Doroty Gąsiorowskiej. 

Sonia na co dzień mieszka w Łodzi i pracuje jako dziennikarka. Każdemu należy się urlop, i ona ma zamiar z tego przywileju skorzystać. W tym celu przyjeżdża do Bukowej Góry, małego podkrakowskiego miasteczka. Mieści się tam kawiarenka "Złote Serce" z rodzinną manufakturą czekolady, z którą ponoć wiąże się pewna legenda. Sabinę mocno to zafascynowało, i z chęcią napisałaby na ten temat artykuł.
Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, że te kilka grudniowych dni spędzonych wśród lokalnej społeczności aż tak bardzo wpłyną na jej dotychczasowe życie, a szczególnie to, co usłyszała z ust właścicieli "Złotego Serca". 

Są takie książki, z którymi my, czytelniczy nie potrafimy się rozstać. Robimy wszystko, żeby przedłużyć czas spędzony z bohaterami. W moim przypadku coś takiego miało miejsce w trakcie lektury "Opowieści błękitnego jeziora". 
Przepadłam moi drodzy, i to po przeczytaniu kilku początkowych zdań. Dorota Gąsiorowska stworzyła coś wyjątkowo pięknego i zachwycającego. Ja zostałam tą historią wręcz zahipnotyzowana. 
Akcja w książce dzieje się w dwóch ramach czasowych. Współczesność dotyczy Soni, młodej dziewczyny, która nie miała w swoim życiu lekko. Musiała szybko dorosnąć i walczyć o przetrwanie. Ciężko pracowała, ukończyła studia. Teraz gdy jest już dorosła dochodzi do wniosku jak dużo ją to kosztowało, ile poświęciła żeby znaleźć się w miejscu, w którym obecnie jest. Dokonała tego sama, bez pomocy innych osób. 
Samotność bardzo mocno poraniła jej serce. Z biegiem czasu kilka ran zostało zabliźnionych, ale ta jedna, największa nadal boli.  
Przyjazd do Bukowej Góry jak się okazało, był bardzo dobrym pomysłem. Na jej twarzy pojawił się długo niewidoczny uśmiech, powróciła utracona radość ze świąt Bożego Narodzenia. Można powiedzieć, że w towarzystwie mieszkańców Bukowej Góry odżyła. Największą sympatią obdarzyła właścicieli "Złotego Serca". Rozalia i Gabriel tworzą szczęśliwe i kochające się małżeństwo. To właśnie oni naprzemiennie snują wyjątkową opowieść, którą Sonia ma zamiar opisać. 
Dzięki legendzie przenosimy się w czasie, poznając losy Sabiny i Marcina, dwójki młodych ludzi.
Który okres czasowy bardziej przypadł mi do gustu? U mnie jest remis, bo teraźniejszość jak i przeszłość zasługują na jak najwyższą ocenę. 
Historia Sabiny i Marcina została przedstawiona w tak interesujący i pochłaniający sposób, że z niecierpliwością oczekiwałam kolejnych rozdziałów na ich temat. To samo działo się w przypadku Soni. Mój poziom zainteresowania znacznie wzrósł gdy odebrała telefon od pewnej osoby. Byłam szalenie ciekawa co będzie dalej, jakie decyzje podejmie nasza główna bohaterka. 
W "Opowieści błękitnego jeziora" nie brakuje intrygująco wykreowanych postaci. Oprócz wyżej wymienionych poznajemy Maurycego, starszego mężczyznę, który uważany jest przez miejscowych za gbura i odludka. Warto również wspomnieć o Laurze i Hani, dwóch bardzo dzielnych kobietach. Ich historie zainspirowały Sonię do napisania kolejnych artykułów. Nie mogę zapomnieć o Bartoszu, tajemniczym mężczyźnie, który nie zrobił na naszej dziennikarce pierwszego dobrego wrażenia. Jednak po bliższym poznaniu wydał się całkiem sympatyczny. Czy ta luźna znajomość będzie początkiem czegoś znacznie poważniejszego tego wam nie zdradzę. Musicie doczytać sobie sami.

"Opowieść błękitnego jeziora" to jedna z piękniejszych powieści w dorobku Doroty Gąsiorowskiej. Przyciąga i urzeka już od samego początku.  Nie  sposób w niej znaleźć nawet najmniejszego słabego punktu. Wszystko jest tutaj doskonałe i dopieszczone w każdym najmniejszym szczególe. Sama z wielką chęcią odwiedziła bym tak klimatyczne, wręcz baśniowe małe miasteczko, w którym można spotkać serdecznych i przyjacielsko nastawionych ludzi. Mimo swoich problemów starają się zawsze patrzeć w przyszłość z optymizmem. Służą pomocą, wsparciem, dobrym słowem. Przekonała się o tym Sonia mocno doświadczona przez los.
Jak wiemy, nasze życie nie zawsze jest piękne i kolorowe. Czasami musimy zmierzyć się z tą mniej barwną stroną. To, co zostało przedstawione na kartach powieści, sprawia, że cała ta historia stała się bardzo życiowa. Każdy z nas może przecież znaleźć się w takiej sytuacji jak bohaterowie wymyśleni przez autorkę.
Dorota Gąsiorowska porusza w niej wiele ciekawych, godnych uwagi tematów. Nie będę wam ich szczegółowo wymieniać, żeby nie zabierać przyjemności z lektury. Są emocje, jest wzruszająco i nostalgicznie.
"Opowieść błękitnego jeziora" to powieść, w której między kartami zostało schowane bardzo ważne przesłanie. Nie odkładajmy rozmów z najbliższymi nam osobami na później. Tym bardziej tych trudnych i zawierających bolesne wspomnienia. Wybaczanie błędów, złych decyzji posiada w sobie ogromną moc, która niesie ze sobą ukojenie i wyczekiwany spokój. 
Akcja w książce toczy się przed świętami Bożego Narodzenia i w powietrzu czuć już atmosferę tych wyjątkowych dni. Mamy śnieżne zaspy, na sklepowych witrynach migoczą kolorowe lampki. Nie ma tu przesytu jak w innych tego typu powieściach. Osobiście urzekły mnie wstawki dotyczące ozdób, którymi dawniej były strojone domy. Bardzo ciekawe były również informacje na temat ludowych tradycji. 
Z każdej strony unosi się aromat czekolady. Czytając warto przygotować sobie kubek tego jakże pysznego gęstego napoju z dodatkiem korzennych przypraw i kleksem bitej śmietany. Miłośnicy wszelkiego rodzaju czekoladowych słodkości będą w pełni usatysfakcjonowani. 
Trochę się rozpisałam, ale inaczej się nie da. "Opowieść błękitnego jeziora" to książka na temat, której można mówić i pisać bez końca. Oczywiście w samych superlatywach. Serdecznie zachęcam was do lektury tej powieści. Jestem pewna, że spędzicie z nią przyjemnie czas i pokochacie Bukową Górę tak jak Sonia. 

POLECAM 
MOJA OCENA 8/10