piątek, 21 lutego 2025

SPACER NAD RZEKĄ (Recenzja)

Autor: Monika A. Oleksa
data wydania: 14 czerwca 2017
liczba stron: 500
wydawnictwo: Filia











"Spacer nad rzeką" to moje drugie spotkanie z prozą Moniki A. Oleksy. Zachwycona nastrojowym zdjęciem na okładce książki zapragnęłam zapoznać się z jej wnętrzem. 

Zosia i Paweł tworzą udane i kochające się małżeństwo. Niebawem na świat przyjdzie ich pierwsze dziecko. Paweł jest z zawodu lekarzem, z tego też względu często nie ma go w domu. Troszczy się o swoją żonę i dlatego zanim urodzi wychodzi do niej z propozycją przeprowadzki do swojego rodzinnego domu w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Zosia początkowo nie była zbyt przychylna, ale z czasem doszła do wniosku, że podjęła słuszną decyzję odnośnie wyjazdu. Szybko zaaklimatyzowała się w nowym miejscu z dala od warszawskiego zgiełku. 
Wszystko układało się pomyślnie, ale coś, a raczej ktoś nie dawał Zosi spokoju. Mowa tutaj o Julii, o nieżyjącej już byłej żonie Pawła, na temat której tak mało jej mówił. Czyżby coś przed nią ukrywał? Trudna relacja Mikołaja i Pawła, dwóch rodzonych braci też ją zaczyna trapić. Co takiego się wydarzyło, że patrzą na siebie wrogo, chociaż kiedyś łączyła ich ze sobą mocna więź?

Jestem fanką historii w których pojawia się motyw rodzinnych tajemnic. Ich odkrywanie sprawia mi ogromną przyjemność. Strona po stronie, w napięciu oczekuję na kolejny zwrot akcji niosący ze sobą wskazówkę, która pomoże mi rozwiązać zagadkę. 
Biorąc pod uwagę opis fabuły wiedziałam, że będę miała właśnie z czymś takim do czynienia i dlatego z dużym zaciekawieniem rozpoczęłam czytanie tej książki. 
Niestety tym razem mogłam o czymś takim tylko sobie pomarzyć. Historia Zosi i Pawła jest szalenie przewidywalna. Ja już po kilku stronach wiedziałam dlaczego bracia odnoszą się do siebie w taki a nie inny sposób. Wstawki w których przeszłość dała o sobie znać też zrobiły swoje. Gdyby nie one, może to całe odkrywanie miałoby jakiś sens. Zawiodłam się, i to bardzo. 
Kolejną kwestią jaką poruszę jest kreacja bohaterów. Rybiccy tworzą wpływową i cenioną rodzinę i nikt nie bierze pod uwagę tego, że mogą mieć jakieś problemy, a tym bardziej głęboko skrywane sekrety. Wszyscy na pierwszy rzut oka są cudowni i idealni. Czarnym charakterem okazał jest Mikołaj. Jako jedyny wniósł coś ciekawego, bez niego chyba nie doczytała bym książki do końca.
Postać Zosi też mnie nie urzekła. Jest kobietą bez skazy.  Potrafi rzucać dobrymi radami jak płatkami róż i rozwiązuje wszystkie problemy jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. Nikt do tej pory tego nie potrafił, dopiero jej pojawienie zmieniło wszystko. Czyżby dobre wróżki na prawdę istniały? Autorkę chyba trochę poniosło.
Za to nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że Pani Oleksa potrafi pisać. Jej zasób słów jest ogromny, a język robił się chwilami bardzo poetycki. Nie każdy posiada w sobie taką umiejętność, więc warto to docenić. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkim może coś takiego odpowiadać. 
Czy coś w tej książce zasługuje na pozytywną ocenę? Na szczęście tak. Są to opisy Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Jest to małe, urocze miasteczko cieszące się dużym zainteresowaniem wśród turystów o każdej porze roku. Ja nie miałam okazji tam być osobiście, ale dzięki lekturze odbyłam interesującą podróż siedząc sobie wygodnie w fotelu z aromatyczną herbatą w ręku. Niestety nie od Dziwisza. Może kiedyś uda mi się pospacerować śladami Zosi, i tak jak ona zakocham się w tym miejscu. 

Miałam duże nadzieje wobec tej książki, ze względu na mój ulubiony motyw tajemnic, ale jak już wiecie wyszło inaczej. Przykro mi to pisać, ale takie są moje odczucia po jej przeczytaniu. Może twoje będą inne i dlatego śmiało sięgnijcie po tę powieść. Ja wam w żadnym wypadku tego nie zabraniam. 

MOJA OCENA 6/10






 

 

niedziela, 2 lutego 2025

IGRASZKI LOSU (Recenzja)

Autor: Agata Kołakowska
data wydania: 6 września 2016
liczba stron: 448
wydawnictwo: Prószyński i S-ka 











Patrząc na tak smakowite babeczki, które widnieją na okładce książki "Igraszki z losem" autorstwa Agaty Kołakowskiej nie mogłam postąpić inaczej jak po nią sięgnąć. Czy lektura miała słodki smak?

Leszek jest czterdziestoletnim kawalerem. Uczuciowa stagnacja, która trwa już dość długo, stała się dla niego nielada problemem. Chciałby coś w tej kwestii zmienić, ale jest pewien, że żadna kobieta nie zechce takiego zwykłego faceta jak on. 
Na co dzień pracuje w małym sklepiku z pieczywem i wyrobami cukierniczymi, który cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Wieczory spędza samotnie w małym mieszkaniu, nie posiada sportowego auta w garażu. Zwyczajnie nie ma czym  zaimponować. 
Ciepło oraz wrażliwość jaką emanuje Leszek dostrzegają trzy znajome kobiety, dla których stał się najlepszym  powiernikiem osobistych trosk. Doskonale wiedzą, że zostaną wysłuchane o każdej porze.
Pewnego dnia spotyka na swojej drodze... cygankę. Tego co usłyszał z jej ust nie brał na poważnie, ale z czasem zaczął odczuwać dziwny niepokój...

"Igraszki losu" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agaty Kołakowskiej. Szata graficzna przyciąga, ale dla mnie najważniejszy jest opis fabuły, który mocno mnie zaintrygował. 
Mimo tego, że książka nie jest wydawniczą nowością zawiera w sobie ostatnio modny w literaturze obyczajowej element zaczerpnięty z fantastyki. W tym przypadku mowa o tajemnej mocy dzięki, której życie innych osób poprawia się na lepsze jeśli o nich dobrze pomyślimy. Sposób w jaki autorka przedstawiła ten wątek dodał całej tej historii takiego fajnego smaczku. Nie jest nachalny, ani przesadzony. Miałam obawy, że może być przytłaczający, ale nic takiego się nie dzieje. 
Jeśli chodzi o bohaterów to mamy tutaj same ciekawe osobowości z głównym bohaterem na czele. Mam nadzieję, że w przyszłości będę częściej trafiać na powieści, w których mężczyzna będzie grał przysłowiowe pierwsze skrzypce. Leszek to normalny facet, i właśnie tą normalność traktuje jak swoją największą wadę. Sam uważa siebie za życiowego niedorajdę i nieudacznika. Ta niska samoocena niszczy go wewnętrznie. Ma problem z docenieniem samego siebie, kim tak naprawdę jest, bo właśnie to powinno być najważniejsze dla drugiej osoby. Nie jakieś tam dobra materialne. Chwilami drażniło mnie to jego użalanie, bo z drugiej strony ileż można. Z niecierpliwością czekałam na moment, aż w końcu zdobędzie się na odwagę i zawalczy o siebie, a nie o innych. 
Ada ma 30 lat i jest sama. Po cichu marzy o pięknej miłości niczym z komedii romantycznych.  Najbliżsi wywierają na nią presję, a ona żeby ich uszczęśliwić decyduje się na desperacki krok. Zamiast wsparcia od rodziny musiała wysłuchiwać drażliwych uwag na swój temat. Tak po ludzku było mi żal tej dziewczyny. 
Mirella jest jej przeciwieństwem. Ma wszystko: dobrą pracę, piękny dom, urocze dzieci i ukochanego męża u boku. Po prostu bajka, ale jak jest naprawdę wie tylko ona. 
Irena jest najstarszą z kobiet. Razem z Ryszardem tworzy małżeństwo z długoletnim stażem, w którym miłości niestety już dawno nie ma.  Gdy niespodziewanie uśmiechnął się do niej los ma nadzieję, że w końcu zazna prawdziwego szczęścia. Niestety ta radość nie trwała zbyt długo...
Trzy bohaterki, trzy zupełnie inne historie. Wszystkie szalenie interesujące, i bardzo prawdziwe.
My kobiety możemy się z nimi szybko utożsamić ze względu na problemy, z którymi przyszło im się zmierzyć.

Książkę można podzielić na dwie części. Osobiście ta druga, która toczy się pół roku później bardziej przypadła mi do gustu. Zdecydowanie więcej się w niej dzieje i akcja nabrała tempa za sprawą biegu wydarzeń. 
Całość czyta się lekko i przyjemnie. W dużej mierze przyczynił się do tego prosty język i styl. Jest to historia, która zmusza do refleksji i zastanowienia się nad własnym życiem. Autorka pokazuje nam co tak naprawdę powinno być dla nas ważne. Okazuje się, że miły gest, dobre słowo, zwykły kawałek ciasta może zdziałać cuda. Przy okazji pomagając innym nie zapominajmy o sobie, bo całego świata niestety nie damy rady zbawić. 
Polecam wam serdecznie tę książkę, bo swoją treścią zasługuje na uwagę. "Igraszki z losem" to mądra i w inteligentny sposób napisana powieść, która pokrzepi i da nadzieję na lepsze jutro. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10












 

czwartek, 2 stycznia 2025

IMBIROWA MIŁOŚĆ (Recenzją)

Autor: Inka Jabłońska 
data wydania: 4 listopada 2019
liczba stron: 312
wydawnictwo: Mando











"Imbirowa miłość" to moje pierwsze spotkanie z prozą Inki Jabłońskiej. Delikatna okładka, intrygujący tytuł i ciekawy zaraz fabuły może oznaczać tylko jedo - lektura z pewnością będzie udana. Czy tak rzeczywiście było?

Lucy i Roksi są bliźniaczkami. Więzy rodzinne to jedyny element wspólny, bo obie kobiety więcej dzieli niż łączy. 
Po śmierci ciotuchny Matyldy otrzymały w spadku pałacyk w dość opłakanym stanie. Lucy, pochłonięta remontem leczy złamane serce po zdradzie. Zbyt dużo nie może w nim działać z powodu współwłaścicielstwa Roksi, która też przeżywa ciężki okres w swoim życiu. Po utraconej roli w popularnej telenoweli ma zamiar odpocząć, gdzieś z dala od plotek i blasku fleszy. Odwiedziny u siostry według niej to bardzo dobry pomysł. 
Za oknami panuje iście zimowa aura, ale w pałacu robi się coraz bardziej gorąco, ze względu na obecność dwóch atrakcyjnych mężczyzn. 

"Imbirowa miłość" to całkiem sympatyczny debiut literacki. Czy książka jest komedią romantyczną jak głosi nagłówek? Chyba nie. Ja bym ją sklasyfikowała raczej do literatury obyczajowej. 
Całość została napisana lekko i przyjemnie. Nie ma w niej szalenie pędzącej akcji, i coś takiego nie wszystkim może się spodobać. Mi osobiście wolniejsze tempo w niczym nie przeszkadzało. W towarzystwie Lucy, Roksi i pozostałych bohaterów nie ma mowy o jakiejkolwiek nudzie. Cała grupa została przedstawiona przez autorkę w sposób, który zachęca jeszcze bardziej do zapoznania się z tą historią. 
Lucy i Roksi jak już wspomniałam wcześniej są bliźniaczkami. Ich relacja z różnych względów nie jest najlepsza. Duży wpływ na to mają różnice jakie są między nimi. Począwszy od charakterów, sposobu bycia, kończąc na podejściu do życia. Nawet na temat pałacu mają odmienne zdania i trudno jest im dojść do porozumienia. Chyba, że wydarzy się bożonarodzeniowy cud. 
Muszę wspomnieć o bohaterach drugoplanowych, którzy są tutaj tak samo ważni, jak ci główni. Na szczególną uwagę zasługuje postać pani Zenki. Seniorka mimo swojego wieku posiada w sobie nieskończone pokłady energii. Zawsze służy pomocą i pokrzepiających słowem. Jeśli chodzi o relacje damsko-męskie ma w tej dziedzinie spore doświadczenie, którym chętnie dzieli się z innymi. Razem ze swoimi koleżankami tworzy niezłą mieszankę wybuchową. Na własnej skórze przekonała się o tym znajoma Roksi, która wpadła z niezapowiedzianymi odwiedzinami. 
Jeśli chodzi o panów, to tutaj też jest ciekawie. Franek, to nieśmiały, wrażliwy mężczyzna, który kocha pracować w drewnie. Aleksander posiada sieć własnych restauracji. Dzięki poświęceniu i ciężkiej pracy odniósł sukces. Są przystojni, atrakcyjni, więc mogą cieszyć się dużym powodzeniem u kobiet. Ich znajomość z Lucy i Roksi to prawdziwy emocjonalny rollercoaster.
"Imbirowa miłość" to nie tylko zabawne wątki. Autorka porusza w swojej książce również te bardziej poważne tematy. Trudne relacje rodzinne, śmierć bliskich osób, walka o przetrwanie - to kilka z nich. Chwilami robi się wzruszająco i nostalgicznie. 
Akcja rozgrywa się przed Bożym Narodzeniem, więc nie mogło tutaj zabraknąć całej tej świątecznej otoczki. Za pomocą opisów łatwiej jest nam sobie wyobrazić jak pięknie musiał wyglądać pałac przykryty śnieżnym puchem. Nie mówiąc już o cudownie przystrojonej choince. Z przeczytanych przez nas stron unosi się zapach pieczonych pierników i gotowanych potraw. W tle słychać dźwięki kolęd. Inka Jabłońska stworzyła wyjątkowy i magiczny klimat. Z ciekawością śledziłam przygotowania do wspaniałego koncertu, który zjednoczył ze sobą tylu ludzi. 

Jeśli jesteście ciekawi jak potoczyły się losy Lucy, Roksi oraz pozostałych bohaterów zachęcam was do lektury "Imbirowej miłości". Dlaczego akurat Imbirowej? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie czytając tę książkę. Uważam, że warta jest swojej uwagi i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10



 

niedziela, 29 grudnia 2024

PÓŁ NA PÓŁ ( Recenzja)

Autor: Izabella Frączyk 
data wydania: 5 czerwca 2018
liczba stron: 416
wydawnictwo: Prószyński i S-ka 










Za sprawą książki "Pół na pół" autorstwa Izabelli Frączyk po raz drugi wpadłam w odwiedziny na Podhale. 

Stacja "Śnieżna Grań" funkcjonuje w najlepsze i przyciąga miłośników białego szaleństwa. Niebawem inwestycje, które zostały zaplanowane mają ją jeszcze bardziej unowocześnić. Oczywiście wszystko nadzoruje Edek.
Pozostali członkowie rodziny Stachowiaków pochłonięci swoimi obowiązkami nie przeczuwają, że coś złego może się wydarzyć. 
Niestety czasami podjęte przez nas decyzje nie zawsze są prawidłowe i niosą ze sobą poważne konsekwencje. 
W ich życiu prywatnym też dzieje się dużo. 

Jak wiemy z kontynuacjami książek bywa różnie. Przeważnie pierwsza część jest lepsza od dalszego ciągu. Jednak w przypadku tej powieści jest na odwrót. "Pół na pół", drugi tom cyklu "Śnieżna Grań" autorstwa Izabelli Frączyk zdecydowanie bardziej mi się podobał. W "Za stare grzechy" przez dłuższy czas wiało nudą, a tutaj w końcu coś zaczęło się dziać i akcja nabrała tempa. Mniej było też tych technicznych informacji. 
Przeczuwałam, że coś z tą umową z MagnumSnow może być nie tak. Za pięknie to wszystko wyglądało. Jak się później okazało był to początek problemów, z którymi rodzina Stachowiaków musiała się zmierzyć, a przede wszystkim Lola. 
W końcu jako tako ustabilizowała swoje prywatne życie, po tym gdy ponownie na jej drodze pojawił się Tadeusz. Dogadała się z nim w sprawie opieki nad córką, jednak o związku nie było już mowy. Była nadal sama, ale z czasem jej serce zaczęło mocniej bić na widok pewnego mężczyzny. W pracy też wszystko dobrze się układało, ale jak się okazało do czasu. Po tym co zrobił Edek, to właśnie na nią spadło ratowanie rodzinnego biznesu. 
Nie polubiłam tego zbyt pewnego siebie faceta. Zawsze najmądrzejszy, najlepszy, bez żadnej skazy. Był w dużym błędzie, że uda mu się wszystko ukryć przed najbliższymi. 
Z każdą kolejną stroną moje zainteresowanie książką rosło. Byłam bardzo ciekawa w jakim kierunki to wszystko się potoczy. Czy w końcu Stachowiakowie dojdą do porozumienia i szczerze ze sobą porozmawiają. Bo właśnie tego dialogu najbardziej tutaj brakowało. Każdy zajmował się sobą i swoimi obowiązkami. W końcu do głosu doszła przeszłość wraz ze skrywanymi tajemnicami, które wreszcie wyszły na jaw szokując wszystkich. Z pewnością nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Czy ja się czegoś domyślałam? Tym razem nie, więc należy się za to dodatkowy plus. Warto też wspomnieć, że można spokojnie czytać książkę bez znajomości pierwszej części, bo autorka zadbała o krótkie streszczenie. Stylowo i językowo jest podobnie.
Co do zakończenia, czułam, że będzie happy end. W końcu po każdej burzy wychodzi słońce. 

Jeśli jesteście ciekawi co tym razem przeskrobał Edek i o jakie tajemnice chodzi zachęcam was do lektury tej powieści. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7,5/10