poniedziałek, 26 stycznia 2015

KAMIENICA PRZY KRUCZEJ ( Recenzja )

Autor: Maria Ulatowska
data wydania: 16 października 2012
liczba stron: 400
wydawnictwo: Prószyński i S-ka














Przy ulicy Kruczej 46. Trzypiętrowa kamienica, pokryta płaskim, trochę tylko spadzistym dachem, ozdobiona była od frontu żeliwnymi balkonami, których kute balustrady wyginały się nad łukiem bramy; wejście do bramy także zdobiły żeliwne zawijasy, a strzegły go dwa przycupnięte po bokach - gnomy? krasnale? domowe skrzaty?...( str. 14 )

Ja osobiście z chęcią odwiedziłabym taką kamienicę. Uwielbiam architekturę z duszą...Stare budynki posiadają swój wyjątkowy klimat. Patrząc na okładkę książki, która przedstawia jedną z takich kamienic, aż chce się tam wstąpić. A potem usiąść wygonie na plecionym fotelu, wśród balkonowych kwiatów, które nęcą swym zapachem...i czytać...czytać...czytać...:-). To był jeden z głównych elementów, który sprawił że postanowiłam wgłębić się w treść książki Pani Marii...

Akcja książki rozgrywa się w czasach trudnych dla Polski. Początek II wojny światowej, wybuch Powstania Warszawskiego. Autorka na kartach powieści przedstawia w sposób bardzo ciekawy historyczne dzieje naszego kraju,  a szczególnie to co działo się na ulicach Warszawy. Jak w tym okresie jej mury zmieniały się w gruzy i olbrzymie kłęby kurzu i pyłu. W dalszej części książki czytelnik będzie miał możliwość zapoznania się  z latami, w których Polska została otoczona ze wszystkich stron przez komunizm. Ludność stanęła do walki z władzą, organizowano strajki i protesty. Całe to społeczne poruszenie zaowocowało obaleniem dotychczas rządzących, a co za tym idzie wszyscy mogli nareszcie cieszyć się tak długo wyczekiwaną wolnością...

Obok tego wszystkiego toczyło się normalne życie. Było ciężko, ale społeczeństwo jakoś dawało sobie radę. Oczywiście wszystkie te wydarzenia wywarły piętno na człowieku, zresztą w dalszym ciągu wywołują.
Główną bohaterką w książce Marii Ulatowskiej jest dziewczynka o bardzo pięknym imieniu - Antonina (Tosia). Na samym początku książki poznajemy ją jako jeszcze słodką maleńką istotkę w beciku. Została porzucona przez swoich rodziców. Chociaż słowo "porzucona" w tej sytuacji oznacza coś zupełnie innego. Czyniąc to, uratowali swojemu dziecku życie. Niewinna istota, która jeszcze nic nie rozumie, nie potrafi mówić, nie mogła uśmiechać się do swojej mamy. Nie mogła być brana na ręce przez swojego ojca tylko dlatego, że nosił żydowskie nazwisko. Zrobili to z miłości do własnego dziecka, bo wiedzieli że nie będą w stanie na daną chwilę sprawować nad nią opieki rodzicielskiej.
Dzięki poświęceniu rodziców dziecka, udaje się dziewczynce przeżyć wojnę. Została otoczona wspaniałymi ludźmi, którzy pokochali ją od pierwszej chwili jak własną córkę. Antonina kończy 10 lat, więc postanawiają wyjawić dziewczynce całą prawdę, odnośnie jej biologicznych rodziców. W dzisiejszych czasach nie jest trudno wyobrazić sobie w jaki sposób zareagowałoby dziecko na taką wiadomość. Na pewno nie ze spokojem. Ale w tedy było zupełnie inaczej...
Obserwując lata dziecięce dziewczynki, a potem już dorosłość, dostrzeżemy innych książkowych bohaterów, którzy również byli mieszkańcami kamienicy przy Kruczej 46.
Niestety wojenne bomby nie ominęły budynku. Z czasem zdecydowano o jej rozbiórce. Lokatorzy, którzy ją zamieszkiwali dostali w przydziale nowe mieszkania. Jest takie przysłowie, a może raczej powiedzenie: że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Pisząc recenzję książki pozwoliłam je sobie tak lekko zmodyfikować: wszystkie drogi prowadzą na Kruczą 46. Wydaje mi się, że jest to powiedzenie bardzo adekwatne do treści książki. To nic, że ci ludzie mieszkają pod innymi adresami, na innych ulicach. W ich sercach na długo pozostanie jeden jedyny adres: Krucza 46. Będą tam wracać myślami do końca swojego życia...

Losy Antoniny jak i pozostałych można porównać do poszczególnych elementów układanki. Łączą się ze sobą idealnie. Tworzą jedną, spójną historię. Historię piękną, pełną różnego rodzaju uczuć i emocji. Każda z postaci wniosła do książki coś innego. Takim głównym łącznikiem zespalającym wszystkie te elementy była pewna  ulica  i stojąca przy niej kamienica z tabliczką na ścianie z numerem 46.
Żyjemy w czasach już tych współczesnych, nie wiem czy byłoby stać kogoś z nas na takie poświęcenie dla kraju, dla ojczyzny. To co działo się w trakcie Powstania Warszawskiego jest czymś wstrząsającym nawet dla człowieka, który jest pozbawiony jakichkolwiek uczuć. A potem walka o odbudowanie miasta. Trud mieszkańców, aby przywrócić żywotność budynkom, które zostały przemienione w jedno wielkie gruzowisko. Ich determinacja, wewnętrzna siła zasługuje na jak najwspanialsze laury i ordery...Tylko czy oni robili to, żeby zostać potem odznaczonym jakimś orderem, chyba nie. Robili to dla kolejnych pokoleń Polaków...

Autorka książki w bardzo fajny sposób nakreśliła obraz społeczności sąsiedzkiej. Sama mieszkam w bloku, ale nie na jakimś wielkim miastowym osiedlu. Czasami bywają chwile, gdy sąsiad z drugiego piętra zajdzie nam za skórę. Ale zdarzają się w życiu i takie momenty, że pomoc sąsiedzka jest po prostu niezawodna. Takie mieszkanie "w kupie" ma swój specyficzny urok. Ploteczki z sąsiadkami na  ławce pod klatką. Męskie trzepanie dywanów na trzepaku...W książce mamy do czynienia z grupą dobrze znających się ludzi, mogą liczyć na wzajemną pomoc. Nikt nie boczy się na siebie, i właśnie tak powinno wyglądać osiedlowe życie, ale niestety bywa inaczej...
Powiem tak, przepadłam...Nie wiem, może po prostu brakowało mi takiej książki. Czytało mi się ją fantastycznie. Przekładałam kartka po kartce i nawet nie zauważyłam jak już połowa była za mną. Poruszonych zostało w niej wiele trudnych tematów. Może ktoś powiedzieć, że aż za dużo. Ale każdy z nich jest ważny, szczególnie dla nas. Wojna, wybuch powstania, a co za tym idzie niewyobrażalny głód i walka o przetrwanie. Troska o najbliższych, żeby nikomu niczego nie brakowało. Był to czas bardzo trudny, mimo tego starali się wszyscy żyć normalnie. Brali śluby, rodziły się dzieci. Niestety również miały miejsce pogrzeby. Ale jakoś to było...Musiało być. Oczywiście następowały dni załamania, szczególnie wśród ludności przebywających w obozach. Ale przecież kiedyś to się skończy, każdy będzie chodził uśmiechnięty, nikt nie będzie patrzył w niebo czy nie nadlatują czasami kolejne samoloty...
"Kamienica przy Kruczej" to cudowna lekcja historii. Wydarzenia nakreślone w książce zostały w sposób bardzo interesujący i wzruszający jednocześnie...Jest to fantastyczna lektura dla osób, które chcą poznać dzieje walczącej Warszawy, jak i również dla tych którzy uczestniczyli w tych wydarzeniach...A co tam, polecam tę książkę wszystkim, bez wyjątku...Bo takie książki po prostu warto czytać...

POLECAM 
MOJA OCENA 10/10

czwartek, 22 stycznia 2015

MALOWANY WELON ( Recenzja )

Autor: W. Somerset Maugham
data wydania: 2007 (data przybliżona)
liczba stron: 288
wydawnictwo: Świat Książki









Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego pisarza. Postać samego autora książki jest bardzo ciekawa. Z wykształcenia był lekarzem, ale w zawodzie nie praktykował. Postanowił zająć się pisaniem książek. Wychodziło mu to raz lepiej, raz gorzej. Jego kariera pisarska rozwijała się stopniowo. Zdarzały się w jego życiu momenty, gdzie żył w nędzy i ubóstwie. Nie poddał się i pisał dalej. Poprawę sytuacji finansowej przyniosły mu sztuki teatralne, które stworzył. Z czasem również i świat książki otworzył przed nim swoje drzwi do kariery. Zdobył światową sławę. Ale mimo tak dużego zainteresowania jego literaturą, nie został doceniony przez krytyków literackich...
Odbył wiele podróży, m.in do Chin. I właśnie tam rozgrywa się historia z książki "Malowany welon".

Każda z nas marzy aby w dniu własnego ślubu wyglądać pięknie. Biała suknia, delikatny welon wpięty we włosy. No właśnie wpięty...Natomiast w przypadku książki, a dokładnie jej tytułu mamy do czynienia z malowanym welonem. Czyli tak naprawdę jakim....Bo przecież welon powinien być nieskazitelnie biały...

Główny wątek książki wygląda następująco:
Ona boi się staropanieństwa i jest krytykowana przez swoją matkę. On się w niej bez pamięci zakochuje.
Mimo swojej urody kobiecie w dalszym ciągu nie udaje się wyjść za mąż, mimo wielu kandydatów starających się o jej rękę. Oliwy do ognia dolewa matka kobiety.  Ze ślubem córki wiązała spore nadzieje. Żaden z przyszłych zięciów nie sprostał jej oczekiwaniom. Ale przecież to nie ona wychodzi za mąż, więc dlaczego się wtrąca w sprawy dorosłego już dziecka. A no dlatego, że senior rodziny nic w sprawie ich poprawy pozycji społecznej nie robi. Więc, może przyszły małżonek córki coś poczyni w tym kierunku...
I nagle pojawia się wcześniej wspomniany On. Mimo tego, że go nie kocha postanawia wyjść za niego za mąż. Ale on kocha ją, więc dlaczego miałaby tego nie wykorzystać. Z zawodu jest bakteriologiem, wiec i może matce przypadnie do gustu...Z drugiej strony wiszące nad nią widmo staropanieństwa również zrobiło swoje. Jak to się mówi lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu...
Wyjeżdżają razem do Chin...

Małżeńska sielanka niestety nie trwa długo, jeśli można w ogóle nazwać to małżeństwo sielanką. Po kilku miesiącach kobieta dochodzi do wniosku, że popełniła błąd wychodząc za mąż za mężczyznę, z którym więcej ją dzieli niż łączy. I nie chodzi w tym przypadku tylko o uczucia. Ona, pełna energii, lubi brylować na salonach. Nie stroni również od innych osób. On natomiast, nieśmiały. Stojący zawsze z boku, cichy. Całe godziny poświęca swojej pracy.
Kobieta dłużej tego nie wytrzymuje. W jej życiu pojawia się inny mężczyzna. Przy jego boku czuje się kochana i spełniona. Wpada w sidła zakazanej miłości, a jak wiemy to co zakazane lepiej smakuje. Kochanek spełnia jej oczekiwania pod każdym względem...
Występek kobiety wychodzi na jaw...Jak się czuje w tym momencie zdradzony małżonek można sobie tylko wyobrazić. Pod wpływem zastosowanego przez niego szantażu, jakim jest rozwód zmusza kobietę aby towarzyszyła mu w podróży do zakątku, w którym obecnie panuje ciężka epidemia cholery.
Kobieta, która obdarzyła uczuciem kochanka doznaje olbrzymiego zawodu z jego strony. Była pewna, że dla niej porzuci żonę i będą mogli się pobrać. Nic bardziej mylnego...
W takiej sytuacji będzie zmuszona odbyć podróż, tam gdzie śmierć nie zna dnia ani godziny...

Nawet przez moment nie przypuszczała, że ta podróż spowoduje w jej psychice olbrzymie zmiany. Załamana po tym w jaki sposób została potraktowana przez kochanka, dochodzi do wniosku, że skrzywdziła swojego męża. W jednej chwili utraciła to co najpiękniejsze - prawdziwą i szczerą miłość, którą została obdarzona. Dlaczego dopiero po stracie czegoś, doceniamy to co mieliśmy...
Z biegiem czasu aklimatyzuje się w nowym miejscu. Nie jest to dla niej łatwe, ale z pomocą nowo poznanych ludzi stara się odnaleźć odpowiednią drogę po której chciałaby stąpać. Stara się na nowo poznać mężczyznę, którego poślubiła. Dostrzega w nim coraz to większe pokłady cech pozytywnych, których wcześniej nie mogła, a raczej nie chciała zobaczyć. Ale jednocześnie nie wymusi w sobie tego, że nagle go pokocha. Albo iskra tego uczucia w naszym sercu się pojawi, albo nie. Czasami na siłę nie warto rozpalać ogniska, tylko po to żeby zaraz miało zgasnąć. Niech wszystko toczy się swoim, własnym torem...
Kobietę dręczą wyrzuty sumienia, wie że to co zrobiła, jest czymś niewybaczalnym. Biały ślubny welon w jednej chwili zmienił barwę na kolor zdrady. Sama do tego dopuściła. Ale z drugiej strony stara się ze wszystkich sił naprawić swój błąd, ale czy to wystarczy...Czy można coś takiego w ogóle wybaczyć...Wie, że ze strony męża nie może już liczyć na jakąkolwiek namiastkę miłości, ale walczy z całego serca o przyjaźń...
Pogorszenie się zdrowia kobiety, gdzie na samym początku podejrzewano zarażenie cholerą okazuje się jej odmiennym stanem. Spodziewa się dziecka. Niestety sprawy się komplikują bo ona sama nie wie, kto jest ojcem.

To by było na tyle z mojej strony, zachęcam do zapoznania się z dalszym ciągiem książki....:-)

"Malowany welon" to historia o miłości, ale tej bardziej skomplikowanej. Można by rzec, że jest to książka z elementami ludzkiej psychoanalizy o podłożu uczuciowym. Ona, która nie zaznała w dzieciństwie matczynej miłości. Sama ma problemy z jej okazywaniem. Egoizm jest jej główną cechą charakteru, którego nie może się wyzbyć. Do tego dochodzi sposób, w jaki potraktowała swojego męża. A on przecież na prawdę ją kochał...Cała ta podróż, którą odbyła w jego towarzystwie była dla niej taką szkołą życia, ale tego prawdziwego życia. To co tam zobaczyła, co usłyszała sprawiło, że nagle jej spojrzenie na otaczający ją świat nabrało innego koloru. Nie załamuje się faktem, że będzie zmuszona samotnie wychowywać dziecko.

Nieodwzajemniona miłość, zdrada, podróż w kierunku śmierci....Na szczęście bohaterka książki wyciąga wnioski, stara się naprawić swoje błędy, które w życiu popełniła. Nie każdy ma na to odwagę, ona miała...I to chyba w tej książce jest najważniejsze...

POLECAM
MOJA OCENA 10/10

poniedziałek, 19 stycznia 2015

ZACHCIANEK ( Recenzja )

Autor: Katarzyna Michalak
data wydania: 2 listopada 2012
liczba stron: 368
wydawnictwo: Albatros











Po skończeniu "Poczekajki" moje czytelnicze serce podzieliło się na dwie części. Z jednej strony pierwszy tom Słonecznej trylogii sprawił, że odpłynęłam w świat magii i marzeń, a z drugiej zostawił we mnie zadrę i to sporą. Chyba nie wybaczę Pani Michalak, w jaki sposób przedstawiła wieś i jej społeczność. Ale i tak postanowiłam sięgnąć po jej kontynuację.  
Jeśli miałabym porównać "Poczekajkę" z "Zachciankiem" to ta druga przy tej pierwszej wypadła w moim odczuciu  lepiej.

Z Poczekajki i żółtej chatki przenosimy się do Zaborowa pod Warszawę gdzie znajduje się Dworek Rządcy. To właśnie tam osiedliła się nasza pani weterynarz wraz ze swoim wybrankiem serca - Gabrielem No teraz nie pozostaje nic innego, jak tylko napisać: i żyli długo i szczęśliwie. Niestety życie to nie bajka. Tym bardziej jeśli mężczyzna nie wie czego tak naprawdę chce, a raczej kogo.. Namieszał w głowie Patrycji, a później nagle mu się coś odmieniło. Niby ją kocha, a chyba raczej nie kocha...Pogubił nam się troszkę chłopaczyna, wolnego związku mu się zachciewa. Andropuzę przechodzi, czy co. Wydaje mi się, że jak na swój wiek jest jeszcze za młody, żeby cierpieć na tą męską dolegliwość...Nie tak wyobrażała sobie Patrycja życie u boku swojego ukochanego. Tęskni za żółtą chatką. Ale tak to jest, gdy nagle  w związku robi się za ciasno. Pojawia się ona, szalona była żona...( aż mi się zrymowało ). Wiedziałam, że stanie się coś złego. I to właśnie ta szalona kobieta będzie maczała w tym swoje paluszki. Zresztą nie pierwszy raz...Dochodzi do dramatycznego zdarzenia...
Na ratunek kobiecie przychodzi....znienawidzony prze nią ŁUKASZ. Dobrze widzicie, ten ŁUKASZ. A gdzie był w tym czasie jej ukochany i co się wydarzyło w trakcie jego nieobecności, tego moi drodzy już wam nie zdradzę.
Mogę tylko powiedzieć tyle, że będzie się działo :-). Ponowne pojawienie się  Łukasza, spowoduje spory galimatias w życiu kobiety. Przecież tyle się przez niego wycierpiała, a teraz nagle zjawia się jakby nigdy nic pod postacią samarytanina i błaga ją o wybaczenie. Znowu coś kombinuję, czy przechodzi wewnętrzną metamorfozę? Po Łukaszku można spodziewać się wszystkiego, ale co mają do tego czarownice z kręgu...

Było cudnie...Spędziłam z tą książkę kilka fantastycznych chwil. I mogę być jednego pewna, że warto marzyć....
W pierwszej części trylogii Patrycja przedstawiona została w sposób można by rzec niewinny, jak rusałka, którą można spotkać o świcie na łące. Wiele już w swoim życiu przeszła, mimo tak młodego wieku. Ale nie zraziła się do ludzi, w dalszym ciągu darzy ich zaufaniem.
Miłość do swojego miejsca jest czymś fantastycznym i pięknym. Każdy z nas ma taki swój zakątek na ziemi do którego lubi wracać, za którym tęskni...Dla Patrycji takim miejscem jest Poczekajka. I kto by się spodziewał tego po miastowej dziewczynie.
Zgadzam się z tym, że nie wszystkim postać głównej bohaterki może przypaść do gustu. Dorosła kobieta a zajmuje się takimi bzdurami. Czarować jej się zachciewa. A niech sobie czaruje, skoro sprawia jej to przyjemność. No jest troszkę irytująca, nie powiem, ale chyba nikt z nas nie jest idealny, prawda. W drugiej części przekonamy się, że  silna z niej babka, jak już sobie coś postanowi musi to wykonać mimo tego, że po drodze do wyznaczonego celu napotyka przeszkody. Oczywiście chwile załamania również następują, są to krótkie chwile. Popłacze sobie, tak dla psychicznej ulgi. Potem wstaje z jeszcze większą wewnętrzną siłą.
Chyba o głównej bohaterce zostało już sporo powiedziane, więc warto również szepnąć słówko o innych książkowych postaciach.
Zatrzymajmy się na moment przy bohaterach płci męskiej. Gabriel i Łukasz. Obaj przystojni, dobrze zbudowani. Kobiety wzdychają na ich widok. Oj dodali smaczku Ci chłopcy do książki. Czasami warto dać człowiekowi drugą szansę, nawet w tedy gdy będzie to trudne. A tak naprawdę po bliższym poznaniu dostrzeżemy wszystkie cechy jakie skrywa dana osoba.
Hania, przyjaciółka Patrycji. W trudnych momentach zawsze wspierała Patrycję, ale w duchu zazdrościła jej. I teraz pada pytanie: czego? A no tego, że zawsze to Patrycja była tym numerem jeden. Ale na szczęście  nić przyjaźni która miedzy kobietami powstała nie została zerwana.

Pani Michalak to mistrzyni w pisaniu książek wypełnionych emocjami. Tak jak  w pierwszej części tak jak i w drugiej czytelnik będzie miał możliwość wgłębienia się w temat miłości, spełnionych marzeń. Przekona się również, że prawda ma wyjątkową moc. A do tego w sposób humorystyczny napisane dialogi. Momentów wzruszających również nie brakuje...Dla każdego coś miłego. I właśnie ta książka skierowana jest do wszystkich.
Niektórzy mogą sobie pomyśleć, gdy skończą czytać tę książkę, że to taka zwykła bajka, w której zakończenie jest również bajeczne. Ale czy czasami nie potrzebujemy właśnie takiej bajecznej odskoczni od problemów życia codziennego. Zapomnieć choć na chwilę o wkurzonym szefie w pracy, o kłótni z teściową...A może chcesz się zwyczajnie zrelaksować przy lekkiej i przyjemnej lekturze, więc usiądź sobie w fotelu...i odpłyń  w świat Patrysinych marzeń.

POLECAM
MOJA OCENA 10/10

sobota, 17 stycznia 2015

TORBA MOLA KSIĄŻKOWEGO


Kilka dni temu na blogu opublikowałam recenzję jednej z książek, w której pojawiło się pewne stwierdzenie:
"biblioteczna torba". Tak się składa, że jestem w posiadaniu takiej specjalnej torby. Nazwałam ją biblioteczną, bo odwiedzam swoją bibliotekę bardzo często. Mieszkam w małym miasteczku, gdzie z dobrą księgarnią jest ciężko. Ale, żeby nie było książki też kupuję :-). 

Wracając do głównego tematu tego wpisu...Postaram się w nim zaprezentować różnego rodzaju torby bawełniane, zwane również ekologicznymi z ciekawymi napisami o tematyce książkowej. Przy każdym ze zdjęć umieściłam link, gdzie można zakupić torebunie. :-)

Tak prezentuje się moja wspomniana wcześniej "biblioteczna torba":