poniedziałek, 9 maja 2022

DZIEWCZYNA ZE SKLEPU Z KAPELUSZAMI ( Recenzja )

Autor: Dorota Gąsiorowka
data wydania: 2 kwietnia 2018
liczba stron: 528
wydawnictwo: Znak Literanova










Z twórczością Doroty Gąsiorowskiej poraz pierwszy miałam styczność czytając jej debiutancką powieść "Obietnica Łucji". Pamiętam dobrze, że byłam nią zachwycona i nie mogłam się od niej oderwać. 
Od tego czasu na rynku ukazało się już wiele innych książek autorstwa Doroty Gąsiorowskiej, które błyskawicznie uzyskały miano bestsellerów. Tak się składa, że miałam to szczęście i mogłam się z nimi zapoznać. 
"Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami" to moje kolejne spotkanie z prozą pisarki, którą zaliczam do grona moich ulubionych. 

Daniela kocha podróże i w związku z tym nie mogła w odpowiedni sposób zająć się córką, więc powierzyła Kamelię swojej matce. Lidia robiła wszystko żeby dziewczynka wyrosła na mądrą i dobrą kobietę. 
Razem prowadzą w Krakowie pracownię i sklep z kapeluszami. Niebawem będą obchodzić 100-lecie swojej działalności i z tej okazji zaprosiły do siebie dziennikarza żeby napisał na ich temat artykuł do gazety. Pytania, które padają w trakcie wywiadu niespodziewanie zaczynają dotykać czasów, do których Lidia wolałaby nie wracać. Odbija się to na jej zachowaniu i samopoczuciu. Zauważa to Kamelia, którą zaczyna niepokoić stan babci. Mimo swojego wieku tryskała energią, a teraz chodzi zamyślona i widać, że coś ją gnębi. Do tego ten dziwny list, który podarła. 
Dziewczyna chce w jakiś sposób dotrzeć do babci i czegoś się dowiedzieć, ale niewidzialny mur który przed sobą zbudowała skutecznie to uniemożliwia. Zawsze miały ze sobą świetny kontakt  mimo różnicy wieku, a teraz z niewiadomych przyczyn nagle wszystko uległo zmianie. 
Gdy dziewczyna otrzymała od babci urodzinowy prezent w postaci broszki z tajemniczym grawerem nie miała pojęcia, że będzie to początek podróży do przeszłości o której nigdy jej nie opowiadała. 

Gdyby tego wszystkiego było mało Kamelia zaczyna mieć też swoje problemy. Otóż Artur, przystojny dziennikarz zainteresował się nie tylko sklepem, ale także nią. Sprawy jeszcze bardziej się komplikują gdy poznaje Marka, najlepszego przyjaciela Artura. Na dokładkę Magda, z którą zna się od lat i traktuje ją jak przyrodnią siostrę zaczyna jej unikać i dziwnie się zachowywć. 

Książki Doroty Gąsiorowskiej mają w sobie tajemniczą moc. Czytasz i nie możesz przestać. Nic innego się w tym czasie dla ciebie nie liczy. Chcesz jak najszybciej się dowiedzieć co będzie dalej. Zauważyłam, że Dorota Gąsiorowka lubi serwować swoim czytelnikom historie dość pokaźnych rozmiarów. Jej książki liczą sobie więcej niż standardowe ponad 300 stron. Każdy fan takich "grubasków" będzie z pewnością zachwycony, ale innym może to przeszkadzać. Po co tyle stron, przecież niektóre wątki są niepotrzebne albo zostały w zbyt rozwlekły sposób napisane. Niestety bywa i tak. 
Akcja w książce "Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami" rozwija się powoli tylko po to żeby później mogła nagle przyśpieszyć. Wydaje mi się, że autorka chciała w ten sposób zachęcić czytelnika do dalszej lektury. W końcu apetyt rośnie w miarę jedzenia. Początek pełni tutaj funkcję przystawki do głównego dania. Dowiadujemy się dlaczego Kamelia wychowywana była przez babcię. Czym zajmuje się jej matka, co się stało z jej ojcem. W większości poświęcony jest młodej dziewczynie, która tworzy własnoręcznie piękne nakrycia głowy w stylu vintage. Jest cichą, skromną osobą, która ma swoje ulubione miejsca gdzie spędza wolny czas w towarzystwie Magdy, najlepszej przyjaciółki, a zarazem właścicielki butiku z odzieżą. Dziewczyny planują zorganizować pokaz mody, który ma być niespodzianką dla Lidii.
Polubiłam Kamelię, ale z czasem zaczęło mnie drażnić jej zachowanie. Głównie mam tutaj na uwadze to, w jaki sposób próbowała rozwiązać sprawę z dwoma mężczyznami, którzy w tym samym czasie zaczęli rywalizować o jej względy. Co do Artura, też mnie irytował. Niby chciał bliżej poznać Kamelię, ale później nie pojawił się na spotkaniu. Marek chciał być lojalny wobec przyjaciela co się chwali, ale z drugiej strony mógł przez jego niezdecydowanie stracić miłość swojego życia. Kamelia zamiast szczerze z nimi porozmawiać brnęła dalej w tą dziwną relację. 
Kamelia jest taką osobą, która troszczy się o innych. Pragnie za wszelką cenę pomóc i rozwiązać dany problem jeśli tylko się da. Według niej pierwszym krokiem do tego jest rozmowa. Chciała, żeby babcia się przed nią w końcu otworzyła bo męczyła ją cała ta sytuacja. Widziała, że działo się z nią coś złego, a ona nie potrafiła jej pomóc. Z Magdą było niestety podobnie. 
Lidia jest tutaj drugą bardzo ważną postacią wykreowaną przez pisarkę. Kamelia znała kilka szczegółów z życia ukochanej babci. Próbowała się od niej czegoś więcej dowiedzieć, ale zawsze była zbywana. Nie przypuszczała, że może coś przed nią cokolwiek ukrywać. Wszystko uległo zmianie po wywiadzie, a broszka tylko dolała przysłowiowej oliwy do ognia. 
Postępowanie seniorki było zwykłą ucieczką przed szczerą rozmową. Wolała dusić wszystko w sobie przepłacając to zdrowiem. Nie brała pod uwagę jak bardzo Kamelia się o nią martwiła. Zresztą nie tylko ona. Melanii, uroczej starszej pani, która była ich sąsiadką również nie był obojętny jej stan. Czy można nazwać ją egoistką? Uważam, że tak. 
Nie mogę nie wspomnieć o tym, w jaki sposób traktowała swoją już DOROSŁĄ wnuczkę. Nie bez powodu napisałam słowo "dorosłą" z dużych liter. Ja wiem, że ją wychowywała i ma prawo zwrócić jej uwagę, ale wypytywać gdzie była i o której to godzinie się wraca było już lekką przesadą według mnie. Szkoda, że nie wybrała jej jeszcze odpowiedniego kandydata na męża. 
Z Lidią raczej się nie polubiłyśmy mimo tego, co wydarzyło się w jej życiu. 

To nic, że będę to pisać któryś już raz. Dorota Gąsiorowska jest mistrzynią jeśli chodzi o opisy. Czy to przyrody, rzeczy, czynności. Robi to w cudowny, wręcz malarski sposób. Używa do tego pięknej, czystej polszczyzny i dba o każdy najmniejszy szczegół. Ja wiem, że opisy bywają nudne i często są omijane przez czytelników, ale w tym przypadku chce się ich więcej i więcej. Po prostu jest to coś nieprawdopodobnego. Sposób w jaki Dorota przedstawiła pracę Kamelii nad danym kapeluszem to arcydzieło w najpiękniejszej formie.  
Kraków to jedno z najcudowniejszych polskich miast, które odwiedzane jest przez miliony turystów.  Nie było mi dane tam pojechać, ale dzięki autorce mogłam poczuć ten wyjątkowy klimat i czar. 
No właśnie, Dorota Gąsiorowska czaruje słowem. Jest taką wróżką, która pisze historie wyjątkowe i piękne pod wieloma względami. "Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami" jest troszkę inna od poprzednich książek z którymi miałam okazję się zapoznać. Tamte były lżejsze, a tutaj poruszyła tematy trudne, które wzbudzają wiele emocji. Rozpacz, tęsknota, strata, ból. Wszystko to dotyczy nas, ludzi. Do tego dorzućmy jeszcze przeszłość, którą nie zawsze chcemy z różnych powodów wspominać. 

"W dziewczynie ze sklepu z kapeluszami" został wpleciony w główną treść wątek kryminalny i mam wątpliwości czy to był dobry pomysł. Troszkę mi on tutaj nie pasuje. Kapelusze, tajemnice, stare stroje, pamiątki rodzinne, a tu nagle wyskakuje jakiś szemrany typ i coś chce od biednej Magdy. To tylko jeden mały niuans do którego się przyczepiłam bo całą resztę oceniam jak najbardziej pozytywnie. 

Tak jak główna bohaterka kocham styl vintage. Też jak Kamelia kocham rękodzieło. W przerwie między czytaniem  książek lubię sobie szydełkować. Nie jest to łatwe, ale jakoś daję radę. Stare rzeczy, ubrania mają swój urok. Powróciła na nie moda i warto poszperać w domowych piwnicach, strychach. A nóż uda nam się znaleźć prawdziwe skarby z minionych epok. Kamelia miała szczęście zaglądając do starej szafy. 

Troszkę się rozpisałam, ale na temat książek Doroty Gąsiorowskiej można pisać i mówić długo. Są to takie książki, które działają na miłośnika literatury obyczajowej jak magnez. Zrobisz wszystko żeby móc je przeczytać i czekasz z niecierpliwością na kolejną. Dorota Gąsiorowska ma wspaniały talent i możemy jej tylko podziękować za to, że podzieliła się nim z innymi pisząc tak wspaniałe historie po które sięgają ogromne rzesze czytelników. 
"Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami" to idealna powieść dla fanów wszelkiego rodzaju tajemnic i sekretów, które po długim czasy wychodzą na jaw. Jeśli jesteście ciekawi co takiego skrywała Lidia i którego amanta wybrała Kamelia zachęcam was do przeczytania tej jakże wciągającej książki. 

POLECAM
MOJA OCENA 8/10






 

piątek, 6 maja 2022

W BLASKU SŁOŃCA ( Recenzja

Autor: Magdalena Kordel
data wydania: 8 czerwca 2020
liczba stron: 448
wydawnictwo: Znak











Magdalena Kordel może pochwalić się dość pokaźnym dorobkiem literackim. Historie, które wychodzą spod jej pióra trafiają prosto w serce i zapamiętuje się je na długo.
Biorąc do ręki "W blasku słońca" czułam, że wybrałam odpowiednią dla siebie książkę. Ostatnio miałam kiepski humor i takiej opowieści właśnie teraz było mi trzeba.

Nicoletta nie potrafi poradzić sobie ze śmiercią męża. Depresja z którą się zmaga sprawia, że najbliżsi coraz bardziej zaczynają się o nią martwić. Swój świetnie prosperujący salon z sukniami ślubnymi powierzyła wspólnikom bo nie jest w stanie na ten moment w nim pracować i tworzyć. Wraz z odejściem ukochanego utraciła całą dotychczasową radość z życia. 
Gdy pewnej nocy we śnie ukazała się jej nieżyjąca już babcia uświadamia sobie, że coś takiego nie wydarzyło się bez przyczyny. Był to sygnał, którego nie może zignorować. W związku z tym pakuje walizki i wyrusza w nieplanowaną podróż do Wenecji. Będąc już na miejscu poznaje tajemniczego gondoliera i odnawia kontakt z byłym chłopakiem.
W trakcie pobytu podejmuje decyzję, która jak się okazuje jest jeszcze bardziej szalona od pierwszej. 
Z Toskanią od zawsze miała miłe wspomnienia. I właśnie tam obiera swój kierunek. Stary dom, którego właścicielami byli jej ukochani dziadkowie i otaczająca go winnica nie wyglądają lekko mówiąc najlepiej. Jednak Nicoletta ma zamiar zadbać o wszystko mimo tego, że będzie to wymagało wielu wyrzeczeń i ogromnego wysiłku. Skoro ma nauczyć się na nowo żyć, to może właśnie tutaj...

Paryż, miasto zakochanych to idealne miejsce na zaręczyny. Jednak chłopak Leli postanowił być bardziej oryginalny i poszedł o krok dalej. Zorganizował dla swojej ukochanej romantyczny wieczór w jednej z paryskich restauracji tylko po to żeby zakończyć ich związek wręczając jej w prezencie...pierścionek. Nazwijmy go "rozstaniowym". 
Lela jak przystało na dziewczynę z charakterem i ogromną pomysłowością nie ma zamiaru darować takiego upokorzenia. Tym bardziej, że pracuje razem ze swoim już eks-chłopakiem. Wszystko można zrozumieć, ale też wszystko ma swoje granice. Szefowa Leli straciła już cierpliwość i zdecydowała się wysłać swoją pracownicę ( a zarazem przyjaciółkę ) w podróż służbową do... Toskanii.

To właśnie tam, pośród pięknych toskańskich krajobrazów stykają się ze sobą życiowe ścieżki Nicoletty i Leli. Dwóch kobiet, które utraciły miłości i szczęście. 

Gdy ci smutno, gdy ci źle weź "W blasku słońca" w dłonie swe. Poetki raczej ze mnie nie będzie, ale ten krótki wierszyk może posłużyć jako reklama książki, która z pewnością każdemu poprawi nastrój i wyciągnie z najbardziej głębokiego dołka. Uśmiałam się przy niej jak nigdy dotąd, chociaż wątki w niej poruszone z pewnością do zabawnych nie należą. 
Nicoletta, jedna z głównych bohaterek cierpi z powodu śmierci męża. Dla każdego człowieka odejście najbliższej osoby to niewyobrażalny dramat. Zadajemy sobie wtedy mnóstwo pytań, na które nie potrafimy znaleźć odpowiedzi. Los tak chciał, czas leczy rany. Takie słowa najczęściej są wypowiadane gdy chcemy kogoś w takiej sytuacji pocieszyć. Nic to jednak nie da. Dla niektórych okres żałoby może trwać latami i trudno innym to zrozumieć. Jednak gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, warto, a nawet trzeba zareagować. Osoba, która traci kontakt z rzeczywistością, ma myśli samobójcze wymaga natychmiastowej pomocy. Nie tylko od najbliższych, ale przede wszystkim specjalisty. Nicoletta mogła liczyć na takie wsparcie o każdej porze dnia i nocy. Trzymałam za nią mocno kciuki i liczyłam na to, że w końcu i dla niej zaświeci słońce. 
Nasza szalona Lela, też nagle została sama. Wydarzyło się to w innych okolicznościach, ale coś takiego musiało odbić się na jej psychice. W końcu planowała życie u boku mężczyzny, którego kochała i wierzyła w to, że było to uczucie odwzajemnione. A tu taka niemiła niespodzianka. Musiała coś takiego w jakiś sposób odreagować, a że jest dość charakterną kobietą zaczęła uprzykrzać swojemu byłemu życie. Niektóre jej pomysły były tak zabawne, że prawie popłakałam się ze śmiechu w trakcie lektury. Z drugiej strony nie dziwię się, że ktoś to w końcu zatrzymał bo atmosfera w pracy robiła się coraz bardziej nerwowa. 
Magdalenie Kordel należą się ogromne brawa za tak świetnie wykreowane główne bohaterki, które od razu obdarzyłam ogromną dozą sympatii. Są jak ogień i woda, ale razem stworzyły idealny duet. Obie mogą na siebie liczyć w każdej sytuacji, nawet w tej najbardziej beznadziejnej. Świetnie się czują w swoim towarzystwie i dogadują. Kobieta z drugą kobietą od razu znajdzie dobry kontakt nawet wtedy gdy wcześniej się nie znały. Nasze dziewczyny połączył ten sam problem, z którym niestety musiały się zmierzyć. Obie stanęły z nim do walki, którą pragnęły wygrać. 
Nicoletta jest cicha i spokojna, Lila to chodząca mieszanka wybuchowa, a jak wiemy przeciwieństwa się przyciągają i tutaj mamy tego najlepszy przykład.

Moim takim cichym marzeniem od zawsze była podróż do Włoch. W chwili obecnej czeka nadal na spełnienie i pozostaje mi tylko podziwianie krajobrazów oraz przepięknej architektury tylko na zdjęciach lub filmach. Dzięki Magdalenie Kordel mogłam poczuć się tak, jakbym spacerowała razem z Nicolettą po weneckich uliczkach, a potem po toskańskich ścieżkach podziwiając kolejny bajkowy zachód słońca. Jestem jej za to dozgonnie wdzięczna. Pisarka w cudowny sposób ukazała te jakże wyjątkowe i przepiękne miejsca. Stary dom, winnica i kulinarne specjały stanowią świetną zachętę żeby spakować w walizkę najpotrzebniejsze rzeczy i kupić bilet lotniczy. Wenecja też ma swój urok obok, którego nie można przejść obojętnie. 

Magdalena Kordel napisała książkę, która otula jak ciepły koc i błyskawicznie poprawia nastrój. Koi wszystkie nerwy lepiej jak melisa. "W blasku słońca" to historia o poszukiwaniu siebie na nowo, o przyjaźni i miłości do drugiego człowieka, która jest w dzisiejszych czasach bardzo ważna. Jest to idealna opowieść przy której można odpocząć i świetnie się zrelaksować. Lektura sprawi wszystkim ogromną przyjemność. Po takie książki po prostu warto sięgać żeby móc zapomnieć chociaż przez chwilę o wszystkich problemach i troskach. 
"W blasku słońca" to literatura obyczajowa, która kojarzy nam się z lekkimi opowiastkami i rodzącym się uczuciem w tle. Czy w tym przypadku tak jest? Wszystko się zgadza, ale jest to też mądra i pokrzepiająca na duchu historia. 
Jeśli podobał się wam film "Pod słońcem Toskanii" to z pewnością ta książka też was zachwyci. Ja przyznam się, że oglądałam go kilka razy i z chęcią zafundowała bym sobie kolejny seans. 

Kończąc recenzję życzę Magdalenie Kordel aby każda kolejna jej książka była tak fantastyczna jak "W blasku słońca". 

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

 

sobota, 30 kwietnia 2022

KSIĘŻYC NAD BRETANIĄ ( Recenzja )

Autor: Nina George
data wydania: 15 kwietnia 2015
liczba stron: 320
wydawnictwo: Otwarte
 











"Lawendowy pokój", debiut literacki Niny George mnie zachwycił, więc gdy nadarzyła się okazja sięgnęłam po jej drugą książkę. "Księżyc nad Bretania" to historia opowiadająca losy kobiety, która szuka siebie i swojej drogi...

Sześćdziesięcioletnia Marianne marzy tylko o jednym. Chce umrzeć i to jak najszybciej. Skok z mostu do Sekwany miał jej w tym pomóc. Uratowana przez nieznajomego mężczyznę trafia na szpitalny oddział po nieudanej próbie samobójczej. To nie tak miało wyglądać.  W dalszym ciągu oddycha, a jej serce bije. Po co? Przecież życie i tak już nie ma dla niej żadnego sensu. 
Zaglądając do pokoju pielęgniarek dostrzega coś niezwykłego. Nigdy nie widziała czegoś tak pięknego, wręcz hipnotyzującego. Mały kafelek z przepięknym malunkiem przedstawiającym nadmorski port stał się dla niej bodźcem żeby móc w końcu podjąć samodzielną decyzję. Pojedzie tam i nikt jej tego nie zabroni. Będzie potem tego żałować, albo nie. Czas pokaże...

"Księżyc nad Bretanią" to książka, którą trudno rozszyfrować. Ma w sobie moc przyciągania, ale jednocześnie jest w niej coś takiego, że w pewnej chwili czytelnik zaczyna odczuwać do niej niechęć. Opinie na jej temat wśród innych recenzentów też są podzielone. Ja niestety należę do grupy tych negatywnie oceniających.
Po przeczytaniu kilku początkowych stron myślałam, że historia kobiety, która nie jest szczęśliwa w małżeństwie do tego stopnia, że zdecydowała się na tak dramatyczny krok maksymalnie mnie wciągnie. Stało się zupełnie inaczej. Im dalej robiło się coraz bardziej nudno. Emocje ulotniły się w nieznanym kierunku, akcja też stanęła w miejscu. Sytuację ratowały opisy dotyczą Bretanii i wzmianki na temat kulinarnych potraw.
"Księżyc nad Bretanią" to zdecydowanie książka w nie moim klimacie. Filozoficzne wtrącenia szybko zaczęły mnie drażnić. No i te nie przetłumaczone fragmenty, które wydały mi się bezsensowne i w ogóle nie potrzebne.
Główna bohaterka też nie podbiła mojego czytelniczego serca. Tak naprawdę sama nie wiedziała czego chce. Tu niby pakuje swoje rzeczy i wyjeżdża tylko po to żeby za chwilę wrócić. Widać, że ma problemy i potrzebuje więcej czasu żeby odnaleźć psychiczną równowagę, którą gdzieś po drodze zgubiła.

Czy polecam wam tę książkę? Ja jestem zawiedziona bo zapowiadało się naprawdę ciekawie. Czasami tak bywa, że dana historia nie sprosta naszym oczekiwaniom albo zwyczajnie nie trafi w nasz gust. Dla fanów filozofii i legend będzie to z pewnością idealna propozycja.




niedziela, 24 kwietnia 2022

POŚRÓD ŻÓŁTYCH PŁATKÓW RÓŻ ( Recenzja )

Autor: Gabriela Gargaś
data wydania: 14 stycznia 2015
liczba stron: 312
wydawnictwo: Feeria









"Pośród żółtych płatków róż" to moje kolejne spotkanie z twórczością Gabrieli Gargaś. Zaintrygował mnie krótki i tajemniczy opis książki. Nie zdradza zbyt dużo z fabuły co uczyniło ją jeszcze bardziej interesującą. No i ta piękna okładka. 

"Jak to jest z tą miłością? Czy wystarczy chwila, aby skonała, została zapomniana, stracona z piedestału? Czy jeśli kocha się prawdziwie, cierpiąc przy tym tak bardzo? Czy jeśli kocha się prawdziwie, zadaje się ukochanej osobie cierpienie? Czy rzeczywiście miłość wszystko wybaczy?" ( cyt. s. 138 )

Zuza i Joanna są kuzynkami. Gdy były nastolatkami spędzały razem wakacje u cioci Zosi. Dziewczyny miały ze sobą świetny kontakt, ale w obecnej chwili ich relacja już nie wygląda tak jak dawniej. Spotykają się tylko na rodzinnych uroczystościach.
Obie spełniają się zawodowo i nie mają w tej kwestii powodów do narzekania. Gorzej to wygląda jeśli chodzi o sprawy uczuciowe. Zuza jest w związku z żonatym mężczyzną i ukrywa to przed najbliższymi. Ma już 35 lat, a zegar biologiczny tyka, więc liczy na to, że jej ukochany w końcu podejmie decyzję w sprawie rozwodu.
Małżeństwo Joanny i Marka wyglądało na szczęśliwe. Niestety z czasem coś między nimi zaczęło się psuć. Pojawiły się pierwsze kłótnie i nieporozumienia. Jednak tego, że jej mąż dopuści się zdrady, i to z uczennicą, Joanna raczej nie brała pod uwagę. 
Problemy z którymi przyszło im się zmierzyć stały się impulsem do odnowienia kontaktu. Postanawiają jak za dawnych czasów wyjechać do ciotki i w spokoju wszystko sobie przemyśleć. Będąc na miejscu dowiadują się od seniorki, że ona też ma swoje tajemnice...

"To "kochanie" sprawiło, że się rozkleiła. Rozczulił ją tym słowem. Kiedy wyszedł, rozpłakała się na dobre. Dlaczego człowiek uświadamia sobie, jak bardzo kocha drugiego człowieka w chwili rozstania? Kiedy nie da się już niczego cofnąć?" ( cyt. s. 85 )

Byłam ciekawa tej książki. Czekała dość długo na swoją kolej, aż w końcu trafiła w moje ręce. Tak jak wspomniałam we wstępie zaciekawił mnie bardzo jej wyjątkowy zarys fabuły. Przeważnie blurby zdradzają dość sporo z treści książki, ale w przypadku "Pośród żółtych płatków róż" jest troszkę inaczej i za to należy się spory plus. Można się domyśleć, że historia w niej opisana będzie oparta na relacjach międzyludzkich, a wątkiem dominującym będzie miłość, ale ta która rani i powoduje wewnętrzny ból. Autorka postanowiła ukazać obraz zdrady widziany z różnych perspektyw. 
Zuza, jedna z głównych bohaterek jest kochanką. Tą drugą, która niszczy i burzy małżeńską sielankę. Ale ona przecież nic złego nie zrobiła, zakochała się w mężczyźnie. Tylko, że w zajętym i w tym tkwi cały problem. Mówi się, że serce nie sługa, ale z drugiej strony jakieś granice muszą być. W końcu tego kwiatu jest pół światu, jak nie ten to inny. Ale ona nie chce innego tylko Roberta, w którym szaleńczo się zakochała. Za to on poważnie raczej jej nie traktuje. Strasznie mi było żal Zuzy i aż chciało się krzyknąć w trakcie lektury: szanuj się dziewczyno i miej chociaż trochę honoru!! Rzuć go i znajdź sobie kogoś kto zwyczajnie na ciebie zasługuje. Niestety nie miała zamiaru nikogo słuchać. Dalej brnęła w ten chory związek bez jakichkolwiek perspektyw na przyszłość. Straciłam przez nią sporo nerwów i gdy myślałam, że w jej przypadku nic ciekawego się już nie wydarzy, pojawiło się nagle małe światełko w tunelu w postaci Wojtka, przystojnego i młodego kuriera. Polubiłam tego jakże inteligentnego i bardzo sympatycznego chłopaka. 
Wracając na moment do Roberta, warto wspomnieć o jego żonie. Milena od zawsze marzyła o własnym kateringu. Uwielbia krzątać się w kuchni i tworzyć kulinarne arcydzieła. Obecnie pracuje na pół etatu jako księgowa i zajmuje się domem. Tak naprawdę to robi wszystko sama bo na pomoc męża w tych sprawach nie ma co liczyć. Wraca do domu zmęczony więc musi odpocząć. To ona robiła zakupy, sprzątała, troszczyła się o dzieci. Nie sposób nie zauważyć, że w jej małżeństwie źle się dzieje. W pewnym momencie nawet zaczęła winić za to siebie. Nie brała pod uwagę, że jej mąż może mieć kochankę, ale z drugiej strony czuła jakiś dziwny niepokój. 
Robert to niezaprzeczalny mistrz jeśli chodzi o łamanie kobiecych serc. Skrzywdził swoim postępowaniem Zuzę i swoją żonę. Szeptał im do ucha czułe słówka, przyrzekał miłość, a okazał się draniem jakich mało. 
Joanna to druga główna bohaterka. Można by rzec, że to ona jest głową rodziny, a Michał szyją. Zarabia więcej od niego i co jakiś czas  "delikatnie" mu o tym przypomina. Mężczyzna jest z zawodu nauczycielem, ale takim z powołania. Widać, że edukowanie młodzieży sprawia mu radość i stara się utrzymywać ze swoim uczniami jak najlepsze relacje. Nigdy nie przekroczył granicy, która mogłaby by mu przysporzyć problemów. Niestety pewien wieczór przemienił jego do tej pory ustabilizowane życie w koszmar. Jak się okazuje, wystarczy kilka wypitych drinków, żeby stracić wszystko. Najgorsze we wszystkim jest to, że druga strona nie ma zamiaru wysłuchiwać żadnych tłumaczeń. 
Nie ma co się oszukiwać, Michał znalazł się  w bardzo trudnym położeniu. 
Wszyscy bohaterowie zasługują na uwagę, ale moim zdaniem postać cioci Zosi jest tutaj tą najważniejszą. Wszyscy uważali ją za zgorzkniałą starą pannę, która nic nie wie o miłości. Jak się okazuje, wie i to sporo. Też ulokowała swoje uczucia w nieodpowiednim mężczyźnie i nikomu o tym nie mówiła. Teraz stara się przetłumaczyć Zuzannie i Joannie, żeby podjęły słuszne decyzje i nie działały zbyt pochopnie bo mogą później żałować.

"Pośród żółtych płatków róż" to książka, którą trudno jest mi ocenić. Czyta się ją szybko, a główny temat w niej poruszony jest ciekawy i zarazem kontrowersyjny. W trakcie lektury pojawiły się momenty, w których drażniło mnie postępowanie głównych bohaterek. Ciężko mi to pisać, ale nie polubiłam się z nimi. 
Pierwszy raz miałam do czynienia z książką, którą dobrze mi się czytało, ale nie pojawiła się między nami chemia. "Pośród żółtych płatków róż" to historia na kilka wieczorów, która niespodziewanie szybko ulatuje z pamięci. Zamysł autorka miała dobry, ale coś z wykonaniem nie wyszło. Jest to książka, która z pewnością ma w sobie potencjał, ale niestety nie został on do końca wykorzystany. Wiem, że znajdą się jej zwolennicy jak i osoby, którym nie przypadnie do gustu. Dlatego chciałabym żebyście zapoznali się z nią i wyrazili swoje zdanie na jej temat. 

Na sam koniec muszę wspomnieć o tytułowych żółtych płatkach róż. Ja wiem, że panowie mają problemy z kolorami i ich znaczeniem. Żółty kolor symbolizuje zdradę, więc warto to sobie gdzieś zanotować :-)

MOJA OCENA
5/10