niedziela, 17 października 2021

KROK DO MIŁOŚCI ( Recenzja )

Autor: Sylwia Kubik
data wydania: 5 lipca 2021
liczba stron: 416
wydawnictwo: Otwarte











Twórczość Sylwii Kubik nie była mi do tej pory znana. Zmieniło się to dzięki książce "Krok do miłości", która stanowi początek nowego cyklu. Pisarka tym razem zaprasza swoich czytelników na Żuławy. 

Ewa nie miała w życiu lekko. Dobrych wspomnień z dzieciństwa nie ma, a o studiach mogła tylko pomarzyć. 
W trakcie pracy w jednym z salonów fryzjerskich poznaje Michała. Jest w niemałym szoku, że taki mężczyzna zwrócił uwagę właśnie na nią. Zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. Przeprowadzka do jego mieszkania sprawiła, że stała się najszczęśliwszą kobietą na świecie. W końcu po tylu latach i do niej uśmiechnął się los. Jak w dużym była błędzie przekonała się w dniu, w którym poraz pierwszy podniósł na nią rękę. Był to dla Ewy początek niewyobrażalnego dramatu, który mógł zakończyć się dla niej tragicznie.
Po ciężkim pobiciu obolała i posiniaczona trafia do szpitala. Leżąc na łóżku uświadamia sobie, że jest osobą bezdomną. Kilka złotych, plecak i reklamówka z ubraniami to jej cały dobytek. Rachunek za leczenie całkowicie Ewę załamuje. Gdy tak rozmyśla i szuka jakiegoś sensownego wyjścia z sytuacji w jakiej obecnie się znalazła przypomina sobie o Żuławach i domu, który odziedziczyła po zmarłej babci. Nie wie w jakim teraz może być stanie, i czy w ogóle stoi, ale nic innego nie wymyśli. Za ostatni grosz kupuje bilet i wyrusza w podróż po nowe jutro...
Kamil w przeciwieństwie do Ewy ma wszystko, co pozwala mu żyć z dala od problemów. Mieszka razem z rodzicami w ekskluzywnej willi, pracuje w firmie ojca, nosi markowe ubrania. Powinien być szczęśliwy, a jest zupełnie inaczej. Dom stał się dla niego złotą klatką, z której pragnie się uwolnić. Ciągłe kłótnie z matką też są tutaj nie bez znaczenia. Kupno działki na Żuławach ma mu pomóc w odnalezieniu prawdziwego szczęścia. Nie interesuje go co na ten temat myślą jego najbliżsi. Najważniejsze jest to, że w końcu coś będzie mógł zrobić sam. 

Nieoczekiwanie drogi Ewy i Kamila łączą się ze sobą...

Takie książki to ja mogę czytać na okrągło. Sylwia Kubik napisała świetną obyczajówkę o której nie sposób szybko zapomnieć. Jednym z powodów jest sam jej początek. Normalnie włos się jeży gdy czyta się coś takiego. Ja nie wiem jakim trzeba być człowiekiem żeby w tak okrutny sposób traktować kobietę, którą niby się kocha. Szanuję bardzo autorkę za to, że poruszyła w książce temat dotyczący przemocy domowej. Jak wiemy takich kobiet jak Ewa jest niestety tysiące. Siedzą cicho i ukrywają pod grubą warstwą makijażu kolejne siniaki. Sama byłam jej naocznym świadkiem więc wiem jak trudno prosić o jakąkolwiek pomoc. Strach to główny powód. Wstyd również. Zresztą oprawca potrafi się świetnie kamuflować, więc co niektórzy mogą nam zwyczajnie nie uwierzyć. Standardem jest pytanie: Co ty chcesz od swojego męża? Przecież jest taki miły i sympatyczny. A może czymś go zdenerwowałaś? No tak, pewnie znowu zupa była za słona. 
Ewa pragnęła tylko jednego, miłości. Przecież to nic nadzwyczajnego. Zakochała się i miała pewność, że jest to uczucie odwzajemnione. Nic nie wskazywało na to, że jej ukochany jest  potworem w ludzkiej skórze. Mimo krzywd, które jej wyrządzał w dalszym ciągu spełniała wszystkie zachcianki Michała. Z czasem trochę zaczynało mnie to irytować, bo w końcu ile można znosić  obelgi, poniżanie przed innymi. Wykorzystywał ją również seksualnie. Czekałam w napięciu na to, czy Ewa w końcu podejmie tą jakże ważna decyzję, która może uratować jej życie. 
Po tym co przeszła, cudem można nazwać to, że udało jej się w miarę szybko pozbierać. Znalazła też w sobie siłę żeby odbić się od dna i zacząć wszystko od nowa. Byłam z niej szalenie dumna. 
Wyjazd na Żuławy był ryzykowny, ale z czasem doszła do wniosku, że postąpiła słusznie. Na jej drodze stanął przemiły pan Bronek, który z ogromną troską zaopiekował się nową mieszkanką. Zrobił dla nie co mógł, chociaż sam nie jest już pierwszej młodości. 
Dom po babci nie przypominał swoim wyglądem willi, ale Ewa nie miała zamiaru się poddać. Nawet strach przed myszami też nagle gdzieś się ulotnił. Dach nad głową jako taki już ma, więc teraz jedynym problemem było znalezienie pracy. Przecież szpitalny rachunek sam się nie zapłaci. 
Tutaj z pomocą przychodzi nikt inny jak Kamil, właściciel restauracji z regionalnymi przysmakami. Już teraz ostrzegam wszystkich czytających, że ślinotok jest gwarantowany na samą myśl o tych wszystkich przysmakach. Radzę nie czytać książki na głodnego. 
Tak jak wspomniałam już wcześniej Kamil miał wszystko, ale i tak zapragnął zmienić coś w swoim życiu. Nigdy nie czuł się dobrze w mieście, ale za to wieś była dla niego rajem na ziemi. Dlatego gdy zobaczył działkę położoną w tak pięknym miejscu nie mógł przejść obok niej obojętnie. To nic, że jego najbliżsi nie zaakceptowali jego decyzji. Za to może liczyć na wsparcie ze strony swojej najukochańszej babci. 
Sylwia Kubik ma olbrzymi talent do tworzenia postaci, które mają w sobie młodzieńczą energię, ale metryka pokazuje coś zupełnie innego. Uśmiałam się nie raz w trakcie czytania fragmentów dotyczących babci Kamila. Ma kobitka charakterek i zasługuje bezapelacyjnie na tytuł super babci. Cudowna, mądra kobieta, której życie też nie było usłane różami. Jest jeszcze pani Rozalia, restauracyjna kucharka, która początkowo nie ukrywała niechęci do nowej pracownicy. Jednak i ona ma dobre serce tylko okazuje to na swój sposób. 

Ewa jest piękną i atrakcyjną kobietą, która została skrzywdzona przez ukochanego mężczyznę. Rany na ciele szybko się zagoją, ale  z tymi na duszy będzie gorzej. Czas oraz nowo poznane przez nią osoby może pomogą jej o tym wszystkim szybciej zapomnieć. Zresztą coś mi się wydaje, że znajomość z właścicielem restauracji już przemienia się w coś bardziej poważnego. A może pojawi się ktoś jeszcze...Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się ten watek.

"Krok do miłości" to jedna z lepszych książek z jakimi było mi dane w tym roku się zapoznać. Emocji z pewnością w niej nie brakowało. Ból i rozpacz przeplata się z radością i nadzieją. Jest ciepło, rodzinnie oraz nostalgicznie. Sylwia Kubik napisała powieść, która zasługuje na ogromne słowa uznania. Dramat Ewy opisała w sposób wyważony z ogromną dawką empatii. Mogę tylko sobie wyobrazić, że nie było to dla niej łatwe pisać o tak strasznych rzeczach. Nie użyła drastycznego słownictwa, a osoba czytająca i tak była wstrząśnięta tym przez co przeszła główna bohaterka. 
Książka podzielona jest na rozdziały, ale ja podzieliła bym ją na dwie części. Druga jest znacznie przyjemniejsza.
Akcja toczy się na Żuławskiej prowincji. Cisza, spokój, piękne krajobrazy. Pisarce udało się świetnie oddać klimat tego jakże wyjątkowego miejsca. 
Całość oceniam jak najbardziej na plus. Wszystkie elementy z których powinna składać się dobrze napisana książka są w niej zawarte. Mimo trudnej tematyki czyta się ją lekko i przyjemnie. Ja nie mogła się od niej oderwać. Kartki przelatują przez palce błyskawicznie. Książka ma coś w sobie magnetycznego bo ciężko ją odłożyć choćby na chwilę. 
Cieszę się bardzo, że mam w swoich domowych zbiorach drugą część, której jestem szalenie ciekawa. 

Polecam wam serdecznie książkę "Krok do miłości" autorstwa Sylwii Kubik. Jestem pewna, że was również zachwyci tak jak mnie.

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:
















 

wtorek, 28 września 2021

STO LAT LENNI I MARGOT (Recenzja)


Autor: Marianne Cronin
data wydania: 7 lipca 2021
liczba stron: 400
wydawnictwo: HarperCollins Polska










"Sto lat Lenni i Margot" to debiut literacki Marianne Cronin. Napisanie tej jakże fascynującej książki zajęło pisarce ponad sześć lat.

Siedemnastoletnia Lenni zmaga się z chorobą, która w każdej chwili może zakończyć jej ziemską podróż. Szpital i tzw. oddział May stał się dla dziewczyny domem.
Któregoś dnia w trakcie warsztatów plastycznych zorganizowanych dla chorych poznaje Margot, osiemdziesięciotrzyletnią kobietę. Tak naprawdę widziała ją już wcześniej na jednym ze szpitalnych korytarzy w dość krępującej sytuacji. Mimo sporej różnicy wieku czują się bardzo dobrze w swoim towarzystwie i mają ze sobą świetny kontakt. Podczas jednej z rozmów nastolatka dochodzi do pewnego wniosku. Otóż razem mają sto lat. Ten fakt ma zamiar wykorzystać. Wpada na pomysł żeby wspólnie namalować taką samą liczbę obrazów, ale nie takich zwyczajnych. Dzieła mają przedstawiać historie z ich dotychczasowego życia. Jedną na dany rok. 

Po przeczytaniu krótkiego opisu książki wiedziałam, że będę miała do czynienia ze wzruszającą historią, ale nie sądziłam, że aż tak. Przy lekturze "Sto lat Lenni i Margot" po prostu nie da się nie płakać. Umieranie i śmierć to tematy przewodnie, ale na szczęście całość okraszona została także sporą dawką humoru. I to jest w niej najpiękniejsze. Przecież śmierć raczej do zabawnych tematów nie należy. Tutaj została przedstawiona z zupełnie innej perspektywy. Totalnie rozbroiły mnie dialogi Lenni z księdzem Arturem pracującym w szpitalnej kaplicy. Osoba, która może lada dzień umrzeć potrafi jeszcze w tak cudowny sposób żartować. Czytelnik poznaje Lenni gdy jest już w szpitalu. Nie trudno nie zauważyć, że nikt z najbliższych jej nie odwiedza. Nie mówiąc już o rówieśnikach. Została ze swoją chorobą sama. Oczywiście może liczyć na wsparcie i dobre słowo ze strony wspomnianego księdza oraz personelu medycznego. Jednak rodziny nikt nie jest wstanie zastąpić. Zrobiło mi się żal tej mądrej, wrażliwej, inteligentnej dziewczyny. Powinna snuć plany na przyszłość i cieszyć się życiem, a nie leżeć na szpitalnym łóżku. Niestety los zdecydował inaczej. 
Jak dobrze, że na jej drodze pojawiła się Margot, fanka wszystkiego co ma fioletowy kolor. Osiemdziesięciotrzyletnia kobieta była wstanie odmienić siedemnastoletnią dziewczynę. W osobie rezolutnej i trochę buntowniczej Margot Lenni odnalazła swoją bratnią duszę. Widać jak bardzo pragnie bliskości drugiego człowieka. Spędzają ze sobą wiele godzin tworząc coraz to piękniejsze i ciekawsze obrazy na których dostrzec można paletę różnorakich emocji. Przy okazji poznają siebie nawzajem. Obie kobiety odbywają podróż w czasie. Wracają do bolesnych wspomnień, jak i do momentów gdy były szczęśliwe. Pisarka genialnie wykreowała postać Margot. Jest to starsza osoba, też schorowana, ale z drugiej strony pełna życia. Jest taką babcią z marzeń. Przytuli, pocieszy ale również postawi do pionu. 

"Sto lat Lenni i Margot" to wyjątkowa książka pod każdym względem. Nawet sam tytuł jest już na swój sposób intrygujący. Zostały w niej poruszone trudne, a zarazem ważne tematy. Takie jak ból, strach przed śmiercią, tęsknota za rodziną. Znaleźń w niej można także radość, miłość, a przede wszystkim przyjaźń, która gra tu pierwsze skrzypce. Ta  prawdziwa nie patrzy na wiek. Jest to na pewno jedna z lepszych książek, z jakimi mi było dane w tym roku się zapoznać. Nawet bym powiedziała, że najlepsza. Cudownie opisane losy dwóch kobiet, które spotykają się w szpitalu. Niewiadomo jakby ta znajomość się potoczyła gdyby trafiły na siebie w innych okolicznościach. 
Marianne Cronin może być dumna ze swojego debiutu. "Sto lat Lenni i Margot" to historia, którą mogę polecić każdemu, a szczególnie osobom młodym. Przy okazji proszę was o coś. Ukochajcie swoich dziadków i babcie. Są to osoby, które potrzebują waszego zainteresowania i troski. 

Na samym końcu książki znajdziecie wywiad z pisarką. Można się dowiedzieć wiele ciekawych rzeczy z życia zawodowego jak i prywatnego Marianne Cronin. Jest też informacja na temat ekranizacji. Ja już niecierpliwie przeplatam nogami, ale zanim się pojawi przeczytajcie książkę bo naprawdę warto. 

POLECAM
MOJA OCENA 10/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 

















środa, 1 września 2021

WŁOSKIE LOVE STORY (Recenzja)

Autor: Natalia Sońska
data wydania: 16 czerwca 2021
liczba stron: 384
wydawnictwo: Czwarta Strona











Wakacje 2021 dobiegły końca. Te jakże długo wyczekiwane dwa miesiące minęły zdecydowanie za szybko. Na szczęście jest coś, co pozwoli nam ten letni czas przedłużyć. Książka autorstwa Natalii Sońskiej "Włoskie LOVE story" będzie strzałem w dziesiątkę.

Ola jest rezydentką w biurze podróży i lada chwila wylatuje do Rimini. Dziewczyna kocha Włochy do tego stopnia, że chętnie przeprowadziłaby się tam na stałe. Jak na razie jest to marzenie. W Polsce czeka na nią chłopak. Kocha Krzyśka i chciałaby w końcu ustabilizować swoje życie. Na początek ma zamiar skończyć z ciągłymi wyjazdami. Liczy także na ruch ze strony mężczyzny. Może w końcu zdobędzie się na odwagę i poprosi ją o rękę.

Niespodziewanie wszystko zaczyna się komplikować. Po pierwsze przyczynił się do tego tajemniczy pasażer z samolotu, którym leciała Ola. Po drugie dziewczyna ma jakieś dziwne przeczucia odnośnie Krzyśka.

Natalia Sońska posiada ogromny talent do tworzenia historii od których nie sposób się oderwać. Obojętnie w jakim klimacie została napisana.
Biorąc do ręki "Włoskie love story" wiedziałam, że czas poświęcony na lekturę nie będzie czasem straconym. 
Główna bohaterka to bardzo ambitna dziewczyna. Studiuje dwa kierunki jednocześnie i biegle mówi w kilku językach. Do tego trzeba dorzucić pracę, która wymaga dużo poświęceń. Od trzech lat jest w związku. Ola zdaje sobie sprawę z tego, że zaniedbuje swojego chłopaka. Związki na odległość bywają trudne, ale jak ktoś naprawdę kocha jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody. Potrzebne jest też zaufanie do drugiej osoby. 
Krzysiek coraz mniej dzwoni i stosuje jakieś dziwne wymówki. Ola nie sądziła, że kiedykolwiek będzie się zastanawiać czy jej chłopak jest wobec niej szczery. W końcu planowała spędzić z nim resztę swojego życia. 
Jak się okazuje z tymi naszymi planami na przyszłość bywa różnie. Czasami lepiej ich nie mieć bo potem mniej boli jak coś z nich nie wyjdzie. 

Zupełnie inne podejście do tzw. stabilizacji ma Marcin, wspomniany wcześniej tajemniczy pasażer z samolotu. Dla niego te wszystkie zamierzenia, cele, postanowienia nie mają sensu. Jak na razie nie myśli o założeniu rodziny. Po prostu żyje chwilą i nie chce się nikomu podporządkowywać. 
Ta jakże zaskakująca znajomość Oli z nieziemsko przystojnym mężczyzną o polsko-włoskich korzeniach została przedstawiona przez Natalię w bardzo ciekawy sposób. 
Na początku dziewczyna mocno się przed nią broniła. Chciała być w porządku wobec swojego chłopaka. W sumie nic w tym dziwnego. Tylko czy Krzysiek też był taki wobec niej? Z czasem Marcin zaczął Olę fascynować. Pod jego wpływem przechodziła wewnętrzną metamorfozę. Nawet Sara, jej szalona przyjaciółka przecierała oczy ze zdumienia. Taka nagła przemiana zwyczajnie do niej nie pasowała.
Nie chcę wam za dużo zdradzać i zabierać przyjemność z lektury. Mogę napisać jedno: nudy w tej książce nie ma. Jest za to radość, która przeplata się że smutkiem, rozpaczą i tęsknotą jednocześnie. No i te tytułowe Włochy. Natalia w cudowny sposób scharakteryzowała ten jakże fantastyczny europejski kraj. Gorącą Italię w ciągu roku odwiedza ogromna rzesza turystów z całego świata. Wyjątkowa architektura i zabytki zachwycają wszystkich. Można na nie patrzeć i podziwiać godzinami. Niesamowite krajobrazy, winnice też cieszą oczy. Nie można zapomnieć o włoskiej kuchni. Na samą myśl o gorącej pizzy ślinka cieknie. 
Czytając "Włoskie love story" aż chce się wyskoczyć z fotela i w jednej sekundzie spakować do walizki najpotrzebniejsze rzeczy.
Taka spontaniczna wyprawa może nagłe przeobrazić się w podróż życia. Wspomnienia z takiego wyjazdu będą cenniejsze niż złoto. 

Jeśli macie jakieś wątpliwości czy sięgnąć po książkę to mam nadzieję, że ta opinia je rozwiała :-)


POLECAM
MOJA OCENA 8/10


 

sobota, 28 sierpnia 2021

ZANIM WYZNASZ MI MIŁOŚĆ ( Recenzja )

 

Autor: Magdalena Kordel
data wydania: 28 czerwca 2021
liczba stron: 400
wydawnictwo: Znak










"Zanim wyznacz mi miłość" to najnowsza książka Magdaleny Kordel, a zarazem jubileuszowa bo już 20. Powieść jest także pierwszą częścią nowego cyklu.

Jak wiemy przed problemami trudno jest uciec. Dużo na ten temat z pewnością wie Ewelina. Widać, że coś ją gnębi i chce sobie wszystko w spokoju przemyśleć, a przy okazji ma nadzieję dojść do jakiegoś sensownego rozwiązania. W tym celu wybrała się na samotny spacer nad rzekę.
Będąc już na miejscu słyszy w zaroślach dziwny szelest. To co zobaczyła, a raczej kogo w takim miejscu, i w tak pochmurną pogodę jest dla niej ogromnym szokiem. Stała przed nią przemoknięta i zziębnięta dziewczynka. Chciała się od niej czegoś dowiedzieć, ale strach zrobił swoje i dziecko uciekło w nieznanym kierunku zostawiając tajemniczy pakunek. Ewelina w ciągu kilku minut stała się właścicielką szczeniaków.
Mało brakowało, a dostałaby zawału na widok mężczyzny, który tak jak ona przebywał nad rzeką. Była w błędzie sądząc, że jest sama. Okoliczności w jakich się znalazła raczej nie sprzyjały zawieraniu nowych znajomości. Jednak siła wyższa sprawiła, że musiała wsiąść do samochodu osoby, którą widzi pierwszy raz na oczy. Pomoc Jaśka, bo tak miał na imię nieznajomy okazała się bezcenna. Bez niego raczej nie dałaby rady uratować piszczących futerkowych kulek, które trzymała na swoich kolanach. 

Kim była ta mała dziewczynka i co takiego w tak paskudną pogodę nad rzeką robił Jasiek? Może ją jednak obserwował i śledził? 

Swoją przygodę z twórczością Magdaleny Kordel zapoczątkowałam czytając cykl Malownicze. Urzekł mnie wtedy lekki styl pisarki oraz klimat jaki potrafi stworzyć. Dlatego ucieszyła mnie bardzo wiadomość, że będę mogła zapoznać się z jej najnowszą opowieścią.
Tym razem pisarka zaprasza nas do malutkiego górskiego miasteczka gdzie plotka goni plotkę. Niezaprzeczalną mistrzynią w tym "fachu" jest pani Kaczkowska. Osoby przyjeżdżające z Wrocławia też powinny mieć się na baczności. Szczególnie płeć męska.
 
Co do wspomnianych plotek odczuje je na własnej skórze Ewelina. Dziewczyna nie miała w życiu lekko. Wychowana została przez swoją babcię i jej towarzyszkę. Adela i Muszka to wyjątkowy kobiecy duet pod każdym względem. Mimo swojego wieku obie panie tryskają energią i nigdy nikomu nie odmówią pomocy. Począwszy od porzuconego kota i szczeniaków, kończąc na dwójce nastolatków. Co niektórzy mogą mieć pretensje do Eweliny za to, że obarcza seniorki dodatkowymi problemami i nie pyta czy będą miały siłę i zdrowie. Powiem wam, że w pewnym momencie też zaczęłam się zastanawiać czy oby nie jest tego wszystkiego za dużo. 

Jestem może tym razem troszkę "czepialska", ale nie przypadło mi do gustu coś jeszcze. Mam tutaj na myśli nadmiar wydarzeń. Pojawiły się nowe postaci i wątki, a historia głównej bohaterki zeszła tak jakby na drugi plan. Początek książki był bardzo wciągający więc sądziłam, że im dalej będzie jeszcze lepiej, a tu nastąpiło nagłe wyhamowanie. Magdalena Kordel postanowiła wrócić na moment do czasów wojny, ale to akurat oceniam na plus. Z chęcią dowiedziałam się czegoś więcej na temat Adeli i Muszki. 
Na szczęście po przeczytaniu połowy książki akcja ponownie nabrała rozpędu. Z lekkiej historii zrobił się kryminał.
Pisarka nie ucieka w swoich książkach od ważnych i zarazem trudnych tematów. W "Zanim wyznasz mi miłość" też ich nie brakuje. 
Sama należę do tych osób, które nie przechodzą obojętnie obok zwierząt którym dzieje się krzywda. W mediach co chwilę można usłyszeć o kolejnym porzuconym psie lub co gorsza zakatowanym na śmierć. Kary za takie czyny są w dalszym ciągu skandaliczne i raczej szybko się to nie zmieni. Ja nie wiem jakim to trzeba być człowiekiem żeby w ogóle dopuścić się do tak karygodnych czynów. Ewelina została wychowana na wrażliwą i wspaniałą kobietę, więc nie mogła postąpić inaczej. Musiała uratować szczeniaki. Dokonała tego razem z Jaśkiem na temat którego nic nie wiedziała. Gdy go zobaczyła nad rzeką miała prawo czuć niepokój, ale potem okazał się całkiem sympatycznym rozmówcą. Mam nadzieję, że ta znajomość zostanie przez autorkę książki ciekawie rozwinięta.
Wspomniałam kilka zdań wcześniej o dwójce nastolatków. Mateusz jest synem Jagny, przyjaciółki Eweliny, natomiast Ruta zanim uzyskała pełnoletniość mieszkała w domu dziecka. Niestety dorosłość, o której marzy każdy nastolatek stała się dla niej dość poważnym problem. W jednej chwili straciła dach nad głową i teraz nie ma gdzie się podziać. Gmina dysponuje wolnym lokalem, ale jest tak w kiepskim stanie, że na daną chwilę nie nadaje się do zamieszkania. Mateusz chce pomóc swojej koleżance, ale sam nie wiele może zdziałać. Pomocną dłoń w stronę Ruty wyciągnęła Jagna, która widzi jak dziewczyna tęskni za rodzicami i prawdziwym domem wypełnionym miłością. Ten wątek wzrusza i chwyta mocno za serce. 

"Zanim wyznasz mi miłość" to kolejna pozycja z działu literatury obyczajowej na którą warto zwrócić uwagę. Ma parę niedociągnięć, ale Magdalenie Kordel można wszystko wybaczyć. Dla mnie taką wisienką na torcie w przypadku tej książki było zakończenie. W życiu bym się takiego nie spodziewała. Zostałam mocno zachęcona sięgnięciem po drugi tom. Mam w tej kwestii dla was bardzo dobrą wiadomość, otóż kolejna część będzie miała swoją oficjalną premierę już 15 września!!! 

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: