środa, 14 stycznia 2026

SERCE NA LINII (Recenzja)

Autor: Karen Witemeyer 
data wydania:
liczba stron:
wydawnictwo:




"Serce na linii" autorstwa Karen Witemeyer to drugi tom cyklu "Kolonia Harper's Station". Jak już za pewne wiecie pierwszy bardzo mi się podobał, więc obok tej książki nie mogłam przejść obojętnie. 

Grace ze względu na pewne dramatyczne wydarzenia, których była naocznym świadkiem musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania. Schronienie i pomoc otrzymała w Kolonii "Harper's Station" . W nowym miejscu odzyskuje życiową stabilizację i spełnienia się zawodowo jako telegrafistka. W wolnym czasie wykorzystuje urządzenie na którym pracuje, do korespondowania z tajemniczym Panem A. 
Pewnego dnia bolesna przeszłość postanawia o sobie przypomnieć. Szyfrowaną wiadomość, która dociera do Grace odczytuje również Pan A. 
Kobiecie grozi niebezpieczeństwo, i chociaż nigdy się nie spotkali uczyni wszystko żeby ją ochronić. Nie tracąc zbędnego czasu wyrusza w podróż. 

"Niezłomne serca", pierwszy tom cyklu to opowieść o walecznych i dzielnych kobietach okrutnie poturbowanych przez los. W kontynuacji poznajemy szerzej historię jednej z mieszkanek Kolonii. 
To, z czym przyszło zmierzyć się Grace jest bardzo trudne do opisania. Cały czas widzi przed oczami obraz zakrwawionego ojca leżącego na ulicy, ucieczka przed ludźmi, którzy potrafią bez żadnych skrupułów zabić niewinnego człowieka. Ciągły niepokój, strach, że uda im się ją odnaleźć. 
Grace na pierwszy rzut oka wydaje się być skrytą, cichą i nie wyróżniają się niczym osobą, ale tak naprawdę drzemie w niej ogromna siła i moc. Mimo bolesnych przeżyć stara się czerpać z życia jak najwięcej patrząc z optymizmem w przyszłość. 
Pan A., a dokładnie Amos Bledson należy do grona mężczyzn o przeciętnej urodzie. Przystojniakiem i amantem raczej nazwać go nie można. Jeździ na bicyklu, a wśród innych uważany jest za dziwaka. Czy ktoś taki może liczyć na powodzenie u kobiet? Raczej nie. Chyba, że znajdzie się wśród nich taka, dla której wygląd będzie miał zerowe znaczenie. Za to zwróci uwagę na poziom inteligencji, wewnętrzne piękno, sposób bycia. 
Amos jest człowiekiem posiadającym w sobie ogromne pokłady determinacji, jest konsekwentny w swoich działaniach. W trudnych momentach ujawnia się głęboko w nim skrywana dzikość, nieugiętość, siła walki. 
Grace i Amos stworzyli wyjątkowy duet, który podbił moje czytelnicze serce. Korespondowali ze sobą nie wiedząc kto tak naprawdę ukrywa się po drugiej stronie. W dzisiejszych czasach możemy coś takiego robić za pomocą SMS-ów, komunikatorów, czatów randkowych. W książce mamy do czynienia z telegrafem i wiadomościami w formie szyfrów.  Było to bardzo interesujące. 
Zresztą cała powieść taka jest. Od początku, do samego końca. Fantastyczna kreacja bohaterów to najmocniejszy element w tej historii. Mam tutaj na myśli nie tylko głównych, ale także tych pobocznych, którzy wnieśli dużo dobrego. Nie mogło zabraknąć czarnego charakteru, w osobie przystojnego agenta. 
Nuda? Tutaj czegoś takiego nie uświadczymy. Mamy za to ogrom różnego rodzaju wydarzeń, zwrotów akcji. Dzieje się tutaj aż nadto. Chwilami jest romantycznie, nostalgicznie, zabawnie. Bywają też momenty trudne, wręcz dramatyczne i brutalne. Kilka razy musiałam robić sobie przerwy w lekturze żeby ochłonąć, uspokoić nerwy. Szczególnie gdy czytałam o "poczynaniach" wspomnianego agenta. Przyznam się, że było ciężko. 
Jeśli chodzi o fabułę, wszystko jest tutaj uporządkowane, dopracowane u dopięte na ostatni guzik. Każdy wątek, motyw został przedstawiony z sensem, tworząc razem wspólną całość. Została nakreślona w taki sposób, że z trudem odrywałam się od lektury. O to właśnie chodzi w bardzo dobrze napisanych książkach. 
"Serce na linii" bez dwóch zdań do nich należy. Ja zostałam oczarowana dobrocią, miłością płynącą z kart powieści. Bezinteresowna pomoc, wsparcie w trudnych momentach, wrażliwość na krzywdę, zaufanie do drugiego człowieka, to wszystko zostało w niej zawarte i mocno chwyta za serce. 
Gdy tylko będę miała taką możliwość, na pewno sięgnę po inne pozycje autorstwa Karen Witemeyer. Zachęcam was do tego samego. 

POLECAM 
MOJA OCENA 8/10




 

czwartek, 8 stycznia 2026

CÓRKA POWIETRZA (Recenzja)








Autor: Dorota Gąsiorowska
data wydania: 25 września 2024
liczba stron: 585
wydawnictwo:









Jesi i ona. Kolejna powieść w dorobku literackim Doroty Gąsiorowskiej. "Córka powietrza" to drugi tom cyklu " Córki żywiołów".

Ava jest pisarką, ale chwilowo cierpi na tzw. twórczy zastój. Może tymczasowy pobyt w rodzinnym domu położonym tuż przy Puszczy Zielonej pomoże jej odzyskać chęci do pracy?
Początkowo nic na to nie wskazywało, ale tajemnicza przesyłka z rzeźbą zmieniła wszystko, a nawet i więcej.
Od tej chwili wokół Avy zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Wena nagle wróciła, odwiedza ją ważka którą prawdopodobnie widzi tylko ona, obok do opuszczonej chaty wprowadził się tajemniczy mężczyzna. Na dodatek czuje, że rodzice coś przed nią ukrywają.Trochę tego dużo jak na jedną osobę.
Ava stawia sobie za zadanie odnaleźć nadawcę oryginalnej przesyłki od której tak naprawdę wszystko się zaczęło. W trakcie prowadzonego przez siebie śledztwa poznaje twórczość Juliette Lemoin, francuskiej pisarki.
Dorota Gąsiorowka znowu to zrobiła. Po raz kolejny uwiodła mnie swoją historią, dzięki której chociaż na chwilę mogłam oderwać się od ciężkiej, szarej rzeczywistości. 
Miejsca, do których zawitałam w trakcie lektury zachwycają wyjątkowym pięknem i nastrojowością. W pewnym momencie poczułam się tak jakbym czytała baśń, a nie kolejną "obyczajówkę". Oczywiście odpowiedzialne są za to mistrzowskie opisy. Dorota za pomocą słów maluje obrazy. Aż chce się wziąć do ręki pędzel, oo otworzyć pudełko z farbami i przelać to wszystko na płótno. Kurpiowskie krajobrazy, magiczny las, Paryż jeszcze bez tego całego blichtru. Artystyczne dusze mają w czym wybierać. 
Opisy opisami, ale głównym budulcem całej tej opowieści są bohaterowie, a raczej bohaterki. Jedną z nich jest Ava, na temat której już co nieco zostało przeze mnie napisane. 
Drugą z nich jest młodziutka Lalie. Dziewczynka posiada w sobie wyjątkowe zamiłowanie do natury. Swój wolny czas spędza na leśnych polanach w towarzystwie swojej ulubionej przyjaciółki. W ukryciu tworzy poezję.Niestety pewne wydarzenia zmuszają całą jej rodzinę do przeprowadzki i opuszczenia ukochanego Huelgoat.
Od tej chwili stajemy się obserwatorami jej życia. Jesteśmy świadkami jak z nastolatki przemienia się w silną, mądrą, dojrzałą i pełną pasji kobietę. 
Dzięki tej postaci czytelnik ma okazję odbyć fascynującą podróż w czasie. Dorota Gąsiorowka już nas do tego przyzwyczaiła, że potrafi świetnie łączyć teraźniejszość z przeszłością.
Gdybym miała wybierać, która część bardziej przypadła mi do gustu, to zdecydowanie mój głos powędrował by do Laili. Zaciekawiła mnie historia tej jakże dzielnej dziewczyny, a po drugie znacznie więcej się w niej działo. 
Odnośnie wątków, tematów i problematyki jaka pojawia się na kartach powieści, to jest tego sporo. Moją szczególną uwagę przykuł motyw rodzinnych tajemnic, który jak się okazuje dotyczył obu bohaterek. Boimy się szczerze rozmawiać, wolimy dusić w sobie wszystko przez długie lata. Nie bierzemy pod uwagę, że w ten sposób możemy zranić, skrzywdzić bliską nas osobę. Potem nagle prawda wychodzi na jaw, i wtedy reakcja drugiej strony może być niestety różna. 
W książce pojawia się także kobieca przyjaźń, która posiada w sobie wielką moc, miłość, zdrada, tęsknota i ból po stracie. Jestem pewna, że każdy znajdzie coś dla siebie. 

Całość czyta się płynnie, sprawnie z dużą dozą przyjemności, a jest to prawie sześćsetstronicowy grubasek. Nie przepadam za fantastyką, ale tutaj w moim odczuciu jest jej tak w sam raz. Nie za dużo, nie za mało. Jedynie do czego mogę się przyczepić, to do kilku literówek, które troszkę obniżyły moją ocenę. Jeśli lubicie sięgać po książki na granicy jawy i snów to ta pozycja jest właśnie dla was. Jest to także świetna propozycja na spędzenie długich jesiennych wieczorów w towarzystwie wciągającej lektury. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10



CZARNE WZGÓRZA (Recenzja)

Autor: Nora Roberts 
data wydania: 1 stycznia 2019
liczba stron: 496
wydawnictwo: Świat Książki 









Naszła mnie ostatnio ochota na coś Nory Roberts. Postanowiłam w tym celu odwiedzić bibliotekę i udało się. "Czarne wzgórza" to kolejna powieść tej autorki, z którą miałam okazję się zapoznać. 

Coop po dziesięcioletnim pobycie w Nowym Yorku wraca na farmę żeby pomoc dziadkom. To właśnie tutaj, gdy był dzieckiem poznał Lil. To nie była zwykła znajomość, to było coś wyjątkowego. Zakochali się w sobie, ale niestety z różnych przyczyn ich związek nie przetrwał próby czasu.
Gdy po latach dochodzi do spotkania, oboje są już dorośli. Lil stała się obrończynią zwierząt i spełniła swoje marzenie prowadząc własny rezerwat, natomiast Coop z policjanta przebranżowił się w detektywa. 
To, co do siebie kiedyś czuli traktują jako przeszłość, i nie chcą tego rozpamiętywać. Czyżby na pewno?
Nieoczekiwanie na terenie rezerwatu po raz kolejny zostają znalezione ludzkie zwłoki, ale tym razem sprawa wygląda na znacznie poważniejszą, bo ten ktoś zagraża także Lil.

"Czarne wzgórza" to powieść dość pokaźnych rozmiarów, czcionka w wydaniu, z którym miałam do czynienia nie była zbyt duża. Coś takiego może lekko zniechęcić do lektury, jednak nie w moim przypadku. Ja przepadłam moi drodzy.
W książce zastosowany został podział na trzy części. W pierwszej jesteśmy świadkami rodzącej się przyjaźni miedzy Lil i Coop'em. Dziecięcej, niewinnej i zarazem bardzo mocnej. To nic, że ona wychowuje się na wsi, a on jest mieszczuchem z Nowego Jorku. Nie zwracali żadnej uwagi na tego typu różnice, za to połączyła ich ze sobą wspólna pasja do basbolu.
Super, że Nora nie potraktowała tego wątku jakoś tak po macoszemu, tylko poświęciła mu więcej czasu. Pełni tutaj rolę fajnego wstępu do całej tej historii.
Druga dotyczy młodzieńczego uczucia. Pierwsze pocałunki, szalejące hormony, motyle w brzuchu. W trzeciej mamy do czynienia z teraźniejszością i problemami jakie niesie ze sobą życie. 
Mocnym punktem tej powieści są wykreowani przez autorkę bohaterowie. Lil i Coop, są to postacie bardzo wyraziste, charakterne, z ciekawą osobowością. Słowne utarczki, którymi się częstowali, obojgu podnosiły ciśnienie. Coop za wszelką cenę pragną odzyskać swoją byłą dziewczynę. Jej upartość, duma, utracone zaufanie znacznie mu to utrudniało.
Informacje o kolejnych zbrodniach, i znakach, że ten ktoś czyha akurat na Lil zbliżyła ich do siebie. Dla Coopa zapewnienie bezpieczeństwa stało się priorytetem, był wstanie oddać życie za kobietę, którą pokochał gdy był jeszcze dzieckiem. 
Lil nie da się nie lubić. Jest piękna, mądra, wykształcona. Ma swoje zdanie, lubi tupnąć nogą i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Obdarzyła miłością i troską dzikie zwierzęta tworząc dla nich miejsce, gdzie mogą otrzymać specjalistyczną pomoc. Wzajemnie sobie zaufali, zresztą zwierzęta mają instynkt i potrafią wyczuć dobro w człowieku. Nora ukazała to w piękny sposób. Chce nam również przekazać, że tego typu praca z pewnością do łatwych nie należy. Lil w każdej sytuacji może liczyć na pomoc rodziców, przyjaciół, pracowników, a przede wszystkim Coopa. Nie jest w tym sama. 
Nora Roberts umie w opisy. Czając tę książkę wyobraźnia działa na najwyższych obrotach. Klimat, cała ta otoczka, dzikość terenów Dakoty Południowej robią wrażenie i jeszcze bardziej zachęcają do lektury. Konne przejażdżki po leśnych ścieżkach, wschody i zachodu słońca. Magia w czystej postaci. 

Może zakończenie jest przewidywalne, i szybko można się domyśleć kto zabijał, ale i tak całość czyta się bardzo dobrze. Ja jestem na tak. Jeśli lubisz połączenie romansu z wątkiem kryminalnym, to jest to idealna propozycja dla ciebie. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10






















SPUŚCIZNA (Recenzja)

 

Autor: Nora Roberts 
data wydania: 25 września 2024
liczba stron: 608
wydawnictwo:




Życie Sonyi raczej do nudnych nie należy, bo dzieje się w nim aż nadto. Począwszy od zdrady, której dopuścił się jej przyszły mąż, po drodze nastąpiło przymusowe zwolnienie z pracy, kończąc na tajemniczym spadku. 

To co usłyszała z ust adwokata mocno ją zaskoczyło. Okazało się, że jej ojciec miał brata, o którym nie miała pojęcia. I to właśnie ona stała się jego spadkobierczynią. Wiktoriańska posiadłość na wybrzeżu Maine będzie prawnie należeć do niej pod jednym warunkiem: musi zamieszkać w niej na co najmniej 3 lata.
W sumie po tym wszystkim co ją spotkało zmiana otoczenia dobrze jej zrobi, więc decyduje się na przeprowadzkę. Może przy okazji dowie się czegoś na temat braci rozdzielonych zaraz po porodzie?Będąc już na miejscu przekonuje się, że nie będzie jedyną lokatorką w posiadłości...
Nora Roberts to jedna z najbardziej znanych pisarek jeśli chodzi o powieści dla kobiet. Umiejętnie łączy w swoich historiach różne gatunki literackie, a jej znakiem rozpoznawczym jest romans z dodatkiem kryminału. Jeśli chodzi o "Spuściznę" to w tym przypadku mamy do czynienia z trochę inną tematyką. Ja spotykam się z czymś takim poraz pierwszy jeśli chodzi o twórczość Nory. 
Opis fabuły mocno mnie zaintrygował, a szczególnie wzmianka o duchach. Nie jestem osobą strachliwą, nie wierzę w tego typu zjawiska, ale w trakcie lektury zagościł we mnie lekki niepokój. Były takie momenty, że rzeczywiście można było poczuć lęk i strach. 
Do tych wszystkich wydarzeń w posiadłości z taką jakąś dziwną obojętnością podeszła główna bohaterka. Gdzieś tam stukło, pukło, drzwi same się otwierały, łóżka latały, a ona nic sobie z tego nie robiła. W zupełnie inny sposób na coś takiego reagowała najlepsza przyjaciółka Sonyi, i Trey, nowo poznany prawnik. Ci oboje stworzyli duet dwóch wyrazistych postaci, których szybko obdarzyłam sympatią. W moim odczuciu stworzyliby ciekawy związek, ale Nora zdecydowała inaczej. Wątek romansowy jest jakiś taki nijaki, bez polotu i emocji. Popatrzyli na siebie, kilka razy się spotkali i już. Wszystko zadziało się w bardzo szybkim tempie. 
Czytanie tej historii szło mi całkiem dobrze, ale tak do połowy. Im dalej, coraz bardziej robiło się nudno Szczególnie drażniły mnie streszczenia wydarzeń. Opowiadanie tego samego innym osobom było bezsensowne i męczące. Do tego liczne opisy dotyczące pracy zawodowej Sonyi, które zepchnęły na drugi plan główny wątek dotyczący zjawisk paranormalnych. 
Bez wątpienia na plus zasługuje klimat stworzony przez autorkę. Jest tajemniczo, mrocznie, gotycko. Oczywiście nie mogło zabraknąć atmosfery małych miasteczek. 
Zakończenie wbiło mnie w fotel. Takiego obrotu spraw to ja się nie spodziewałam. 

Czytacie thrillery, powieści fantastyczne, lubicie się bać, nie czujecie lęku przed dziwnymi odgłosami to "Spuścizna" Nory Roberts jest dla was. Ja oczekiwałam po tej historii znacznie więcej, zabrakło mi w niej różnorakich emocji, iskry, która rozpali moją ciekawość i nie pozwoli oderwać się od lektury. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10