wtorek, 4 sierpnia 2026

CAŁA PRAWDA O MIŁOŚCI (Recenzja )

Autor: Clare Pooley
data wydania: 11 sierpnia 2020
liczba stron: 440
wydawnictwo: Zysk i S-ka










"Cała prawda o miłości" to moje pierwsze spotkanie z prozą Clare Pooley. Zachęcona pozytywnymi ocenami, intrygującym zarysem fabuły sięgnęłam i ja po tę książkę. 

Monika zaczyna kolejny dzień pracy w swojej kawiarni. Nie wie jeszcze, że będzie on inny od poprzednich. Winowajcą okazał się...zeszyt pozostawiony na jednym ze stolików. To, co w sobie zawierał mocno nią wstrząsnęło, ale szczególną uwagę przykuła prośba Juliana Jossepa, autora zapisków. 
Monika postanowiła ją spełnić dopisując kilka zdań opisując w nich siebie, i przekazuje go dalej. Od tego momentu zeszyt zaczyna krążyć między ludźmi, a wszystko to, dzieje się pod hasłem "Projekt Autentyczność". 

Czy zwykły zeszyt może odmienić czyjeś życie? Okazuje się, że tak. Oczywiście nie bez znaczenia, jest tutaj jego wnętrze. Musi to być coś chwytającego za serce, z dużą dawką emocji, coś co niesie ze sobą ważne przesłanie. 
Takie właśnie są notatki wspomnianego już Juliana Jossepa, starszego mężczyzny, byłego artysty-malarza. Opisuje w nich historię swojego życia, w którym nie brakowało radosnych momentów, ale także bólu, tęsknoty i łez. Nie koloryzuje, przelewa swoje myśli na papier czyniąc to w sposób szczery. W końcu to on zapoczątkował "Projekt Autentyczność", więc musiał być fair wobec innych. 
Na czym ten cały projekt polega? Otóż Julian dostrzegł w ludziach ogromny bodziec do oszukiwania. Robimy to nagminnie, w różny sposób, i w różnych sytuacjach. A gdyby tak pokazać w końcu prawdę, w tym przypadku za pomocą słów? Niech ta kurtyna uszyta z kłamstw wreszcie opadnie, żeby inni mogli zobaczyć nas takimi jakimi jesteśmy. 

"Wszyscy opowiadają kłamstwa na temat swojego życia. Co by się stało, gdybyś zamiast tego wyznał prawdę? Gdybyś podzielił się tą jedną rzeczą, która cię definiuje, która sprawia, że wszystkie elementy układanki wskakują na swoje miejsce? Nie w internecie, lecz z ludźmi z twojego otoczenia?"
 
Monica, Hazard, Riley, Alice, Lizzie to książkowi bohaterowie, którym było dane zapoznać się z treścią wyjątkowego zeszytu. Nie znali się wcześniej osobiście, ale dzięki zapiskom stworzyli grupę przyjaciół spotykających się na lekcjach rysunku zorganizowanych w kawiarni Monici. Oczywiście wykładowcą nie mógł być nikt inny, jak Julian. 
Różni ich wiele, i chyba to jest w tym wszystkim najlepsze. 
Z dużym zainteresowaniem śledziłam poczynania całej piątki. Nie będę opisywać ze szczegółami każdej z tych osób, żeby nie zabierać wam przyjemności z lektury. 
Nudy w tej powieści z pewnością nie doświadczymy ze względu na wydarzenia, poruszone tematy i wątki. A jest ich tutaj dużo, począwszy od marzeń o własnej rodzinie i rodzicielstwie. Mamy do czynienia z uzależnieniem od imprezowania i narkotyków, poza instagramowym życiem żony i matki, które nie jest już takie kolorowe jak na zdjęciach i filmikach publikowanych w internecie, akceptacją homoseksualizmu. Jak widzicie, jest w czym wybierać. 

"Cała prawda o miłości" to zgrabnie napisana powieść obyczajowa. Czyta się ją z lekkością i dużym zainteresowaniem. Warto zaznaczyć, że jest to debiut literacki autorki. 
Spośród innych tego typu historii z pewnością wyróżnia ją oryginalny pomysł na fabułę. Ja z czymś takim spotykam się poraz pierwszy, i pomyślałam sobie, że może ktoś z czytelników zainspiruje się, i wdroży coś takiego w życie. Może wyjść z tego ciekawy społecznie eksperyment. 
Ja nie mam do czego się przyczepić, jedynie kłuje mnie w oczy tytuł, bo zupełnie nie pasuje do treści. Daje za to minusa. 
Szczerze polecam wam tę książkę. 

POLECAM 
MOJA OCENA 8/10








 

poniedziałek, 20 lipca 2026

TAKA MIŁOŚĆ SIĘ ZDARZA (Recenzja)

Autor: Agnieszka Jeż 
data wydania: 22 stycznia 2020
liczba stron: 364
wydawnictwo: Filia







"Taka miłość się zdarza" Agnieszki Jeż to trzeci, i zarazem ostatni tom cyklu "Dom Pod Trzema Lipami".

Kryzys w związku Klary i Staszka został zażegnany. Pełni szczęścia mogą w spokoju oczekiwać narodzin ich pierwszego dziecka. Jednak za nim do tego dojdzie, Klara razem z mamą i babcią będzie musiała ponownie zderzyć się z przeszłością. Po wyjściu na jaw informacji o tym, że ukochany  zmarłej prababci Emilii jednak żyje cała trójka była w szoku. Obecnie mieszka w Anglii, więc w tym momencie nie pozostaje nic innego, jak tylko szybko zorganizować podróż. 

Poraz trzeci wpadam z wizytą do kamienicy Pod Trzema Lipami. Druga część cyklu zakończyła się w takim momencie, że od razu ruszyłam z lekturą dalszego ciągu tej historii. 
Wyobraź sobie sytuację, w trakcie której po latach dowiadujesz się, że bliska ci osoba jednak żyje. Nie jest to kadr z filmu nagrywanego ukrytą kamerą, tylko najprawdziwsza prawda. Trudno sobie coś takiego zobrazować, ale jak wiemy, życie czasami potrafi nas zaskoczyć. Klara, Dorota i Elżbieta przekonały się o tym na własnej skórze. 
Agnieszka przedstawiła ten wątek poprawnie. Jest wzruszająco, melancholijnie. Przyczepie się do małej ilości emocji, a to one powinny być tutaj najważniejsze. Nie przypadło mi również do gustu telefoniczne streszczenie z tego jakże ważnego spotkania. Było takie nijakie.
Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po trzeci tom, wiązałam z nim duże nadzieje. Niestety, trochę się zawiodłam. Lektura zaskakująco zajęła mi więcej czasu, z każdą kolejną stroną odczuwałam coraz głębsze znużenie tą historią. A może to było zmęczenie? Moim zdaniem w tej części za dużo się dzieje, i zwyczajnie zostałam przytłoczona biegiem wydarzeń. Dość spora ilość bohaterów też zrobiła swoje. Główny wątek dotyczący Klary i Staszka zwyczajnie znikł w tym wszystkim.
W pewnym momencie nie wiedziałam na czym, i na kim powinnam skupić uwagę. 
Autorka chyba lubi słodkości, bo cukru jest tutaj nadmiar. Każdy problem rozwiązuje się błyskawicznie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 
Nie przemówiło do mnie nagłe pojawienie się byłego chłopaka Klary. Jak szybko się pojawił, jeszcze szybciej zniknął. Ten wątek zajął chyba jedną stronę, a można było go w ciekawy sposób rozwinąć. 
Wielka szkoda, bo ta historia miała duży potencjał. Zaczęło się bardzo emocjonująco, nostalgicznie, ale z każdą kolejną częścią jej poziom spadał. Trzecia jest zdecydowanie tą najsłabszą.

MOJA OCENA 7/10









 

wtorek, 7 lipca 2026

ZA SIÓDMĄ GÓRĄ (Recenzja)

Autor: Agnieszka Jeż 
data wydania: 7 sierpnia 2019
liczba stron: 380
wydawnictwo: Filia







"Za siódmą górą" Agnieszki Jeż, to druga część cyklu "Dom pod Trzema Lipami".

Klara decyduje się na przeprowadzkę do Krakowa, i rezygnuje ze sprzedaży mieszkania odziedziczonego po prababci. Niestety jego obecny stan wymaga gruntownego remontu. Z polecenia Pana Tomka, poznaje Staszka- budowlańca i złotą rączkę. Mężczyzna robi na dziewczynie bardzo dobre wrażenie. Jednocześnie dostrzega w nim dziwną tajemniczość. 
Na jej drodze pojawia się ktoś jeszcze. Tą osobą jest Maciej, przystojny właściciel firmy badawczej, który ma dla Klary bardzo intratną propozycję pracy. Zatrudniając się w aptece na pewno tyle nie zarobi, ale za to polubiła klimat jaki w niej panuje.
Przed Klarą bardzo trudne zadanie, musi dokonać wyboru - sercowego, jak i zawodowego. Gdyby tego było mało, na dokładkę przeszłość ponownie daje o sobie znać. 

Fajnie było wrócić do Krakowa i starej kamienicy pod Trzema Lipami. To właśnie tam, w małym mieszkaniu Klara zaczyna wszystko od nowa. Rozdział "Warszawa i Piotr" uważa definitywnie za zamknięty. 
W tej części autorka poświęciła większą uwagę na przedstawieniu jej perypetii i życiowych rozterek. A trochę się dzieje.
W nietypowych okolicznościach poznaje Staszka,  mężczyznę, na widok którego poczuła motyle w brzuchu. Czyżby zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia? A może to tylko reakcja na jego imię i góralskie pochodzenie, nic więcej. Podobieństwo do zmarłego ukochanego prababci jest czystym przypadkiem.
Z biegiem dni ich znajomość zaczyna coraz bardziej się rozwijać, i nie dotyka tylko spraw związanych z remontem. Jednocześnie czuje, że coś Staszek przed nią ukrywa.
Maciej to drugi kandydat do serca Klary, chociaż na początku nic na to nie wskazywało. Ich relacja miała mieć wydźwięk tylko zawodowy, jednak i tutaj coś zaczęło iskrzyć. 
Nie zdradzę, który z adoratorów został wybrany, ale jeśli chodzi o wątek uczuciowy, sądzę, że za szybko to wszystko się dzieje. W pewnym momencie niespodziewanie dochodzi do pierwszych komplikacji, za sprawą znalezionej kartki z treścią, którą Klara na swój sposób zinterpretowała. Ewidentnie widać, że nasza główna bohaterka ma kłopot z zaufaniem. 
Oczywiście w tym wszystkim, nie mogło zabraknąć wzmianki dotyczącej przeszłości. Stara koperta, a dokładnie to, co w sobie zawiera, rzuca zupełnie inne światło na jednego z członków rodziny Majewskich. Jak się z czasem okazało, był to dopiero początek wstrząsających informacji. 
Na kartach powieści został poruszony ważny społecznie temat, a mianowicie uzależnienie od alkoholu. Jest to poważna choroba, która dotyka nie tylko osobę pijącą, ale także najbliższe mu osoby. Cierpią na tym całe rodziny - żony, matki, dzieci. Pokonać coś takiego, nie jest łatwe, tym bardziej, że alkohol można kupić prawie wszędzie, i to jest w tym wszystkim najgorsze. Nie mówiąc już o imprezach, bo przecież w dzisiejszych czasach, nie można bawić się bez napojów wyskokowych. 

"Za siódmą górą" to typowa literatura kobieca do poczytania na leżaku, przy filiżance aromatycznej kawy. Świetnie relaksuje, odpręża po ciężkim dniu. Stylowo jest lekko i przyjemnie.
Zakończenie tej powieści wbiło mnie w fotel. Takiego obrotu spraw to ja się nie spodziewałam nawet przez chwilę. Agnieszka Jeż potrafi zaskoczyć czytelnika, nie ma co. W związku z tym nie będę tracić czasu, i od razu startuję z lekturą trzeciej części. 

POLECAM 
MOJA OCENA 7/10










 

niedziela, 5 lipca 2026

DOM NA KOŃCU DROGI (Recenzja)

Autor: Krystyna Bartłomiejczyk 
data wydania: 9 lipca 2026
liczba stron: 328
wydawnictwo: Prozami







"Dom na końcu drogi" to moje drugie spotkanie z twórczością Krystyny Bartłomiejczyk. 

Ana musi uciec. Ma ku temu swoje powody, więc w pośpiechu pakuje najpotrzebniejsze rzeczy i wyrusza w drogę. Niestety, z minuty na minutę warunki pogodowe robią się katastrofalne przez gęsto sypiący śnieg. Pozostawia samochód, i decyduje na pieszą wędrówkę nie zważając na wysokie zaspy.
Wyczerpana, przemarznięta dociera pod drzwi domu Marcela - wiejskiego lekarza.
Los postanawia połączyć ich ze sobą, i robi to w najmniej oczekiwanym dla nich momencie.

"Dom na końcu drogi" to powieść, która zawładnęła mną od pierwszej strony. Chwyciła mnie w swoje macki, i nie chciała puścić. 
Zaczyna się w sposób bardzo tajemniczy, sceną na cmentarzu. Co tu dużo mówić, prolog jest genialny i stanowi fantastyczną zapowiedź do całej tej historii. Od razu da się odczuć taki lekko mroczny nastrój, niepokój. Coś wisi w powietrzu, i czeka na odkrycie. Tajemnice, sekrety rodzinne to moje ulubione motywy, więc tym bardziej cieszyłam się na lekturę tej jakże wciągającej powieści. 
Skoro sam wstęp tak bardzo przypadł mi do gustu, to jak będzie wyglądał dalszy ciąg? Otóż mój drodzy, jest bardzo dobrze, a nawet lepiej. 
Duży wpływ na moją o cenę mają bohaterowie. To dzięki nim książkę czyta się tak dobrze. Z zapartym tchem śledziłam ich losy, a szczególnie Any. Autorka przez dłuższy czas nie zdradza powodu tak nagłej ucieczki. Można jedynie przypuszczać, że stoi za tym mężczyzna. Niestety my, kobiety nie zawsze czujemy się przy nich bezpiecznie. Pojawia się wtedy niepokój, lęk, strach przed utratą życia. 
Krystyna Bartłomiejczyk na kartach książki poruszyła bardzo ważny wątek jakim jest stalking ( uporczywe nękanie). Historia Any jest fikcją literacką, ale została bardzo realistycznie przedstawiona. Osoba prześladowaną rzadko otrzymuje odpowiednią pomoc, jest ignorowana i pozostawiona samej sobie. Aż w końcu dochodzi do tragedii, a winnych zaniedbań oczywiście brak. 
Nie mniejsze zainteresowanie wzbudził we mnie Marcel i jego zagadkowy styl bycia. Mieszka sam na uboczu wsi, a jego jedynym towarzyszem jest pies. No i ten zawód lekarza. Bez wątpienia coś ukrywa, nie jest skóry do zwierzeń. Popełnił błąd lekarski, a może podobnie jak Ana też uciekł?

"Dom na końcu drogi" hipnotyzuje, obezwładnia, oczarowuje czytelnika. Ten stan trwa do ostatniej przeczytanej strony. Ja jestem zachwycona. 
Odkrywanie tych wszystkich tajemnic, sekretów było dla mnie ogromną przyjemnością. Zanim poznałam odpowiedź na jedno pytanie, pojawiało się kolejne. 
Jak się okazuje, przeszłość potrafi mocno wpłynąć na teraźniejszość. Czasami lepiej niech pozostanie nieodkryta, z drugiej strony demony minionych lat w wielu sytuacjach nie dają nam spokoju. Męczą, duszą i nie pozwalają wykonać kroku na przód. Prawda potrafi nas wyzwolić, ale sprawia również ból, i właśnie dlatego dla naszej dwójki bohaterów był to trudny moment. Rodzące się między nimi uczucie zostało wystawione na próbę. 
Czy spodziewałam się takiego zakończenia? Chyba trochę tak. W moim odczuciu jest życiowe, prawdziwe i pełne emocji. Żyli długo i szczęśliwie raczej mi tutaj nie pasuje, biorąc pod uwagę całość historii Aby i Marcela. Oboje potrzebują czasu, żeby wszystko sobie na spokojnie poukładać. 

"Dom na końcu drogi" to jedna z lepszych książek z gatunku literatury obyczajowe z jakimi do tej pory miałam do czynienia. Z czystym sumieniem polecam wam tę książkę. Jest tajemniczo, mrocznie, a chwilami nostalgiczne. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. 

POLECAM 
MOJA OCENA 8/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu  Prozami