sobota, 23 lipca 2022

WYSPA WSPOMNIEŃ ( Recenzja )

Autor: Dorota Milli
data wydania: 15 maj 2019
liczba stron: 450
wydawnictwo: Filia










"Wyspa wspomnień" autorstwa Doroty Milli to pierwszy tom cyklu "Dziwnowo". Jest to także mój początek przygody z twórczością tej pisarki.

Lilianna nie miała szczęśliwego dzieciństwa. Przez trzy lata mieszkała w domu dziecka w Dziwnowie, i właśnie tam poznała Wiki i Alwinę. Zanim wyruszyły w dorosły już świat przyrzekły sobie, że po 10 latach ponownie się spotkają. 
Gdy nadszedł ten wyjątkowych dla nich dzień Lilianna pojawia się nad morzem i odnawia znajomość z Wiki. Przyjaciółka przekazuje jej pewne informacje na temat dramatycznych wydarzeń z przeszłości. Jest w szoku po tym co usłyszała. Nie przypuszczała, że po tylu latach osoba, która zamordowała miejscowego proboszcza w dalszym ciągu jest na wolności. 
Liliannę zaniepokoił ten fakt, tym bardziej, że od dłuższego czasu walczy z sennym koszmarem, w którym widzi sceny z miejsca zbrodni. 
Chce się od niego jak najszybciej uwolnić i uważa, że ponowne rozpoczęcie śledztwa może jej w tym pomóc. 

W takiej sytuacji wizyta na komisariacie była nieunikniona. Razem z Natanem (synem zmarłego prokuratora ), Edwinem ( synem zmarłego prokuratora) decydują się na powrót do sprawy. W międzyczasie dołącza do nich Alwina, trzecia z przyjaciółek.  

Nie sięgam zbyt często po książki, które stanowią dany cykl. Preferuję raczej historie jednotomowe, ale tak się złożyło, że w mojej domowej biblioteczce mam wszystkie trzy części cyklu "Dziwnówek", więc postanowiłam dać im szansę. 
Morza szum, ptaków śpiew, dzika plaża pośród drzew, nierozwiązana zagadka kryminalna oraz ciekawie wykreowane postacie. Z tych kilku elementów powstała lekka i przyjemna historia. "Wyspa wspomnień" to książka, która z pewnością umili wam wakacyjny urlop, więc warto mieć ją na uwadze pakując walizki. 

Autorka w pierwszej części cyklu postanowiła szerzej przedstawić losy Lilianny, jednej z trzech dziewczyn. Różnice charakterów oraz inne poglądy w żaden sposób nie przeszkodziły im w stworzeniu miedzy sobą wyjątkowej relacji. Nazywają siebie siostrami i wzajemnie się wspierają. Pobyt w domu dziecka musiał w jakimś stopniu odbić się na ich psychice, ale dziewczyny dały radę i z nastolatek przeobraziły się w dorosłe, piękne, inteligentne kobiety.

Lilianna spełnia się zawodowo jako copywriter. Układanie haseł reklamowych na pozór może wydawać się łatwe, ale wcale takie nie jest. Trzeba mieć do tego dryg i talent. Dziewczyna może pochwalić się w tej kwestii wieloma sukcesami. 
Przyjazd do Dziwnowa był dla niej odpoczynkiem od pracy, ale przede wszystkim miał związek z powrotem do trudnej przeszłości, w której na szczęście nie brakowało szczęśliwych chwil. Oczywiście ogromna w tym zasługa jej "sióstr". 
Liliana chce raz na zawsze wymazać ze swojego życia momenty, które powodowały ból, niewyobrażalną rozpacz i tęsknotę za kochającą rodziną. 
W książce nie brakuje wzruszających fragmentów, więc warto mieć przy sobie kilka paczek chusteczek higienicznych. Tematyka w niej poruszona jest trudna i zarazem bardzo ważna. Pobyt w domu dziecka dla każdej małej istotki wiąże się z niewyobrażalną traumą. Nie ważne, że trwał tylko kilka dni. Najgorsze są sytuacje gdy te kilka dni zmieniają się w miesiące, a potem w lata. Czekają aż w końcu w drzwiach pojawi się jakaś osoba, która pokoloruje i rozweseli ich dotychczasowy smutny i bezbarwny świat. Serce rozpada się na drobne kawałki gdy ktoś taki pojawia się i spełnia marzenie tylko jednej osobie, a inne dzieci w dalszym ciągu muszą z nadzieją czekać na swój szczęśliwy dzień. 
Zdaję sobie sprawę z tego, że w naszym życiu może wydarzyć się wszystko. Są takie sytuacje, tzw. bez innego wyjścia i dziecko musi trafić do domu dziecka. Jednak dzieje się też tak, że winni są tego najbliżsi, którzy nie spełnili się w zaszczytnej roli rodzica lub opiekuna. Alkoholizm, przemoc, narkotyki to tylko kilka przykładów. Bardzo dobrze, że autorka poruszyła w swojej książce właśnie taki temat.

Liliana jest cichą i spokojną osobą. To zawsze ona ratowała z opresji swoje przyjaciółki. Chciałam bardzo żeby w końcu stała się w pełni szczęśliwą kobietą u boku mężczyzny, który pokocha ją piękną, prawdziwą miłością. Gdy na jej drodze niespodziewanie pojawił się Natan wiedziałam, że ta znajomość z czasem przerodzi się w coś znacznie poważniejszego. Oboje nie mieli w życiu łatwo i chyba podobne problemy sprawiły, że szybko nawiązali ze sobą taki dobry kontakt. Razem stworzyli uroczą parę i trzymałam mocno za nich kciuki. 

Zatrzymajmy się na moment przy wątku dotyczącym wspomnianej zbrodni. Do morderstwa proboszcza doszło gdy nasza kobieca trójka mieszkała w domu dziecka. Swój wolny czas dziewczyny spędzały w różnie. Jak przystało na nastolatki czasami coś przeskrobały lub zachowywały się w nieodpowiedni sposób. Ucieczki przez okno w ciemną noc zdarzały im się dość często. Jedna z takich wypraw zakończyła się szybkim powrotem do domu dziecka. To one widziały żywego proboszcza poraz ostatni, to one mogły najwięcej powiedzieć co tak naprawdę się wydarzyło na ich wyspie. Może kogoś widziały, lub słyszały. Postanowiły jednak milczeć i wszystko trzymać w tajemnicy. Trwało to aż 10 lat. 
Autorka w bardzo ciekawy sposób pokierowała tym wątkiem. Ja czytając pierwszą część nie mogłam w żaden sposób natrafić na jakikolwiek trop lub wskazówkę co do osoby, która dopuściła się tak okrutnego czynu. Proboszcz był nielubiany i miał swoich wrogów, ale to nie są powody do tego żeby pozbywać człowieka życia. 
Co niektórzy mieszkańcy zachowywali się dość dziwnie gdy doszła do nich informacja o wznowieniu śledztwa. Tak jakby nie chcieli, żeby ponownie do niego wracano.

Jak to się mówi: najciemniej pod latarnią, więc może osoba, która w dalszym ciągu przebywa na wolności jest gdzieś blisko? Siedzi sobie spokojnie w ukryciu i śmieje się z nieudolności śledczych. 
W pierwszej części do wyjaśnienia nie dojdzie. Dzięki temu cała ta historia robi się jeszcze bardziej interesująca i czytelnik czym prędzej pragnie zapoznać się z kolejną częścią cyklu.

"Wyspa wspomnień" to książka, którą oceniam jak najbardziej na plus. Cieszę się bardzo, że mogłam ją przeczytać właśnie teraz. Wakacyjna pora, którą obecnie mamy sprawiła, że mogłam się lepiej wczuć czytając książkę. Oczywiście nie brakuje w niej całej tej nadmorskiej, wakacyjnej otoczki. Są kramiki z pamiątkami, ogromne rzesze turystów i kolorowe parawany wbite w piasek. Co do pogody, to dominuje raczej ta słoneczna.

Szczerze polecam wam "Wyspę wspomnień" bo jest to idealna lektura na lato. Jeśli mieliście jeszcze wątpliwości czy warto ją zapakować do urlopowej walizki to mam nadzieję, że dzięki tej recenzji szybko zostały rozwiane.
Dorota Milli napisała lekką i przyjemną książkę przy której z pewnością miło spędzicie czas. Zachęcam was również do sięgnięcia po kolejne części cyklu. 











sobota, 11 czerwca 2022

"MIŁOŚĆ AŻ PO ROZWÓD" ( Recenzja )

Autor: Kinga Gąska
data wydania: 11 marca 2020
liczba stron: 384
wydawnictwo: Wydawnictwo Filia










"Miłość aż po rozwód" to debiut literacki Kingi Gąski. Jest to także mój "pierwszy raz" jeśli chodzi o twórczość tej pisarki. Zaintrygował mnie bardzo oryginalny tytuł książki i ciekawie napisany blurby.

Joanna jest właścicielką świetnie prosperującej firmy. Wie czego chce i zrobi wszystko żeby osiągnąć dany cel. Poświęciła pracy większość swojego życia i niestety odbiło się to trochę na sprawach prywatnych. 
W trakcie jednej z urlopowych podróży do Włoch poznaje Pawła. Mężczyzna od razu zrobił na niej bardzo dobre wrażenie. Gdy po powrocie do Polski spotkała go ponownie czuła, że ta znajomość stanie się czymś bardziej poważniejszym, niż tylko wakacyjnym flirtem. W momencie gdy poprosił ją o rękę była już pewna swojej odpowiedzi. Kogo tak naprawdę poślubiła dowiedziała się trochę za późno...
Jadwiga jest żoną i matką. Wspomniany Paweł i Ewelina to jej dzieci z pierwszego małżeństwa. Chciała mieć szczęśliwą rodzinę, ale dwukrotnej zdrady nie jest wstanie wybaczyć żadna kobieta. Co na ten temat sądzili inni było dla niej najmniej ważne.
Rozwód, potem śmierć rodziców, a na koniec problemy z dziećmi. Jadwiga nie ma łatwego życia, ale stara się jak tylko może. Gdy poznała Janka nie przypuszczała, że jeszcze będzie jej dane zaznać szczęścia. Tylko los czasami potrafi być niestety okrutny...
Ewelina za żadne skarby nie chce wieść takiego życia jak jej matka. Praca, dom i nic więcej. Poznała Sebastiana gdy była jeszcze w gimnazjum. Chłopak zaimponował jej i to, że był w związku z inną dziewczyną w niczym jej nie przeszkadzało. Pragnęła z nim być i dopięła swego. Zaszła w ciążę gdy była w trzeciej klasie. Udało jej się jednak zdobyć dyplom czeladnika. Ślub z Sebastianem miał być dla Eweliny początkiem nowego, lepszego życia. Na początku tak było, ale z biegiem czasu...

Trzy kobiety i trzy zupełnie inne historie, które mają coś ze sobą wspólnego. Joanna, Jadwiga oraz Ewelina nie chciały dużo. Marzyły tylko o szczęściu u boku ukochanego mężczyzny. 

Biorąc do ręki "Miłość aż po rozwód" nie miałam pojęcia z czym tak naprawdę będę miała do czynienia. Czy będzie to lekka obyczajówka z humorem, czy jednak coś bardziej ambitniejszego. Teraz gdy jestem po lekturze mogę stwierdzić, że autorka napisała książkę obyczajową, ale z pewnością nie jest to tzw. kolejne babskie czytadło o wszystkim i o niczym. "Miłość aż po rozwód" to opowieść o kobietach, które zostały stworzone na potrzeby książki, ale w realnym życiu też możemy takie spotkać. Na ulicy, w pracy, w sklepie. Chyba wszystkie pragniemy być szczęśliwe, marzymy o kochającym mężu i gromadce dzieci. Los potem te nasze małe i wielkie pragnienia weryfikuje i niestety nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli.  Z pewnością świetnym tego przykładem są trzy historie opisane przez Kingę Gąskę. 
Joanna odniosła w sferze zawodowej ogromny sukces. Czy jest pracoholiczką? Można powiedzieć, że tak. Jest także osobą mocno stąpającą po ziemi, inteligentną, wykształconą. Nie grzeszy też urodą. Takie kobiety mogą cieszyć się dużym zainteresowaniem u płci przeciwnej. Jednak nasza bohaterka jeśli chodzi o te sprawy nie ma się czym chwalić. Do czasu gdy poznaje Pawła. Przystojnego mężczyznę z talentem kulinarnym. Przez żołądek do serca pasuje w tym przypadku idealnie. Joanna zakochała się i spędzała w towarzystwie ukochanego cudowne chwile. Jednak coś niespodziewanie zaczęło się między nimi psuć. Ona poświęcała się jak zwykle pracy, on bez żadnych tłumaczeń gdzieś znikał. Zwyczajnie się mijali. 
Jeśli chodzi o Pawła, to od początku wydawał mi się jakiś dziwny. Joanna wierzyła mu i ufała. Chyba za bardzo jak się później okazało. Tak naprawdę wyszła za mąż za człowieka o którym nic nie wiedziała. Szeptał jej do ucha czułe słówka i opowiadał wymyślone historyjki na swój temat. Miał do tego wyjątkowy talent, który objawił się gdy był jeszcze dzieckiem. 
Wydawało mi się, że Joanna szybciej zauważy, że mąż ją okłamuje. Te jego przeprosiny i błagania o przebaczenie były tak żałosne, że już bardziej chyba nie mogły. Zawiodłam się trochę na Joannie bo w końcu charakterna z niej babka, a cackała się z Pawełkiem zamiest go przebędzić na cztery wiatry. Wiem, że go kochała, ale trzeba też mieć swój honor. Nie takiego zachowanie się po niej spodziewałam. 
Podobnie wyglądało to u Jadwigi. Tylko tutaj pojawiła się różnica charakterów. Jadwiga jest cicha, spokojna. Na co dzień pracuje w bibliotece. Lubi swoją pracę i każdą wolną chwilę wykorzystuje na czytanie. 
Życie Jadwigi z pewnością nie było usłane różami. Po tym co przeszła nie jednej osobie byłoby trudno się podnieść i normalnie funkcjonować. Ona jednak dała radę i byłam z niej szalenie dumna. Gdy na jej drodze stanął Janek miałam nadzieję, że w końcu i dla niej zaświeci słońce. Poznała go w dość nietypowych okolicznościach i jak przystało na kobietę o gołębim sercu pomogła mu mimo tego, w jakim stanie się znajdował. Był pod wpływem alkoholu. 
Alkoholizm to choroba, którą jest bardzo ciężko pokonać. Trzeba mieć w sobie duże pokłady siły i samozaparcia. Przyda się też nieocenione wsparcie najbliższych. Chociaż w wielu przypadkach to właśnie najbliższe nam osoby cierpią najbardziej. 
Jadwiga to wyjątkowa kobieta, która zasługuje na wszystko co najlepsze i tak jak każda matka kocha swoje dzieci. 
Paweł jak to Paweł żył w świecie swoich wymyślonych historyjek, natomiast Ewelina jak przystało na nastolatkę zaczęła się buntować. Pojawiły się pierwsze zauroczenia, niezbyt trafione przyjaźnie i zmiany w wyglądzie. Ostrzejszy makijaż, bardziej wyzywający strój żeby tylko przypodobać się chłopakom. Szczególnie jednemu. Sebastian był dla niej ideałem. Starszy, dobrze zbudowany, no i bogaty. Ona wie jak pokierować swoim życiem, nie to co jej matka. 
Nie będzie to żadną przesadą jeśli napiszę, że zaszła z nim w ciążę z premedytacją. Dobrze wiedziała jak to może się skończyć. Cudem można nazwać to, że Sebastian jej nie rzucił gdy dowiedział się o dziecku. 
Dziewczyna lubi nagrywać filmiki, które później publikuje w mediach społecznościowych. Ma trochę pstro w głowie, ale do opieki nad dzieckiem podeszła odpowiedzialnie. Została mamą w bardzo młodym wieku, więc z pewnością nie było to dla niej łatwe, ale dała radę. 
Tak jak poprzednie bohaterki ona również pragnęła miłości i szczęścia u boku mężczyzny, którego pokochała. Niestety w jej przypadku też coś ku temu stanęło na przeszkodzie. 

"Miłość aż po rozwód" to bardzo udany debiut literacki. W książce zostało poruszonych wiele trudnych tematów, które zostały przedstawione w ciekawy sposób. Dominującym są z pewnością relacje międzyludzkie. Jak się okazuje miłość nie zawsze trwa do grobowej deski. Czasami lepiej się rozstać niż męczyć się w związku bez jakichkolwiek perspektyw na przyszłość. Rozwód staje się wtedy najlepszym wyjściem. 
"Miłość aż po rozwód" to jedna z tych książek na temat których warto podyskutować i coś czuje, że byłyby to rozmowy wypełnione po brzegi emocjami. 
Całość czytało mi się naprawdę dobrze. Momentami denerwowały mnie bohaterki, ale starałam się je zrozumieć. Nigdy nie byłam w takim położeniu jak one więc nie mam prawa ich osądzać. 
Książkę oceniam jak najbardziej na plus. Mam w swojej biblioteczce jeszcze jedną powieść autorstwa Kingi Gąski z którą w niedalekiej przyszłości z pewnością się zapoznam. 

POLECAM
MOJA OCENA 7/10



 

poniedziałek, 30 maja 2022

W CIENIU WIERZB ( Recenzja )

Autor: Sylwia Kubik
data wydania: 3 marca 2022
liczba stron: 376
wydawnictwo: Otwarte











"W cieniu wierzb" to trzeci i jednocześnie ostatni tom cudownej serii autorstwa Sylwii Kubik. Ogromnie się cieszę, że po raz kolejny mogłam odbyć swoją literacką podróż na Żuławy. Po tym w jaki sposób skończyła się druga część obowiązkowo musiałam sięgnąć po kontynuację historii Kamila, Ewy oraz pozostałych bohaterów. 

Kamil dochodzi do zdrowia po ciężkim wypadku samochodowym. Stan w jakim się znajduje nie pozwala mu osobiście zarządzać gospodą. Pomagają mu w tym najbliżsi i ku zaskoczeniu wszystkich także jego siostra, Anastazja. Na pewien czas z pracy zrezygnowała Ewa, która musi na spokojnie wszystko sobie przemyśleć. Zdaje sobie sprawę z tego, że popełniła wielki błąd. Powinna już dawno opowiedzieć Kamilowi całą prawdę o sobie. 
Po tym co się wydarzyło ma zamiar stanąć twarzą w twarz z przeszłością i raz na zawsze zamknąć ten etap. Musi za wszelką cenę tego dokonać, żeby móc w spokoju rozpocząć nowe życie.

Tylko czy Kamil będzie chciał z nią rozmawiać po tym czego dowiedział się na jej temat? Może mieć do niej pretensje, że mu nie zaufała i tego Ewa najbardziej się bała.

Kocham, kocham, kocham jak to mówiła nie żyjąca już Kora Jackowska. "W cieniu wierzb" jak i poprzednie części serii  Żuławskiej zasługują na jak najwyższe noty. 
Sylwia Kubik z pewnością umie w emocje. Jest ich tutaj cała masa i to różnego kalibru. Wzruszeń w tej książce z pewnością nie brakuje oraz fragmentów, które wprowadzą czytelnika w refleksyjny nastrój. Oczywiście o wątku humorystycznym autorka też nie zapomniała. Jest tu wszystko co powinno znaleźć się w dobrze napisanej książce. 
Bohaterowie wykreowani przez pisarkę to też górna półka. Wszyscy są cudowni i tak prawdziwi, że chyba bardziej już się nie da. Ewa, główna bohaterka przeszła w swoim życiu prawdziwy koszmar. Została porzucona przez matkę i jakby nie było przez ojca alkoholika również. Miała nadzieję, że odnajdzie chociaż małą namiastkę szczęścia w dorosłym życiu. Związek z był dla Ewy spełnieniem marzeń, ale z czasem przekonała się na własnej skórze jak bardzo się myliła. Na szczęście zdołała się z tego koszmaru uwolnić. Została osobą bezdomną, ale jednocześnie nie poddała się. Odnalazła w sobie ostatnie pokłady siły i determinacji dzięki którym mogła wyruszyć w drogę po lepsze jutro. Ścieżki po których było jej dane iść pokierowały ją na Żuławy. To tutaj gdzie mieszkała jej babcia znalazła swój dom, pracę, a przede wszystkim poznała ludzi, którzy pomogli bezinteresownie obcej dziewczynie. 
Z czasem pojawiło się też uczucie do mężczyzny, przy którym mogła czuć się bezpiecznie. 
Kamil zakochał się w Ewie, której tak naprawdę nie znał. Pokochał ją szczerą i piękną miłością i pragnął spędzić u jej boku kolejne lata swojego życia. Tworzyli razem piękną parę. Co niektórym taki obrót spraw nie przypadł do gustu. Mowa tutaj o matce Kamila, która lekko mówiąc nie obdarzyła Ewy sympatią. Gdy tylko nadarzyła się okazja wypominała jej pochodzenie, brak wykształcenia. Nie takiej żony pragnęła dla swojego ukochanego syna. Małgorzata to typowy obraz nielubianej teściowej z dowcipów. Jednak z biegiem czasu jej nastawienie wobec Ewy zaczęło się powoli zmieniać. Wiejskie powietrze miało na nią zbawienny wpływ. Żuławy też zaczęły jej się podobać, ale życia w mieście nie porzuci za żadne skarby. Za to ojciec Kamila czuł się bardzo dobrze w otoczeniu sielskich krajobrazów i z chęcią zamieszkałby w Krasnymstawie na stałe. 
Kolejną postacią, która przeszła wewnętrzną metamorfozę była Anastazja, siostra Kamila. Przyjechała na Żuławy z powodów osobistych na temat których nie chciała z nikim rozmawiać. Początkowo nie była zbyt pozytywnie nastawiona do nowego miejsca i ludzi. W końcu przyzwyczajona jest do gwarnego miasta, a tu tylko pola i ta dołująca cisza. Zgrywała niedostępną i rozkapryszoną panienkę, która miała wszystko i nie musiała się o nic martwić. Do takich osób trzeba mieć podejście, zachęcić do rozmowy. A nóż znajdzie się jakiś wspólny temat. W przypadku Anastazji tak się stało i duża w tym zasługa jej babci. 
Wypadek brata też miał na nią znaczny wpływ. Praca w gospodzie sprawiała jej dużą satysfakcję. Czerpała z zarządzania dużą przyjemność i nawet nieźle dawała sobie ze wszystkim radę. Na początku pojawiło się parę problemów, ale wspólnymi siłami udało jej się z nich wybrnąć. Po raz pierwszy była z siebie dumna. 
Jej zmiany w zachowaniu dostrzegł Antek, który zwrócił już wcześniej na dziewczynę swoją uwagę. Początki znajomości tych dwojga nie należały do najprzyjemniejszych. Tak to już jest gdy ocenia się kogoś po pozorach. Czułam, że między nimi coś się wydarzy bo naprawdę pasowali do siebie. Te ich wzajemne przekomarzania się były urocze. W końcu kto się czubi, ten się lubi. 

Wszyscy bohaterowie z książki zasługują na uwagę, ale na tą szczególną trzeba sobie zwyczajnie zasłużyć. Rozalia, Matylda i pan Bronek, to wyjątkowi bohaterowie, którzy tworzą grupę osób w podeszłym wieku, ale ciągle młodych duchem.
Pani Rozalia, pracuje w kuchni i czaruje. Czytając książkę od razu człowiek czuje się głodny, a opisy regionalnych potraw łaskoczą wszystkie kubki smakowe. Jest kobietą mądrą i inteligentną posiadającą szczególny dar. Szybko potrafi poznać się na człowieku i gdy nadejdzie taka potrzeba ostrzec przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. 
Matylda, babcia Kamila i Anastazji to kobieta skarb. Doradzi i wysłucha. Dla każdego znajdzie czas. Sama w przeszłości doznała wielu krzywd, ale na szczęście wszystko jakoś się ułożyło. Dopóki zdrowie dopisuje może cieszyć się szczęściem najbliższych. 
Pan Bruno, uroczy starszy pan, który jako pierwszy pomógł Ewie. To on opowiedział dziewczynie historię życia jej babci. Mieszka sam, ale gdy w Krasnymstawie pojawiła się Matylda zaczęli spędzać ze sobą miło czas. 
Podobno miłość nie patrzy na wiek, a ta dwójka z pewnością zasługiwała na wszystko co najlepsze. 

Pisząc krótką charakterystykę na temat Ewy wspomniałam o jej matce, która porzuciła ją gdy ta była jeszcze małą dziewczynką. Po prostu któregoś dnia wyszła do pracy i od tego czasu słuch po niej zaginął. Ojciec Ewy miał zgłosić zaginięcie na policji, ale jak się okazało nigdy tego nie zrobił. 
Kamil postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zaangażował się w poszukiwanie kobiety. Oczywiście za zgodą Ewy. Razem wpadli na ważny trop...

Nawet nie wiecie jak trudno mi było rozstać się z bohaterami "W cieniu wierzb". Polubiłam wszystkich bez wyjątku. Zresztą cała seria wywarła na mnie ogromne wrażenie i czytanie jej sprawiło mi ogromną przyjemność. Wszystkie trzy tomy można śmiało zapakować do walizki, którą mamy zamiar zabrać ze sobą na urlop. 
Ja w trakcie lektury bardzo miło spędziłam czas. Odpoczęłam, zrelaksowałam się, a przy okazji poznałam kolejny piękny zakątek naszego kraju. 
"W cieniu wierzb" to książka dla osób, które lubią szczęśliwe zakończenia.

POLECAM
MOJA OCENA 8/10









niedziela, 29 maja 2022

WIELKIE KŁAMSTEWKA ( Recenzja )

Autor: Liane Moriarty
data wydania: 22 września 2015
liczba stron: 496
wydawnictwo: Prószyński i S-ka










Każda osoba czytająca książki ma swoj tzw. stos hańby. Znaleźć na nim można historie, które cierpliwie czekają na swoją kolej. Ja też taki mam i systematycznie staram się go zmniejszać. 
Tym razem sięgnęłam po "Wielkie kłamstewka". Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Liane Moriarty.

Czterdziestoletnia Madeline wspólnie ze swoim partnerem wychowują trójkę dzieci. Niestety jedno z nich od pewnego czasu sprawia dość poważne problemy. 
Nastoletnia Abigail co raz bardziej jest zafascynowana nową partnerką swojego ojca i Madeline nie jest tym faktem zachwycona. Od rozwodu minęło już trochę czasu, a ona w dalszym ciągu nie potrafi się z tym pogodzić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w każdej chwili może spotkać na ulicy swojego byłego męża w towarzystwie kobiety, której nie darzy sympatią. 
Jane sama wychowuje swojego synka. Przyjeżdża do Pirriwee Beach żeby rozpocząć nowe życie z dala od problemów. Niestety szybko dają o sobie znać. Sytuacja w której oboje się znaleźli nie była dla nich łatwa. Widać też, że kobieta skrywa w sobie jakiś sekret. Nie chce też z nikim rozmawiać na temat ojca swojego dziecka.
Celeste uznawana jest za miejscową piękność. Gdy tylko gdzieś się pojawi wzbudza zachwyt nie tylko u mężczyzn. Mieszka w luksusowej wilii z przystojnym i bardzo bogatym mężem oraz z dwójką dzieci. Wszyscy zazdroszczą jej takiego życia. Jak jest naprawdę wie tylko ona...i ktoś jeszcze. 

Trzy zupełnie inne historie, które spaja ze sobą pewien szczególny element. Wszystko zaczęło się w dniu w którym Madeline, Jane i Celeste zaprowadziły swoje dzieci do szkoły. Kobiety szybko nawiązały ze sobą świetny kontakt i bardzo dobrze czują się w swoim towarzystwie. Różnice charakterów w niczym im nie przeszkadzały. 
Na spotkaniu integracyjnym też spędzały wspólnie miło czas. Zresztą wszystkim udzielił się imprezowy klimat. Niestety  przeraźliwy krzyk przerwał zabawę. Doszło do morderstwa. Nikt nie wie kto zginął i kim jest osoba, która dopuściła się takiego czynu. 
Gdy na miejscu zbrodni pojawiła się policja wokół zapanowała zmowa milczenia...

Kłamstwo ma krótkie nogi, kłamiesz jak najęty, kłamstwo zawsze wyjdzie na jaw. To tylko kilka przykładów przysłów lub powiedzonek ze słowem "kłamstwo". Nie wiem czy jest wśród nas osoba, która w swoim dotychczasowym życiu ani razu nie powiedziała nie prawdy? Z pewnością ciężko będzie nam kogoś takiego znaleźć. Kłamiemy w różnych sytuacjach i z różnych powodów. Jest też coś takiego jak kłamstwo w dobrej wierze. Prawda może ranić i sprawić ból drugiemu człowiekowi. Niejednokrotnie jest w stanie zniszczyć życie. 

"Wielkie kłamstewka" to nic innego jak świetnie napisana książka obyczajowo-psychologiczna. W dużej mierze autorka skupiła w niej swoją uwagę na przedstawieniu kobiecych bohaterek. Opisała ich problemy, troski i życiowe rozterki. Zrobiła to w sposób bardzo realny i warto się nad tym wszystkim dłużej zatrzymać. Tym bardziej, że tematy, które poruszyła są naprawdę ciekawe i  ważne. 
Weźmy na pierwszy ogień Madeline. Kobieta po przejściach ale z przyszłością. Rozwód dla nikogo nie jest miłym przeżyciem. Troszkę jest łatwiej gdy obie strony potrafią się dogadać, ale głównie kojarzy nam się z przepychanką miedzy dwiema osobami, które kiedyś się kochały i przyrzekały sobie miłość aż po grób. Oczywiście najbardziej cierpią na tym dzieci, które pragną mieszkać razem z mamą i tatą. Starszemu można to w jakiś sposób wytłumaczyć, chociaż i w tym przypadku taka rozmowa do łatwych nie należy. Coś na ten temat z pewnością może powiedzieć Madeline. Gdy jej były już mąż odszedł do innej wychowywała swoją córkę sama. Teraz nie jest wstanie w żaden sposób zaakceptować faktu, że jej ukochana Abigail chce przeprowadzić się do ojca. No i to uwielbienie skierowane do jego nowej partnerki, która sama zachowuje się jak duże dziecko. 
Dziewczyna pod jej wpływem zorganizowała w internecie akcję charytatywną, która wymknęła się spod kontroli. 
W dobie nowoczesności i nowinek internetowych młodzież trudno oderwać od ekranów telefonów i komputerów. Mogą buszować po sieci godzinami, a rodzice nie mają pojęcia na jakie strony wchodzą i co oglądają. Uzależnienie od internetu to choroba cywilizacyjna, z którą zmaga się coraz więcej osób bez względu na wiek. Wiadomo, że wszystko jest dla ludzi, ale trzeba znać też umiar. 
Kolejną postacią na którą osobiście zwróciłam swoją szczególną uwagę była Jane. Początkowo nic nie wskazywało na to, że kobieta ma jakieś problemy, a tym bardziej sekrety. Przyjechała do Pirriwee Beach razem z dzieckiem. To, że nie towarzyszył jej żaden mężczyzna było trochę zastanawiające, ale z drugiej strony nikogo nie powinno coś takiego obchodzić. Z czasem jednak coś dziwnego w jej zachowaniu zauważa Madeline. Dziewczyna nagminnie żuła gumę. Wyglądało to tak, jakby była od niej uzależniona. Gdy obie kobiety zaczynają bardziej sobie ufać Jane zdobywa się na odwagę i opowiada nowej znajomej całą historię swojego życia. Niestety nie brakuje w niej dramatycznych i wstrząsających przeżyć. 
W dzisiejszych czasach na młode i bezbronne dziewczyny czyha wiele niebezpieczeństw. Zwykły wypad ze znajomymi do klubu może zakończyć się dramatem o którym nie jest się w stanie zapomnieć. Jedynym wyjściem jest ostrożność i nie warto wierzyć w każde słowo. Komplementy potrafią zwabić i tracimy szybko nad wszystkim kontrolę. Gdy jeszcze dodamy do tego środki odurzające może  dojść do ogromnej tragedii. 
Celeste żyje jak w bajce. Luksusowy dom, kochający mąż i dwójka uroczych bliźniąt. Wszyscy jej tego zazdroszczą. Znamy takie rodziny prawda? Na pozór wszystko wygląda pięknie i kolorowo, a jak jest naprawdę tego nie wie nikt. Jedynie osoba, która jest tego naocznym świadkiem lub ofiarą. Nagle mężczyzna, który dla innych jest ideałem przemienia się w potwora i damskiego boksera. Po każdym takim "incydencie" przeprasza i kupuje kwiaty, kolejną drogą błyskotkę. Przy okazji obiecuje, że nigdy więcej tego nie zrobi. Oczywiście do następnego razu, gdy znowu wpadnie w szał z byle powodu. 
Współczułam bardzo Celeste bo temat przemocy domowej niestety nie jest mi obcy. Sama przez to w przeszłości przechodziłam i zapomnieć o czymś takim jest strasznie trudno. Wybaczyć tym bardziej. 
Na szczęście form pomocy takim osobom na ten moment jest znacznie więcej. Oprócz policji są też fundację, terapeuci. Trzeba tylko chcieć sobie pomóc i w końcu porozmawiać o tym z drugą osobą. Tym bardziej gdy w domu są dzieci i wszystko widzą i słyszą. Takie przeżycia mogą mieć znaczny wpływ na ich dalsze życie. 

Rozpisałam się trochę jeśli chodzi o problematykę poruszoną w książce. Są to tematy o których warto, a nawet trzeba rozmawiać. 
Cała książka została bardzo dobrze napisana. Już na samym początku czytelnik dowiaduje się, że doszło do strasznej zbrodni. Nie wie tylko kto zginął i kto zabił. Akcja z każdym kolejnym rozdziałem nabiera tempa. Czytelnik może poczuć się tak, jakby sam brał udział w śledztwie i tropił mordercę. Autorka zafundowała nam wszystkim bardzo emocjonującą rekonstrukcję zdarzeń. Z rozdziału na rozdział moje zainteresowanie książką coraz bardziej rosło i byłam szalenie jej ciekawa.
Jak wyglądają imprezy integracyjne każdy z pewnością wie. Alkohol, głośna muzyka i brak oficjalnego sznytu. W łatwy sposób można się zapomnieć. Ale takiego obrotu spraw raczej nikt się nie spodziewał. Ja osobiście też nie. Przyznam się, że byłam w niemałym szoku po przeczytaniu ostatniej strony. 

"Wielkie kłamstewka" to książka, która z pewnością trzyma w napięciu. Jest w niej też szczypta humoru, ale w większości historia w niej opisana opiera się na ludzkich emocjach. Liane Moriarty w bardzo ciekawy sposób scharakteryzowała szkolną społeczność. Rodzice naszych kochanych dzieci grają tutaj pierwsze skrzypce. Gdybym miała wybrać z grona matek lub ojców tylko jedną osobę, która podbiła moje serce byłaby to Madeline. Od razu polubiłam tą jakże mądrą i inteligentną kobietę, która nie miała w życiu łatwo. Jest taką przysłowiową królową, która podniosła swoją koronę i poszła dalej. Stanęła murem za Jane i starała się jej za wszelką cenę pomóc. Pomysł z wyjazdem dzieci na przedstawienie był po prostu boski. 

"Wielkie kłamstewka" to z pewnością jedna z ciekawszych książek z jakimi do tej pory miałam do czynienia. Wiem, że powstał na jej podstawie mini serial, którego nie oglądałam. Mam swoją zasadę, że najpierw książka, a potem film, więc w niedalekiej przyszłości z pewnością zafunduję sobie mały seans. 
Na ten moment mogę wam śmiało polecić "Wielkie kłamstewka" jeśli w dalszym ciągu zastanawiacie się czy lektura ma jakikolwiek sens. Ma i to duży. 

POLECAM
MOJA OCENA 8/10