Autor: Krystyna Bartłomiejczyk
data wydania: 9 lipca 2026
liczba stron: 328
wydawnictwo: Prozami
"Dom na końcu drogi" to moje drugie spotkanie z twórczością Krystyny Bartłomiejczyk.
Ana musi uciec. Ma ku temu swoje powody, więc w pośpiechu pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i wyrusza w drogę. Niestety, z minuty na minutę warunki pogodowe robią się katastrofalne przez gęsto sypiący śnieg. Pozostawia samochód, i decyduje na pieszą wędrówkę nie zważając na wysokie zaspy.
Wyczerpana, przemarznięta dociera pod drzwi domu Marcela - wiejskiego lekarza.
Los postanawia połączyć ich ze sobą, i robi to w najmniej oczekiwanym dla nich momencie.
"Dom na końcu drogi" to powieść, która zawładnęła mną od pierwszej strony. Chwyciła mnie w swoje macki, i nie chciała puścić.
Zaczyna się w sposób bardzo tajemniczy, sceną na cmentarzu. Co tu dużo mówić, prolog jest genialny i stanowi fantastyczną zapowiedź do całej tej historii. Od razu da się odczuć taki lekko mroczny nastrój, niepokój. Coś wisi w powietrzu, i czeka na odkrycie. Tajemnice, sekrety rodzinne to moje ulubione motywy, więc tym bardziej cieszyłam się na lekturę tej jakże wciągającej powieści.
Skoro sam wstęp tak bardzo przypadł mi do gustu, to jak będzie wyglądał dalszy ciąg? Otóż mój drodzy, jest bardzo dobrze, a nawet lepiej.
Duży wpływ na moją o cenę mają bohaterowie. To dzięki nim książkę czyta się tak dobrze. Z zapartym tchem śledziłam ich losy, a szczególnie Any. Autorka przez dłuższy czas nie zdradza powodu tak nagłej ucieczki. Można jedynie przypuszczać, że stoi za tym mężczyzna. Niestety my, kobiety nie zawsze czujemy się przy nich bezpiecznie. Pojawia się wtedy niepokój, lęk, strach przed utratą życia.
Krystyna Bartłomiejczyk na kartach książki poruszyła bardzo ważny wątek jakim jest stalking ( uporczywe nękanie). Historia Any jest fikcją literacką, ale została bardzo realistycznie przedstawiona. Osoba prześladowaną rzadko otrzymuje odpowiednią pomoc, jest ignorowana i pozostawiona samej sobie. Aż w końcu dochodzi do tragedii, a winnych zaniedbań oczywiście brak.
Nie mniejsze zainteresowanie wzbudził we mnie Marcel i jego zagadkowy styl bycia. Mieszka sam na uboczu wsi, a jego jedynym towarzyszem jest pies. No i ten zawód lekarza. Bez wątpienia coś ukrywa, nie jest skóry do zwierzeń. Popełnił błąd lekarski, a może podobnie jak Ana też uciekł?
"Dom na końcu drogi" hipnotyzuje, obezwładnia, oczarowuje czytelnika. Ten stan trwa do ostatniej przeczytanej strony. Ja jestem zachwycona.
Odkrywanie tych wszystkich tajemnic, sekretów było dla mnie ogromną przyjemnością. Zanim poznałam odpowiedź na jedno pytanie, pojawiało się kolejne.
Jak się okazuje, przeszłość potrafi mocno wpłynąć na teraźniejszość. Czasami lepiej niech pozostanie nieodkryta, z drugiej strony demony minionych lat w wielu sytuacjach nie dają nam spokoju. Męczą, duszą i nie pozwalają wykonać kroku na przód. Prawda potrafi nas wyzwolić, ale sprawia również ból, i właśnie dlatego dla naszej dwójki bohaterów był to trudny moment. Rodzące się między nimi uczucie zostało wystawione na próbę.
Czy spodziewałam się takiego zakończenia? Chyba trochę tak. W moim odczuciu jest życiowe, prawdziwe i pełne emocji. Żyli długo i szczęśliwie raczej mi tutaj nie pasuje, biorąc pod uwagę całość historii Aby i Marcela. Oboje potrzebują czasu, żeby wszystko sobie na spokojnie poukładać.
"Dom na końcu drogi" to jedna z lepszych książek z gatunku literatury obyczajowe z jakimi do tej pory miałam do czynienia. Z czystym sumieniem polecam wam tę książkę. Jest tajemniczo, mrocznie, a chwilami nostalgiczne. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie.
POLECAM
MOJA OCENA 8/10
Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Prozami

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz