poniedziałek, 2 listopada 2020

ERYK I MELA NA TROPIE ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA ( Recenzja )

Autor: Gabriela Gargaś
data wydania: 28 października 2020
liczba stron: 80
wydawnictwo: Czwarta Strona










Gabriela Gargaś jest jedną z najpopularniejszych polskich pisarek. Ma na swoim koncie kilkanaście genialnie napisanych powieści obyczajowych po które sięgają głównie dorośli. W tym roku pisarka postanowiła zrobić wszystkim niespodziankę. Kilka dni temu swoją premierę miała jej pierwsza książka dla dzieci. 

Eryk ma 9 lat i jest wielkim fanem piłki nożnej. W przyszłości chciałby zostać piłkarzem albo astronautą. Mela jest jego o rok młodszą siostrą. Dziewczynka ma troszkę inne zainteresowania. Jak dorośnie zostanie piosenkarką. Mieszkają razem z rodzicami w bloku na osiedlu Pogodnym. Po szkole lubią spędzać czas w towarzystwie przyjaciół. Mają też bardzo bliski do swoich kochanych dziadków.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia więc przyszedł już czas na pierwsze przygotowania. Oczywiście w kuchni tradycyjnie rządzi babcia Danusia, która liczy na pomoc wnucząt. Niestety Eryk nie chce w niczym pomagać. Ma zamiar się zbuntować po tym co usłyszał od swojego kolegi. Podobno Święty Mikołaj nie istnieje i świątecznej magii też nie ma w którą do tej pory wierzył. Wszystko nagle się zmieniło i straciło sens. 
Było już późno gdy rodzeństwo próbowało zasnąć. Nagle Mela usłyszała jakieś dźwięki. Wspólnie wyskoczyli ze swoich łóżeczek i z nosami przyklejonymi do okiennej szyby zobaczyli coś niebywałego. Eryk aż się uszczypną żeby upewnić się czy to nie sen. To była najprawdziwsza prawda....

Gdy tylko natrafiłam na informację, że wydawnictwo Czwarta Strona ogłosiło nabór recenzencki dla tej jakże wyjątkowej książki autorstwa Gabrieli Gargaś od razu wysłałam wiadomość i ku mojej wielkiej radości udało się. 
W listopadzie zeszłego roku zostałam ciocią i od tej chwili zwracam większą uwagę na książki dla dzieci. Dla mnie ogromne znaczenie ma szata graficzna. Sama okładka ( najlepiej twarda ) oraz ilustracje wewnątrz. Fajnie gdy są kolorowe bo dziecko jest wtedy bardziej zainteresowane. "Eryk i Mela na tropie Świętego Mikołaja" otrzymuje ode mnie za ten element ocenę celującą. Ilustratorka wykonała kawał dobrej roboty i po po prostu zasługuje na tak wysoką notę. Jeśli chodzi o treść ważne jest żeby napisana była prostym i zrozumiałym językiem. W tego typu opowieściach nie brakuje również trudnych tematów. Jak wiemy nasi milusińscy potrafią zadawać wiele pytań na które nie oszukujmy się trudno jest nam odpowiedzieć. W przypadku tej książki akcja rozgrywa się przed Świętami Bożego Narodzenia, więc można spodziewać się miłej i rodzinnej atmosfery. Niestety nie wszystkie dzieci z różnych przyczyn mogą tego doświadczyć. Babcia Eryka i Meli w bardzo piękny, delikatny i wzruszający sposób wszystko swoim wnuczkom wyjaśniła. Oczywiście nie może zabraknąć humoru oraz dobrej zabawy. To jest bardzo ważna rzecz o której autor nie może zapomnieć. 

Ja jestem zachwycona bajkowym debiutem Gabrieli Gargaś i po cichu liczę na więcej. "Eryk i Mela na tropie Świętego Mikołaja" to świetna propozycja dla małych czytelników. Jest to mądra i ciepła historią z którą warto się zapoznać. Jeśli dziecko nie potrafi jeszcze samodzielnie czytać to taka wspólna lektura może być świetnym sposobem na spędzenie czasu z najbliższymi. 
Książka sprawdzi się też idealnie jako prezent, więc od razu warto wpisać ją na listę. 

POLECAM
MOJA OCENA 10/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 



poniedziałek, 19 października 2020

LATO W PENSJONACIE POD BUKAMI ( Recenzja )

Autor: Dorota Gąsiorowska i inni
data wydania: 15 maja 2019
liczba stron: 520
wydawnictwo: Filia










Tegoroczna jesień nas nie rozpieszcza. Daleko jej do tej pięknej i złotej. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie zaszycie się w domowym zaciszu z ciekawą lekturą. Ja tak właśnie zrobiłam, a przy okazji mogłam chociaż na pewien czas przenieść się do lata. 

"Lato w Pensjonacie pod Bukami" to zupełnie inna książka z jakimi do tej pory miałam do czynienia. Składa się z kilku opowiadań, których autorkami są najbardziej znane polskie mistrzynie literatury obyczajowej. Każde z nich jest inne, ale łączy je ze sobą jeden bardzo ważny element. Otóż ich bohaterami są goście tytułowego pensjonatu.
Właścicielką nieruchomości jest urocza starsza pani o imieniu Róża. Kobiecie udało się stworzyć ze starego domu prawdziwą architektoniczną perełkę. Stoi pośród przepięknych bieszczadzkich krajobrazów, które dodają jej jeszcze większego uroku. Warto też wspomnieć jak wygląda od wewnątrz. W pensjonacie dominuje styl retro, który ostatnio stał się bardzo modny. Jednak pierwsze co rzuca się w oczy to oprawione w ramki pięknie wykaligrafowane cytaty. Wiszą na ścianach w celach dekoracyjnych, ale tak naprawdę pełną zupełnie inną rolę. Przekonują się o tym osoby, które zdecydowały się na pobyt w tym jakże wyjątkowym miejscu. Wcale się nie dziwię, że cieszyło się tak dużym zainteresowaniem. Sama chciałabym spędzić tam chociaż kilka dni. Oczywiście ogromna w tym zasługa samej właścicielki, która zna się na ludziach jak nikt inny. Do tego jest ciepłą i przesympatyczną osobą. Patrząc na jej sposób bycia nic nie wskazywało, że w jej życiu wydarzyło się coś złego, albo ma jakieś problemy. Róża potrafi to dobrze ukryć. Podjęła też chyba najważniejszą decyzję: przeszłość przestała dla niej istnieć, a zaczęło się liczyć tylko tu i teraz. Za cel postawiła sobie stworzenie miejsca dla takich ludzi jak ona. Z "ranami" na sercu i duszy. Dla szukających szczęścia i miłości oraz dla tych co troszkę się pogubili. Dużo zaryzykowała, ale czuła, że jej wysiłek i praca nie pójdą na marne. 

Czytając książkę możemy poznać wiele ciekawie wykreowanych postaci.
Agnieszka przyjechała do pensjonatu razem ze swoją córką. Wyjazd dla dziewczyny ma być prezentem na jej osiemnaste urodziny. Natomiast dla starszej z kobiet jest to podróż do przeszłości. Bywała już wcześniej w Bieszczadach, tam też poznała panią Różę. I kogoś jeszcze. Teraz gdy jej dziecko staje u progu pełnoletności będzie musiała w końcu wyjawić prawdę.
Hanna i Ula są siostrami. Pierwsza z nich jest lekarzem, wie tez co dalej robić w swoim życiu. Druga ma z tym spory problem. Jest charakterna i mówi to co myśli, a jej jedynym zajęciem jest częste zerkanie w ekran telefonu. Ich matka przebywa obecnie za granicą. Dziewczyny mieszkają w tym samym mieście i też rzadko się ze sobą spotykają. Pobyt w pensjonacie ma im pomóc rozwiązać wszystkie problemy. 
Marzena kocha góry. W trakcie jednej z wędrówek poznała mężczyznę w którym szaleńczo się zakochała. Szybki ślub bo na co czekać skoro się kochamy. Zostali też rodzicami. Niestety po kilku latach miłość zgasła. Mąż zostawił Marzenę dla innej kobiety. Córka zauroczona nową partnerką ojca też powoli się od niej oddala. 
Anna to kolejny gość pensjonatu. Jest tajemniczą i skrytą w sobie osobą. Siedzi cichutko przy stoliku i pisze list. Tylko czy zdobędzie się na odwagę żeby go wysłać?
Stefania i Ryszard świętują kolejną rocznicę śluby. Oczywiście w tym dniu nie mogło zabraknąć rodzinnego przyjęcia i upominków. Chociaż sami planowali zagraniczny wyjazd nie mogli odmówić dzieciom. W prezencie otrzymali od nich pobyt w Pensjonacie pod Bukami. Wszystko byłoby cudowne i romantyczne gdyby nie jeden mały szczegół. 
Justyna zastanawiała się dlaczego matka poprosiła ją żeby przyjechała i zatrzymała się własnie tutaj. Na początku podeszła sceptycznie do całej tej sytuacji, ale z czasem Bieszczady zaczęły się jej podobać. Podobno ktoś ma jej przekazać list. Tylko kto i jakiej treści?
Jerzy nawet przez chwilę nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego życie tak diametralnie się zmieni za sprawą młodej autostopowiczki. Raczej nie zatrzymuje się gdy ktoś prosi o podwiezienie. Jednak w tym momencie zrobił wyjątek. A tak cieszył się na ten wyjazd. Będzie mógł w końcu w ciszy popracować. 
Olga nie miała w życiu łatwo. Z matką nie ma dobrego kontaktu, a ojciec zmarł gdy była jeszcze dzieckiem. Przyjechała do pensjonatu w celach urlopowych, ale nie tylko. Ma zamiar spotkać się z osobą, która jest dla niej bardzo ważna, a tak dawno się nie widzieli. 
Żaneta jest żoną i matką. Pracuje i zajmuje się domem. Od pewnego czasu pochłania ją coś jeszcze. Koresponduje z innym mężczyzną na czacie internetowym. Za jego namową wyrusza w podróż do Pensjonatu pod Bukami. 

Jak widzicie każda z tych dziesięciu historii jest inna i na swój sposób interesująca. Gdybym musiała wybrać jedną, która najbardziej mi się spodobała miałabym z tym nie lada problem. Moje czytelnicze serce mocnej zabiło w trakcie lektury opowiadania "Zielone skrzydła słowika" autorstwa Doroty Gąsiorowskiej. Już od dawna jestem zakochana w twórczości tej pisarki. Z chęcią przeczytałam bym książkę, w której szerzej zostałyby przedstawione losy Olgi. 
Nie sięgam zbyt często po antalogie., ale w tym przypadku postanowiłam zaryzykować. Powiem wam, że była to bardzo dobra decyzja. Piękno Bieszczad mnie zachwyciło, a klimatem pensjonatu zostałam natychmiast oczarowana. 

POLECAM
MOJA OCENA 7/10

niedziela, 20 września 2020

TAM GDZIE JESTEŚ ( Recenzja )

Autor: Tomasz Betcher
data wydania: 13 lutego 2019
liczba stron: 320
wydawnictwo: WAB










Miłośniczką literatury obyczajowej jestem już od dawna. W mojej domowej biblioteczce jest najwięcej właśnie takich książek. Nie trudno nie zauważyć, że piszą je głównie kobiety, ale zdarzają się wyjątki. Panowie też próbują swoich sił w tym gatunku. Książka "Tam gdzie jesteś" autorstwa Tomasza Betcherta jest tego najlepszym dowodem.

Dla Anny małżeństwo z Erykiem to fikcja. Rozwód to jedyne wyjście z całej tej sytuacji. Wie, że mąż nigdy jej nie kochał, ale najbardziej boli ją to, że nie obdarzył ojcowską miłością ich jedynego dziecka. Chłopak jest już pełnoletni i niebawem przystąpi do egzaminu dojrzałości.
Kobieta ma już dość udawania i postanawia się wyprowadzić. Chce także sprzedać domek letniskowy odziedziczony po zmarłym ojcu. Musi tylko zrobić kilka zdjęć i w tym celu jedzie do Jantaru. 
Po przybyciu na miejsce zauważa, że ktoś się do niego włamał. Intruzem okazał się bezdomny mężczyzna, który znalazł schronieni w opuszczonej nieruchomości przed zbliżającą się zimą. Anna z krzykiem go przegoniła. Jednak po chwili zaczęła się zastanawiać czy nie zrobiła tego zbyt pochopnie. Jeżdżąc po ulicach miasteczka dostrzega nieznajomego na pobliskim przystanku autobusowym. W ramach przeprosin zaprasza go na ciepłu posiłek. Adam, bo tak ma na imię ku wielkiemu zdziwieniu Anny okazał się bardzo inteligentnym rozmówcą. Zaskoczyła ją także jego znajomość sztuki kulinarnej. 
Anna może dużo ryzykuje, ale ma zamiar mu pomóc. Jednocześnie zastanawia się co takiego wydarzyło się w jego życiu, że stoczył się aż na samo dno. 

Biorąc do ręki "Tam gdzie jesteś" nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Czy będę miała do czynienia z ckliwą historyjką o miłości, a może z czymś bardziej ambitniejszym. Książka zaliczana jest do działu literatury obyczajowej lub jak kto woli kobiecej. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że napisał ją mężczyzna. Zastanawiałam się czy taki eksperyment może się udać. Teraz gdy jestem świeżo po lekturze mogę stwierdzić tylko jedno: udał się, i to jeszcze jak.
Historia Anny i Adama wciąga już od pierwszych stron, a im dalej jest jeszcze lepiej. Główną tego zasługą jest genialnie poprowadzona fabuła. Czytelnik do samego końca nie wie jak potoczą się losy książkowych bohaterów. Trudno też przewidzieć jakie podejmą decyzje. Za coś takiego należą ogromne brawa. Zresztą nie tylko za to. 

Owszem, jest to miłosna opowieść, ale w bardzo subtelnym wydaniu. Wiodący wątek został napisany w przepiękny sposób. Ze smakiem i wyczuciem. Nie znajdziemy tutaj gorących opisów oraz nagłych wybuchów namiętności. Wszystko toczy w swoim wysublimowanym rytmie. Autor trzyma czytelnika w napięciu i stara się nie zdradzić czy przypadkowe spotkanie Anny i Adama będzie początkiem czegoś poważniejszego. To też zasługuje na dużego plusa. 

Życie obojga dalekie jest od szczęśliwego. Ona dźwiga na swoich barkach ciężar nieudanego małżeństwa. On walczy z traumą i ogromnym bólem. Nieoczekiwanie ich drogi łączą się ze sobą. Początek tej jakże zaskakujące znajomości raczej do udanych nie należał, ale z czasem zaczęli się ze sobą dogadywać.
Anna zareagowała agresywnie na widok obcego w jej domku. Wystraszyła się i czuła, że za chwilę może wydarzyć się coś złego. Każdy będąc na jej miejscu zareagował by podobnie. Tylko teraz warto zadać sobie pytanie, czy każdy z nas odważyłby się pomóc takiej osobie jak Adam? Jest bezdomnym, a jak wiemy z bezinteresowną pomocą takim ludziom nie jest najlepiej. Są specjalne ośrodki, ale nie każdy potrafi się w takich miejscach odnaleźć. Gdy widzimy taką osobę na ulicy spoglądamy na nią z pogardą i traktujemy obojętnie. Odstrasza nas wygląd i nie ma co ukrywać, również zapach. Kolejny wyłudzacz pieniędzy. Wziął by się lepiej jeden z drugim za robotę. Niestety tak to wygląda. Jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nikt bezdomnym nie staje się bez powodu. Ktoś może stracił swoją rodzinę w dramatycznych okolicznościach. Bankructwo firmy, w którą zainwestowało się wszystkie swoje oszczędności i co za tym idzie pojawiły się długi. Na eksmisji kończąc. Tego typu historii może być znacznie więcej o których nie mamy pojęcia. 
Bardzo dobrze, że taki temat został poruszony w książce. Może dzięki temu zaczniemy inaczej postrzegać ludzi dla których ulica stała się domem. Warto też wziąć przykład z Anny. 

Nawet nie wiecie jak ta dziewczyna mi zaimponowała. To co zrobiła dla Adama było czymś wspaniałym. Nie znała mężczyzny, nie wiedziała kim tak naprawdę jest i jakie może mieć wobec niej zamiary. Zaufała mu bezgranicznie i dostrzegła w nim kogoś wyjątkowego. Czuła też, że coś złego wydarzyło się w jego życiu. Anna nigdy nie czuła się przy kimś tak dobrze. Spędzali ze sobą czas na długich rozmowach o wszystkim i o niczym. Oczywiście sprzedaż domku zeszła na drugi plan. 
Szalenie podziwiam ją za coś jeszcze. W końcu odważyła się zakończyć to jakże "szczęśliwe" małżeństwo. Eryk to typ faceta, którego lepiej omijać szerokim łukiem. Cwaniaczek i egoista. Sądzi, że wszystko i wszystkich można kupić. Nawet własnego syna. 
Pracuje w jednej z lepszych kancelarii prawniczych więc o finanse nie musieli się martwić. Anna jest psychologiem, ale nigdy nie było jej dane pracować w swoim zawodzie chociaż bardzo tego chciała. Kochany mąż oczywiście maczał w tym swoje wypielęgnowane paluszki. Zawsze elegancki, dobrze ubrany i pachnący markowymi perfumami. Po prostu chodzący ideał. Do tego pochodzi z dobrego domu.
Nie chcę nikogo w tym momencie usprawiedliwiać bo Eryk zwyczajnie na to nie zasługuje. Jednak okazuje się, że jego życie nie było usłane różami. W dużej mierze przyczynił się do tego jego ojciec, który miał wobec niego ogromne wymagania. Coś takiego musiało w jakimś stopniu wpłynąć na sposób w jaki się zachowuje. Odnosi się do swojej żony w sposób podły i chamski. Anna jest dla niego tylko pięknym dodatkiem, którym może się pochwalić na firmowych spotkaniach. 
Na szczęście kobieta znalazła w sobie ogromne pokłady siły aby móc uwolnić się od tego wszystkiego. W końcu zacznie normalnie żyć, a przy okazji będzie mogła wreszcie spełniać swoje marzenia. 

Tomasz Betcher zaczarował mnie cudownymi opisami przyrody. Akcja toczy się nad naszym polskim morzem. Jest już po sezonie, więc w spokoju można podziwiać nadmorski krajobraz. To nic, że błękit nieba coraz częściej przykrywają szare chmury, a wiatr bawi się z falami. Ma to swój niepowtarzalny urok i klimat. Mroczny, a zarazem bardzo romantyczny. Samotny spacer po plaży przy dźwiękach szumiącego morza staje się najlepszym lekarstwem na troski różnego kalibru. 

Ostatnio mam szczęście do ciekawie napisanych książek. Czyta się szybko by potem żałować, że to już koniec. W przypadku "Tam gdzie jesteś" chciałoby się znacznie więcej. Jestem zachwycona debiutancką książką Tomasza Betcherta i jeszcze do teraz nie mogę uwierzyć, że autorem tak pięknej opowieści jest mężczyzna. Jest to idealna historia na zbliżający się jesienny czas. Coś ciepłego do picia, kocyk i odpłyniecie tak jak ja. Gwarantuję wam to. 

POLECAM
MOJA OCENA 9/10

piątek, 4 września 2020

MILION NOWYCH CHWIL ( Recenzja )

Autor: Katherine Center
data wydania: 17 lipca 2019
liczba stron: 416
wydawnictwo: Muza










Czytanie krótkiego opisu książki jest dla mnie bardzo ważne. Mam wtedy pewność, że historia w niej opisana trafi w mój gust. W przypadku powieści "Milion nowych chwili" autorstwa Katherine Center tak właśnie było. Swoją uwagę zwróciłam także na rekomendację napisaną przez Ninę Georg. Zaintrygowała mnie bardzo i nie tracąc zbędnego czasu wystartowałam z lekturą. 

Jak wygląda szczęście? Na to pytanie z łatwością mogłaby odpowiedzieć Maggi. Ukończyła prestiżową uczelnię. Lada chwila może otrzymać pracę na której bardzo jej zależy. Od dłuższego już czasu jest w związku z Chipem, który stara się o licencję pilota. Dziewczyna niestety nie podziela jego pasji. Czuje lęk i strach przed lataniem.
Zbliżają się walentynki i Maggi ma nadzieję, że ukochany w końcu poprosi ją o rękę. Tak też się dzieje, ale troszkę w innych okolicznościach o jakich marzyła. Chip zaprasza ją na próbny lot samolotem.
Nieoczekiwanie pogarszają się warunki pogodowe i dochodzi do dramatycznego w skutkach wypadku.

Patrząc na okładkę książki "Milion nowych chwil" można sobie wiele wyobrazić, ale pierwsze co nam przychodzi do głowy to dwoje zakochanych w sobie ludzi cieszących się swoją bliskością. Jednak gdy poznamy bliżej historię Maggi i Chipa już nie będzie tak pięknie i kolorowo. Od razu uspokajam, że całość nie składa się tylko ze smutnych wątków. Elementy optymistyczne również się pojawiają.

Maggie, nasza główna bohaterka jak do tej pory nie miała powodów żeby narzekać na swoje życie. Można powiedzieć, że urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą, a problemy omijają ją szerokim łukiem. Jak jest naprawdę wie tylko ona.
Zatrzymajmy się na moment przy osobie Chipa. Jest przystojnym mężczyzną, którego pasją jest latanie. Niebawem otrzyma licencję pilota. No właśnie, niebawem czyli jeszcze jej nie ma. Od pierwszych stron nie wzbudził we mnie sympatii i strasznie mnie denerwował. Im dalej było jeszcze gorzej. Dobrze wiedział, że jego dziewczyna boi się latać, więc powinien ją zrozumieć. Popis przed ukochaną był ważniejszy.
Nie chcę nikogo oskarżać, ale to on w dużej mierze przyczynił się do dramatu jaki rozegrał się w przestworzach, w którym Maggi doznała tak poważnych obrażeń.
Najpiękniejszy dzień w jej życiu stał się jednym wielkim koszmarem. W jednej sekundzie straciła wszystko: plany, marzenia, a przede wszystkim zdrowie. Na skutek wypadku została sparaliżowana. Jeszcze tak niedawno tryskała energią, a teraz przyszło jej się zmierzyć z zupełnie nową rzeczywistością. Świat, który do tej pory znała stał się dla niej obcy.
Jak może normalnie funkcjonować z myślą, że jej nogi są niesprawne? Cały czas będzie musiała liczyć na czyjąś pomoc. Nawet w najbardziej intymnych sytuacjach. Nie mówiąc już o jakiejkolwiek pracy i założeniu rodziny. W końcu kto by chciał związać się z kaleką. Maggi miała jeszcze maleńką nadzieję, że Chip będzie przy niej w tych trudnych chwilach. Bardzo w tej kwestii się pomyliła.
Na szczęście może liczyć na pomoc rodziny. Chociaż nie zawsze relacje z najbliższymi wyglądały dobrze. Od kilku lat nie ma kontaktu ze swoją siostrą i tak na prawdę nie wie dlaczego wyjechała.
Wiadomość o wypadku sprawia, że niespodziewanie pojawia się w szpitalu. Dzięki niej Maggie zaczyna się uśmiechać. Rozpoczęła też ćwiczenia pod okiem Iana najbardziej gburowatego rehabilitanta w całym szpitalu.
Żeby wrócić do sprawności po tego typu urazach potrzebna jest ogromna dawka siły i determinacji. Nawet najmniejszy objaw poprawy może podnieść na duchu i zachęcić do jeszcze większego wysiłku. Gdy nic takiego nie ma miejsca pojawia się zwątpienie i niechęć. Łatwo w takiej sytuacji wpaść w depresję.
Na szczęście Maggi miała przy sobie osoby, które ją kochają. Wie, że już nigdy nie stanie na nogi, ale za to może innym w tym pomóc.

"Milion nowych chwil" to wyjątkowa książka pod wieloma względami. Wciągnęła mnie już od pierwszych stron i trudno mi było się od niej oderwać. Nie spodziewałam się, że będę miała do czynienia z tak emocjonującą historią. Mamy ich tutaj cały wachlarz. Począwszy od radości kończąc na złości i nienawiści.
Niepełnosprawność to bardzo trudny i zarazem delikatny temat. Pisarka przedstawiła go od strony psychologicznej. Co czuje i jak zachowuje się osoba, która dowiaduje się, że do końca swojego życia będzie musiała poruszać się na wózku inwalidzkim.
"Milion nowych chwil" to kawał dobrej literatury obyczajowej.  Jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości czy warto sięgnąć po książkę to ja szybciutko je rozwiewam. Z tą powieścią po prostu trzeba się zapoznać.
Jest to jak do tej pory najlepsza książka, którą było mi dane w tym roku przeczytać. Zachwyca, wzrusza i daje nadzieję.

POLECAM
MOJA OCENA 9/10