czwartek, 14 stycznia 2016

SZCZĘŚCIE DO POPRAWKI ( Recenzja )

Autor: Arleta Tylewicz
data wydania: 25 sierpnia 2015
liczba stron: 408
wydawnictwo: Prószyński i S-ka













Coś mi się wydaje, że zdrada to jeden z tematów, który jest bardzo lubiany wśród twórców literatury. Szczególnie jeśli chodzi o książki obyczajowe. Czytałam już kilka tego typu historii, więc można by rzec, że poznałam ten problem na wylot. Biorąc do ręki najnowszą książkę autorstwa Arlety Tylewicz byłam ciekawa, czy znajdę w niej element zaskoczenia. Czy można przedstawić zdradę z zupełnie innej perspektywy, bo przecież nie musi kojarzyć się wiecznie z kobietą płaczącą do poduszki, która  zajada się wielką porcją lodów...

Jagoda i Leszek, to szczęśliwe małżeństwo. Takie zdanie na ten temat bynajmniej miała Jagoda, chociaż do pełni szczęścia brakowało jej dziecka. To ona zajmuje się domem, a mąż pracą zarobkową. Z czasem doszła do wniosku, że ma dość takiego życia. Stała się kurą domową, a przecież kiedyś miała swoje marzenia i pasje. Będąc nastolatką pisała do szuflady. Niby w chwili obecnej w jednym z kobiecych pism publikowane są jej krótkie artykuły, ale to nie to samo jak napisanie własnej powieści. 
Gdy pewnego dnia odbiera telefon i kieruje się pod wskazany adres jej oczom ukazał się szokujący obraz. Kochany Lesio, a u jego boku piękna kobieta. Na jaw wyszedł długoletni romans męża Jagody z koleżanką z pracy. Co teraz? Udusić, a może wydrapać mu oczy? Jaka ja byłam ślepa i naiwna. Przez tyle lat kłamał mi prosto w oczy. Bo zebranie się przedłużyło, nagły wyjazd. Jeszcze ma czelność powiedzieć, że nie odejdzie od tej, jak jej tam? Beaty!!. Czego od niego chcę?! Jak to czego, rozwodu...
Na szczęście zdradzona kobieta może liczyć na wsparcie Magdy, najlepszej przyjaciółki. To ona wpada na genialny pomysł, aby Jagoda spakowała walizki i na jakiś czas wyjechała, gdzie w spokoju będzie mogła zastanowić się nad swoim życiem. Tak się składa, że zna takie miejsce...

Co na to Leszek? Zatęskni za swoją żoną i zrozumie, że popełnił wielki błąd? A może wręcz przeciwnie, poczuje ulgę? Jak w tej sytuacji odnajdzie się Jagoda? Znajdzie w sobie siły, aby poprawić swoje szczęście?

Moje pierwsze wrażenie zaraz po przeczytaniu książki, można zaliczyć do grupy tych pozytywnych. Może jakiegoś wielkiego zachwytu nie było, ale czytało mi się lekko i przyjemnie.
W przypadku tego typu historii, również tutaj mamy do czynienia ( niestety ) z kobietą, która wylewa łzy po zdradzie ukochanego. Ale do czasu....Drogie panie, tacy mężczyźni jak nasz główny bohater nie są tego warci. Wychodząc za mąż jesteśmy pewne, że nasz wybranek jest tym jedynym, że ślubuje mi miłość i wierność aż do śmierci. Tylko co potem, gdy nasz ślubny zapragnie zmiany. Zdaję sobie z tego sprawę, że to boli. Poboli i przestanie. Trzeba wziąć się w garść, wypiąć pierś do przodu. Nie patrzmy za siebie, tylko przed siebie. Niech wie skubany co stracił.
Trzeba przyznać, że Jagoda miała dar komplikowania sobie życia. Gdy powoli wracała do psychicznej normalności, nagle ta normalność pęka jak bańka mydlana. Na horyzoncie pojawia się również inny mężczyzna, który nie jest dla niej obojętny. Tylko co z tego, przecież w dalszym ciągu jest żoną Leszka. No właśnie, nasz kochany Leszek posiada wyjątkowy talent jeśli chodzi o przysłowiowe mydlenie oczu. Ma chłop gadane. Obiecuje poprawę i prosi o rozgrzeszenie. I o zgrozo, zostaje rozgrzeszony. Niby nie wchodzi się drugi raz do tej samej rzeki, ale Jagoda kocha swojego męża i pragnie ratować swój związek. Ma ku temu jeszcze inny powód, ale o tym cicho sza...

Skąd czerpie się pomysły na tego typu książki? Jak to skąd, z życia. Nie mam pojęcia jak ja bym postąpiła będąc na miejscu Jagody. Na pewno pozwoliłabym dojść do głosu Leszkowi. Przecież każdy ma prawo do obrony. Po drugie, dałabym sobie więcej czasu, abym mogła na spokojnie przeanalizować wszystkie "za" i "przeciw". Życie lubi nas zaskakiwać. I nie zawsze musi to być pozytywne zaskoczenie. Z pewnością przekonała się o tym Jagoda, więc nie ma się czemu dziwić, że zwyczajnie się pogubiła. Chyba nie ma wśród nas kobiety, która nie walczyłaby w takiej sytuacji z wątpliwościami. Odnaleźć odpowiedź na pytanie: "Czy dobrze robię?" nie jest zadaniem prostym. Ale moim zdaniem Jagoda podjęła decyzję zbyt pochopnie. Tak naprawdę nie znała dobrze swojego męża i tu jest cały problem. Nie liczyła się również z uczuciami innych...

Jesteście ciekawi czy odnalazłam w książce wspomniany wcześniej element zaskoczenia? Owszem, ale tak połowicznie. Zapłakana kobieta była, ale nie jadła lodów :-). Mówiąc już poważnie, jestem dumna z Jagody, że łzy, które wylała nie przemieniły się w ocean. W końcu odważyła się zawalczyć o swoje marzenia, a przede wszystkim o siebie. Zdrada ukochanego stała się dla niej impulsem.
Na szczególną uwagę zasługuje również sposób w jaki została nakreślona przez pisarkę wyjątkowa przyjaźń między Jagodą a Magdą. Były dla siebie jak siostry. Cudowne dwie kobiety, które mogły na siebie liczyć o każdej porze dnia i nocy.

"Szczęście do poprawki" to książka dla każdej z Nas. Wprawia w cudowny nastrój. Idealne lekarstwo na złe dni i ogromna dawka pozytywnej energii. Szczególnie zachęcam do lektury kobiety, które zostały zdradzone. Bo zdrada jak się okazuje może być początkiem czegoś pięknego...

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję księgarni: 



niedziela, 3 stycznia 2016

ŚWIĘTA MIŁOŚNICZEK CZEKOLADY ( Recenzja )

Autor: Carole Matthews
data wydania: 18 listopada 2015
liczba stron: 464
wydawnictwo: HarperCollins














Jest taka grupa książek, których czytanie lepiej zostawić sobie na specjalną okazję. Z pewnością do takich okazji należą Święta Bożego Narodzenia. To był jeden z powodów dla którego postanowiłam troszkę odczekać z lekturą "Świąt miłośniczek czekolady". To opóźnienie miało na celu sprawić, abym mogła lepiej się wczuć w klimat książki.

Aż wstyd się przyznać, ale jest to moje pierwsze spotkanie z Klubem miłośniczek czekolady. Kto z nas nie lubi tej pysznej słodkości. Nawet mały kawałek może poprawić nam humor i samopoczucie. Na pewno coś na ten temat wiedzą Lucy, Autumn, Nadia i Chantal, cztery przyjaciółki, które uwielbiają czekoladę pod wszelaką postacią. W dużej mierze przyczyniła się do tego pierwsza z kobiet. To ona tymczasowo stoi na straży popularnej w całym Londynie kawiarenki Czekoladowe Niebo. Praca w takim miejscu jest dla niej spełnieniem marzeń. Wiedzie szczęśliwe życie u boku Najdroższego. Chociaż ostatnio ma mniej czasu dla swojego ukochanego. To i tak mały problem biorąc pod uwagę losy pozostałej trójki. Autumn nie może pogodzić się ze śmiercią brata za którym w dalszym ciągu tęskni. Sprawy uczuciowe również nie układają się po jej myśli tak jak powinny. Nadia od dłuższego czasu poszukuje pracy. Długi po zmarłym mężu spędzają jej sen z powiek. Samotnie wychowuje czteroletniego syna. Natomiast Chantal pragnie uratować swoje małżeństwo. Miała nadzieję, że przyjście na świat nowego członka rodziny spowoduje, że miłość między nią a Tedem roziskrzy się na nowo. Chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że w życiu jej męża jest "ta druga" z którą w dalszym ciągu ma kontakt. W końcu jest matką jego drugiego dziecka...


Na pewno było słodko, było pysznie i aromatycznie. Nie zabrakło w książce elementów humorystycznych, które przeplatały się z tymi poważnymi. Wszystko to działo się w atmosferze zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia.
Jaką moc ma przyjaźń? Ogromną. Mogły odczuć to na własnej skórze cztery wspaniałe kobiety, które pragną szczęścia i miłości. Jak to się mówi: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Ta sentencja idealnie tutaj pasuje. "Święta miłośniczek czekolady" to książka, która przywróci niedowiarkom wiarę w przyjaźń. Tą prawdziwą, bezinteresowną. Każda z kobiet miała na swoich barkach życiowy bagaż, ale wsparcie przyjaciółek sprawiło, że robił się o wiele lżejszy. Wystarczyła zwykła rozmowa i kawałek czekoladowej przyjemności, a świat w jednej chwili stawał się piękniejszy.
Temat przyjaźni to nie jedyny wątek poruszony przez pisarkę. Mamy tutaj do czynienia z jak bardzo ważną problematyką wybaczenia zdrady. Czy warto dać drugą szansę osobie, która dopuściła się takiego czynu? Tylko na tego rodzaju wybaczenie trzeba sobie zasłużyć.
Kolejnym zagadnieniem, jakie pojawiło się w książce jest problem molestowania seksualnego. Co najgorsze, przez członka rodziny. Jak postąpić w takiej sytuacji, aby nikogo nie urazić. Przyjaciółki znalazły na to sposób. Jaki? Tego oczywiście nie zdradzę.
Jak widzicie, życie nie zawsze jest takie słodkie jak czekolada, ale na szczęście cała babska czwórka wspiera się nawzajem w najtrudniejszych chwilach. Można by rzec: w kupie siła.
"Święta miłośniczek czekolady" to ciepła historia ku pokrzepieniu naszych serc. Takie książki muszą mieć szczęśliwe zakończenie. Tak było i w tym przypadku.

Zachęcam do zapoznania się z tą jak bardzo czekoladową lekturą. Na pewno przypadnie ona do gustu miłośnikom tego słodkiego smakołyku, chociaż niektórzy wolą jego troszkę mniej słodki odpowiednik. Dlatego zanim zaczniecie czytać warto uzbroić się chociaż w jedną tabliczkę. Bo czytając, możecie się spodziewać, że dopadnie was "czekoladowa zachcianka".

POLECAM
MOJA OCENA 9/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 



sobota, 2 stycznia 2016

PODSUMOWANIE ROKU 2015










Koniec roku ma to do siebie, że lubimy te dwanaście miesięcy sobie podsumować. Co zrobiliśmy nie tak, o czym zapomnieliśmy. W osobnej rubryce spisujemy nasze osobiste sukcesy. Te małe, jak i te większe. Może w Nowym Roku powinniśmy coś zmienić, lub jest dobrze tak jak teraz. Ale zawsze może być lepiej, prawda. Ja również mam swoje podsumowanie. Dotyczy ono oczywiście książek. Jakżeby inaczej. Od pierwszego stycznia roku minionego postanowiłam notować sobie tytuły książek, które uda mi się przeczytać. Po raz pierwszy wzięłam udział w wyzwaniu czytelniczym. Przeczytam 52 książki w 2015. Jesteście ciekawi czy mi się udało? Zaznaczam, że nie czytałam książek na wyścigi. Wzięłam udział w zabawie dla sprawdzenia samej siebie, a przy okazji mogłam zobaczyć co czytają inni. Nie będę Was dłużej trzymać w niepewności. W 2015 roku przeczytałam...70 książek. Po zliczeniu wszystkich stron na wyświetlaczu kalkulatora wyświetliło się: 27.209!! Nie ukrywam, ale jestem z siebie dumna. W dużej mierze była to literatura obyczajowa. I już teraz mogę zdradzić, że biorę ponownie udział w wyzwaniu. Może wynik ulegnie poprawie, kto wie. 
Trudno mi było wybrać z pośród tej siedemdziesiątki tą jedną, która zasłużyła na miano Książki Roku 2015. Dlatego też, zdecydowałam się za pomocą okładek pokazać Wam kilka książek, które mnie uwiodły. Zachwyciły swoją treścią i do których z pewnością kiedyś wrócę: 


Tak prezentuje się wyróżniona przeze mnie piętnastka. Jeśli nie czytaliście jeszcze żadnej z tych pozycji zachęcam do nadrobienia czytelniczych zaległości. 
Jeśli chodzi o sprawy związane z blogiem, tu też działo się sporo. Z każdą opublikowaną recenzją rósł licznik wyświetleń, i w dalszym ciągu rośnie. Bardzo, ale to bardzo Moi kochani dziękuję. Cieszę się niezmiernie, że odwiedzacie Półkę. Mam nadzieję, że zachęcam Was poprzez bloga do czytania. Bo czytanie to coś wspaniałego, więc  korzystajmy z tego na całego. Aż mi się delikatnie zrymowało. 
Na pewno macie swoje marzenia. Ja również. Jednym z nich było zawarcie współpracy z wydawnictwem literackim. Podobno gdy się mocno wierzy, marzenie się spełni. Jaka była moja radość, gdy pewnego dnia odczytałam pozytywną wiadomość od jednego z wydawnictw w sprawie współpracy? Nie do opisania. Tak się składa, że w 2015 zawarłam 13 takich współprac. Gdyby tego było mało na moją prośbę pozytywnie odpowiedziały 2 księgarnie internetowe oraz 3 portale literackie. Mogę w tej chwili napisać jedno wielkie DZIĘKUJĘ. 
Na facebookowym profilu Półki z książki również było ciekawie. Udało mi się zorganizować kilka konkursów. Nie ma nic przyjemniejszego jak podarować komuś książkową nagrodę. Otrzymanie wiadomości, w której uczestnik pisze, jak bardzo cieszy się z wygranej, sprawia, że czas na prowadzenie bloga nie jest czasem zmarnowanym. 
To by było na tyle jeśli chodzi o podsumowanie roku 2015. Jak widzicie, nie było nudno. Mam nadzieję, że rok 2016 będzie obfitował w wiele ciekawych książek i wydarzeń. Na koniec pragnę poinformować, że niebawem na blogu pojawi się pierwsza noworoczna recenzja. 

piątek, 1 stycznia 2016

PODSUMOWANIE GRUDNIA










Niestety ostatni miesiąc 2015 roku pod względem przeczytanych przez mnie książek nie wyglądał tak jakbym chciała. Problemy osobiste spowodowały, że czytanie zeszło na drugi plan. Stosik nie jest imponujący, ale tak naprawdę liczy się jakość, a nie ilość. "Całuję. Mama", "Przypadkowe spotkanie" i ostatnia pozycja o iście grudniowym tytule "Grudniowy sztorm". Cała ta trójka podbiła moje czytelnicze serducho. Przy ich lekturze spędziłam bardzo miło czas. Gdybym miała wybrać tą naj...naj...najlepszą, to bezapelacyjnie na pierwszym miejscu uplasowałaby się historia sióstr, które muszą uporządkować mieszkanie po śmierci swojej matki. Jednocześnie robią porządki we własnym życiu. Cudowna i ciepła książka autorstwa Moniki Orłowskiej. Na drugie miejsce zasłużyła sobie najnowsza książka Agnieszki Rusin. I nie jest to żaden...przypadek. Trójeczka należy do książki, która sprawia, że będziesz chciała/ł jak najszybciej sięgnąć po kolejne tomy cyklu "Trettin" 
W sumie przeczytałam 992 strony. Nie jest to wynik imponujący biorąc pod uwagę pozostałe miesiące. Czasami nasze plany zmienia los. Mam nadzieję, że w Nowym Roku ten los będzie się do mnie częściej uśmiechał. Czego i sobie oraz Wam moi kochani życzę.