Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja przedpremierowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2026

MIŁOŚĆ, WINO I MÓJ BYŁY (Recenzja)

Autor: Monika Hakowska
data wydania: 13 maja 2026
liczba stron: 352
wydawnictwo: Filia
 











RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Filia

Za sprawą książki "Miłość, wino i mój były" po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Moniki Hakowskiej. Klimatyczna okładka, ciekawy zarys fabuły, no i piękna Toskania - ja jestem na tak.
Powieść będzie miała swoją premierę 13 maja. 

Elena wraca z delegacji, ale zamiast powitania przez męża, czeka na nią na poczcie e-mail z pozwem rozwodowym w załączniku. 
Z pocieszeniem i pomocą przybywa Julia, jej najlepsza przyjaciółka, która ma dla niej propozycję nie do odrzucenia. Jest nią babski wyjazd do Toskanii, a dokładnie do ośrodka dla złamanych serc. 
Czekać tam na nich będzie wiele atrakcji, oraz przystojni Włosi. Wśród pensjonariuszy pojawia się Aleks, mężczyzna o tajemniczej osobowości. 

"Miłość, wino i mój były" to idealny przykład książki przy której można odpocząć i zapomnieć chociaż na chwilę o domowych obowiązkach. Jest to literatura obyczajowa z komediowym zacięciem. Ja bawiłam się przednio śledząc perypetie Eleny i pozostałych bohaterów. 
Nasza główna bohaterka nie miała tak naprawdę czasu na załamanie, po tym w jaki sposób została potraktowana przez własnego męża. My, kobiety potrafimy się wspierać, szczególnie jeśli chodzi o męskich drani. Bo z pewnością do tej grupy zalicza się mąż Eleny. Żeby nie mieć odwagi szczerze porozmawiać z żoną, tylko wysyłać e-maile? Kto to słyszał. On miał jeszcze czelność po czymś takim przyjechać za Eleną do Toskanii i prosić o wybaczenie! To prawda, że głupich nie sieją, oni sami się rodzą. Czułam, że dziewczyny tego tak nie zostawią, i zastosują odwet dużego kalibru. A gdy otrzymały dodatkowe wsparcie, to już nie ma przebacz. W tym przypadku kobieca pomysłowość i wyobraźnia nie ma granic. Oj działo się moje drogie. Z pewnością w trakcie lektury nie raz na waszych twarzach pojawi się uśmiech, a w głowie myśl, że dobrze mu tak. 
Aleks, cóż to jest za postać. Wszystkie kobiety wzdychają na jego widok. Przystojny, wysportowany, inteligentny, po prostu męski ideał. Do tego medialna gwiazda. Jego przybycie do ośrodka dla wszystkich było mocno zaskakujące, bo czego może szukać ktoś taki, w takim miejscu. Jego pierwsze spotkanie z Eleną odbyło się w dość nietypowych okolicznościach. Szybko można było zauważyć nić przyciągania między nimi. Jest tajemniczy, i ten fakt bardzo intryguje.
Pozostała grupa bohaterów została przez autorkę sympatycznie przedstawiona i nie sposób ich nie lubić. Szczególnie Enzo za jego podejście do życia.

Książka "Miłość, wino i mój były" pachnie rozmarynem i włoską kuchnią. Aż ślinka cieknie gdy czyta się o tych wszystkich pysznościach, i od razu nachodzi ochota na kawałek świeżo upieczonej focacci. Do tego kieliszek  wina, filiżanka aromatycznej kawy. Dla miłośników słodkiego też coś się znajdzie: cornetti  (rogaliki posypane cukrem pudrem lub po brzegi wypełnione kremem pistacjowym), crostata (krucha tarta z konfiturą brzoskwiniową i wiśniową). Nie mogło zabraknąć wzmianki na temat tradycyjnych włoskich lodów. Kubki smakowe pracują na pełnych obrotach. 
Razem z Eleną podziwiamy architekturę małych włoskich miasteczek, a jest ona wyjątkowa. Monika Hakowska bezapelacyjnie umie w opisy. W cudowny sposób za pomocą słów zobrazowała toskańskie krajobrazy, i klimat tego jakże pięknego zakątka. 
Całość oceniam jak najbardziej na plus, i to duży. Ja cudownie spędziłam czas czytając tę powieść. Została napisana z lekkością, kobiecym wdziękiem. Jest to idealna książkowa propozycja na zbliżające się wakacje lub relaks na leżaku. 
A gdyby tak wybrać się na wycieczkę do Włoch drogami Eleny?
Zachęcam was do lektury, i gwarantuję, że będziecie się świetnie bawić. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10


wtorek, 2 października 2018

KARMINOWE SERCE ( Recenzja przedpremierowa )

Autor: Dorota Gąsiorowska
data wydania: 3 października 2018
liczba stron: 441
wydawnictwo: Między Słowami











"Karminowe serce" to najnowsza książka autorstwa Doroty Gąsiorowskiej. Trzymając ją w dłoniach zadałam sobie kilka pytań. Czy ta pani ma czas na sen? Przecież to już jej siódma powieść! Jak ona to robi, że ma tyle pomysłów i potrafi dalej zaskoczyć czytelnika?

Laura zamknęła na klucz swoje warszawskie mieszkanie i wyruszyła w 400-kilometrową podróż po nowe życie.  Kilka dni wcześniej dokonała zakupu starej chaty w Bukowej Górze, która po remoncie czekała już na swoją właścicielkę. Czy można taki wyjazd nazwać ucieczką? W przypadku Laury tak właśnie jest. Pragnęła uciec jak najdalej przed osobistym dramatem z przeszłości, który ciągle daje o sobie znać. Pewnego dnia poznaje miejscową rodzinę a jednocześnie właścicieli wyjątkowego miejsca w którym unosi się cudowny aromat czekolady i różnorakich przypraw. 
Czy nowi znajomi oraz miejsce uleczą poranioną duszę kobiety o pięknych rudych włosach?

Są takie książki, które mają w sobie przyciągającą moc. W dużej mierze tymi przyciągającymi czynnikami jest ciekawie napisany krótki opis, szata graficzna oraz imię i nazwisko autora. Wszystkie te elementy składowe ma "Karminowe serce" Doroty Gąsiorowskiej. Okładka wręcz powala swoim urokiem i prostotą. Ja lubię takie najbardziej,a w tym przypadku idealnie pasuje do treści co jest dużym plusem. Opis sprawia, że jak najszybciej chce się rozpocząć lekturę. Jeśli chodzi o autora to  można pisać o pani Dorocie w samych superlatywach. Ja uwielbiam jej książki i kolejna musi mieć swoje miejsce w mojej biblioteczce. Tak też było i tym razem. 
Gdy tylko wystartowałam z czytaniem wiedziałam, że po raz kolejny przepadnę. Uwielbiam historie, które wyróżnia od innych wyjątkowy klimat i nastrój. Ja jestem wręcz zachwycona opisami krajobrazów Bukowej Góry. Cudowne wrzosowiska, tajemnicze wody jeziora, polne drogi oraz niebieska kapliczka. Za coś takiego należą się ukłony do samej ziemi. Nie mogę zapomnieć o widoku z kuchennego okna jaki mogła ujrzeć Laura. Kocham...Kocham...Kocham jak to mówiła ŚP. Kora. Taką wisienką na torcie jest przeurocza kawiarenka "Złote Serce". Autorka stworzyła wyjątkowe miejsce o którym nie wypada nie wspomnieć. To tam można napić się przepysznej i rozgrzewającej czekolady oraz zjeść coś słodkiego. Wszystko przygotowywane jest z sercem i olbrzymią dbałością o najmniejszy szczegół. Tak samo jest z wystrojem wnętrza. W dużej mierze jest to zasługa właścicieli, Rozalii i Gustawa oraz ich córki Hani. Cudowna rodzina, która znacznie wpłynęła na dalsze losy Laury. Kobieta mogła liczyć na wsparcie z ich strony oraz dobre słowo. Zresztą i ona odwdzięczyła się pomocą. 
Laura to dobra dziewczyna, która została okrutnie skrzywdzona przez najbliższą osobę. Uwierzyła w miłość, która z czasem okazała się obłudą i zwykłym kłamstwem. Była zastraszana oraz stosowano wobec niej przemoc fizyczną. Była ranna nie tylko fizycznie ale i duchowo. Po czymś takim nie jest łatwo się podnieść. Na szczęście mogła liczyć na pomoc swojej matki oraz przyjaciółki, a przeprowadzka do Bukowej Góry miała być dodatkową pomocą w zapomnieniu tych strasznych chwil. 
Nie dziwi więc fakt, że Laura bała się na nowo zakochać i zaufać komuś innemu. Jest piękną kobietą, za którą wodzą oczami mężczyźni, ale ona na chwilę obecną zamknęła swe serce na kłódkę. Nie spodziewa się jednak, że jest ktoś blisko i ma do niej klucz.
W trakcie lektury nie ma mowy o nudzie. Oprócz głównej bohaterki czytelnik będzie mógł poznać sporą grupkę innych również ciekawych postaci. Z pewnością do tej grupy zaliczyć można właścicieli Złotego Serca. Cudowne  i kochające się starsze małżeństwo. Z olbrzymim zainteresowaniem wczytywałam się w fragmenty dotyczące ich rodzinnej historii. Za to należy się drugi ukłon dla Pani Doroty. Osobiście mogłabym się tak kłaniać wiele razy. Zasługuje na to również wątek Hani i jej synka. Mały chłopczyk z niepełnosprawnością podbił moje serce. Trzymałam również mocno kciuki za Agnieszkę. Pogubiła się w życiu i  chciałam bardzo aby wreszcie odnalazła właściwy kierunek.

"Karminowe serce" będzie z pewnością idealną książkową propozycją na długie jesienne wieczory. Jak ja zazdrościłam Laurze tego kominka i fotela. Marzę o takim czytelniczym kąciku. Tak jak wspomniałam wcześniej po prostu kolejny raz przepadłam. Ja nie wiem jak Pani Dorota to robi, że w dalszym ciągu tworzy takie cuda. Z czymś takim trzeba się po prostu urodzić. Została obdarowana cudownym darem jakim jest talent do pisania bo inaczej nie można tego nazwać. Styl po prostu mnie uwiódł, język również. Wszystkie jej książki przeczytałam z czystą przyjemnością jednak "Karminowe serce" będzie dla mnie wyjątkową historią pod jednym względem. Otóż tak się składa, że mieszkam w małym miasteczku obok którego znajduje się rezerwat leśny "Bukowa Góra". Dokładnie w województwie świętokrzyskim, w gminie Kluczewsko. Na jego terenie znajduje się wzniesienie o tej samej nazwie, które zachwyca swoim pięknem i bukowym drzewostanem. Najpiękniej wygląda w porze jesiennej. Oczywiście zachęcam wszystkich do odwiedzania tego miejsca o każdej porze roku oraz do sięgnięcia po kolejną fantastyczną książkę autorstwa Doroty Gąsiorowskiej.

POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 




czwartek, 4 lutego 2016

PAPIEROWE POCAŁUNKI ( Recenzja przedpremierowa )

Autor: Patrycja Koza
data wydania: 2016 ( data przybliżona )
liczba stron: 160
wydawnictwo: Novae Res













Trudno jest sobie teraz wyobrazić jak wyglądał świat bez komputerów i telefonów komórkowych. Nie było facebooka i innych tzw. portali społecznościowych. Nie było również poczty elektronicznej. Więc w jaki sposób ludzie kontaktowali się ze sobą? Zwyczajnie pisano wtedy do siebie papierowe listy. W dzisiejszych czasach stało się to już niestety rzadkością, a szkoda. Treść książki "Papierowe pocałunki" autorstwa Patrycji Kozy opiera się właśnie na tego typu korespondencji... 

Zofia uczęszcza do piątej klasy liceum pedagogicznego. Mieszka wraz z koleżankami w internacie. Cała piątka w tajemnicy przed opiekunami postanowiła wymsknąć się na imieniny. W trakcie imprezy Zofia poznaje Janusza, starszego od siebie o kilka lat mężczyznę. Na początku dziewczyna nie traktowała go poważnie, w końcu był w towarzystwie innej kobiety. Ale zwróciła na niego swoją uwagę. Z biegiem czasu, ku jej zdziwieniu Janusz stał się częstym gościem u Teresy, swojej kuzynki. Okazało się, że były to odwiedziny pod pretekstem ujrzenia jej współlokatorki. I tak oto, rodziło się uczucie między Zofią a Januszem...
Dwoje zakochanych w sobie ludzi musiało zmagać się z nie lada problemem, a mianowicie dzieliła ich odległość. Jedynym wyjściem w takiej sytuacji był kontakt listowny...

Zanim moja opinia skupi się na treści książki, muszę wspomnieć o okładce. Jest przepiękna i urzeka swoją delikatnością jak koronkowa sukienka. Ale wracając do sedna sprawy...
Jak wiemy związki na odległość bywają trudne. W dużej mierze ich skutkiem ubocznym jest ograniczony kontakt, chociaż teraz ułatwia to elektronika. Ale sms czy email nie zastąpią bliskości drugiej osoby. Jak informuje krótka notka zaraz po otwarciu książki, wydarzenia w niej opisane są autentyczne. Zmianie uległy imiona i nazwiska bohaterów oraz kilka dat. Autentyczność historii sprawiła, że podeszłam do lektury w zupełnie inny sposób. Młodziutka Zofia zakochuje się w starszym od siebie Januszu. I już na samym początku oboje muszą zdać trudny egzamin z życia. Z życia we dwoje tylko, że na odległość. Na początku dzieliło ich kilka kilometrów, ale gdy mężczyzna zostaje powołany do wojska ta odległość znacznie się wydłużyła. Pomimo służby wojskowej młodzi biorą ślub. Na świat przychodzi również ich córeczka.
Nie sięgam zbyt często po książki napisane w taki sposób, jak "Papierowe pocałunki", ale zachęcona opisem skusiłam się na lekturę. Jeśli chodzi o styl i język, nie będę go oceniać, bo w dużej mierze treść składa się z listów. Każdy z nich ma przypisaną do siebie datę oraz miejscowość, i chyba tylko przy jednym nie było takiej informacji. Pierwszy z listów datowany jest na 27.09.1966, a ostatni 28.02.1969.

"Papierowe pocałunki" to cieniutka książeczka, nie ma nawet dwustu stron, ale za to zawiera w sobie piękną i romantyczną historię, z którą warto się zapoznać.



POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 





środa, 27 stycznia 2016

PRIMABALERINA ( Recenzja przedpremierowa )

Autor: Dorota Gąsiorowska
data wydania: 17 lutego 2016
liczba stron: 544
wydawnictwo: Znak Literanova













"Primabalerina" to trzecia już powieść w dorobku Doroty Gąsiorowskiej. Pisarka w ubiegłym roku zadebiutowała na polskim rynku literackim książką "Obietnica Łucji". Ukazała się również jej kontynuacja. Obie części cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Zresztą w dalszym ciągu znikają w zawrotnym tempie z księgarnianych i bibliotecznych półek. Tak się składa, że ja również miałam przyjemność poznać losy tytułowej Łucji. Tym razem Pani Dorota postanowiła podarować nam coś zupełnie innego. Z Różanego Gaju przenosimy się do Krakowa...

Nina to cicha i skryta trzydziestodwuletnia kobieta. Wychowała się w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne. Z zawodu ekonomistka. Od kilku już lat pracuje jako księgowa w ośrodku dla starszych osób o urokliwej nazwie "Kalinowe Zacisze". Zdobyte wykształcenie nie przeszkadza jej w wykonywaniu innych zadań. Od 4 lat z troską opiekuje się osiemdziesięciosześcioletnią pensjonariuszką. Irma, to o niej mowa obdarzyła swoją młodą opiekunkę wyjątkowym zaufaniem. Mimo różnicy wieku obie kobiety stały się dla siebie przyjaciółkami. Gdy któregoś dnia Nina po przyjściu do pracy widzi, że łóżko na którym spała Irma jest puste zdaje sobie sprawę z tego, że stało się to o czym bała się myśleć...
Nie przypuszczała, że śmierć przyjaciółki stanie się dla niej początkiem zmian w jej życiu. W dużej mierze przyczyniła się do tego treść testamentu jaki zostawiła po sobie staruszka. Jak się okazało, Nina została jedyną właścicielką kamienicy, która znajduje się we...Lwowie. Z biegiem czasu dochodzi do wniosku, że tak naprawdę nic nie wie o zmarłej kobiecie, chociaż spędzały ze sobą bardzo dużo czasu. Po rozmowie z adwokatem, który zasugerował wyjazd do Lwowa kobieta ma mętlik w głowie. Na szczęście może liczyć na pomoc Igora, który również był bliską osobą dla Irmy. To dzięki jego namowom decyduje się wyruszyć w podróż śladami tajemniczej starszej pani...

Gdy tylko wpadła mi w oko informacja, że Pani Dorota napisała kolejną książkę byłam jej niezmiernie ciekawa. Losy Łucji bardzo przypadły mi do gustu czego dowody można odnaleźć w recenzjach: Obietnica ŁucjiMarzenie Łucji
Najnowsza powieść autorstwa Pani Doroty przyciąga wzrok swoją oprawą graficzną. Rudowłosa dziewczyna na okładkowym zdjęciu wręcz magnetyzuje spojrzeniem. Przymiotniki "przyciągająca" i "magnetyczna" idealnie charakteryzują książkę. Nie mogłam się od niej oderwać i zostałam wprost urzeczona historią w niej zawartą. Jak tylko mogłam robiłam sobie krótkie przerwy, żeby móc się do woli delektować lekturą. Niech przyjemność z czytania trwa jak najdłużej.
Ninę, główną bohaterkę polubiłam od pierwszych stron. Jej serdeczność i troska z jaką odnosiła się do starszych osób, a szczególnie do Irmy zasługuje na uznanie. Praca w tego typu ośrodkach nie należy do lekkich i przyjemnych. Jeśli chodzi o sprawy uczuciowe, kobieta boi się kochać. Czuje strach przed uczuciem. Niby ma na swoim koncie kilka związków, ale nie były to związki, które mogły zapewnić jej uczuciową stabilizację. Na chwilę obecną nie jest emocjonalnie gotowa na zakochanie. Może kiedyś. Niespodziewanie w jej życiu pojawia się wspomniany wcześniej Igor. W tym przypadku, nie ma co liczyć na rodzące się uczucie między kobietą i mężczyzną z jednego bardzo ważnego powodu. Igor jest gejem. Z początku Nina przypuszczała, że ją podrywa, ale gdy się wszystko wyjaśniło poczuła...ulgę. Czy przyjaźń między mężczyzną, a kobietą istnieje? Oczywiście, że tak i okazuje się, że gej najlepiej zrozumie płeć piękną czego dowodem jest rodząca się przyjaźń między Igorem, a Niną. W dzisiejszych czasach co niektórzy nie potrafią, a raczej nie chcą zaakceptować ludzi z odmienną orientacją seksualną. Nasza bohaterka nie miała z tym żadnych problemów. Co się chwali.
Należą się brawa dla pisarki, że poruszyła taki wątek w swojej książce. Homoseksualizm jest tematem tabu, ale warto uświadamiać innym, że tacy ludzie są normalni i nie gryzą. Każdy ma przecież prawo do miłości.
Ale żeby nie było, że nie pojawi się żaden inny kandydat do serca naszej sympatycznej Niny. Owszem pojawi się w osobie Michaiła, przystojnego Ukraińca...

W książce dzieje się i to sporo. Nina z całego serca pragnie dowiedzieć się czegoś więcej na temat zmarłej przyjaciółki i odnaleźć odpowiedzi na pytania, które zakotwiczyły w jej głowie. Gdyby ściany lwowskiej kamienicy potrafiły mówić byłoby to o wiele prostsze.
Wgłębiając się w treść Primabaleriny czytelnik będzie świadkiem niespodziewanych wydarzeń. Jeden zbieg okoliczności ciągnie za sobą kolejny. Może dla niektórych mogą wydawać się nieco naciągane lub mało prawdopodobne. Ale jak wiemy nasze życie pełne jest tego typu wydarzeń. Musi tylko nastąpić odpowiedni moment, aby taka niespodzianka od losu mogła nas zaskoczyć...

Po przeczytaniu najnowszej książki autorstwa Pani Doroty oraz dwóch poprzednich mogę wysnuć kilka wniosków. Z pewnością pisarka potrafi oddać klimat danej historii. Bohaterowie są postaciami z krwi i kości. Skrupulatnie dobiera miejsca, gdzie toczy się akcja. I właśnie na tym trzecim wniosku postanowiłam się troszkę zatrzymać. W "Primabalerinie" mamy do czynienia z dwoma miastami. Kraków i Lwów. Oba piękne i oba kuszą wieloma atrakcjami. Autorka większą uwagę skupiła na jednym z nich.
Wraz z Niną czytelnik poznaje najpiękniejsze zakątki, które odzwierciedlają wyjątkowość Lwowa. Opisy architektury wręcz zapraszają do tego, aby odwiedzić to miasto i zanurzyć stopy w fontannie Amfitryty. Czytając wyobraziłam sobie, że tam jestem, że czuję to miasto całą sobą. Z pewnością melodia "Le cygne" zostanie ze mną na długo. Lwów to nie tylko zachwycająca kultura i zabytki. Warto również wspomnieć o aspekcie kulinarnym, który również został w książce poruszony.
Szkoda tylko, że tak niezwykłe miejsce nie cieszy się dużym zainteresowaniem wśród miłośników wycieczek turystycznych.

Podsumowując "Primabalerina" to kolejna książka autorstwa Doroty Gąsiorowskiej, którą jestem zachwycona. Nie wiem, kiedy ukażą się inne powieści tej pisarki, ale ja mogę powiedzieć jedno, że już ustawiam się po nie w kolejce.

POLECAM
MOJA OCENA 9/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 



wtorek, 19 stycznia 2016

KLAŚNIĘCIE JEDNEJ DŁONI ( Recenzja przedpremierowa )

Autor: Richard Flanagan 
data wydania: 18 lutego 2016
liczba stron: 364
wydawnictwo: Wydawnictwo Literacki













"Wiliama Goulda księga ryb. Powieść w dwunastu rybach" to pierwsza książka autorstwa Richarda Flanagana, jaka ukazała się na polskim rynku literackim."Ścieżki Północy" to kolejna powieść, która w ubiegłym roku została wydana pod znakiem Wydawnictwa Literackiego. Historia Dorrigo Evansa, młodego lekarza okazała się olbrzymim sukcesem na miarę światową. Wkrótce, bo 18 lutego będzie miała swoją premierą najnowsza książka spod pióra Flanagana. "Klaśnięcie jednej dłoni" już teraz otrzymuje od krytyków wiele pozytywnych opinii.

Nocna śnieżna zawierucha niesie ze sobą nieodparty strach oraz niewyobrażalną ciemność. Nie zważając na nic Maria Buloh porzuca własne dziecko i wyrusza w nieznane. Nikt nie wie co się z nią stało, i co skłoniło kobietę do tak dramatycznego kroku. Widocznie miała ku temu swoje powodu, bo przecież żadna matka bez powodu nie zostawia własnego dziecka. Mała Sonjia spędza dzieciństwo pod opieką ojca. Niestety ta "opieka" niosła za sobą zapach alkoholu i nowe siniaki. Kilkakrotnie dziewczynka zmieniała miejsce zamieszkania. Oczywiście za zgodą ojca...
Po dwudziestu dwóch latach dorosła już Sonjia powraca w rodzinne strony. W trakcie spaceru przez przypadek odnajduje w ziemi kawałki imbryczka, który gdzieś już chyba widziała. Po tylu latach spotkanie z ojcem jest dla niej bardzo trudne. Na szczęście może liczyć na wsparcie i słowa otuchy starej i poczciwej Helvi. W stanie w jakim się obecnie znajduje bliskość innych osób, będzie jej bardzo potrzebna. Sonjia spodziewa się dziecka, jednocześnie zastanawia się nad aborcją...

Czy Sonjia zdoła wybaczyć ojcu krzywdy z dzieciństwa? Czy będzie potrafiła złożyć odnalezione kawałki imbryczka w jedną całość, które stały się symbolem jej życia? Co tak naprawdę stało się w trakcie nocnej śnieżycy?

Gdybym miała porównać ze sobą "Ścieżki Północy" i "Klaśnięcie jednej dłoni" śmiem stwierdzić, że ta druga jest odrobinę "lżejsza" od tej pierwszej. Jeśli w ogóle "lżejszymi" można nazwać fragmenty, w których autor opisuje krzywdy, jakie wyrządzał ojciec własnemu dziecku. A potem ofiara maltretowania zachowywała się w sposób, jakby nic takiego nie miało miejsca.
Powrót do przeszłości czasami wiąże się z powrotem do dramatycznych wydarzeń. Takie wydarzenia zapisały się w pamięci naszej głównej bohaterki. Osobisty dramat przeżywa również Bojan Buloh, ojciec Sonji. Wraca w swoich wspomnieniach do dramatu wojny, oraz walczy z tęsknotą po odejściu żony. Ulgę w takich chwilach przynosi mu alkohol. W pijackim zamroczeniu wszystkie winy skupia na niewinnym dziecku.
Trzeba zaznaczyć, że "Klaśnięcie jednej dłoni" nie jest książką lekką i przyjemną. Co za tym idzie, nie jest to lektura dla każdego. Już sam początek historii wciąga czytelnika. Zachęca do wgłębienia się w dalszy ciąg. Richard Flanagan nieprzerwanie trzyma swój dobry poziom jeśli chodzi o styl i język jakim posłużył się w kolejnej swojej książce. Jedynie do czego mogę się przyczepić, to jak dla mnie za dużo w niej słów wulgarnych. Nie jest to tak naprawdę mój klimat, więc dlatego moje odczucie jest takie, a nie inne.

Nie sięgam zbyt często po tego typu powieści, ale czego nie robi się dla literatury na najlepszym światowym poziomie. Bo do takiej z pewnością można, a raczej trzeba zaliczyć książki autorstwa Richarda Flanagana.

POLECAM
MOJA OCENA 10/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 




piątek, 15 stycznia 2016

SZEPT WODY ( Recenzja przedpremierowa )

Autor: Jacek Łopuszyński
data wydania: 2016 ( data przybliżona )
liczba stron: 400
wydawnictwo: Novae Res













Gdy czyta się książkę, która czeka na swoją oficjalną premierę da się odczuć taki lekki dreszczyk emocji. Ja osobiście tak mam. Zastanawiam się przez chwilkę, czy lektura przypadnie mi do gustu. Tak było również w przypadku książki "Szept wody". Piękna okładka, intrygujący tytuł. Autorem jest mężczyzna, i w tym momencie warto zaznaczyć, jak wskazuje blurb, że jest to romantyczna historia. Dowodzi to temu, że Panowie nie boją się pisać tego typu powieści, po które w dużej mierze sięgają kobiety.

No i teraz mam mały problem. Nie wiem jaką formę powinien mieć skrót fabuły. Chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby tylko jedno zdanie. Dłuższa forma, może zawierać w sobie zbyt dużą ilość przypadkowych spojlerów.
On z zawodu architekt i właściciel czworonoga, ona jest nauczycielką niemieckiego, pracuje również w fundacji. Samotnie wychowuje czteroletnią córeczkę. Oboje zmagają się z trudną przeszłością i oboje mają bardzo tajemniczą osobowość. Niespodziewanie dochodzi między nimi do spotkania, które ciągnie za sobą lawinę zdarzeń...

Mam nadzieję, że zostaliście zaciekawieni tym krótkim streszczeniem. Bo mnie książka wręcz zafascynowała, i to bardzo. Już po przeczytaniu kilku stron, wiedziałam że był to dobry wybór. Nie wiem jak u Was, ale u mnie wygląda to tak: gdy początek książki mnie wciągnie, mogę być pewna, że czas poświęcony na lekturę nie będzie czasem zmarnowanym. Zostałam absolutnie urzeczona historią, którą zaserwował nam, czytelnikom, a raczej czytelniczkom Jacek Łopuszyński. Sposób w jaki została napisana książka zasługuje na same pochwały. Czytanie "Szeptu wody" było dla mnie czymś wyjątkowym. Pochłaniałam każde słowo, każde zdanie. Cudowne opisy, a szczególnie ich romantyczny wręcz przekaz. Dla mnie była to proza z elementami czystej poezji. I nie mam tutaj na myśli tylko wierszy, które zostały wplecione w główną treść.

Powieść ma swój specyficzny urok, zawiera w sobie sporą dawkę tajemniczości. W dużej mierze przyczyniła się do tego dwójka książkowych bohaterów. Michael i Weronika. Skąd to zagraniczne imię? Już wyjaśniam. Otóż mężczyzna z pochodzenia jest Niemcem. Przybył do Polski, aby zacząć wszystko od nowa i zapomnieć o dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w jego życiu. Jednocześnie pracuje w rodzinnej firmie, która ma swoją filię właśnie w Polsce. Natomiast Weronika zmaga się z nieszczęśliwą miłością i porzuceniem przez ukochanego. Na szczęście nie jest do końca sama, ma cudowną córeczkę i grono wiernych przyjaciółek. Jedną z nich jest Ewelina. To właśnie jej zawdzięcza tymczasową pracę w jednym z hoteli w Ustce. Zwykły zbieg okoliczności sprawił, że w tym samym hotelu zatrzymał się Michael. A może to było przeznaczenie...Ups, bo jeszcze nieopatrznie coś zdradzę...
Na pierwszy rzut oka nowo poznany mężczyzna wydał się Weronice bardzo sympatyczny. Trzeba przyznać, że urodą również nie grzeszył. Z czasem okazało się, że jego kolejną zaletą jest poczucie humoru. Do tego dochodzi jeszcze bardzo dobry kontakt z córeczką kobiety. Czy ten Michael ma jakieś wady? Spędzali we troje bardzo miło czas. Chociaż tak naprawdę bardzo mało o sobie wiedzieli. I właśnie te tajemnice wprowadziły sporo niepotrzebnych komplikacji i zawirowań...

Autor poruszył w książce bardzo ważny temat, a mianowicie problem, z którymi zmagają się chorzy na białaczkę. W Polsce liczba chorych jest znacznie większa, niż osób zdrowych, które zdecydowały się  na podarowanie szpiku kostnego, który może uratować komuś życie. W dużej mierze spowodowane jest to złym doinformowaniem. Jak się okazuje jest to bardzo prosty zabieg polegający na przetoczeniu wcześniej przygotowanego preparatu. Statystycznie 25-30% pacjentów ma dawców rodzinnych ( rodzeństwo ). Niestety dla pozostałej grupy szuka się dawców w rejestrach dawców niespokrewnionych oraz rejestrach krwi pępowinowej. Zdarzają się i takie przypadki, gdy dawcami mogą być rodzice. Zgodność grup krwi sprawia, że zabieg przeszczepienia staje się znacznie łatwiejszy. Natomiast niezgodność skutkuje jego niewykonalnością.

Jeśli jesteś zdecydowany, aby twój szpik znalazł się w rejestrze dawców, zachęcam do odwiedzenia strony http://www.dkms.pl/pl .

Gdy dostałam wiadomość z wydawnictwa z listą proponowanych książek do recenzji, przyznam się, że zastanawiałam się krótką chwilę nad wyborem. Tak naprawdę był to strzał. Teraz, gdy jestem już po lekturze mogę powiedzieć jedno, był to strzał w dziesiątkę.

POLECAM
MOJA OCENA 9/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: 


sobota, 7 listopada 2015

IRONIA LOSU ( Recenzja przedpremierowa )

Autor: Laurencja Wons
data wydania: 2015 (data przybliżona)
liczba stron: 246
wydawnictwo: Novae Res













Co się dzieje gdy dochodzi do nieoczekiwanego spotkania teraźniejszości z przeszłością? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na tego typu pytanie, bo w dużej mierze zależy to od emocji jakie w danej chwili buzują w człowieku. Czasami jest to radość, z drugiej strony chcielibyśmy, aby przeszłość nigdy więcej nie dała o sobie znać. Tym bardziej gdy nasze życie wreszcie wygląda tak jak powinno. Niestety w przypadku Małgorzaty ironia losu sprawia, że dawne czasy powracają...

Gdy Małgorzata wraz z Kamilem, swoim narzeczonym pojawiła się na przyjęciu urodzinowym przyjaciółki nie przypuszczała, że spotka się z NIM. Z byłym chłopakiem. To ona pięć lat temu zakończyła związek z Mirkiem. Mężczyzna nie licząc się z uczuciami kobiety, podjął decyzję o wyjeździe do Niemiec. Teraz nagle powraca i sieje zamęt w jej życiu. Pragnie za wszelką cenę naprawić swój błąd. Tylko jest jeden problem. Małgorzata kocha i jest kochana przez Kamila, z którym za cztery miesiące ma zawrzeć związek małżeński...
Warto zaznaczyć, że Mirek na przyjęcie nie przyszedł sam. I teraz małe zaskoczenie. Towarzyszył mu Paweł, najlepszy przyjaciel. Zwyczajny zbieg okoliczności sprawił, że mężczyzna zawiera z Małgorzatą przypadkową znajomość...

Jakie myśli kotłują się w głowie kobiety, która zamiast skupić się na wyborze sukni ślubnej zastanawia się nad dokonanym już wyborem, ale kandydata na męża? Wiedzie na pozór szczęśliwe życie u boku swojego chłopaka, który z czasem przemienia się w narzeczonego aby stać się tym jedynym do grobowej deski. Aż tu nagle jej życie wywraca się do góry nogami za sprawą miłości sprzed lat. Nie jest to łatwy moment, tym bardziej gdy nie uznaje się rozwodów. Na takim rozstaju dróg znalazła się główna bohaterka z książki "Ironia losu" autorstwa Laurencji Wons.
Kamil i Mirek. Narzeczony i były chłopak. Pierwszy z mężczyzn lada moment zostanie mężem Małgorzaty. Natomiast ten drugi pragnie temu zapobiec. Coś takiego nie może wróżyć niczego dobrego. Dochodzi do scen zazdrości ze strony Kamila, które stają się pretekstem do kłótni. I nie ma się czemu dziwić. Winne temu było zachowanie Mirka. Liczne odmowy ze strony kobiety, nie miały dla niego żadnego znaczenia. Niby ich spotkania należały do przypadkowych, ale niektóre momenty sprawiły, że miałam w tym temacie wątpliwości...
Małgorzata nie wie co ma o tym wszystkim myśleć. Kochała Mirka i była z nim szczęśliwa, więc nie jest jej tak do końca obojętny. Dlaczego po raz drugi komplikuje jej życie, które tak długo składała w jedną całość po ich rozstaniu?
Jest jeszcze Paweł, który zrobił na kobiecie bardzo miłe wrażenie. Zastanawiające jest to, jakim cudem udało mu się zaprzyjaźnić z Mirkiem. Biorąc pod uwagę ich osobowości.

Trzech mężczyzn i jedna kobieta. Podobno gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Bójka była, ale kto z kim się pobił tego zdradzić nie mogę. Jaką decyzję podjęła Małgorzata, o tym również cicho sza.

"Ironia losu" to książka na jeden wieczór, no może na dwa wieczory. Mimo tego, że niczym specjalnym nie wyróżnia się od innych powieści z działu tych lekkich i przyjemnych, ma coś takiego w sobie, że nie można się od niej oderwać. Laurencja Wons stworzyła ciekawą postać głównej bohaterki, ale wydaje mi się, że pierwsze skrzypce zagrał tutaj jeden z męskich bohaterów. Mam na myśli Mirka. To on nadał książce fajnego charakteru. Na początku troszkę mnie irytował. Uważałam go za pewnego siebie cwaniaczka, który nie toleruje słowa "NIE". Ale jak wiemy pierwsze wrażenie może być mylne...
Laurencja Wons użyła lekkiego pióra i taka jest właśnie ta książka. Osobiście spędziłam miło czas poznając historię Małgorzaty. Kobitka troszkę pogubiła się w swoich uczuciach, ale nie ma się czemu dziwić gdy o jej serce ubiega aż trzech kandydatów. Mętlik w głowie gwarantowany, tym bardziej gdy do ślubu pozostało bardzo mało czasu.
Ironia losu to inaczej zaskakujący, niespodziewany, przeciwny do spodziewanego obrót wydarzeń. Jak się okazuje nawet zwykła obyczajówka do której na początku podejdziemy dość niechętnie może okazać się świetną propozycją relaksu po ciężkim dniu. Książka autorstwa Laurencji Wons jest tego dowodem.



POLECAM
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu:





sobota, 17 października 2015

A POTEM PRZYSZŁA WIOSNA ( Recenzja przedpremierowa )

Autor: Agnieszka Olejnik
data wydania: 21 października 2015
liczba stron: 389
wydawnictwo: Czwarta Strona













To była miłość od pierwszego spojrzenia. Spojrzenia na cudowną, przepiękną okładkę książki "A potem przyszła wiosna" Agnieszki Olejnik. Dodatkowy plus należy się za twardą oprawę. Osobiście uwielbiam takie książki, które cieszą oko, zdobią biblioteczne i księgarniane półki. I teraz pada pytanie: Czy mój zachwyt nad graficzną otoczką przelał się również na jej wnętrze?

Pola Gajda jest wziętą aktorką. Ma na swoim koncie kilka ról w popularnych serialach. Jej kalendarz po brzegi wypełniony jest terminami spotkań, sesji zdjęciowych itp. Dla każdej kobiety, to jak wygląda jest bardzo ważne, dla Poli również. Tym bardziej gdy należy się do grona osób znanych i stajesz się wzorem do naśladowania. Nie możesz sobie pozwolić na żadną wpadkę. Jesteś oceniana i obserwowana przez innych. Potem twoje zdjęcia lądują w kolorowych magazynach. Takiej obserwacji poddana została Pola oraz Grzegorz, ukochany kobiety. Razem tworzą jedną z popularniejszych par w show biznesie. Oboje piękni i młodzi. Tylko czy tak naprawdę są ze sobą szczęśliwi? Natłok zajęć sprawia, że z czasem oddalają się od siebie. Pola powoli ma już dość takiego życia.
Jedno zdjęcie doprowadziło do rozpadu związku z Grzegorzem. Kobieta widząc mężczyznę z inną popada w rozpacz oraz w ciężką depresję, która niesie ze sobą próbę samobójczą. Na szczęście czuwa nad nią anioł stróż w osobie paparazzo, który przyczynił się do stanu w jakim obecnie się znajduje...

Show-biznes kusi i nęci bogactwem, luksusem, blaskiem fleszy. Eleganckie, zadbane i pięknie wyglądające aktorki, piosenkarki. Przystojni, dobrze zbudowani panowie. Znana osoba nie musi niczym się przejmować. Przecież są od tego agenci. Wystarczy, że wystąpi na tzw. "ściance" i już konto powiększone o znaczną sumkę. Życie jak w bajce...
I w tym momencie warto zadać sobie jedno pytanie: jak wygląda przemysł rozrywkowy od kuchni, gdy flesze i światła gasną? Na to pytanie najlepiej odpowiedzą Ci, którzy mają z nim do czynienia. Wcale nie jest tak pięknie, jak się nam wszystkim wydaje...
Agnieszka Olejnik w swojej najnowszej książce postanowiła zaprosić czytelników za kulisy show-biznesu. Zrobiła to w sposób dający wiele do myślenia. Czy warto poświęcić dla kariery miłość i rodzinę? Jedno spotkanie za drugim, do tego dochodzą castingi, istny "wyścig szczurów". Gdzie w tym wszystkim jest miejsce na normalne życie u boku osoby, którą się kocha? Zdaję sobie sprawę z tego, że zdarzają się wyjątki. Niestety do tych wyjątków z pewnością nie należy Pola i Grzegorz. Tworzyli szczęśliwy związek, do czasu aż nie zostali sławnymi osobami...
Z dnia na dzień kobieta dostrzega w sobie wiele zmian. Czuje się zmęczona fizycznie i psychicznie. Osiągnęła już bardzo wiele. Pojawił się syndrom wypalenia, straciła zapał do pracy. Pragnie na nowo poczuć miłość Grzegorza. Tęskni za jego obecnością, czułym dotykiem. Ogarnia ją dziwne uczucie smutku i samotności...
Oni już o tym wiedzieli, wcześniej ode mnie zobaczyli to zdjęcie. Stąd te dziwne ukradkowe spojrzenia i ta obrzydliwa cisza. Życie dla Poli stało się w jednej sekundzie jedną wielką obrzydliwością. Zapragnęła zamknąć swe oczy na zawsze. I tak pewnie nikt nie będzie wylewał łez po mojej śmierci. Matka poczuje satysfakcję, a ojciec...nic nie poczuje.
Historia Poli Gajdy porusza do głębi. Od dziecka marzyła, że zostanie sławną aktorką. Chciała występować na największych teatralnych scenach. Los jednak chciał inaczej. Stała się gwiazdą szklanego ekranu. Każdy widział w niej szczęśliwą i spełnioną kobietę. Kim tak naprawdę jest Pola Gajda, a raczej Katarzyna Pietras?

Jak się okazuje próba samobójcza nie zawsze niesie za sobą śmierć. Czasami jest początkiem nowego życia. Tego lepszego. Katarzyna Pietras dostała od losu dar. Może na początku nie chciała go przyjąć, ale z biegiem czasu przekonała się, że...było warto.
Książka "A potem przyszła wiosna" zawiera w sobie przesłanie, bardzo ważne przesłanie. Dotyczy ono bezinteresownej pomocy. Jak wiemy z pomaganiem bywa różnie. Z bezinteresownym szczególnie. Stefan Wysocki, starszy miły pan nie miał z tym najmniejszych problemów. Zdobył moją sympatię w jednej sekundzie. Cudowny człowiek o gołębim sercu. W parze z Ulką stworzyli fantastyczną parę bohaterów.
Jest jeszcze ktoś, o kim trzeba wspomnieć. Konrad, syn Stefana ( wspomniany paparazzo ). Ojj namieszał w życiu Poli vel. Katarzyny. Komplikując przy okazji swoje...

Pani Agnieszko, składam ukłony do samej ziemi. "A potem przyszła wiosna" to książka, która nie powinna stać i ozdabiać półki. Ona powinna być czytana przez tłumy, bo zwyczajnie na to zasługuje. Jestem dumna z tego, że miałam ją w swoich dłoniach i mogłam wchłaniać każde słowo, każde zdanie. Styl w jaki została napisana jest wyjątkowy i wysublimowany. Momentami czułam się jakbym czytała połączenie prozy z poezją. I nie mam tutaj na myśli tylko wierszy, które zostały wplecione przez pisarkę w główną treść. Chociaż między linijkami można odnaleźć kilka wulgaryzmów, ale one dodają charakteru całej historii, podkreślają emocje jakie targają książkowymi bohaterami. Okładka powieści tak jak i jej treść zasługuje na najwyższą notę. Trzymałam kciuki, aby Pola znalazła swoje światełko w tunelu. Nie miała łatwego życia, los jej nie oszczędził. Na szczęście po burzy pojawia się tęcza. W przypadku Poli tą tęczą okazała się jedna z pór roku...




POLECAM
MOJA OCENA 10/10

Za egzemplarz książki dziękuję: 



środa, 8 kwietnia 2015

POTARGANA W MIŁOŚCI. O AGNIESZCE OSIECKIEJ ( Recenzja przedpremierowa )


Autor: Ula Ryciak
data wydania: 23 kwietnia 2015
liczba stron: 440
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie









Ula Ryciak to mało znane nazwisko na naszym rodzimym rynku literackim. To osoba, która postanowiła napisać książkę o postaci znanej i jak bardzo ważnej dla Nas wszystkich...I właśnie to posunięcie bardzo mi się spodobało...Mogę stwierdzić jedno, że o Pani Ryciak będzie głośno i jeszcze wiele dobrego usłyszymy na temat książek jej autorstwa ...Dowodem tego jest świetnie napisana owa biografia: "Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej". 

Na książkę składa się kilka rozdziałów i podrozdziałów, każdy z nich posiada swój odrębny tytuł. Jak bardzo są to wymowne tytuły możemy się przekonać już na samym początku..."Ostatnie chwile", wydawałoby się, że tak powinien brzmieć ostatni rozdział, ale tutaj w ten sposób rozpoczyna się książka. Sposób w jaki przedstawiona w nim została postać Agnieszki Osieckiej odzwierciedla jaka naprawdę była mimo choroby i czekającej tuż za rogiem śmierci...Bała się jej, a jednocześnie nie chciała z nią walczyć. Taką podjęła decyzję...Ukrywała ból i cierpienie przed bliskimi...i przed samą sobą...Pragnęła odejść po cichu, bez rozgłosu i tak uczyniła...

Tak naprawdę zamiłowanie do słowa pisanego wyssała z mlekiem matki. Jest takie mądre przysłowie: czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci...Przyczyniły się do tego również liczne koneksje z ludźmi którzy odwiedzali dom Państwa Osieckich. Duży wpływ na to, że mała dziewczynka pokocha świat kultury i sztuki miał także jej ojciec...W wyniku pewnych zawirowań w życiu rodziców, które skutkowały rozwodem w dalszym ciągu starała się traktować go jak kogoś, kto wszczepił w nią ten rodzaj miłości. Była mu za to bardzo wdzięczna, i nie tylko za to. Wskazał jej kierunek, którym powinna podążać...Chociaż ich stosunki nie należały do łatwych...Zaczęła tworzyć mając niespełna 10 lat. Na początku były to pamiętniki. Małą Agnieszkę zwyczajnie ciągnęło do pisania...Na miano Pierwszej Damy Polskiej Piosenki pracowała już jak widać od najmłodszych lat...Marzenie aby zostać przyrodnikiem zeszło na dalszy plan...Dorosła już Agnieszka zapisuje się na studia dziennikarskie...Przechodzi jednocześnie twórczą metamorfozę, notki z pamiętnika przemieniły się w poważniejsze teksty, artykuły czy recenzje...Tylko tak się złożyło, że studiowanie dziennikarstwa nie sprawiło jej radości. Oczekiwała czegoś innego, a spotkała miedzy jednym a drugim nudnym wykładem "zatruty propagandą klimat"...Porzuciwszy jedne studia zapisuje się na drugie...Szkoła Filmowa, to właśnie tam odnajdzie swoją poetyckość...Po drodze zakocha się w teatrze i pokocha go całym sercem...A co za tym idzie, po raz kolejny dojdzie do twórczej zmiany. Powstaną pierwsze teksty piosenek, których autorką będzie Agnieszka...
Starała się żyć pełnią życia czerpiąc z niego tyle ile się tylko da...Czasami  przybierało biało-czarne barwy, głównie za sprawą poglądów politycznych. Jeśli chodzi o sprawy uczuciowe, w życiu Agnieszki działo się wiele, można stwierdzić, że na nudę nie mogła narzekać. Chociaż tak naprawdę nie była szczęśliwą, spełnioną uczuciowo kobietą...Mimo tego, że w jej życiu pojawiło się wielu mężczyzn, czuła się samotnie...
Oddała się cała pisaniu...Robiła to co sprawiało jej radość. W swoich tekstach opisywała otaczający ją świat...Czasami były to obrazy pełne smutku i melancholii, a z drugiej strony pojawiała się w nich radość oraz miłość wypełniona gorącą namiętnością..Tworzyła z pasją, bo pisanie było czymś dla niej bardzo ważnym... Czymś wyjątkowym...Pisząc, mogła wyrazić siebie, wylać na papier skrywane w sobie emocje...Bo czasami trudno jest się ich wyzbyć używając narządu mowy...

Twórczość Agnieszki Osieckiej zapisała się w pamięci Polaków na długie lata. Uważam, że nie będzie w tym miejscu nadużycia, jeśli użyję również określenia "dożywotnio"...

Czytam książki już od kilku lat, ale książkę biograficzną zdarzyło mi się mieć w swoich dłoniach po raz pierwszy. I tym bardziej się cieszę, że zadebiutowałam biografią o kobiecie tak wyjątkowej, a zarazem nie wyróżniającej się spośród innych. Agnieszka Osiecka, chyba nie ma takiej osoby, która nie znałaby tego nazwiska. Osiecka, to nazwisko, które trzeba znać...
W dzisiejszych czasach niestety nie pisze się już takich piosenek, a szkoda...Teraźniejsze teksty niby mówią o uczuciach, a tak naprawdę są o niczym...Polska muzyka przeobraziło się w coś co nie przypomina naszej muzyki...Polscy artyści śpiewają w języku angielskim, przecież  nasza mowa ojczysta jest taka piękna i wyróżnia się pośród innych więc dlaczego od tego uciekamy...
"Potargana w miłości. O Agnieszce Osieckiej" to książka, która została napisana w sposób konstruktywny i z wyczuciem. Każda strona biografii została dogłębnie przemyślana przez autorkę. Każde zdanie w niej zawarte, najkrótsze słowo zawiera w sobie coś z Agnieszki...Postać tej kobiety została przedstawiona także za pomocą licznych zdjęć, które czytelnik będzie miał możliwość zobaczyć sięgając po lekturę...

Chcesz poznać kobietę, która "wie, po co Bóg stworzył świat" ( s. 67)? TAK lub NIE..Decyzja należy do Ciebie...Tylko nie zastanawiaj się zbyt długo, bo nie wypada...

POLECAM
MOJA OCENA 8/10


Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu: