sobota, 14 listopada 2020

KRAINA ZESZŁOROCZNYCH CHOINEK ( Recenzja )


Autor: Joanna Szarańska 
data wydania: 28 października 2020
liczba stron: 427
wydawnictwo: Czwarta Strona













Sklepy już kuszą swoich klientów bożonarodzeniowym asortymentem. Jak w tym roku będą wyglądały święta nie wie nikt. Za to ja wiem jedno: będą bardzo zaczytane. Niech takim fajnym wprowadzeniem w ten magiczny czas staną się książki. Wydawnictwo Czwarta Strona tak jak w roku ubiegłym ponownie o to zadbało. Kilka dni temu swoją premierę miała siódemka fantastycznych historii w klimacie świąteczno-zimowym. Ja na początek skusiłam się na opowieść autorstwa Joanna Szarańskiej "Kraina Zeszłorocznych Choinek". 

W małym miasteczku o uroczej nazwie Świerczynki zostaje otwarty nowy sklep. Właścicielem jest pan Józef, emerytowany nauczyciel historii. Ma zamiar sprzedawać w nim ozdoby choinkowe, ale nie takie ze znaną nam metką Made in China. Na sklepowych półkach będzie można znaleźć prawdziwe cudeńka. Ważnym szczegółem jest brak na nich cen.
Józefa, siostra bliźniaczka mężczyzny dość sceptycznie podchodzi do pomysłu swojego brata. Wątpi, że cały ten interes wypali. 
Dorota jest świeżo po rozwodzie. Na co dzień pracuje w swoim zakładzie fryzjerskim i wychowuje synka Antosia. Chłopiec jak na swój wiek jest bardzo mądry i dużo rozumie. Jednak nie potrafi zaakceptować faktu, że jego rodzice nie są już razem. Tęskni też za swoim zmarłym dziadkiem. Zaczyna się buntować i sprawiać problemy wychowawcze. Czarę goryczy przelewają słowa, które usłyszał od swoje mamy. Jest łobuzem, więc wykona zadanie, które otrzymał od swoich kolegów w ramach modnego ostatnio wyzwania. Zrobi to szybko i nikt niczego nie zauważy. Niestety był w błędzie i to dużym. Uciekając z miejsca zdarzenia stanął jak wryty  doznając ogromnego szoku. Dlatego też w szybki sposób został złapany. Antek wie, że czeka teraz na niego kara, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, że ponownie wróci do sklepu pana Józefa. Szczególnie po tym co zrobił. Z czasem całe to ukaranie zaczęło mu się podobać. Zastanawiające jest też to, co takiego było napisane na szyldzie umiejscowionym nad drzwiami, że chłopiec tak emocjonalnie zareagował na jego widok. 

Powiem wam, że napisanie streszczenia fabuły książki "Kraina Zeszłorocznych Choinek" sprawiło mi nie lada problem. Chyba jeszcze nigdy tak nie pokreśliłam swojego notatnika. Poprawiałam i nadal coś mi nie pasowało. Bałam się, że przez przypadek zdradzę wam za dużo, a przyjemność z lektury zniknie tak szybko jak topniejący śnieg. 
Od razu śpieszę do was z informacją, że oprócz Józefa i jego siostry, Doroty oraz Antosia w książce pojawiają się jeszcze inni bohaterowie. 
Nina wyjechała z miasteczka za namową mamy i miejscowego księdza. W Krakowie czeka na nią praca w roli opiekunki pewnej eleganckiej pani. Helena, bo tak ma na imię jej podopieczna jest kobietą w sile wieku, ale wigoru może pozazdrościć jej niejedna młoda osoba. Odczuje to na własnej skórze Nina oraz przypadkowo poznany mężczyzna. 
Poznajemy bliżej również mamę Niny, Beatę, a także jej siostrę Danutę. Wczytując się w perypetie siostrzanego duetu przyszło mi do głowy pewne porównanie. Te dwie kobiece postaci przypominają mi Pawła i Gawła, którzy też mieszkali w jednym domu. Kłótnie oraz sprzeczki między nimi zdarzały się bardzo często. Nasze kochane siostrzyczki to charakterne dziewczyny, a poróżniła je ze sobą pewna stara rzecz, bardzo cenna dla jednej jak i drugiej. 
Uśmiałam się nie raz gdy akurat miałam do czynienia z ich wątkiem. Zresztą w książce elementu humorystycznego nie brakuje i to się chwali. 
Jak wiemy życie czasami potrafi płatać figle i radość szybko zamienia się w smutek. W tym miejscu warto się na chwilkę zatrzymać przy osobie Antosia i jego mamy. Chłopiec jest małym dzieckiem i jak na swój wiek jest bardzo inteligentny. Problemy dorosłych zwyczajnie odbiły się na dziecku. Co roku Święta Bożego Narodzenia spędzał z rodzicami i ukochanym dziadkiem. Teraz wszystko jest inaczej i nie może się z tym pogodzić. Nie ubierze z tatą choinki i nie usłyszy ulubionej opowieści o Krainie Zeszłorocznych Choinek, którą opowiadał mu dziadek siedząc w swoim fotelu. Było mi bardzo żal Antosia i Doroty. Kobieta została ze wszystkim sama. 
Jeśli chodzi o Helenę, ona również nie ma zbyt dużo powodów do uśmiechu. Jest wdową, a Ireneusz jej jedyny syn nie ma zwyczajnie dla niej czasu. Dlatego też zatrudnił Ninę aby jej towarzyszyła i sprawowała nad nią opiekę. Dziewczyna przez przypadek odkrywa, że święta kobieta prawdopodobnie spędzi w samotności. Seniorka jednak zdaje się tym nie przejmować i wpada na pewien pomysł. Przy okazji będzie mogła rozliczyć się z przeszłością. Czuje, że przyszedł na to odpowiedni moment. 
"Kraina Zeszłorocznych Choinek" to jedna wielka emocjonalna przeplatanka. Czytelnik śmieje się aż rozboli go brzuch by za chwilę szukać paczki chusteczek bo łzy kapią na kartki. Z ogromnym zaciekawieniem czytałam wątek dotyczący Antosia. Pisarka napisała go w sposób piękny i do granic możliwości wzruszający. 
Zresztą co ja się będę rozdrabniać. Cała książka została pięknie, cudownie, wspaniale napisana. Mogłabym tak jeszcze długo się nad nią rozpływać. Joannie Szarańskiej należy się za to długo godzinny aplauz i to na stojąco bo sobie na to zasłużyła. Jej się to po prostu należy. Bardzo dobrze, że oprócz lekkich tematów, które mają ścisły związek ze świętami pojawiły się także te bardziej poważne. W końcu czas świąt nie wszystkim kojarzy się miło. Dzieje się wtedy magia, ale problemy nie znikają. 

Jestem tego pewna, że w trakcie czytania książki wrócicie w swoich wspomnieniach do dziecięcych lat. Jak stoicie z wypiekami na twarzy pod zielonym drzewkiem. Obojętnie czy to była żywa czy sztuczna choinka. Dla was była jedyna w swoim rodzaju. Ja jestem rocznik '85 i pamiętam te wszystkie ozdoby, które teraz zostały zastąpione chińskimi wyrobami. Są piękne, ale nie mają w sobie tego niepowtarzalnego uroku. Ile było frajdy gdy na gałązkach wisiały ozdoby zrobione własnoręcznie. Różnobarwne łańcuchy z wycinanki, lalki ze słomy i bibułki. Nie mówiąc już o cukierkach, które można było zjeść dopiero po świętach. To były czasy. W tym miejscu mogę Asi podziękować za to, że dane mi było do nich wrócić chociaż na chwilkę. 

Nastrój Bożego Narodzenia czuć w książce już od pierwszej strony, a im dalej jest jeszcze bardziej klimatycznie. Nie brakuje tutaj wzmianek na temat dekoracji świetlnych, a także śnieżnych zasp. Autorka zadbała o wszystko. Jeśli chodzi o zakończenie czy można było spodziewać się innego? Chyba nie. W końcu w Boże Narodzenie dzieją się najprawdziwsze cuda. 

Przeczytałam w swoim życiu już kilka tego typu opowieści i mogę śmiało powiedzieć, że ta jest jak na razie moim numerem jeden. Rewelacja przez duże R. 

POLECAM
MOJA OCENA 9/10 

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 



poniedziałek, 2 listopada 2020

ERYK I MELA NA TROPIE ŚWIĘTEGO MIKOŁAJA ( Recenzja )

Autor: Gabriela Gargaś
data wydania: 28 października 2020
liczba stron: 80
wydawnictwo: Czwarta Strona










Gabriela Gargaś jest jedną z najpopularniejszych polskich pisarek. Ma na swoim koncie kilkanaście genialnie napisanych powieści obyczajowych po które sięgają głównie dorośli. W tym roku pisarka postanowiła zrobić wszystkim niespodziankę. Kilka dni temu swoją premierę miała jej pierwsza książka dla dzieci. 

Eryk ma 9 lat i jest wielkim fanem piłki nożnej. W przyszłości chciałby zostać piłkarzem albo astronautą. Mela jest jego o rok młodszą siostrą. Dziewczynka ma troszkę inne zainteresowania. Jak dorośnie zostanie piosenkarką. Mieszkają razem z rodzicami w bloku na osiedlu Pogodnym. Po szkole lubią spędzać czas w towarzystwie przyjaciół. Mają też bardzo bliski do swoich kochanych dziadków.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia więc przyszedł już czas na pierwsze przygotowania. Oczywiście w kuchni tradycyjnie rządzi babcia Danusia, która liczy na pomoc wnucząt. Niestety Eryk nie chce w niczym pomagać. Ma zamiar się zbuntować po tym co usłyszał od swojego kolegi. Podobno Święty Mikołaj nie istnieje i świątecznej magii też nie ma w którą do tej pory wierzył. Wszystko nagle się zmieniło i straciło sens. 
Było już późno gdy rodzeństwo próbowało zasnąć. Nagle Mela usłyszała jakieś dźwięki. Wspólnie wyskoczyli ze swoich łóżeczek i z nosami przyklejonymi do okiennej szyby zobaczyli coś niebywałego. Eryk aż się uszczypną żeby upewnić się czy to nie sen. To była najprawdziwsza prawda....

Gdy tylko natrafiłam na informację, że wydawnictwo Czwarta Strona ogłosiło nabór recenzencki dla tej jakże wyjątkowej książki autorstwa Gabrieli Gargaś od razu wysłałam wiadomość i ku mojej wielkiej radości udało się. 
W listopadzie zeszłego roku zostałam ciocią i od tej chwili zwracam większą uwagę na książki dla dzieci. Dla mnie ogromne znaczenie ma szata graficzna. Sama okładka ( najlepiej twarda ) oraz ilustracje wewnątrz. Fajnie gdy są kolorowe bo dziecko jest wtedy bardziej zainteresowane. "Eryk i Mela na tropie Świętego Mikołaja" otrzymuje ode mnie za ten element ocenę celującą. Ilustratorka wykonała kawał dobrej roboty i po po prostu zasługuje na tak wysoką notę. Jeśli chodzi o treść ważne jest żeby napisana była prostym i zrozumiałym językiem. W tego typu opowieściach nie brakuje również trudnych tematów. Jak wiemy nasi milusińscy potrafią zadawać wiele pytań na które nie oszukujmy się trudno jest nam odpowiedzieć. W przypadku tej książki akcja rozgrywa się przed Świętami Bożego Narodzenia, więc można spodziewać się miłej i rodzinnej atmosfery. Niestety nie wszystkie dzieci z różnych przyczyn mogą tego doświadczyć. Babcia Eryka i Meli w bardzo piękny, delikatny i wzruszający sposób wszystko swoim wnuczkom wyjaśniła. Oczywiście nie może zabraknąć humoru oraz dobrej zabawy. To jest bardzo ważna rzecz o której autor nie może zapomnieć. 

Ja jestem zachwycona bajkowym debiutem Gabrieli Gargaś i po cichu liczę na więcej. "Eryk i Mela na tropie Świętego Mikołaja" to świetna propozycja dla małych czytelników. Jest to mądra i ciepła historią z którą warto się zapoznać. Jeśli dziecko nie potrafi jeszcze samodzielnie czytać to taka wspólna lektura może być świetnym sposobem na spędzenie czasu z najbliższymi. 
Książka sprawdzi się też idealnie jako prezent, więc od razu warto wpisać ją na listę. 

POLECAM
MOJA OCENA 10/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 



poniedziałek, 19 października 2020

LATO W PENSJONACIE POD BUKAMI ( Recenzja )

Autor: Dorota Gąsiorowska i inni
data wydania: 15 maja 2019
liczba stron: 520
wydawnictwo: Filia










Tegoroczna jesień nas nie rozpieszcza. Daleko jej do tej pięknej i złotej. W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie zaszycie się w domowym zaciszu z ciekawą lekturą. Ja tak właśnie zrobiłam, a przy okazji mogłam chociaż na pewien czas przenieść się do lata. 

"Lato w Pensjonacie pod Bukami" to zupełnie inna książka z jakimi do tej pory miałam do czynienia. Składa się z kilku opowiadań, których autorkami są najbardziej znane polskie mistrzynie literatury obyczajowej. Każde z nich jest inne, ale łączy je ze sobą jeden bardzo ważny element. Otóż ich bohaterami są goście tytułowego pensjonatu.
Właścicielką nieruchomości jest urocza starsza pani o imieniu Róża. Kobiecie udało się stworzyć ze starego domu prawdziwą architektoniczną perełkę. Stoi pośród przepięknych bieszczadzkich krajobrazów, które dodają jej jeszcze większego uroku. Warto też wspomnieć jak wygląda od wewnątrz. W pensjonacie dominuje styl retro, który ostatnio stał się bardzo modny. Jednak pierwsze co rzuca się w oczy to oprawione w ramki pięknie wykaligrafowane cytaty. Wiszą na ścianach w celach dekoracyjnych, ale tak naprawdę pełną zupełnie inną rolę. Przekonują się o tym osoby, które zdecydowały się na pobyt w tym jakże wyjątkowym miejscu. Wcale się nie dziwię, że cieszyło się tak dużym zainteresowaniem. Sama chciałabym spędzić tam chociaż kilka dni. Oczywiście ogromna w tym zasługa samej właścicielki, która zna się na ludziach jak nikt inny. Do tego jest ciepłą i przesympatyczną osobą. Patrząc na jej sposób bycia nic nie wskazywało, że w jej życiu wydarzyło się coś złego, albo ma jakieś problemy. Róża potrafi to dobrze ukryć. Podjęła też chyba najważniejszą decyzję: przeszłość przestała dla niej istnieć, a zaczęło się liczyć tylko tu i teraz. Za cel postawiła sobie stworzenie miejsca dla takich ludzi jak ona. Z "ranami" na sercu i duszy. Dla szukających szczęścia i miłości oraz dla tych co troszkę się pogubili. Dużo zaryzykowała, ale czuła, że jej wysiłek i praca nie pójdą na marne. 

Czytając książkę możemy poznać wiele ciekawie wykreowanych postaci.
Agnieszka przyjechała do pensjonatu razem ze swoją córką. Wyjazd dla dziewczyny ma być prezentem na jej osiemnaste urodziny. Natomiast dla starszej z kobiet jest to podróż do przeszłości. Bywała już wcześniej w Bieszczadach, tam też poznała panią Różę. I kogoś jeszcze. Teraz gdy jej dziecko staje u progu pełnoletności będzie musiała w końcu wyjawić prawdę.
Hanna i Ula są siostrami. Pierwsza z nich jest lekarzem, wie tez co dalej robić w swoim życiu. Druga ma z tym spory problem. Jest charakterna i mówi to co myśli, a jej jedynym zajęciem jest częste zerkanie w ekran telefonu. Ich matka przebywa obecnie za granicą. Dziewczyny mieszkają w tym samym mieście i też rzadko się ze sobą spotykają. Pobyt w pensjonacie ma im pomóc rozwiązać wszystkie problemy. 
Marzena kocha góry. W trakcie jednej z wędrówek poznała mężczyznę w którym szaleńczo się zakochała. Szybki ślub bo na co czekać skoro się kochamy. Zostali też rodzicami. Niestety po kilku latach miłość zgasła. Mąż zostawił Marzenę dla innej kobiety. Córka zauroczona nową partnerką ojca też powoli się od niej oddala. 
Anna to kolejny gość pensjonatu. Jest tajemniczą i skrytą w sobie osobą. Siedzi cichutko przy stoliku i pisze list. Tylko czy zdobędzie się na odwagę żeby go wysłać?
Stefania i Ryszard świętują kolejną rocznicę śluby. Oczywiście w tym dniu nie mogło zabraknąć rodzinnego przyjęcia i upominków. Chociaż sami planowali zagraniczny wyjazd nie mogli odmówić dzieciom. W prezencie otrzymali od nich pobyt w Pensjonacie pod Bukami. Wszystko byłoby cudowne i romantyczne gdyby nie jeden mały szczegół. 
Justyna zastanawiała się dlaczego matka poprosiła ją żeby przyjechała i zatrzymała się własnie tutaj. Na początku podeszła sceptycznie do całej tej sytuacji, ale z czasem Bieszczady zaczęły się jej podobać. Podobno ktoś ma jej przekazać list. Tylko kto i jakiej treści?
Jerzy nawet przez chwilę nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego życie tak diametralnie się zmieni za sprawą młodej autostopowiczki. Raczej nie zatrzymuje się gdy ktoś prosi o podwiezienie. Jednak w tym momencie zrobił wyjątek. A tak cieszył się na ten wyjazd. Będzie mógł w końcu w ciszy popracować. 
Olga nie miała w życiu łatwo. Z matką nie ma dobrego kontaktu, a ojciec zmarł gdy była jeszcze dzieckiem. Przyjechała do pensjonatu w celach urlopowych, ale nie tylko. Ma zamiar spotkać się z osobą, która jest dla niej bardzo ważna, a tak dawno się nie widzieli. 
Żaneta jest żoną i matką. Pracuje i zajmuje się domem. Od pewnego czasu pochłania ją coś jeszcze. Koresponduje z innym mężczyzną na czacie internetowym. Za jego namową wyrusza w podróż do Pensjonatu pod Bukami. 

Jak widzicie każda z tych dziesięciu historii jest inna i na swój sposób interesująca. Gdybym musiała wybrać jedną, która najbardziej mi się spodobała miałabym z tym nie lada problem. Moje czytelnicze serce mocnej zabiło w trakcie lektury opowiadania "Zielone skrzydła słowika" autorstwa Doroty Gąsiorowskiej. Już od dawna jestem zakochana w twórczości tej pisarki. Z chęcią przeczytałam bym książkę, w której szerzej zostałyby przedstawione losy Olgi. 
Nie sięgam zbyt często po antalogie., ale w tym przypadku postanowiłam zaryzykować. Powiem wam, że była to bardzo dobra decyzja. Piękno Bieszczad mnie zachwyciło, a klimatem pensjonatu zostałam natychmiast oczarowana. 

POLECAM
MOJA OCENA 7/10

niedziela, 20 września 2020

TAM GDZIE JESTEŚ ( Recenzja )

Autor: Tomasz Betcher
data wydania: 13 lutego 2019
liczba stron: 320
wydawnictwo: WAB










Miłośniczką literatury obyczajowej jestem już od dawna. W mojej domowej biblioteczce jest najwięcej właśnie takich książek. Nie trudno nie zauważyć, że piszą je głównie kobiety, ale zdarzają się wyjątki. Panowie też próbują swoich sił w tym gatunku. Książka "Tam gdzie jesteś" autorstwa Tomasza Betcherta jest tego najlepszym dowodem.

Dla Anny małżeństwo z Erykiem to fikcja. Rozwód to jedyne wyjście z całej tej sytuacji. Wie, że mąż nigdy jej nie kochał, ale najbardziej boli ją to, że nie obdarzył ojcowską miłością ich jedynego dziecka. Chłopak jest już pełnoletni i niebawem przystąpi do egzaminu dojrzałości.
Kobieta ma już dość udawania i postanawia się wyprowadzić. Chce także sprzedać domek letniskowy odziedziczony po zmarłym ojcu. Musi tylko zrobić kilka zdjęć i w tym celu jedzie do Jantaru. 
Po przybyciu na miejsce zauważa, że ktoś się do niego włamał. Intruzem okazał się bezdomny mężczyzna, który znalazł schronieni w opuszczonej nieruchomości przed zbliżającą się zimą. Anna z krzykiem go przegoniła. Jednak po chwili zaczęła się zastanawiać czy nie zrobiła tego zbyt pochopnie. Jeżdżąc po ulicach miasteczka dostrzega nieznajomego na pobliskim przystanku autobusowym. W ramach przeprosin zaprasza go na ciepłu posiłek. Adam, bo tak ma na imię ku wielkiemu zdziwieniu Anny okazał się bardzo inteligentnym rozmówcą. Zaskoczyła ją także jego znajomość sztuki kulinarnej. 
Anna może dużo ryzykuje, ale ma zamiar mu pomóc. Jednocześnie zastanawia się co takiego wydarzyło się w jego życiu, że stoczył się aż na samo dno. 

Biorąc do ręki "Tam gdzie jesteś" nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Czy będę miała do czynienia z ckliwą historyjką o miłości, a może z czymś bardziej ambitniejszym. Książka zaliczana jest do działu literatury obyczajowej lub jak kto woli kobiecej. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że napisał ją mężczyzna. Zastanawiałam się czy taki eksperyment może się udać. Teraz gdy jestem świeżo po lekturze mogę stwierdzić tylko jedno: udał się, i to jeszcze jak.
Historia Anny i Adama wciąga już od pierwszych stron, a im dalej jest jeszcze lepiej. Główną tego zasługą jest genialnie poprowadzona fabuła. Czytelnik do samego końca nie wie jak potoczą się losy książkowych bohaterów. Trudno też przewidzieć jakie podejmą decyzje. Za coś takiego należą ogromne brawa. Zresztą nie tylko za to. 

Owszem, jest to miłosna opowieść, ale w bardzo subtelnym wydaniu. Wiodący wątek został napisany w przepiękny sposób. Ze smakiem i wyczuciem. Nie znajdziemy tutaj gorących opisów oraz nagłych wybuchów namiętności. Wszystko toczy w swoim wysublimowanym rytmie. Autor trzyma czytelnika w napięciu i stara się nie zdradzić czy przypadkowe spotkanie Anny i Adama będzie początkiem czegoś poważniejszego. To też zasługuje na dużego plusa. 

Życie obojga dalekie jest od szczęśliwego. Ona dźwiga na swoich barkach ciężar nieudanego małżeństwa. On walczy z traumą i ogromnym bólem. Nieoczekiwanie ich drogi łączą się ze sobą. Początek tej jakże zaskakujące znajomości raczej do udanych nie należał, ale z czasem zaczęli się ze sobą dogadywać.
Anna zareagowała agresywnie na widok obcego w jej domku. Wystraszyła się i czuła, że za chwilę może wydarzyć się coś złego. Każdy będąc na jej miejscu zareagował by podobnie. Tylko teraz warto zadać sobie pytanie, czy każdy z nas odważyłby się pomóc takiej osobie jak Adam? Jest bezdomnym, a jak wiemy z bezinteresowną pomocą takim ludziom nie jest najlepiej. Są specjalne ośrodki, ale nie każdy potrafi się w takich miejscach odnaleźć. Gdy widzimy taką osobę na ulicy spoglądamy na nią z pogardą i traktujemy obojętnie. Odstrasza nas wygląd i nie ma co ukrywać, również zapach. Kolejny wyłudzacz pieniędzy. Wziął by się lepiej jeden z drugim za robotę. Niestety tak to wygląda. Jednocześnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nikt bezdomnym nie staje się bez powodu. Ktoś może stracił swoją rodzinę w dramatycznych okolicznościach. Bankructwo firmy, w którą zainwestowało się wszystkie swoje oszczędności i co za tym idzie pojawiły się długi. Na eksmisji kończąc. Tego typu historii może być znacznie więcej o których nie mamy pojęcia. 
Bardzo dobrze, że taki temat został poruszony w książce. Może dzięki temu zaczniemy inaczej postrzegać ludzi dla których ulica stała się domem. Warto też wziąć przykład z Anny. 

Nawet nie wiecie jak ta dziewczyna mi zaimponowała. To co zrobiła dla Adama było czymś wspaniałym. Nie znała mężczyzny, nie wiedziała kim tak naprawdę jest i jakie może mieć wobec niej zamiary. Zaufała mu bezgranicznie i dostrzegła w nim kogoś wyjątkowego. Czuła też, że coś złego wydarzyło się w jego życiu. Anna nigdy nie czuła się przy kimś tak dobrze. Spędzali ze sobą czas na długich rozmowach o wszystkim i o niczym. Oczywiście sprzedaż domku zeszła na drugi plan. 
Szalenie podziwiam ją za coś jeszcze. W końcu odważyła się zakończyć to jakże "szczęśliwe" małżeństwo. Eryk to typ faceta, którego lepiej omijać szerokim łukiem. Cwaniaczek i egoista. Sądzi, że wszystko i wszystkich można kupić. Nawet własnego syna. 
Pracuje w jednej z lepszych kancelarii prawniczych więc o finanse nie musieli się martwić. Anna jest psychologiem, ale nigdy nie było jej dane pracować w swoim zawodzie chociaż bardzo tego chciała. Kochany mąż oczywiście maczał w tym swoje wypielęgnowane paluszki. Zawsze elegancki, dobrze ubrany i pachnący markowymi perfumami. Po prostu chodzący ideał. Do tego pochodzi z dobrego domu.
Nie chcę nikogo w tym momencie usprawiedliwiać bo Eryk zwyczajnie na to nie zasługuje. Jednak okazuje się, że jego życie nie było usłane różami. W dużej mierze przyczynił się do tego jego ojciec, który miał wobec niego ogromne wymagania. Coś takiego musiało w jakimś stopniu wpłynąć na sposób w jaki się zachowuje. Odnosi się do swojej żony w sposób podły i chamski. Anna jest dla niego tylko pięknym dodatkiem, którym może się pochwalić na firmowych spotkaniach. 
Na szczęście kobieta znalazła w sobie ogromne pokłady siły aby móc uwolnić się od tego wszystkiego. W końcu zacznie normalnie żyć, a przy okazji będzie mogła wreszcie spełniać swoje marzenia. 

Tomasz Betcher zaczarował mnie cudownymi opisami przyrody. Akcja toczy się nad naszym polskim morzem. Jest już po sezonie, więc w spokoju można podziwiać nadmorski krajobraz. To nic, że błękit nieba coraz częściej przykrywają szare chmury, a wiatr bawi się z falami. Ma to swój niepowtarzalny urok i klimat. Mroczny, a zarazem bardzo romantyczny. Samotny spacer po plaży przy dźwiękach szumiącego morza staje się najlepszym lekarstwem na troski różnego kalibru. 

Ostatnio mam szczęście do ciekawie napisanych książek. Czyta się szybko by potem żałować, że to już koniec. W przypadku "Tam gdzie jesteś" chciałoby się znacznie więcej. Jestem zachwycona debiutancką książką Tomasza Betcherta i jeszcze do teraz nie mogę uwierzyć, że autorem tak pięknej opowieści jest mężczyzna. Jest to idealna historia na zbliżający się jesienny czas. Coś ciepłego do picia, kocyk i odpłyniecie tak jak ja. Gwarantuję wam to. 

POLECAM
MOJA OCENA 9/10