środa, 18 lutego 2015

WSPÓŁPRACA RECENZENCKA


W dniu dzisiejszym blog "Półka z książką" rozpoczął współpracę z pierwszym wydawnictwem. Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie układać się w sposób fantastyczny. Gdy przeczytałam wiadomość z pozytywną nowiną  poczułam w sobie nieopisaną radość. Bloguję od jakiegoś już czasu.
Czytam książki gdy tylko się da i właśnie zamiłowanie do czytania spowodowało, że postanowiłam podzielić się nią z innymi...O takiej współpracy marzyłam i jak widać warto marzyć bo marzenia się spełniają :-).

Tym wydawnictwem jest: 

wtorek, 17 lutego 2015

CZARNE TANGO ( Recenzja )

Autor: Lena Oskarsson
data wydania: 11 września 2013
liczba stron: 328
wydawnictwo: Czarna Owca











Na samym wstępie chciałabym zaznaczyć, że "Czarne tango" to pierwsza książka Leny Oskarsson, którą udało mi się przeczytać. Oprócz książek obyczajowych sięgam również po kryminały. Kobiety piszące tego typu książki to rzadkość w świecie literackim, ale na szczęście to się zmienia. Książka Pani Oskarsson to kryminał w szwedzkim klimacie. Warto w tym miejscu wspomnień o innej pisarce, a mianowicie o Camilli Lackberg. Tak się składa, że miałam przyjemność przeczytania już kilka jej książek. 
I gdybym teraz została poproszona o porównanie obu tych pań, a raczej ich twórczości, mogę powiedzieć tylko jedno. Lena Oskarsson powinna umówić się na kawę z Panią Camillą. 

Flash mob - jest to określenie grupki  nieznanych sobie wcześniej osób zgromadzonych w niespodziewanym miejscu, w celu przeprowadzenia zaskakującego wydarzenia...I właśnie w takim wydarzeniu wzięli udział bohaterowie z książki. Z różnych zakątków świata, a także o różnym poziomie społecznym. Za pomocą jednego z komunikatorów społecznych kontaktują się ze sobą i postanawiają zatańczyć wspólnie "czarne tango". Wśród "imprezowiczów" spotkać można ludzi bogatych i zamożnych, jak i również takich którzy żyją od jednej wypłaty do drugiej. Na uwagę zasługuje także pewna rodzina. Znana blogerka Anne-Marie, która przybyła wraz z mężem oraz malutką córeczką... 
Nikt nie domyśla się, że w trakcie zabawy dojdzie do tragicznego wydarzenia...Na drugi dzień zostają odnalezione zwłoki dziewczynki...w mrowisku...!!

Wszystko to, działo się nad jeziorem Shirejson niedaleko Vimmerby , które było już świadkiem brutalnych morderstw ( można o nich przeczytać w innej książce pisarki: "Plac dla dziewczynek"). Jak na szwedzki kryminał przystało, akcja książki rozgrywa się w klimacie ponurym, mglistym. Można powiedzieć, że jak z horroru...
Ludność tam mieszkająca, nie zawsze jest uprzejma w kierunku nowo przybyłych. Właśnie taką nowo przybyłą staje się  psycholożka - Marianne Fogler. Dziwić może fakt, co ją sprowadza do takiego miejsca. Kobieta, jest świeżo po rozwodzie i akurat w takim miejscu chce odnaleźć siebie na nowo... 
Powrót do normalności zakłóci informacja o śmierci dziewczynki oraz...martwy szczur!!

Podejrzanymi stają się uczestnicy zabawy. Ale jak tu teraz przeprowadzić śledztwo gdy większość z nich rozjechała się już do swoich domów. W sprawę śmierci dziecka zaczyna angażować się Marianne wraz ze swoją przyjaciółką Zuzą....

Gdy czytam książkę staram się ją przeczytać do końca. Tak było również w przypadku "Czarnego tanga". Przeczytałam ją wczoraj i z ulgą mogę stwierdzić, że ufff nareszcie...
Chyba nikt nie lubi oceniań książki w sposób krytyczny. Tym bardziej gdy trafiłam na "Czarne tango" w bibliotece pomyślałam sobie: jak ja dawno nie czytałam żadnego kryminału. A jeszcze mamy tutaj do czynienie z tzw. Czarną Serią, więc może być fajnie. Taki czytelniczy dreszczyk emocji...
Zapowiadało się nieźle, ale do czasu gdy odnaleziono zwłoki dziecka, a raczej w jakim miejscu zostały znalezione...Po prostu musiałam przerwać czytanie....
Dalej było tylko gorzej. Szczury, ludzkie szczątki potraktowane piłą mechaniczną...To cud, że ja tę książkę przeczytałam całą.
Jeśli chodzi o całość, niby pomysł dobry, ale z wykonaniem już autorka troszkę przesadziła. Nie wiem jaki miała w tym cel pisarka pisząc w ten sposób. Jak dla mnie fabuła książki to takie masło maślane. A zakończenie w zupełności nieudane...Takie napisane na siłę.
Powieść przepełniona jest okrucieństwem, dziwnym zachowaniem. Jestem nią zniesmaczona i jednocześnie pewna, że to było moje pierwsze i ostanie spotkanie z twórczością Pani Leny Oskarsson.

Zdaję sobie jednak sprawę, że są również takie osoby, które lubią książki o takim klimacie...Więc najlepiej będzie jeśli sami zadecydujecie czy sięgnąć po "Czarne tango"...

MOJA OCENA 4/10



niedziela, 15 lutego 2015

BIBLIOTEKA PUBLICZNA W KANSAS CITY (Missouri, USA)


W dni dzisiejszym postanowiłam ruszyć z nowym cyklem zatytułowanym "Biblioteki świata". Nie każdy z nas ma możliwość podróżowania.
Gdy zobaczyłam w internecie zdjęcia tej biblioteki momentalnie się w niej zakochałam.

źródło: internet
Powstała w 1873 roku i jest najstarszą biblioteką w tym mieście. Może całość budynku nie jest jakaś zaskakująca, ale na szczególną uwagę zasługuje parking, który się przy niej znajduje. Fasadę budynku przy owym parkingu tworzą imitacje grzbietów okładek książek. Autorem projektu jest firma Dimensional Innovation.

źródło: internet
Na pierwszy rzut oka jak spojrzy się na ścianę, od razu ręka sama wyrywa się aby sięgnąć po książkę. Pomysł moim zdaniem rewelacyjny !!. Aż chce się wejść do budynku po książkowy stosik. 
Każda z książkowych grzbietów ma około 7,5 metra wysokości i 2,5 szerokości. Wykonane są z folii poliestrowej. Swoją wielkością powodują zachwyt wśród samych mieszkańców miasta jak i odwiedzających je turystów. A przede wszystkim wśród miłośników książek.




Jeśli chodzi o tytuły książek, nie zostały wybrane przypadkowo. Mieli w tym swój udział mieszkańcy Kansas City. To oni dokonali wyboru poprzez głosowanie. Wśród 22 okładek można odnaleźć: "Opowieść o dwóch miastach" Dickensa, "Paragraf 22" Hellera, "Władca Pierścieni" Tolkiena i inne. 

Całą kolekcję książkowych grzbietów można podziwiać wzdłuż 10t ulicy, pomiędzy Wyandotte Street i Baltimore Avenue.

źródło: internet
* Materiały do wpisu zostały zaczerpnięte ze strony: www. infoarchitektura.pl 

piątek, 13 lutego 2015

W STYLU VALENTINE ( Recenzja )

Autor: Adriana Trigiani
data wydania: 12 styczna 2010
liczba stron: 340
wydawnictwo: Prószyński i S-ka











Po ostatniej lekturze potrzebowałam takiej lekkiej książki przy której będę mogła, tak zwyczajnie czytelniczo się zrelaksować. A gdy po przeczytaniu jej opisu okazało się, że akcja książki częściowo toczy się w jednym z państw europejskich, który jest cudowny pod każdym względem. Począwszy od przepięknej architektury po aromaty kulinarne to nie pozostało mi nic innego, jak tylko zaparzyć sobie herbatki, z szafki wyciągnąć pudełeczko słodkich ciasteczek....i startować z czytaniem...

Buty - krótkie słowo, zbudowane z czterech liter. Niby wydaje się, że jest słowem zwyczajnym, prostym w wymowie, ale jak ważnym...szczególnie dla kobiet. Ma w sobie tajemną moc, której nasi mężczyźni nie potrafią dostrzec i już...Chyba nie ma wśród nas kobiety, która nie marzy o swoim ślubie. Biała suknia, welon. Wiązankę kupuje pan młody, ale chyba panna młoda ma jakieś swoje zdanie na ten temat :-)? Gdy te trzy sprawy już są załatwione pozostaje jeszcze kupno butów. Ślubnych pantofelków jak dla księżniczki. Bo w tym dniu chcemy wyglądać jak z bajki. W sklepach można natrafić na spory wybór tego typu obuwia, ale nie ma to jak buty zrobione z dokładnością i czułością przez dobrego szewca. Takie specjalne, zrobione tylko dla mnie...

I właśnie z tematem ślubnego obuwia...i nie tylko, mamy do czynienia w książce Adriany Trigiani "W stylu Valentine". 

Valentine Roncalli porzuciwszy pracę nauczycielki postanawia zamieszkać ze swoją babcią. Chce jej pomóc. Niby staruszka jeszcze jest pełna werwy, ale przecież ma już swoje lata. Do tego jeszcze dochodzą problemy z kolanami,  z którymi się zmaga. Z drugiej strony  jest rodzinny zakład obuwniczy. Ale nie taki zwyczajny, posiada swoją historię. Angelini Shoe Company to wyjątkowe miejsce. To tam spod dłoni wnuczki i babci wyczarowywane są przepiękne ślubne pantofelki. To Teodora nauczyła Valentine tego rzemiosła, a ona pokochała całym sercem swoje nowe zajęcie. Odnalazła w tym zakładzie swoje powołanie. Niestety ich ukochane miejsce w jednej chwili może przestać istnieć. Znajduje się na krawędzi bankructwa...
Na światło dzienne wychodzą informacje, że nad Angelini Shoe Company ciążą długi, o niebotycznych sumach...I właśnie ta informacja powoduje, że w rodzinie w której jak do tej pory nie było żadnych kłótni, wkrada się "żądza pieniądza". A to dlatego, że uzyskana kwota ze sprzedaży zakładu pozwoli spłacić długi oraz nastąpi znaczna poprawa sytuacji finansowej. Pragnie tego Alfred, brat Valentine. Oczywiście zaznaczając, że jest to spowodowane jedynie troską o starszą kobietę...
Valentine pragnie zrobić wszystko, żeby ich rodzinny interes przetrwał...Dla niej nie jest to zwykłe miejsce pracy, to coś znacznie więcej...
Sprawy zawodowe to nie jedyny problem. Jeśli chodzi o jej życie uczuciowe, również nie przysparza radości, wręcz przeciwnie. Każdy potrzebuje bliskości drugiej osoby, nie koniecznie musi to być zaraz narzeczony, czy mąż. Czuje się bardzo samotna...Ale chociaż w tej dziedzinie życia ujrzy światełko w tunelu. Zaświeci je pewien przystojny restaurator....

Obie Panie w celu ratowania zakładu postanawiają wyruszyć w podróż do Włoch...

Czy im się to uda i jak potoczy się związek Valentine z nowo poznanym mężczyzną? A może wydarzy się coś ciekawego w trakcie ich wypadu? Zachęcam do doczytania...:-)

Tak jak wspomniałam na samym wstępie potrzebowałam takiej książki. Nie ma to jak ciepła lektura w chłodne (jeszcze) wieczory. Czytając książkę czytelnik będzie miał przyjemność poznania pozostałych członków rodziny Roncallich i Angelinich. A nie są to zwyczajne rodziny. Czasami potrafią porządnie zdenerwować. Chyba duży w tym udział mają włoskie korzenie. Na chwilę obecną ich miejscem zamieszkania są Stany Zjednoczone. Jak w każdej rodzinie po dniach pogodnych następują te troszkę mniej. Czasami popada, nawet i zagrzmi. Ale po każdej burzy wychodzi słońce. Każda z osób dodaje książce innych barw, ale razem tworzą piękny obraz. Pełen uczuć, wypełniony energią i pozytywnymi myślami.
Ogromnym plusem książki są opisy tworzenia obuwia. Tak naprawdę chyba nikt z nas nie wie jak powstają. Idziemy do sklepu, oglądamy, przymierzamy...a na koniec kupujemy. Wiem, że teraz robi się je inaczej niż lata temu. W treści mamy do czynienia z opisami krok po kroku. Może nie używa się w dzisiejszych czasach tego typu urządzeń, to tym bardziej może to zaciekawić. Taka mała podróż w przeszłość obuwniczego rzemiosła...
No i te zapachy wydobywające się z kuchni. Kuchnia włoska jest bardzo popularna na całym świecie. I  w tej chwili zrobiłam się  głodna, a do obiadu jeszcze jest troszkę czasu ;-).
W pewnych momentach chyba autorka troszkę przedobrzyła. Chodzi mi o charakterystykę wnętrz oraz w co byli ubrani bohaterowie. Nie musiała tego robić aż z taką dokładnością, ale to tylko taki mały minusik.
W bardzo fajny sposób autorka podkreśliła znaczenie miłości w naszym codziennym życiu. Jesteśmy zabiegani, szef w pracy wymaga od nas zbyt wiele. I właśnie praca powoduje, że miłość zostaje zepchnięta na drugi plan. Praca zarobkowa również jest bardzo ważna, bo przecież trzeba z czegoś żyć, ale pieniądz to nie wszystko...
Jeśli chodzi o zakończenie nie rozczarowało mnie, a wręcz przeciwnie. Sprawiło, że z jeszcze większym zainteresowaniem sięgnę po kolejne części tej historii.

Wszystko to co wydarzyło się w powieści może wydarzyć również i w naszym życiu. Może nie w otoczce amerykańskiej czy włoskiej, nie ma to żadnego znaczenia. Czasami w związku dwojga kochających się ludzi może wydarzyć się coś co spowoduje, że warto zastanowić się czy warto. Czy tak naprawdę się kochamy...W tedy najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest zwyczajna rozmowa, nie z błyskawicami tylko taka ludzka...Koniec związku nie musi oznaczać definitywnego zerwania kontaktów, może warto dać sobie w takiej sytuacji więcej czasu...Miłość również nie uznaje limitu jeśli chodzi o wiek. Nie ważne czy ma się lat - naście czy - dziesiąt. Ważne jest to, że kochamy i jesteśmy kochani...

Po przeczytaniu  książki jestem pewna kilku kwestii. Będę teraz zwracać większą uwagę przy kupnie nowej pary butów w jaki sposób zostały wykonane. Na pewno wykorzystam poradę odnośnie sprawdzenia, czy obcas przy bucie został dobrze zrobiony...Trzeba przecież dbać o nasz piękne nóżki, prawda :-).
I oczywiście tego, że trzeba dbać o to co mamy, bo w jednej chwili możemy wszystko stracić. Trzeba wierzyć ze wszystkich sił w to, że i do naszych drzwi zapuka szczęście i wypowie zwyczajne "Dzień Dobry". Może to być niezapowiedziana wizyta, więc nie zatrzaskujmy drzwi. Otwórzmy je na oścież...A jeśli będzie chciało już nas opuścić, nie płaczmy z tego powodu bo może jeszcze kiedyś nas odwiedzi...

POLECAM
MOJA OCENA 9/10