Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalia Sońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Natalia Sońska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 grudnia 2023

UWIERZ W MIŁOŚĆ CALINECZKO (Recenzja)

Autor: Natalia Sońska 
data wydania: 31 października 2018
liczba stron: 384
wydawnictwo: Czwarta Strona 
 










Miałam lekkie obawy biorąc do ręki "Uwierz w miłość Calineczko", po tym, jak rozczarowała mnie inna świąteczno-zimowa książka autorstwa Natalii Sońskiej. Ja jednak jestem taką osobę, która zawsze daje drugą szansę, i ma nadzieję, że tym razem będzie po prostu lepiej. 

Maja przez całe swoje dzieciństwo mieszkała w domu dziecka. Gdy stała się już dorosła, przeprowadziła się do ukochanej cioci. Dzięki niej, wyrosła na mądrą i wykształconą kobietę. W trudnych momentach swojego życia zawsze może liczyć na Bartka, byłego narzeczonego. Ich relacja na daną chwilę jest czysto przyjacielska, ale co niektórzy widzą to trochę inaczej. 
Któregoś dnia w domu swojej sąsiadki spotyka Wojtka, tajemniczego mężczyznę. Jest wobec niej gburowaty i opryskliwy, a ona nie ma pojęcia dlaczego. 
Maja jest sama, i po cichu marzy o swojej kochającej rodzinie. Niestety po kilku sercowych niepowodzeniach utraciła całą wiarę w miłość. Na horyzoncie nie widać odpowiedniego kandydata, a ona na siłę szukać nie będzie. Próbowała, ale nic dobrego z tego nie wyszło.

Czyżby powiedzenie kto się czubi, ten się lubi stało się dla Mai przepowiednią? A może Wojtek po raz drugi zawalczy o jej serce? Chyba, że gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta? 

I co ja mam teraz biedna napisać? Tak bardzo chciałam, żeby ta książka przypadła mi do gustu i trafiła prosto do mojego serca. Niestety stało się inaczej. 
W trakcie lektury kilkakrotnie poczułam znużenie. Przez większość nic się praktycznie w tej książce nie działo. Nie ma w niej emocji, fabularnego zaskoczenia, nagłych zwrotów akcji. Jest za to sam cukier, duuuużooo cukru. Po przeczytaniu "Uwierz w miłość Calineczko" warto zmierzyć sobie jego poziom. Ja rozumiem, że większość książek świątecznych ocieka lukrem, ale bez przesady. Przewidywalność tej historii szybko psuje radość z jej poznawania. Zniechęca do dalszego czytania i to chyba jest w niej najgorsze. 
Kreacja głównej bohaterki też nie wywarła na mnie dobrego wrażenia. Maja nikomu nie odmówi pomocy. Gdyby mogła, zbawiła by cały świat. O jej dobroduszności, nieskazitelności, uczynności czytałam przez znaczną część książki. W pewnym momencie zaczełam zastanawiać się, czy takie osoby jak Maja istnieją naprawdę. Aż tak idealne i to pod każdym względem.
Miała trudne dzieciństwo, ale będąc już dorosłą kobietą może cieszyć się spokojem i miłością ze strony ukochanej cioci. To ona zapewniła jej dach nad głową, dzięki niej zdała maturę, poszła na studia. Ma pracę, którą lubi. Wolny czas spędza na czytaniu książek, od czasu do czasu spotyka się ze znajomymi. Kocha góry i wędrówki po szlakach. Jakby nie patrzeć wiedzie bezproblemowe życie. Do momentu, gdy spotyka na swojej drodze Wojtka. 
Jego postać w moim odczuciu miała chyba pełnić rolę czarnego charakteru. Nagle się pojawił i wszystko zaczęło się komplikować. To, w jaki sposób tłumaczył się przed Mają było jakieś takie nijakie, a ona w szybkim tempie zmieniła o nim zdanie. 
Denerwowało mnie chwilami zachowanie głównej bohaterki. Szczególnie, gdy rozmyślała o Wojtku, żeby po chwili stwierdzić, że co ją to obchodzi. Ten nagminny uśmiech pod nosem też mnie zaczynał irytować. 
Jeśli chodzi o wątki poruszone przez autorkę, według mnie jeden w ogóle nie był potrzebny, w drugim czułam, że tak to się skończy, a trzeci został potraktowany po macoszemu. Zanim się dobrze nie zaczął, jeszcze szybciej został zakończony. Może ktoś z was zdecyduje się na lekturę, więc nie będę zdradzać o co dokładnie chodzi.
Okładkowe zdjęcie sugeruje nam, że będziemy mieli do czynienia z książką świąteczną. Grudniowe dni lubię spędzać właśnie z takimi powieściami, ale tego wyjątkowego i magicznego klimatu jest tutaj jak na lekarstwo.
Czy jest coś w niej pozytywnego? Na szczęście tak. To, w jaki sposób autorka ukazała piękno Zakopanego, zasługuje na duży plus. Razem z Mają mogłam podziwiać piękno górskich krajobrazów i posmakować regionalnej kuchni.

Biorąc do ręki "Uwierz w miłość" Calineczko liczyłam na ciekawie skonstruowaną opowieść, w której nie zabraknie  interesujących bohaterów. Teraz gdy jestem po lekturze czuję zawód. Nie jest on jakiś wielkich rozmiarów, ale jednak. 

MOJA OCENA 6/10


piątek, 17 listopada 2023

OTWÓRZ SIĘ NA MIŁOŚĆ (Recenzja)

Autor: Natalia Sońska 
data wydania: 28 października 2020
liczba stron: 352
wydawnictwo: Czwarta Strona
 




Natalia Sońska potrafi rozpieszczać swoich czytelników. Z wypiekami na twarzy czekamy na kolejne jej książki, a szczególnie na te świąteczno-zimowe.

Ania z pewnych względów stroni od ludzi i odczuwa lęk przed zawieraniem nowych znajomości. Jedyną osobą, której nie bała się zaufać jest Ula, sąsiadka, a zarazem  najlepsza przyjaciółka. Niebawem będzie obchodzić swoje urodziny, więc nie może jej zawieść. Mimo strachu, wybrała się do galerii handlowej.
Gdy wracała do swojego mieszkania z zakupionym prezentem coś się wydarzyło.

"Otwórz się na miłość" to książka z którą wiązałam duże nadzieje. Powieści świąteczne spod pióra Natali Sońskiej to pewniak, więc nie sądziłam, że coś może mi w tej historii nie odpowiadać. Niestety po przeczytaniu ostatniej strony zamiast zachwytu pojawiło się rozczarowanie. 
Przykro mi to pisać, ale nie obdarzyłam sympatią głównej bohaterki, mimo tego, że jest trochę do mnie podobna. Ja też należę do osób nieśmiałych. Nie gustuję w gromadnych spotkaniach, imprezach. Swój wolny czas najchętniej spędzam w domowym zaciszu. Taka poprostu jestem, i żadne inne czynniki nie są temu winne. 
W przypadku Ani wygląda to trochę inaczej. Gdy była dzieckiem, matka rozłożyła nad nią pokaźnych rozmiarów parasol ochronny i zabraniała wszystkiego. Coś takiego musiało w jakimś stopniu wpłynąć na jej dorosłe już życie. Próbowałam ją zrozumieć, ale im dalej zagłębiałam się w treść książki, coraz bardziej mnie irytowała. Ma swoje lęki, lecz nigdy nie skorzystała z pomocy specjalisty. Dlaczego?. Za to wolała zamknąć się w swoim malutkim mieszkanku (czyt. wieży), z dala od ludzi i całego świata. Jej zachowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. To ciągłe użalanie się nad sobą, przygryzanie warg, spuszczanie wzroku i rumieńce bez względu na to z kim rozmawiała. Autorka wspominała o tym chyba na każdej stronie. Przesądnie uwydatniana nieśmiałość głównej bohaterki z czasem zaczęła działać na mnie jak przysłowiowa płachta na byka. Aż miałam ochotę krzyknąć: weź się w garść dziewczyno, i w końcu z kimś porozmawiaj o swoich problemach! Jedyną osobą, z którą odważyła się na jakikolwiek dialog była Ula, z matką z wiadomych względów nie mogła się dogadać, potem na jej drodze pojawił się Aleksander, tajemniczy mężczyzna poznany w galerii. Przy nim zaczęła powoli się zmieniać. Piorunującej metamorfozy raczej się nie spodziewałam, biorąc pod uwagę usposobienie głównej bohaterki. Jak się okazało, Ania należy do bardzo niezdecydowanych kobiet. Chciała, ale nie mogła. Robiła krok do przodu, żeby za chwilę zrobić dwa do tyłu. Do takich osób trzeba mieć anielską cierpliwość. Aleksander ją miał, i to dużo. Wykreowany został przez autorkę na mężczyznę idealnego, ale skrytego w sobie. Szybko można było zauważyć, że coś ukrywa. Tajemnicze telefony, rozbiegany wzrok, zdenerwowanie malujące się na twarzy mówiło wszystko. 

Wielka szkoda, że akcja w tej książce nabrała tempa dopiero pod koniec, bo przez większość praktycznie nic ciekawego się w niej nie działo. Dopiero kilka ostatnich stron przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Autorce nawet udało się w tym wszystkim znaleźć miejsce na małą intrygę. Tylko dlaczego tak późno? Lubię gdy bieg wydarzeń nie pozwala oderwać się od lektury. Bardzo mi tego tutaj brakowało.
Na plus oceniam sposób w jaki Natalia Sońska ukazała piękno Krakowa oraz Zakopanego. Szczególnie zachwycił mnie pensjonat, którego właścicielką jest cudowna pani Aniela. Już od progu można poczuć domową atmosferę jaka w nim panuje. W trakcie lektury moje kubki smakowe szalały i z chęcią spróbowałabym góralskich specjałów o których wspomniała autorka. No i ten wszechobecny śnieg. Trochę w tym wszystkim zabrakło mi  świątecznej otoczki. 

"Otwórz się na miłość" to książka, która przedstawia trudną relację na linii córka - matka. Nie brakuje w niej również innych tematów. Po raz kolejny spotykam się z problemem molestowania i mobbingu w pracy. 
Czy polecam wam tę książkę? Oczywiście, że tak. W recenzji zawarte zostały moje odczucia, wasze mogą być zupełnie inne. Jeśli jesteście ciekawi czy Annie udało się otworzyć serce na miłość śmiało po nią sięgnijcie. 

POLECAM
MOJA OCENA 6/10



poniedziałek, 14 sierpnia 2023

FRANCUSKIE LOVE STORY (Recenzja)

 

Autor: Natalia Sońska 
data wydania: 15 czerwca 2022
liczba stron: 384 ko
wydawnictwo: Czwarta Strona











Po włoskich wojażach przyszedł czas na podróż do miejsca nad którym unosi się zniewalający zapach lawendy. "Francuskie love story" to moje kolejne spotkanie z twórczością Natalii Sońskiej, mistrzyni romantycznych historii i nie tylko. 

Gdy Lenie udało się znaleźć lokal w którym będzie mogła otworzyć własną pracownię architektoniczną połączoną z kwiaciarnią i sklepem ogrodniczym jest pełna nadziei, że w końcu jej marzenie się spełni. Zanim stworzy w nim swój kolejny projekt, musi doprowadzić go do stanu używalność. Po przeliczeniu wszystkich wydatków budżet może tego nie wytrzymać. 
Dziewczyna nie chce brać pożyczki od rodziców. Odrzuca też ofertę pomocy od ciotki, która od lat mieszka we Francji i prowadzi tam własne lawendowe gospodarstwo. Lena co roku jeździła do nie żeby jej pomóc i przy okazji trochę dorobić. Teraz, gdy musi zająć się własnym interesem rezygnuje z wyjazdu. Po rozmowie z przyjacielem i negocjacjach z ciotką zmienia zdanie i wsiada do samolotu.
Któregoś dnia poznaje tajemniczego mężczyznę. Ich pierwsze spotkanie do udanych raczej nie należało. Z czasem, gdy bliżej poznaje Marcela,  bo tak ów nieznajomy ma na imię, zmienia o nim zdanie. Okazuje się, że będą razem pracować. 

Miałam szczęście co do lektury tej książki. Lato zrobiło sobie z nas żarty i na początku sierpnia zapanowała iście jesienna aura. Taka pogoda pomogła mi lepiej wczuć się w historię Leny. Za oknem padał deszcz, niebo zasnuły ciemne chmury, a ja z główną bohaterką przebywałam w tym czasie w słonecznej i gorącej Prowansji. 
Bez wątpienia Natalia Sońska potrafi w opisy. W cudowny sposób ukazała piękno tego jakże wyjątkowego francuskiego zakątka. Prowansja to przede wszystkim liczne lawendowe plantacje, z których słynie na całym świecie. Zapierające dech w piersiach fioletowe krajobrazy zachwycają wszystkich. Wcale się nie dziwię, że Lena aż tak bardzo pokochała to miejsce. Nie brakuje tam nie mniej pięknych winnic i gajów oliwnych. Lazurowe Wybrzeże oraz romantyczne i urokliwe miasteczka przyciągają ogromne rzesze turystów. 
Natalia Sońska uchwyciła to wszystko tak ciekawie, że aż chce się wyciągnąć z pawlacza walizkę, spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszyć w podróż śladami Leny. 
W książce nie mogło zabraknąć ciekawostek na temat wykorzystania lawendy. Sposobów jest wiele, ale chyba takim numerem jeden są olejki eteryczne, które posiadają w sobie uspokajającą moc.
Taka też jest ta książka. Jej główną zaletą jest to, że można się przy niej świetnie zrelaksować i odpocząć. Akcja płynie powoli, nie ma w niej gwałtownych zwrotów. Są za to emocje i wzruszające momenty. Fani sielskich klimatów z pewnością będą usatysfakcjonowani. Z każdej strony uwalnia się lawendowy aromat, który nie tylko koi nerwy, ale także działa hipnotyzująco na czytelnika. Ja nie mogłam się oderwać od lektury. Pochłonęła mnie bez reszty historia dziewczyny, która pragnie spełniać swoje marzenia. Kocha rośliny, zawsze myśli pozytywnie i dąży do wyznaczonego przez siebie celu. Na wszystko chce zapracować sama, a każdy najmniejszy sukces jeszcze bardziej motywuje ją do działania. Rodzice wychowali Lenę, na mądrą, kochająca, wrażliwą kobietę i mogą być z niej bardzo dumni. 
Zawsze może liczyć na Tomasza, swojego najlepszego przyjaciela. Jak się okazuje mężczyźni też potrafią doradzić. Przekonała się o tym Lena podczas niejednej wspólnej rozmowy. W końcu przyjaźnią się od lat, więc kto jak kto, ale on zna ją najlepiej. 
Jej znajomość z Marcelem rozwijała się stopniowo. Początek był nie najlepszy, ale sukcesywnie ich relacja ulegała ociepleniu. Skoro mieli ze sobą pracować, to musieli się jakoś dogadać. 
Wyjątkowy kolor tęczówek i zadziorny charakter nowo poznanej dziewczyny urzekł Marcela. Wiedziałam, że coś między nimi zaiskrzy. Jednak Lena czuła lęk i targały nią wątpliwości. W Polsce ma swój dom, niebawem opuści Prowansję i dlatego nie brała pod uwagę powazneg związku. Cóż mogła powiedzieć, gdy los postanowił spłatać jej małego figla. 
Zdradzę wam, że nasza główna bohaterka cieszyła się dość dużym zainteresowaniem u płci przeciwnej. Kandydatów do jej serca było kilku. 

"Francuskie love story" to idealna książka na letni czas. Sprawdzi się równie w trakcie pogodowej szarugi. Jeśli jesteście ciekawi jaką decyzję podjęła Lena musicie zapoznać się z tą historią. Jestem pewna, że zostaniecie nią zauroczeni tak samo jak ja. Dla mnie lektura była czystą przyjemnością i mogłam chociaż na chwilę przenieść się do tak pięknej krainy jaką jest Prowansja. 

POLECAM
MOJA OCENA 7/10










niedziela, 23 października 2022

WSZYSTKIE NASZE DNI ( Recenzja )

Autor: Natalia Sońska
data wydania: 20 maja 2020
liczba stron: 328
wydawnictwo: Czwarta Strona 












Lubię twórczość Natalii Sońskiej i dlatego z dużym zainteresowaniem sięgam po jej książki. Tak też było w  przypadku powieści "Wszystkie nasz dni". Jest to pierwszy tom "Serii w ramce". 

Nina spełnia się zawodowo zarządzając własną firmą zajmującą się organizowaniem ślubów i wesel. Kocha swoją pracę i czerpie z niej ogromną satysfakcję. Kolejna zadowolona panna młoda jeszcze bardziej motywuje ją do działania. 
Czy jest pracoholiczką? Najwięcej na ten temat do powiedzenia miałby Mateusz, narzeczony Niny. Są ze sobą dość długo, zaręczyli się, więc uważa, że nadszedł już odpowiedni moment aby wykonać kolejny krok. Chciałby w końcu zobaczyć ukochaną w białej sukni i patrząc jej prosto w oczy wypowiedzieć słowa przysięgi małżeńskiej. 
Inne zdanie na ten temat ma Nina. Zorganizowanie tego typu uroczystości nie jest takie proste jakby się wydawało. Zresztą ona sama najlepiej wie jak to wygląda od tej drugiej strony. Osobiście lubi wszystkiego sama dopilnować i jak to się mówi dopiąć na ostatni guzik. Targają nią duże obawy czy ktoś inny podołał by temu wyjątkowemu wydarzeniu. 
Coś jednak nieoczekiwanie zaczyna się zmieniać w tej kwestii ze strony Niny. Kobiecy zapach perfum nie należących do niej, które wyczuła na koszuli Mateusza podziałały na nią jak płachta na byka. 
Dobrze, że może o tym porozmawiać ze swoją przyjaciółką i Sylwią, nową klientką, którą bardzo polubiła i nie ma zamiaru jej zawieść pomimo problemów, jakie niespodziewanie wkradły się w jej życiu prywatne.  


"Wszystkie nasze dni" to kolejna opowieść z tych lekkich i przyjemnych. Książkę czyta się błyskawicznie. 
Nie wiem jak to jest ze statystykami, ale chyba każda z nas marzy o Tym dniu, w którym będzie mogła założyć białą suknię, a do włosów przypiąć welon. Ninie, naszej głównej bohaterce raczej nie śpieszno do zamążpójścia. Razem z Mateuszem tworzy bardzo udany związek i uważa, że żaden papierek na ten moment do szczęścia nie jest im potrzebny. Jednak z drugiej strony powinna wziąć pod uwagę co na ten temat sądzi Mateusz. Jakby nie było zachowała się wobec niego samolubnie i nie dziwię się, że powoli tracił do Niny cierpliwość. Widać było, że zależy mu na niej, że ją kocha i pragnie spędzić z nią resztę swojego życia. Niejedna z nas mogłaby pozazdrościć takiego faceta. Jej praca też była winna temu, że powoli zaczęli oddalać się od siebie. Nina z powodu natłoku obowiązków zaczęła zaniedbywać swojego ukochanego i tym oto sposobem wkradła się w ich związek rutyna i nuda. Ale za to na spotkania z byłym chłopakiem, który nagle postanowił wrócić na stare śmieci. Oczywiście pojawiły się wyrzuty sumienia. Naprawdę żal mi się zrobiło Mateusza, a Nina zaczęła działać mi na nerwy. Momentami zachowywała się jak mała rozkapryszona dziewczynka, która sama nie wie co chce. 

Lubicie chodzić na śluby, a potem bawić się na weselach? Ja szczerze mówiąc nie przepadam. Organizowane są w różnych stylach i klimatach. Co niektóre pary młode uciekają od wstydliwych weselnych zabaw i starają się aby wszystko odbyło się z klasą. No i ten alkohol. Jak dla mnie jest go za dużo. Podchmieleni wujkowie mogą czasami przysporzyć problemów. Uważam, że zatrudnienie osoby, która zajmuje się profesjonalnie organizacją tego typu uroczystości to bardzo dobry pomysł. 

Czy książka "Wszystkie nasze dni" jest rzeczywiście tak mocno przewidywalna jak to stwierdzili inni recenzenci w swoich opiniach? Niestety trochę muszę się z tym zgodzić. Nie wszystkie moje domysły pokryły się z wizją autorki, ale po części w trakcie lektury pojawiły się przeczucia, które później okazały się trafne. Reasumując historia Niny i Mateusza nie jest skomplikowana i wszystkie jej elementy czytelnik szybko ułoży w jedną całość. Nie ma tutaj emocjonujących zwrotów akcji i bohaterów o czarnych charakterach. Jest za to miłość, przyjaźń, tęsknota za tą drugą osobą. Pojawia się też temat dotyczący zaufania, a raczej jego braku. Jak się okazuje nie zawsze to co czarne musi mieć taką barwę. 

Całość oceniam jak najbardziej na plus. "Wszystkie nasze dni" to książka, która idealnie sprawdzi się gdy chcemy odpocząć i zrelaksować się po ciężkim dniu w pracy. Dzieci na weekend zabierze babcia, a mąż przebywa na delegacji. Za to my możemy w spokoju skupić się na lekturze i powspominać własny ślub. Mam nadzieję, że będą to tylko miłe wspomnienia.

POLECAM
MOJA OCENA 7/10


 

środa, 1 września 2021

WŁOSKIE LOVE STORY (Recenzja)

Autor: Natalia Sońska
data wydania: 16 czerwca 2021
liczba stron: 384
wydawnictwo: Czwarta Strona











Wakacje 2021 dobiegły końca. Te jakże długo wyczekiwane dwa miesiące minęły zdecydowanie za szybko. Na szczęście jest coś, co pozwoli nam ten letni czas przedłużyć. Książka autorstwa Natalii Sońskiej "Włoskie LOVE story" będzie strzałem w dziesiątkę.

Ola jest rezydentką w biurze podróży i lada chwila wylatuje do Rimini. Dziewczyna kocha Włochy do tego stopnia, że chętnie przeprowadziłaby się tam na stałe. Jak na razie jest to marzenie. W Polsce czeka na nią chłopak. Kocha Krzyśka i chciałaby w końcu ustabilizować swoje życie. Na początek ma zamiar skończyć z ciągłymi wyjazdami. Liczy także na ruch ze strony mężczyzny. Może w końcu zdobędzie się na odwagę i poprosi ją o rękę.

Niespodziewanie wszystko zaczyna się komplikować. Po pierwsze przyczynił się do tego tajemniczy pasażer z samolotu, którym leciała Ola. Po drugie dziewczyna ma jakieś dziwne przeczucia odnośnie Krzyśka.

Natalia Sońska posiada ogromny talent do tworzenia historii od których nie sposób się oderwać. Obojętnie w jakim klimacie została napisana.
Biorąc do ręki "Włoskie love story" wiedziałam, że czas poświęcony na lekturę nie będzie czasem straconym. 
Główna bohaterka to bardzo ambitna dziewczyna. Studiuje dwa kierunki jednocześnie i biegle mówi w kilku językach. Do tego trzeba dorzucić pracę, która wymaga dużo poświęceń. Od trzech lat jest w związku. Ola zdaje sobie sprawę z tego, że zaniedbuje swojego chłopaka. Związki na odległość bywają trudne, ale jak ktoś naprawdę kocha jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody. Potrzebne jest też zaufanie do drugiej osoby. 
Krzysiek coraz mniej dzwoni i stosuje jakieś dziwne wymówki. Ola nie sądziła, że kiedykolwiek będzie się zastanawiać czy jej chłopak jest wobec niej szczery. W końcu planowała spędzić z nim resztę swojego życia. 
Jak się okazuje z tymi naszymi planami na przyszłość bywa różnie. Czasami lepiej ich nie mieć bo potem mniej boli jak coś z nich nie wyjdzie. 

Zupełnie inne podejście do tzw. stabilizacji ma Marcin, wspomniany wcześniej tajemniczy pasażer z samolotu. Dla niego te wszystkie zamierzenia, cele, postanowienia nie mają sensu. Jak na razie nie myśli o założeniu rodziny. Po prostu żyje chwilą i nie chce się nikomu podporządkowywać. 
Ta jakże zaskakująca znajomość Oli z nieziemsko przystojnym mężczyzną o polsko-włoskich korzeniach została przedstawiona przez Natalię w bardzo ciekawy sposób. 
Na początku dziewczyna mocno się przed nią broniła. Chciała być w porządku wobec swojego chłopaka. W sumie nic w tym dziwnego. Tylko czy Krzysiek też był taki wobec niej? Z czasem Marcin zaczął Olę fascynować. Pod jego wpływem przechodziła wewnętrzną metamorfozę. Nawet Sara, jej szalona przyjaciółka przecierała oczy ze zdumienia. Taka nagła przemiana zwyczajnie do niej nie pasowała.
Nie chcę wam za dużo zdradzać i zabierać przyjemność z lektury. Mogę napisać jedno: nudy w tej książce nie ma. Jest za to radość, która przeplata się że smutkiem, rozpaczą i tęsknotą jednocześnie. No i te tytułowe Włochy. Natalia w cudowny sposób scharakteryzowała ten jakże fantastyczny europejski kraj. Gorącą Italię w ciągu roku odwiedza ogromna rzesza turystów z całego świata. Wyjątkowa architektura i zabytki zachwycają wszystkich. Można na nie patrzeć i podziwiać godzinami. Niesamowite krajobrazy, winnice też cieszą oczy. Nie można zapomnieć o włoskiej kuchni. Na samą myśl o gorącej pizzy ślinka cieknie. 
Czytając "Włoskie love story" aż chce się wyskoczyć z fotela i w jednej sekundzie spakować do walizki najpotrzebniejsze rzeczy.
Taka spontaniczna wyprawa może nagłe przeobrazić się w podróż życia. Wspomnienia z takiego wyjazdu będą cenniejsze niż złoto. 

Jeśli macie jakieś wątpliwości czy sięgnąć po książkę to mam nadzieję, że ta opinia je rozwiała :-)


POLECAM
MOJA OCENA 8/10


 

środa, 18 marca 2020

SŁUCHAJ GŁOSU SERCA ( Recenzja )

Autor: Natalia Sońska
data wydania: 30 października 2019
liczba stron: 304
wydawnictwo: Czwarta Strona












"Obudź się Kopciuszku" to było moje pierwsze spotkanie z twórczością Natalii Sońskiej. Pisarka może pochwalić się już sporym dorobkiem literackim, ale wydaje mi się, że cykl Jagodowa miłość opisujący losy dziewczyny pracującej w cukierni Słodka przyniósł jej największą popularność. Zanim zapoznam się z kolejną jego częścią postanowiłam sięgnąć po inną książkę Natalii pod jakże uroczym tytułem "Słuchaj głosu serca".

Jagna pracuje w jednej z katowickich przychodni jako psycholog. Lubi pomagać innym, ale czasami i ona potrzebuje odpoczynku. Pakuje wtedy najpotrzebniejsze rzeczy i wyrusza w podróż do Zakopanego. Miłość do gór odziedziczyła po swojej mamie i babci. W otoczeniu górskich szczytów czuje się najlepiej.
Dziewczyna marzy o własnej rodzinie. Kochającym mężu i gromadce dzieci. Niestety w tej kwestii od dłuższego czasu w życiu Jagny nic się nie zmienia. Wścibskie pytania pozostałych członków rodziny jeszcze bardziej wpływają na jej nastrój. Nieoczekiwanie pojawia się ktoś u jej boku. Jest nim Paweł, przedstawiciel handlowy, który często odwiedza przychodnię. Początkowo Jagna podeszła do sprawy dość sceptycznie. Nie ma co się zbytnio angażować w sprawy, które i tak mogą potoczyć się zupełnie inaczej. Z czasem ich znajomość okazuje się na tyle poważna, że dziewczyna decyduje się zaprosić Pawła na rodzinne spotkanie. W końcu jest szczęśliwa i zakochana. Coś ją jednak zaczyna martwić. Otóż ukochany nie przypadł do gustu jej matce. Jagna nie wie co o tym wszystkim myśleć. Z drugiej strony jest już dorosła i wie co robi. A może jednak powinna być bardziej ostrożna?

Lektura książki "Słuchaj głosu serca" zajęła mi kilka dni. Początek zapowiadał się naprawdę obiecująco. Niestety im dalej tym bardziej czułam się znużona historią Jagny. Ja rozumiem że życie w samotności nie należy do najpiękniejszych, ale z drugiej strony jak to się mówi nic na siłę. Nie ma co rozpaczać w takiej sytuacji ani zastanawiać się nad sobą. Może to moja wina, albo coś jest ze mną nie tak. Na wszystko przyjdzie odpowiedni moment i czas. Na miłość również. Chyba że rola singielki jest nam zwyczajnie pisana. Sytuacja w jakiej znajduje się Jagna diametralnie się zmienia za sprawą Pawła. Przystojny, miły, inteligentny mężczyzna za którym ogląda się wiele dziewczyn zwrócił uwagę właśnie na nią. Może w końcu los się do niej uśmiechną i będzie mogła pochwalić się przed rodziną, że nie jest już sama. I tutaj pojawia się problem. Wydawać by się mogło, że wszyscy będą się ciszyć z tego powodu. Jak wiemy każda matka martwi się o swoje dzieci. Nie ważne, że są już dorosłe i układają sobie życie. Jagna przekonała się o tym na własnej skórze. Kobieca intuicja też robi swoje. Mnie osobiście cały ten Pawełek również nie przypadł do gustu. Wydał mi się zbyt pewny siebie. Zresztą nie tylko matka Jagny miała co do niego wątpliwości. Tak to już jest z ta miłością. Widzimy wszystko w różowych barwach i nie dopuszczamy do siebie myśli, że coś może się nie udać. Potem tylko zostaje nam rozpacz i łzy. A bywa czasami tak, że tuż obok nas jest ktoś kto obdarzył nas prawdziwym i szczerym uczuciem tylko nie potrafimy albo nie chcemy tego dostrzec.
Autorce należą się ogromne brawa za postać babci Adeli. Cudowna staruszka której rady warto sobie zanotować. No i te pyszności, którymi zajadali się jej goście. Zresztą cała ta górska otoczka z którą mamy do czynienia w książce za sługuje na pozytywną ocenę. Tak się złożyło, że jeszcze nie było mi dane być  w Zakopanem, ale dzięki autorce mogłam to uczynić chociażby wyobrażając sobie te piękne widoki, szumiące strumyki i spadający śnieg z choinkowych gałęzi.
"Słuchaj głosu serca" to jedna z ośmiu książek z logiem Czwartej Strony w klimacie zimowo-świątecznym, która miała swoja premierę w zeszłym roku. Jakby nie patrzeć w tego typu historiach musi pojawić taki wątek. Moim zdaniem było go w tym przypadku troszkę za mało tym bardziej gdy akcja książki dzieje się głownie w Zakopanem, zimowej stolicy Tatr. W książce wspomniane zostały także Katowice. Miasto położone jest na śląsku, który kojarzy nam się głownie z kopalniami. I w tym miejscu chciałabym się do czegoś przyczepić. Nie oszukujmy się, ale do najczystszych ta aglomeracja nie należy, ale moim zdaniem autorkę troszkę poniosło. Mam tutaj na myśli opinie dotyczące tego miasta. Osobiście jakbym była mieszkanką Katowic i czytałabym akurat książkę poczułabym się lekko mówiąc nieswojo.

Podsumowując moją recenzję śmiem stwierdzić, że Natalia Sońska ma na swoim koncie o wiele bardziej ciekawie napisane książki. Kilka z nich miałam przyjemność przeczytać. "Słuchaj głosu serca" nie jest zła, ale czegoś mi w niej zabrakło. Za mało było w niej emocji. Przydałaby się także większa dawka zaskoczenia. Co do zakończenia było jak dla mnie za bardzo przewidywalne. Wiem, że historia Jagny zbiera wiele pozytywnych opinii dlatego też zachęcam was do lektury książki i wystawienia własnej oceny.

POLECAM
MOJA OCENA 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 



sobota, 12 października 2019

CO JESZCZE MOGĘ DLA CIEBIE ZROBIĆ? ( Recenzja )

Autor: Natalia Sońska
data wydania: 13 lutego 2019
liczba stron: 344
wydawnictwo: Czwarta Strona











Moją opinię na temat pierwszej części cyklu Jagodowa miłość "Cała przyjemność po mojej stronie" autorstwa Natalii Sońskiej już zapewne znacie. Napiszę w dużym skrócie, podobała mi się. Sposób w jaki zakończyła się książka wskazywał tylko na jedno. Będzie dalszy ciąg. "Co jeszcze mogę dla ciebie zrobić?" to kontynuacja historii Jagody i Tomasza. Pary po przejściach z perspektywą na wspólne życie. 

Jagoda w końcu mogła poczuć się szczęśliwa u boku ukochanego mężczyzny. Zakochała się w Tomaszu jak nastolatka. Stworzyli razem coś pięknego opartego na prawdziwej miłości płynącej prosto z serca. 
Nieoczekiwanie coś między nimi zaczyna się psuć. W dużej mierze przyczynił się do tego były mąż Jagody oraz zbliżająca się rozprawa rozwodowa. Kobieta ma swoje zdanie na ten temat z którym nie może pogodzić się Tomasz. W trakcie jednej z rozmów padło o kilka gorzkich słów za dużo. Związek, który udało im się zbudować w jednej chwili przestaje istnieć.
Jagoda dochodzi do wniosku, że sama z tym wszystkim sobie nie poradzi. Może liczyć na wsparcie przyjaciół oraz rodzeństwa. Jednak w jej przypadku może to nie wystarczyć. Sięga po wizytówkę adwokata, którego polecił jej Tomasz gdy byli jeszcze razem. 
Może fachowa pomoc znacznie ułatwi jej podjęcie słusznej decyzji i w końcu będzie mogła zacząć nowe życie? Tylko czy to życie będzie dzielić z Tomaszem? A może pojawi się ktoś jeszcze?

Czytelnik w pierwszej części był świadkiem rodzącego się uczucia między Jagodą i Tomaszem. Oboje zmagali się ze swoimi problemami jednak miłość zwyciężyła i dali sobie szansę. Wydawałoby się, że na drodze ku ich szczęściu nic już nie stanie na przeszkodzie. Jagoda dostanie rozwód i w końcu będą mogli planować wspólną przyszłość. Niestety te piękne plany zanim powstały zostały zniszczone przez podstępnego męża kobiety. Jest to drań jakich mało. Sam dopuścił się zdrady, a ma czelność winić Jagodę, że to z jej winy rozpadło się ich małżeństwo. Nawet nie wiecie jakie miałam nerwy na rodziców naszej głównej bohaterki. Wiem, że można mieć swoje zasady, nawet jeśli są staroświeckie. Jednak chodzi tutaj o dobro i szczęście własnego dziecka. 
Oboje tęsknią za sobą i nie mogą pogodzić się z tym co się stało. Przecież byli tacy szczęśliwi, a może za szybko zdecydowali się na bycie razem? Wszystko wydawało im się piękne i kolorowe. Zbliżający się termin sprawy rozwodowej spowodował, że spojrzeli na siebie z innej perspektywy. Wiadomo, że w nerwach można powiedzieć zbyt dużo, ale czasami warto wysłuchać drugiej osoby.
Gdyby tego wszystkiego było mało adwokat Jagody coraz bardziej angażuje się w jej sprawę.  Z czasem zaczyna do niej czuć coś więcej niż tylko sympatię. Natomiast koło Tomasza kręci się atrakcyjna koleżanka z pracy. Oboje zaczynają się w tym wszystkim gubić. Byłam ciekawa czy uda im się odnaleźć prawidłowy kierunek.
Tak jak w pierwszej części trzymałam za nich kciuki tak i teraz liczyłam mocno na to, że w końcu dojdą do porozumienia.
Porównując ze sobą obie książki można wywnioskować, że dalszy ciąg jest bardziej emocjonujący. Dzieje się w książce znacznie więcej. Pojawił się nawet wątek kryminalny dotyczący zaginięcia właściciela cukierni.  No i  ponownie nie wiadomo jak potoczą się losy naszej dwójki. Po raz kolejny zakończenie nie mówi nam wiele.
Tak moi drodzy, to nie koniec. Kilka dni temu pojawiła się trzecia część, która w moim przypadku czeka sobie spokojnie na swoją kolej. Recenzja oczywiście pojawi się na blogu.

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

niedziela, 6 października 2019

CAŁA PRZYJEMNOŚĆ PO MOJEJ STRONIE ( Recenzja )

Autor: Natalia Sońska
data wydania: 23 maja 2018
liczba stron: 336
wydawnictwo: Czwarta Strona












Natalia Sońska jest jedną z najpopularniejszych polskich pisarek, a jej książki sprzedają się jak świeże bułeczki. Liczba miłośników twórczości tej jakże sympatycznej blondynki rośnie w zawrotnym tempie. W głównej mierze przyczyniły się do tego historie, w których każda z nas znajdzie coś dla siebie. "Cała przyjemność po mojej stronie" to pierwsza cześć cyklu "Jagodowa miłość". 

Jagoda Mazurek jest ekonomistką, ale od dawna marzy o własnej cukierni. Pieczenie ciast to jej pasja. Dziewczyna posiada do tego niewyobrażalny dar oraz wyczucie smaku. Na co dzień mieszka  z mężem w odziedziczonej kamienicy po zmarłej ciotce. Niestety z długami i to dość sporymi. Aby ją utrzymać musieli znacznie nadszarpnąć swój domowy budżet. Kołem ratunkowym stało się wynajęcie lokalu. Pieniądze z czynszu troszkę poprawiły sytuację, w której się znaleźli. Jednak to była przysłowiowa kropla w morzu. Praca w korporacji była nieunikniona. Tym bardziej gdy mężczyzna nie chciał słyszeć o jakimkolwiek kredycie. Jagoda w końcu przekonała się jak bardzo była zaślepiona i wierzyła w każde słowo wypowiedziane przez człowieka, który ślubował jej miłość i wierność. Tylko jakoś z dotrzymaniem tej obietnicy miał problem. Byli małżeństwem od dziesięciu lat, a przez ile była zdradzane tego nie wie. Któregoś dnia Jagoda nakryła męża z jedną jego kochanek-asystentek. Nie czekając ani chwili dłużej złożyła pozew rozwodowy. 
Z biegiem czasu lokal, który wynajęła stał się najpopularniejszą cukiernią w mieście. "SŁODKA" nie jest własnością Jagody, ale praca w takim miejscu sprawia jej ogromną radość. Każde ciasto upieczone przez dziewczynę staje się hitem. W końcu może robić to, co kocha najbardziej. Tylko teraz cała ta sprawa z rozwodem burzy jej spokój. Oraz pewien mężczyzna, który co niedziela odwiedza cukiernię i kupuje jedno i to samo ciasto. Sernik z...jagodami. 
Jagodę martwi coś jeszcze. Jak na informację o rozwodzie zareagują rodzice, którzy są dość konserwatywni jeśli chodzi o małżeńskie sprawy? 

Czereśnia jest słodka, wiśnia kwaśna. Miłość ma w sobie coś z nich obu. Nie trudno się nie zgodzić z tą myślą. Jagoda, która przeżywa trudny czas w swoim życiu odkrywając zdradę męża. Natomiast Tomasz, tajemniczy mężczyzna, który staje się częstym klientem cukierni zmaga się z bólem i tęsknotą za zmarłą żoną. Oboje stają w szranki z problemami, które zaczynają działać na nich jak magnez. Przyciągają Jagodę i Tomasza do siebie. Mężczyzna odwiedza cukiernię żeby kupić ciasto. Wybiera się tradycyjnie co niedziela do teściów, z którymi w dalszym ciągu utrzymuje kontakt. Spotyka Jagodę, która robi na nim bardzo dobre wrażenie. Dziewczyna zaczyna mu się podobać i chciałby ją bliżej poznać. Czyżby było im dane wspólnie posmakować czereśniowej słodyczy? Byłam bardzo ciekawa jak potoczy się ich historia. W końcu nie często spotyka się tak wrażliwych mężczyzn, bo z pewnością Tomasz właśnie taki jest. Wątek dotyczący jego zmarłej żony został napisany w sposób bardzo wzruszający. Ból po stracie najukochańszej osoby jest niewyobrażalny i trudny do opisania. Z fragmentów można było wywnioskować, że mężczyzna darzył swoją żonę ogromną miłością. Dlatego też targały nim wątpliwości czy nadszedł już ten moment aby móc wiązać się z inną kobietą. Trzymałam za nich kciuki bo zwyczajnie pasowali do siebie. Dwoje obcych sobie ludzi nagle połączyło coś pięknego. 
"Cała przyjemność po mojej stronie" to moje drugie spotkanie z twórczością Natalii Sońskiej, ale już teraz mogę stwierdzić, że pisarka potrafi pięknie pisać o miłości. Słowami nakreśla różne jej obrazy dbając o najmniejszy szczególik. Styl w jaki została napisana książka jest prosty i przyjemny w odbiorze. Jest to kolejna interesująca propozycja jeśli chodzi o polską literaturę obyczajową.

Taką przysłowiową wisienką na torcie są dla mnie wszystkie te ciasta, ciasteczka i inne słodkości. W trakcie lektury na prawdę można spodziewać się, że dopadnie nas ochota na coś bardzo kalorycznego i z dużą dawką cukru. Szkoda tylko, że Natalia nie przemyciła do głównej treści książki choćby jednego przepisu. Brakowało mi tego troszkę.
Z chęcią odwiedziłabym taką Słodką, gdzie można już od progu poczuć, że wszystko co znajduje się za szybą jest robione z miłością płynącą prosto z serca.
Cieszę się bardzo, że mogę wam polecić kolejną historię autorstwa Natalii Sońskiej. Jestem pewna, że w trakcie lektury miło spędzicie czas i będziecie ciekawi dalszego ciągu. Zdradzę wam, że zaskakujące zakończenie będzie miało znaczny wpływ na podwyższenie wskaźnika wspomnianej ciekawości.

POLECAM
8/10

poniedziałek, 15 stycznia 2018

OBUDŹ SIĘ, KOPCIUSZKU ( Recenzja )

Autor: Natalia Sońska
data wydania: 9 listopada 2016
liczba stron: 320
wydawnictwo: Czwarta Strona












Bajkę o dziewczynie, która uciekając o północy z balu zgubiła pantofelek chyba każdy zna. Natalia Sońska postanowiła napisać swoją historię o Kopciuszku, ale tym razem dla troszkę starszych czytelników.

Alicja jest lekarzem w krakowskim szpitalu, ale takim z powołania. Poświęciła całą siebie żeby pomagać innym. Po prostu kocha swoją pracę co w dzisiejszych czasach nie zdarza się zbyt często. Najchętniej każdą wolną chwilę spędziłaby w swoim gabinecie i tak właśnie robi. W dużej mierze przyczyniły się do tego wydarzenia z przeszłości o których kobieta nie może zapomnieć. Warto wspomnieć o problemach rodzinnych, więc pracę traktuje jako swoistą terapię. Tylko decydując się na taki krok jej życie towarzyskie zupełnie nie istnieje. Na szczęście młoda pani doktor może liczyć na pomoc ze strony przyjaciół. Dzięki ich namowom decyduje się na wspólny sylwestrowy wyjazd do Zakopanego. W trakcie imprezy poznaje Michała, ratownika TOPR-u. Niestety początek znajomości nie należał do udanych, ale z biegiem czasu coś się zaczyna w życiu Alicji zmieniać na lepsze. Jak się okazuje miłość może zdziałać cuda i rozgrzać nawet najbardziej zamrożone serce. Jednak zbieg wydarzeń sprawi, że między zakochanymi dojdzie do pierwszych zgrzytów i nieporozumień. Do tego odległość, która ich dzieli również stanie się przeszkodą. Trzeba wziąć pod uwagę także pracę zawodową. Czy Alicja zaryzykuje i w końcu będzie mogła powiedzieć, że jest szczęśliwa u boku ukochanego mężczyzny? Studia medyczne, praca w szpitalu oraz uznanie wśród pacjentów to też bardzo ważny aspekt. Kobieta musiała podjąć bardzo ważną decyzję co z pewnością nie było dla niej łatwe.

Książki, których akcja rozgrywa się w okresie świąteczno - zimowym mają swój wyjątkowy klimat. "Obudź się Kopciuszku" autorstwa  Natalii Sońskiej właśnie jest jedną z nich. Kto był w Zakopanem ten zapewne wie, że to miejsce jest magiczne. Cudowne krajobrazy, ludzie tam mieszkający no i ta góralska muzyka. Nie ważne czy jesteśmy tam latem, czy zimą. O każdej porze roku jest piękne i ma swój specyficzny urok. Pisarka miała bardzo dobry pomysł, że wybrała właśnie to miasto.
Jeśli chodzi o całość z pewnością jest to historia lekka i przyjemna. Wprost idealna na długie zimowe wieczory. Ktoś może powiedzieć, że tego typu literackich opowiastek jest bardzo dużo. Nic nowego nie wniosą, a i zakończenie jest przewidywalne. Może i tak, ale po co te pochopne wnioski? Nie lepiej poczekać z oceną po przeczytaniu? Nie będę ukrywać, ale ta przewidywalność pojawia się. Jednak dozowana jest stopniowo bo nie do końca byłam pewna jaką decyzję podejmie Alicja. Odpowiedź uzyskałam dopiero pod koniec książki. A trochę się po drodze działo. Było pięknie, ale z czasem zaczęły nadciągać ciemne chmury. Na szczęście pochmurna aura nie trwała zbyt długo.
Alicja, nasza główna bohaterka nie miała szczęśliwego życia. Kobieta wzbraniała się przed wyjazdem do Zakopanego z bardzo ważnego dla niej powodu. Kilka lat temu doszło w górach do tragedii. Wydarzenie to bardzo wpłynęło na jej relacje z ojcem. Niby czas leczy rany, ale w wielu przypadkach nie jest to takie proste. Tym bardziej gdy mamy do czynienia ze śmiercią najbliższej osoby...Czy moc wybaczania zwycięży? Przekonajcie się sami.

Na tym etapie zakończę swoją recenzję. Mam nadzieję, że zachęciłam was chociaż troszkę i zdecydujecie się na lekturę "Obudź się Kopciuszku".

POLECAM
MOJA OCENA 7/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: