poniedziałek, 9 listopada 2015
sobota, 7 listopada 2015
IRONIA LOSU ( Recenzja przedpremierowa )
Autor: Laurencja Wons
data wydania: 2015 (data przybliżona)
liczba stron: 246
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 2015 (data przybliżona)
liczba stron: 246
wydawnictwo: Novae Res
Co się dzieje gdy dochodzi do nieoczekiwanego spotkania teraźniejszości z przeszłością? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tego typu pytanie, bo w dużej mierze zależy to od emocji jakie w danej chwili buzują w człowieku. Czasami jest to radość, z drugiej strony chcielibyśmy, aby przeszłość nigdy więcej nie dała o sobie znać. Tym bardziej gdy nasze życie wreszcie wygląda tak jak powinno. Niestety w przypadku Małgorzaty ironia losu sprawia, że dawne czasy powracają...
Gdy Małgorzata wraz z Kamilem, swoim narzeczonym pojawiła się na przyjęciu urodzinowym przyjaciółki nie przypuszczała, że spotka się z NIM. Z byłym chłopakiem. To ona pięć lat temu zakończyła związek z Mirkiem. Mężczyzna nie licząc się z uczuciami kobiety, podjął decyzję o wyjeździe do Niemiec. Teraz nagle powraca i sieje zamęt w jej życiu. Pragnie za wszelką cenę naprawić swój błąd. Tylko jest jeden problem. Małgorzata kocha i jest kochana przez Kamila, z którym za cztery miesiące ma zawrzeć związek małżeński...
Warto zaznaczyć, że Mirek na przyjęcie nie przyszedł sam. I teraz małe zaskoczenie. Towarzyszył mu Paweł, najlepszy przyjaciel. Zwyczajny zbieg okoliczności sprawił, że mężczyzna zawiera z Małgorzatą przypadkową znajomość...
Jakie myśli kotłują się w głowie kobiety, która zamiast skupić się na wyborze sukni ślubnej zastanawia się nad dokonanym już wyborem, ale kandydata na męża? Wiedzie na pozór szczęśliwe życie u boku swojego chłopaka, który z czasem przemienia się w narzeczonego aby stać się tym jedynym do grobowej deski. Aż tu nagle jej życie wywraca się do góry nogami za sprawą miłości sprzed lat. Nie jest to łatwy moment, tym bardziej gdy nie uznaje się rozwodów. Na takim rozstaju dróg znalazła się główna bohaterka z książki "Ironia losu" autorstwa Laurencji Wons.
Kamil i Mirek. Narzeczony i były chłopak. Pierwszy z mężczyzn lada moment zostanie mężem Małgorzaty. Natomiast ten drugi pragnie temu zapobiec. Coś takiego nie może wróżyć niczego dobrego. Dochodzi do scen zazdrości ze strony Kamila, które stają się pretekstem do kłótni. I nie ma się czemu dziwić. Winne temu było zachowanie Mirka. Liczne odmowy ze strony kobiety, nie miały dla niego żadnego znaczenia. Niby ich spotkania należały do przypadkowych, ale niektóre momenty sprawiły, że miałam w tym temacie wątpliwości...
Małgorzata nie wie co ma o tym wszystkim myśleć. Kochała Mirka i była z nim szczęśliwa, więc nie jest jej tak do końca obojętny. Dlaczego po raz drugi komplikuje jej życie, które tak długo składała w jedną całość po ich rozstaniu?
Jest jeszcze Paweł, który zrobił na kobiecie bardzo miłe wrażenie. Zastanawiające jest to, jakim cudem udało mu się zaprzyjaźnić z Mirkiem. Biorąc pod uwagę ich osobowości.
Trzech mężczyzn i jedna kobieta. Podobno gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Bójka była, ale kto z kim się pobił tego zdradzić nie mogę. Jaką decyzję podjęła Małgorzata, o tym również cicho sza.
"Ironia losu" to książka na jeden wieczór, no może na dwa wieczory. Mimo tego, że niczym specjalnym nie wyróżnia się od innych powieści z działu tych lekkich i przyjemnych, ma coś takiego w sobie, że nie można się od niej oderwać. Laurencja Wons stworzyła ciekawą postać głównej bohaterki, ale wydaje mi się, że pierwsze skrzypce zagrał tutaj jeden z męskich bohaterów. Mam na myśli Mirka. To on nadał książce fajnego charakteru. Na początku troszkę mnie irytował. Uważałam go za pewnego siebie cwaniaczka, który nie toleruje słowa "NIE". Ale jak wiemy pierwsze wrażenie może być mylne...
Laurencja Wons użyła lekkiego pióra i taka jest właśnie ta książka. Osobiście spędziłam miło czas poznając historię Małgorzaty. Kobitka troszkę pogubiła się w swoich uczuciach, ale nie ma się czemu dziwić gdy o jej serce ubiega aż trzech kandydatów. Mętlik w głowie gwarantowany, tym bardziej gdy do ślubu pozostało bardzo mało czasu.
Ironia losu to inaczej zaskakujący, niespodziewany, przeciwny do spodziewanego obrót wydarzeń. Jak się okazuje nawet zwykła obyczajówka do której na początku podejdziemy dość niechętnie może okazać się świetną propozycją relaksu po ciężkim dniu. Książka autorstwa Laurencji Wons jest tego dowodem.
POLECAM
MOJA OCENA 8/10
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:
Gdy Małgorzata wraz z Kamilem, swoim narzeczonym pojawiła się na przyjęciu urodzinowym przyjaciółki nie przypuszczała, że spotka się z NIM. Z byłym chłopakiem. To ona pięć lat temu zakończyła związek z Mirkiem. Mężczyzna nie licząc się z uczuciami kobiety, podjął decyzję o wyjeździe do Niemiec. Teraz nagle powraca i sieje zamęt w jej życiu. Pragnie za wszelką cenę naprawić swój błąd. Tylko jest jeden problem. Małgorzata kocha i jest kochana przez Kamila, z którym za cztery miesiące ma zawrzeć związek małżeński...
Warto zaznaczyć, że Mirek na przyjęcie nie przyszedł sam. I teraz małe zaskoczenie. Towarzyszył mu Paweł, najlepszy przyjaciel. Zwyczajny zbieg okoliczności sprawił, że mężczyzna zawiera z Małgorzatą przypadkową znajomość...
Jakie myśli kotłują się w głowie kobiety, która zamiast skupić się na wyborze sukni ślubnej zastanawia się nad dokonanym już wyborem, ale kandydata na męża? Wiedzie na pozór szczęśliwe życie u boku swojego chłopaka, który z czasem przemienia się w narzeczonego aby stać się tym jedynym do grobowej deski. Aż tu nagle jej życie wywraca się do góry nogami za sprawą miłości sprzed lat. Nie jest to łatwy moment, tym bardziej gdy nie uznaje się rozwodów. Na takim rozstaju dróg znalazła się główna bohaterka z książki "Ironia losu" autorstwa Laurencji Wons.
Kamil i Mirek. Narzeczony i były chłopak. Pierwszy z mężczyzn lada moment zostanie mężem Małgorzaty. Natomiast ten drugi pragnie temu zapobiec. Coś takiego nie może wróżyć niczego dobrego. Dochodzi do scen zazdrości ze strony Kamila, które stają się pretekstem do kłótni. I nie ma się czemu dziwić. Winne temu było zachowanie Mirka. Liczne odmowy ze strony kobiety, nie miały dla niego żadnego znaczenia. Niby ich spotkania należały do przypadkowych, ale niektóre momenty sprawiły, że miałam w tym temacie wątpliwości...
Małgorzata nie wie co ma o tym wszystkim myśleć. Kochała Mirka i była z nim szczęśliwa, więc nie jest jej tak do końca obojętny. Dlaczego po raz drugi komplikuje jej życie, które tak długo składała w jedną całość po ich rozstaniu?
Jest jeszcze Paweł, który zrobił na kobiecie bardzo miłe wrażenie. Zastanawiające jest to, jakim cudem udało mu się zaprzyjaźnić z Mirkiem. Biorąc pod uwagę ich osobowości.
Trzech mężczyzn i jedna kobieta. Podobno gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Bójka była, ale kto z kim się pobił tego zdradzić nie mogę. Jaką decyzję podjęła Małgorzata, o tym również cicho sza.
"Ironia losu" to książka na jeden wieczór, no może na dwa wieczory. Mimo tego, że niczym specjalnym nie wyróżnia się od innych powieści z działu tych lekkich i przyjemnych, ma coś takiego w sobie, że nie można się od niej oderwać. Laurencja Wons stworzyła ciekawą postać głównej bohaterki, ale wydaje mi się, że pierwsze skrzypce zagrał tutaj jeden z męskich bohaterów. Mam na myśli Mirka. To on nadał książce fajnego charakteru. Na początku troszkę mnie irytował. Uważałam go za pewnego siebie cwaniaczka, który nie toleruje słowa "NIE". Ale jak wiemy pierwsze wrażenie może być mylne...
Laurencja Wons użyła lekkiego pióra i taka jest właśnie ta książka. Osobiście spędziłam miło czas poznając historię Małgorzaty. Kobitka troszkę pogubiła się w swoich uczuciach, ale nie ma się czemu dziwić gdy o jej serce ubiega aż trzech kandydatów. Mętlik w głowie gwarantowany, tym bardziej gdy do ślubu pozostało bardzo mało czasu.
Ironia losu to inaczej zaskakujący, niespodziewany, przeciwny do spodziewanego obrót wydarzeń. Jak się okazuje nawet zwykła obyczajówka do której na początku podejdziemy dość niechętnie może okazać się świetną propozycją relaksu po ciężkim dniu. Książka autorstwa Laurencji Wons jest tego dowodem.
POLECAM
MOJA OCENA 8/10
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:
wtorek, 3 listopada 2015
TO PRZEZ CIEBIE! ( Recenzja )
Autor: Mhairi McFarlane
data wydania: 7 października 2015
liczba stron: 464
wydawnictwo: HarperCollins
data wydania: 7 października 2015
liczba stron: 464
wydawnictwo: HarperCollins
Przyjęło się, że to mężczyzna wykonuje ten, jak bardzo ważny krok. To on kupuje pierścionek zaręczynowy i klęka przed swoją dziewczyną wymawiając przy tym jedno, krótkie pytanie: Czy zostaniesz moją żoną?? A gdyby tak wprowadzić w tym temacie małą zmianę? Przecież tyle mówi się o równouprawnieniu płci. W końcu do odważnych świat należy. Delia, główna bohaterka z książki "To przez ciebie!" autorstwa Mhairi McFarlane postanowiła zaryzykować...
Delia Moss to trzydziestoparoletnia kobieta z burzą rudych włosów na głowie. Ich kolor przysporzył kobiecie wiele problemów, szczególnie w latach szkolnych. Nie tylko fryzura wyróżnia ją z tłumu, także sposób w jaki się ubiera. W jej szafie nie znajdzie się obcisłych dżinsów, ich miejsce zajęły lekkie, dziewczęce sukienki. Od siedmiu lat pracuje w biurze rzecznika prasowego Rady Miejskiej Newcastle. Jeśli chodzi o sprawy sercowe, może pochwalić się szczęśliwym dziesięcioletnim już związkiem z Paulem. No właśnie, jak długo będą się tytułować: moja dziewczyna / mój chłopak. Trzydziestka z plusem na karku, więc chyba nadszedł czas, żeby zaszły jakieś zmiany. Jak każda kobieta w jej wieku, ona również pragnie założyć rodzinę, urodzić dzieci. Tylko jakoś Paul nie ma ochoty klęknąć przed Delią na kolano. Zegar biologiczny tyka, więc nie zważając na nic, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Organizuje romantyczną randkę, w trakcie której ma zamiar...oświadczyć się swojemu chłopakowi. Niby wszystko ładnie, pięknie, oświadczyny zostały przyjęte tylko jakoś tak bez entuzjazmu. Ratując sytuację Paul zaprasza swoją przyszłą żonę do restauracji. W trakcie składania zamówienia wysyła SMS-a, który pomyłkowo wyświetla się na telefonie Delli...
| " (...)
- Kim jest C?
Paul powiódł wzrokiem od komórki na minę Delli. Poczerwieniał i pobladł jednocześnie. Wyglądał jak facet, który kiedyś na jej oczach dostał ataku serca w autokarze." ( cyt. s. 28 )
To nie dzieje się naprawdę. Pewnie zaraz ktoś wpadnie do lokalu i zawoła JESTEŚ W UKRYTEJ KAMERZE!!. Mój przyszły mąż, mój chłopak, mój Paul...mnie zdradza. Chwila moment, przecież kilka sekund temu przyjął MOJE oświadczyny i teraz nie wie co robić?? I to niby ze mną coś się stało!! Jaka ja byłam głupia, a do tego ślepa. Mieszkamy ze sobą, a ja niczego nie zauważyłam, niczego nie podejrzewałam.
Jest jeden pozytyw z całej tej sytuacji. O jej zaręczynowych planach wiedziała tylko Emma. Teraz dowie się o klęsce roku.
Delia od zawsze kochała rysować, ale jej życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Pod wpływem chwili postanawia powrócić do swojego komiksu, który zaczęła rysować dawno...dawno temu.
| "Po kolacji Delia zaszyła się w pokoju, wzięła ołówek i zaczęła nową kartę. Natchnienie pojawiło się natychmiast, jak słowa piosenki, której nie słyszało się od lat, a jednak kolejne zwrotki przypominają się jak na zawołanie." ( cyt. s. 67 )
Jak wiemy, na problemy najlepsza jest praca. Wpadamy w wir zajęć zapominając o codzienności. Akurat nadarzyła się okazja ku temu, aby Delia mogła się wykazać. Ma za zadanie odnaleźć tajemniczego internautę ukrywającego się pod pseudonimem "Peshwari Naan". Niestety poszukiwania nie idą po jej myśli, na dodatek podpadła szefowi. Nie była to dla niej łatwa decyzja, zważając na sytuację w jakiej się znalazła, ale ma już wszystkiego dość. Rzuca pracę i przyjmuje propozycję Emmy. Na początku kobieta podeszła do pomysłu swej najlepszej przyjaciółki dość sceptycznie, ale po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw zdecydowała się wyruszyć w podróż do Londynu...
Jak to szybko w naszym życiu wszystko potrafi się zmienić. Planujemy różne rzeczy, a potem napotykamy nagle na swej drodze jedno wielkie rozczarowanie. Nasze plany rozsypują się jak domek z kart. W życiowej rozsypce znajduje się Delia. Dzień zaręczyn dla każdej kobiety powinien być dniem wyjątkowym, o którym będzie pamiętać do końca swojego życia. Niestety Delia pragnie o tym dniu jak najszybciej zapomnieć. To nie tak miało być. Zamiast czułych słówek, jest treść sms-a informująca o zdradzie. Nie będę płakać, nie będę płakać...Zamiast planowania ślubu, kobieta będzie musiała zaplanować na nowo swoje życie. Może wyjazd do Londynu będzie dobrym początkiem??
Osobie, która pochodzi z małej miejscowości nie jest łatwo zaaklimatyzować się w dużym mieście. Na szczęście Delia może liczyć na pomoc Emmy. Teraz tylko trzeba znaleźć pracę i wszystko jakoś się ułoży. Niestety zamiast stabilizacji, życie Delli jeszcze bardziej się skomplikowało. W dużej mierze przyczynił się do tego jej nowy szef oraz przystojny dziennikarz śledczy...
Oczywiście Paul próbuje się bronić, że to tylko krótki epizod, chwila zapomnienia. OK, każdy winny ma prawo do obrony. Tylko w tym przypadku mamy koronny dowód...
Delia Moss to silna baba, nie jedna na jej miejscu zupełnie by się rozkleiła. A ona co robi, postanawia wziąć się w garść. Brak pewności siebie znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od pierwszych stron postać głównej bohaterki wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Może dlatego, że jestem do niej podobna i odnalazłam w niej swoją bratnią duszę. Zaskarbiła moją sympatię wyjątkowym poczuciem humoru, dążeniem do celu, a także sposobem w jaki traktuje siebie. Nie każdą kobietę stać na to, aby stanąć przed lustrem i porównać swoje odbicie do...baleronu.
Można by rzec, że Delia wyznaje jedną bardzo znaną wśród babskiej społeczności zasadę: Padłaś, powstań, popraw koronę i zasuwaj...Potraktowała zdradę jako początek nowej drogi. I za to należą jej się ogromne brawa. Stała się przykładem dla innych kobiet. Nie warto się zastanawiać nad tym co zrobiłam źle, bo to nic nie da, a może jedynie pogłębić naszą niską samoocenę. A tego nie chcemy, prawda...
Ale żeby nie było, że męscy bohaterowie zostali zdominowani przez jedną kobietę. Nic bardziej mylnego. Panowie również zostali dopuszczeni przez pisarkę do głosu. Paul, o nim chyba lepiej nie będę już więcej pisać, bo jeszcze przez przypadek użyję słów niecenzuralnych i dopiero będzie. Trzeba powiedzieć, że Delia ma małego pecha jeśli chodzi o płeć przeciwną. Najlepszym tego przykładem jest postać Kurta, właściciela firmy, w której miała przyjemność pracować zaraz po przyjeździe do Londynu. Chociaż z tą przyjemnością ma mało wspólnego. Wraz z Kurtem pojawia się Adam West. Warto również przypomnieć postać tajemniczego internauty. Czyżby, tzw. klątwa urodzaju? Delia po rozstaniu z Paulem tak się martwiła, że żaden facet nie zwróci uwagi na kobietę po trzydziestce. Jeszcze będzie jej dane rozkoszować się smakiem prawdziwej miłości. Który z Panów będzie tym szczęśliwcem? A może podaruje drugą szansę Paulowi. Tego moi kochani wam nie zdradzę...
Temat zdrady rozkładany jest przez psychologów, terapeutów na wiele drobnych kawałeczków. Każdy z nich poddawany jest odrębnej analizie. Dlaczego zdradzamy?? Bo nudzimy się w związku, pragniemy adrenaliny lub zwyczajnie przestaliśmy kochać. Tylko co czuje wtedy osoba, która nadal kocha lub tak jej się wydaje?
W dużej mierze książka "To przez ciebie!" jest taką scenką z życia przepisaną na papier, gdzie głównymi bohaterami jest wspomniana zdrada oraz próba jej wybaczenia. Tylko, czy coś takiego w ogóle można wybaczyć...
Całość czyta się bardzo szybko. Akcja rozpędza się niczym pendolino. Nie brakuje zaskakujących sytuacji, oraz dialogów ze szczyptą kąśliwości, ale w takim przyjemnym wydaniu. Jeśli chodzi o humor, w tym przypadku spodziewałam się czegoś więcej. Niestety niekontrolowanych wybuchów śmiechu nie było, a może ja po prostu nie zrozumiałam humoru w brytyjskim wydaniu.
Uwaga!! Mam bardzo ważną wiadomość, szczególnie dla Pań, które wraz z ukończeniem 30 roku życia przestały w siebie wierzyć. W polskich księgarniach pojawiła się książka, która powinna stać się dla Was lekturą obowiązkową. Ale tak naprawdę Mhairi McFarlane napisała powieść dla każdej z Nas bez względu na wiek.
POLECAM
MOJA OCENA 9/10
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:
| " (...)
- Kim jest C?
Paul powiódł wzrokiem od komórki na minę Delli. Poczerwieniał i pobladł jednocześnie. Wyglądał jak facet, który kiedyś na jej oczach dostał ataku serca w autokarze." ( cyt. s. 28 )
To nie dzieje się naprawdę. Pewnie zaraz ktoś wpadnie do lokalu i zawoła JESTEŚ W UKRYTEJ KAMERZE!!. Mój przyszły mąż, mój chłopak, mój Paul...mnie zdradza. Chwila moment, przecież kilka sekund temu przyjął MOJE oświadczyny i teraz nie wie co robić?? I to niby ze mną coś się stało!! Jaka ja byłam głupia, a do tego ślepa. Mieszkamy ze sobą, a ja niczego nie zauważyłam, niczego nie podejrzewałam.
Jest jeden pozytyw z całej tej sytuacji. O jej zaręczynowych planach wiedziała tylko Emma. Teraz dowie się o klęsce roku.
Delia od zawsze kochała rysować, ale jej życie potoczyło się tak, a nie inaczej. Pod wpływem chwili postanawia powrócić do swojego komiksu, który zaczęła rysować dawno...dawno temu.
| "Po kolacji Delia zaszyła się w pokoju, wzięła ołówek i zaczęła nową kartę. Natchnienie pojawiło się natychmiast, jak słowa piosenki, której nie słyszało się od lat, a jednak kolejne zwrotki przypominają się jak na zawołanie." ( cyt. s. 67 )
Jak wiemy, na problemy najlepsza jest praca. Wpadamy w wir zajęć zapominając o codzienności. Akurat nadarzyła się okazja ku temu, aby Delia mogła się wykazać. Ma za zadanie odnaleźć tajemniczego internautę ukrywającego się pod pseudonimem "Peshwari Naan". Niestety poszukiwania nie idą po jej myśli, na dodatek podpadła szefowi. Nie była to dla niej łatwa decyzja, zważając na sytuację w jakiej się znalazła, ale ma już wszystkiego dość. Rzuca pracę i przyjmuje propozycję Emmy. Na początku kobieta podeszła do pomysłu swej najlepszej przyjaciółki dość sceptycznie, ale po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw zdecydowała się wyruszyć w podróż do Londynu...
Jak to szybko w naszym życiu wszystko potrafi się zmienić. Planujemy różne rzeczy, a potem napotykamy nagle na swej drodze jedno wielkie rozczarowanie. Nasze plany rozsypują się jak domek z kart. W życiowej rozsypce znajduje się Delia. Dzień zaręczyn dla każdej kobiety powinien być dniem wyjątkowym, o którym będzie pamiętać do końca swojego życia. Niestety Delia pragnie o tym dniu jak najszybciej zapomnieć. To nie tak miało być. Zamiast czułych słówek, jest treść sms-a informująca o zdradzie. Nie będę płakać, nie będę płakać...Zamiast planowania ślubu, kobieta będzie musiała zaplanować na nowo swoje życie. Może wyjazd do Londynu będzie dobrym początkiem??
Osobie, która pochodzi z małej miejscowości nie jest łatwo zaaklimatyzować się w dużym mieście. Na szczęście Delia może liczyć na pomoc Emmy. Teraz tylko trzeba znaleźć pracę i wszystko jakoś się ułoży. Niestety zamiast stabilizacji, życie Delli jeszcze bardziej się skomplikowało. W dużej mierze przyczynił się do tego jej nowy szef oraz przystojny dziennikarz śledczy...
Oczywiście Paul próbuje się bronić, że to tylko krótki epizod, chwila zapomnienia. OK, każdy winny ma prawo do obrony. Tylko w tym przypadku mamy koronny dowód...
Delia Moss to silna baba, nie jedna na jej miejscu zupełnie by się rozkleiła. A ona co robi, postanawia wziąć się w garść. Brak pewności siebie znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od pierwszych stron postać głównej bohaterki wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Może dlatego, że jestem do niej podobna i odnalazłam w niej swoją bratnią duszę. Zaskarbiła moją sympatię wyjątkowym poczuciem humoru, dążeniem do celu, a także sposobem w jaki traktuje siebie. Nie każdą kobietę stać na to, aby stanąć przed lustrem i porównać swoje odbicie do...baleronu.
Można by rzec, że Delia wyznaje jedną bardzo znaną wśród babskiej społeczności zasadę: Padłaś, powstań, popraw koronę i zasuwaj...Potraktowała zdradę jako początek nowej drogi. I za to należą jej się ogromne brawa. Stała się przykładem dla innych kobiet. Nie warto się zastanawiać nad tym co zrobiłam źle, bo to nic nie da, a może jedynie pogłębić naszą niską samoocenę. A tego nie chcemy, prawda...
Ale żeby nie było, że męscy bohaterowie zostali zdominowani przez jedną kobietę. Nic bardziej mylnego. Panowie również zostali dopuszczeni przez pisarkę do głosu. Paul, o nim chyba lepiej nie będę już więcej pisać, bo jeszcze przez przypadek użyję słów niecenzuralnych i dopiero będzie. Trzeba powiedzieć, że Delia ma małego pecha jeśli chodzi o płeć przeciwną. Najlepszym tego przykładem jest postać Kurta, właściciela firmy, w której miała przyjemność pracować zaraz po przyjeździe do Londynu. Chociaż z tą przyjemnością ma mało wspólnego. Wraz z Kurtem pojawia się Adam West. Warto również przypomnieć postać tajemniczego internauty. Czyżby, tzw. klątwa urodzaju? Delia po rozstaniu z Paulem tak się martwiła, że żaden facet nie zwróci uwagi na kobietę po trzydziestce. Jeszcze będzie jej dane rozkoszować się smakiem prawdziwej miłości. Który z Panów będzie tym szczęśliwcem? A może podaruje drugą szansę Paulowi. Tego moi kochani wam nie zdradzę...
Temat zdrady rozkładany jest przez psychologów, terapeutów na wiele drobnych kawałeczków. Każdy z nich poddawany jest odrębnej analizie. Dlaczego zdradzamy?? Bo nudzimy się w związku, pragniemy adrenaliny lub zwyczajnie przestaliśmy kochać. Tylko co czuje wtedy osoba, która nadal kocha lub tak jej się wydaje?
W dużej mierze książka "To przez ciebie!" jest taką scenką z życia przepisaną na papier, gdzie głównymi bohaterami jest wspomniana zdrada oraz próba jej wybaczenia. Tylko, czy coś takiego w ogóle można wybaczyć...
Całość czyta się bardzo szybko. Akcja rozpędza się niczym pendolino. Nie brakuje zaskakujących sytuacji, oraz dialogów ze szczyptą kąśliwości, ale w takim przyjemnym wydaniu. Jeśli chodzi o humor, w tym przypadku spodziewałam się czegoś więcej. Niestety niekontrolowanych wybuchów śmiechu nie było, a może ja po prostu nie zrozumiałam humoru w brytyjskim wydaniu.
Uwaga!! Mam bardzo ważną wiadomość, szczególnie dla Pań, które wraz z ukończeniem 30 roku życia przestały w siebie wierzyć. W polskich księgarniach pojawiła się książka, która powinna stać się dla Was lekturą obowiązkową. Ale tak naprawdę Mhairi McFarlane napisała powieść dla każdej z Nas bez względu na wiek.
POLECAM
MOJA OCENA 9/10
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:
niedziela, 1 listopada 2015
PODSUMOWANIE PAŹDZIERNIKA
Jesień rozkręciła się już na całego. Zegary także zostały przestawione z czasu letniego na zimowy. Dni zrobiły się krótsze, ale za to wydłużyły się wieczory. A jak wiemy, ten czas najmilej spędza się w towarzystwie ciekawej książki. Długie jesienne wieczory mają w sobie specyficzny klimat, a wręcz magię. Miesiąc październik zalicza się do owych magicznych miesięcy. Biorąc pod uwagę wrzesień, wskaźnik przeczytanych przez mnie książek wzrósł. Udało mi się przeczytać 7. Czy była to szczęśliwa siódemka?? Mogę z ręką na sercu odpowiedzieć na to pytanie, że TAK. Chociaż po lekturze jednej pozycji czuję mały niedosyt. Mam tutaj na myśli książkę autorstwa Niny Majewskiej - Brown "Zwyczajny dzień". Zabrakło mi w niej tego czegoś...Tej iskierki, która nadałaby historii fajnego rozpędu. "A potem przyszła wiosna" Agnieszki Olejnik, o tej powieści można rozprawiać godzinami w samych superlatywach. Jest to pozycja z działu tych, o których powinno się rozmawiać. Każdy ma w życiu chwile zwątpienia, ale pamiętajmy.., po zimie przychodzi wiosna i wszystko budzi się do życia...
Podsumowując, w miesiącu październiku udało mi się przeczytać w sumie 2415 stron. Jestem w pełni z takiego wyniku usatysfakcjonowana...
Jak będzie wyglądał mój czytelniczy listopad?? Poczekamy, zobaczymy :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)










