piątek, 2 października 2015

KALENDARZE ( Recenzja )

Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
data wydania: 24 września 2015
liczba stron: 288
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie















Okładka książki "Kalendarze", zachwyca swoją kolorystyką. Nie tylko grafika zwróciła moją uwagę. Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Gdzieś już chyba słyszałam to nazwisko. No tak, przecież ta Pani napisała scenariusz do kultowego serialu "Tata, a Marcin powiedział". Realizowany był  w latach 1994-1999. W rolę taty wcielił się Piotr Fronczewski, natomiast syna grał Mikołaj Redwan. Tak się składa, że jestem z rocznika '85, więc coś niecoś pamiętam. Ale z książką autorstwa Pani Małgorzaty spotykam się po raz pierwszy. Czy to spotkanie należało do udanych i czy zechcę takowe jeszcze powtórzyć?? 

Do czego służą kalendarze chyba każdy wie. Przybierają różną formę. Posiadają w sobie kartki, które dzień po dniu wyrywamy, przypominają notatniki, w których zapisujemy ważne dla nas informacje. Gdy traci swoją ważność wyrzucany jest przez nas do kosza, a potem kupujemy nowy. Co robimy w tym czasie ze wspomnieniami. Też się ich pozbywamy jak starego kalendarza? Na szczęście zostają w nas na długie lata i w każdej chwili możemy do nich wrócić. 

W świat swoich wspomnień zaprasza Małgorzata Gutowska-Adamczyk. 
Poznajemy ją jako małą dziewczynkę, która spędzała wakacje na gospodarstwie swoich dziadków. Mimo młodego wieku, starała się pomóc w różnych pracach związanych z jego prowadzeniem. Praca na roli nie należy do lekkich i przyjemnych, ale mała Małgosia dawała sobie świetnie radę z obowiązkami, które przydzielała jej babcia. Była dzieckiem, więc potrzebowała również czasu, który mogła wykorzystać na zabawę i odpoczynek. A jak wiemy wyobraźnia u dziecka nie zna granic. 
Pojawienie się w domu nowego członka rodziny spowodowało, że jej pozycja nagle się zmieniła. Stała się starszą siostrą. Poczuła się dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna.
Lata dziecięce przeplatają się z życiem dorosłej już kobiety, która zmaga się z domową ciszą. Każda matka przeżywa na swój sposób dorosłość swoich dzieci. Kiedyś musi nadejść taki czas, gdy będą chciały zamieszkać na swoim. Ta chwila staje się dla Małgorzaty impulsem, aby otworzyć drzwi do przeszłości i przekroczyć ich próg.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk pisząc swoją najnowszą książkę podarowała czytelnikom bilet, który pozwoli odbyć podróż w czasie. Wgłębiając się w treść książki poznajemy cienie i blaski Polski Rzeczypospolitej Ludowej. Warszawa w tym okresie miała swój klimat, który w cudowny sposób został przedstawiony przez autorkę książki. Odbyłam bardzo pouczający spacer, zaglądając w sklepowe okna. Sklepowy asortyment jak i wystawy bardzo różniły się od obecnych. W dzisiejszych czasach wystarczy pójść do pierwszego lepszego hipermarketu lub centrum handlowego i mamy wszystkie produkty pod ręką. Idziemy do kasy, pani kliknie czytnikiem i już. Kolejki również się zdarzają, szczególnie w okresie przedświątecznym. W czasach PRL-u miały zupełnie inne znaczenie. Czekało się na zrzut produktu całymi godziny, aby potem dowiedzieć się, że niestety ktoś przed nami zakupił ostatnią paczkę cukru lub papieru toaletowego. Pomarańcze i mandarynki były towarem luksusowym. Trudno jest sobie teraz coś takiego wyobrazić, prawda?
PRL to nie tylko sklepowe kolejki, miał także specyficzny urok. Szklane butelki na mleko, maszyna do szycia typu singer, kanapa zwana pieszczotliwie amerykanką. Nie było telefonów komórkowych, komputerów i internetu. Więc w jaki sposób swój wolny czas spędzały dzieci. Teraz przecież trudno jest odciągnąć nasze pociechy od światła monitora. Pamiętam do dziś, jak bawiłam się drewnianymi klockami. Miałam również paczuszkę z bierkami. Na półce leży jeszcze w dobrym stanie zestaw do gry w "Chińczyka". Natomiast na strychu przechowuję dla potomnych rzutnik "Ania", który służy do wyświetlania bajek na prześcieradle. Muszę sprawdzić, czy jeszcze działa. Wiedziałam, że tak będzie. Teraz i mnie wzięło na wspominki...

Taka jest właśnie książka "Kalendarze". Wypełniona po brzegi wspomnieniami i nostalgią. Nastraja, wprowadza czytelnika w magiczny klimat. Sprawia, że samemu wracamy do chwil, które zostały głęboko zakorzenione w naszych sercach. Przywołujemy w myślach lata gdy byliśmy dziećmi. Beztrosko spoglądaliśmy w niebo oglądając przepływające białe obłoczki przypominające bitą śmietanę. Z dala od trosk i problemów dorosłych.
"Szczęśliwe dzieciństwo, to najlepsze wiano na dorosłe życie". Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Stwórzmy naszym dzieciom dom wypełniony ciepłem i miłością, do którego będą mogły wrócić. Nawet wtedy gdy ściany budynku przemienią się w gruz. Bo:

| "Dom to miejsce, do którego wraca się we wspomnieniach. Tych najtrwalszych, z najwcześniejszego dzieciństwa. Kiedyś, w przyszłości, nie będziemy pamiętać, co stało się wczoraj, ale dom naszego dzieciństwa będzie wciąż pamiętany ze szczegółami, jakbyśmy dopiero co zamknęli za sobą drzwi. Będziemy do niego tęsknić, gdy poczujemy się źle. Błądząc po nim myślami, dotykając sprzętów, których już od dawna nie ma, wrócimy do najszczęśliwszego i najważniejszego okresu w życiu. O ile łatwiej byłoby umierać, gdyby nam ktoś zagwarantował, że po śmierci tam właśnie trafimy". ( cyt. s. 159 )

PS. We wstępie do recenzji zadałam sobie samej dwa pytania. Książka "Kalendarze" wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Pani Małgorzata wie jak pisać, aby przyszły czytelnik nie został zniechęcony, a tym bardziej znudzony lekturą. Ja nie poczułam nudy ani przez moment. Wspomnienia pisarki wciągnęły mnie bez reszty i z przyjemnością sięgnę po inne książki autorstwa Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk.



POLECAM
MOJA OCENA 9/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:



2 komentarze:

  1. Jako że sama jesień jest melancholijna, ja na ten okres czasu potrzebuję czegoś żywego, więc ta książka zdecydowanie nie dla mnie :)
    Pozdrawiam serdecznie ;*
    http://ravenstarkbooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczułam smak i zapach swojego dzieciństwa. Wróciłam do miejsc, które się bardzo zmieniły i ludzi, których już niestety nie ma obok mnie....
    Dziękuję za wzruszenia, wspomnienia i melancholię.
    M

    OdpowiedzUsuń